niedziela, 31 marca 2013

W pustyni i w puszczy, Henryk Sienkiewicz

"W pustyni i w puszczy" przypomniałem sobie trochę pod wpływem tekstu Marcina Moskalewicza o "Murzynku Bambo" ponieważ byłem ciekaw, w jakim stopniu książka, która jest sztandarowym przykładem literatury dla dzieci jest narażona na zarzuty "nienowoczesności". Chyba popełniłem błąd. Nie powinienem był w ogóle sięgać po powieść Sienkiewicza a za to zachować trochę mgliste wspomnienie z młodości, w sumie chyba bardziej ukształtowane nawet przez film Władysława Ślesickiego niż samą książkę. 


Nie mam pojęcia, jaki jest dzisiaj odbiór "W pustyni i w puszczy" przez tych, do których powieść była adresowana. Jeśli  chodzi o mnie - nie jest dobrze i nie pomogły nawet ilustracje Jerzego Srokowskiego, do których mam sentyment. Dorosłego czytelnika - przynajmniej mnie - a zapewne i młodzież dzisiaj książka chyba tylko śmieszy i irytuje szablonowością i nierealnością postaci. Nie trzeba wielkiej przenikliwości by zorientować się, że niezależnie od tego jak niebezpieczne będą perypetie dzieci ze wszystkich wyjdą obronną ręką, włos im z głowy nie spadnie a potem będą żyli długo i szczęśliwie. Nie wiem, czy książka jest jeszcze lekturą - zapewne da się z niej coś jeszcze na lekcjach polskiego "wycisnąć": egzotyka i walory poznawcze - jakie by one nie były - przyrodnicze, kulturowe i historyczne, a w przypadku Stasia aspekty wychowawcze - odwaga, opiekuńczość i patriotyzm. Ale mam wrażenie, że z Harrym Potterem Staś Tarkowski nie ma żadnych szans, a o Nel Rawlison lepiej w ogóle nie wspominać.

Mnie zainteresował wątek "kolonialny" i "feministyczny". Co do tego pierwszego sprawa jest jasna od początku do końca. To powieść o potędze białego człowieka - taka polska wersja Kiplinga. Istnienie niewolnictwa jest jasne i niepodważalne - co trochę może dziwić, zważywszy na fakt, że zaledwie pół wieku wcześniej uwłaszczono chłopów na ziemiach zaboru rosyjskiego a od ponad wieku Polska sama była w niewoli zaborców. Słowa jednego z porywaczy kierowane do Stasia i to wówczas kiedy ten jest jeszcze w niewoli "życie nasze nie jest jeszcze w twoich rękach, a ty przemawiasz już do nas jak nasz pan ..." są nad wyraz wymowne, podobnie jak postawa Kalego, który "całym sercem wdzięczny swoim nowym państwu i natychmiast po wieczerzy padł na twarz przed Stasiem i Nel na znak, że pragnie do końca życia zostać ich niewolnikiem".

Nie wiem skąd u Sienkiewicza pojawia się przekonanie, że ktoś może pragnąć zostać niewolnikiem ale nie ma co ukrywać, jego bohaterowie nigdy nie byli zbyt realistyczni i nie odnosi się to tylko do "W pustyni i w puszczy". O ile ujdzie to jeszcze w przypadku jego przygodowych powieści pisanych w konwencji "ku pokrzepieniu serc", to w przypadku tych "realistycznych" w rodzaju "Bez dogmatu" i "Rodzina Połanieckich" czytelnik otwiera szeroko oczy ze zdumienia.

Sienkiewicz nie miał zbyt wielkiego pojęcia o Afryce, jego podróż z której pozostały "Listy z Afryki" była nieudana a i zainteresowany był bardziej polowaniami niż poznawaniem kraju i ludzi. Wiadomo, że wyobrażenie o niej zawarte w książce oparte jest przede wszystkim na ... książkach, zwłaszcza "Przez Sudan ogniem i mieczem" Rudolfa Slatina ale też także "Powstania i państwa Mahdiego w Sudanie ..." Josefa Ohrwaldera. Odnaleźć też można nawiązanie do "Najciemniejszej Afryki" H. M. Stanleya, którego stosunek do Murzynów był jasno określony. Także Linde, którego spotkanie ze Stasiem kojarzy się ze spotkaniem Livingstone'a i Stanley'a (choć biografia Lindego wyklucza takie paralele) ma jasny stosunek do Afrykańczyków - "bywają między czarnymi poczciwe dusze, choć w ogóle na ich wdzięczność liczyć nie można: to są dzieci, które zapominają o tym, co było wczoraj". Ta wyższość białego nad czarnym widoczna jest nawet w sferze ducha "Mea czuła się wszelako nieco zawiedziona, albowiem w naiwności ducha rozumiała, że po chrzcie wybieleje natychmiast na niej skóra, i wielkie było jej zdziwienie, gdy spostrzegła, że pozostała czarna jak przedtem. Nel pocieszyła ją jednak zupełnie zapewnieniem, że ma teraz duszę białą."

Dla feministek lektura "W pustyni i w puszczy" też jest daleka od poprawności politycznej bo nie dość, że "kolorowa" to jeszcze i kobieta "Fatma ucałowawszy ręce obu inżynierów i dzieci wyszła błogosławiąc szczególniej Nel". U Sienkiewicza nawet słoń wie, jaki jest porządek świata "pomiarkował doskonale, że na przykład osobą, której najwięcej trzeba słuchać, jest Staś, a osobą, o którą najwięcej wszyscy dbają - Nel. Z Kalego mniej sobie robił, a Meę lekceważył zupełnie". Nawiasem mówiąc to wyniesienie na piedestał Nel miało swoje uzasadnienie w realnym życiu wiadomo bowiem, że książka pisana była z myślą o Wandzie Ulanowskiej, którą Sienkiewicz wykazywał - jak twierdzą niektórzy - co najmniej niestosowne zainteresowanie (pani Wąsowska być może nazwałaby to feblikiem).

W sferze "afrykańskiej" nie liczyłem u Sienkiewicza na zbyt wiele i niestety nie zawiodłem się. Sienkiewicz wyraźnie ma problemy z rozróżnieniem dżungli i sawanny, bo mówiąc o pierwszej opisuje drugą, uważny czytelnik zauważy, że panterę i lamparta traktuje jako odmienne gatunki zwierząt, co naturalnie jest błędem. Ale coś jednak dla siebie znalazłem - otóż Mea pochodzi z plemienia Dinka lub Sziluk a Kali z plemienia Wa-hima sąsiadującego z plemieniem Samburu, żyjącym w północno-centralnej części obecnej Kenii. Do tamtych terenów pasuje opis plemienia, na które natyka się Staś wędrując już po śmierci Lindego w rodzinne strony Kalego leżące gdzieś stosunkowo niedaleko od Kilimandżaro - "ubranie tych Murzynów składało się tylko z wrzosów lub ze skór pozawiązywanych naokół bioder; wszyscy byli tatuowani. Zarówno mężczyźni jak kobiety mieli przedziurawione uszy i w tych otworach kawałki drzewa lub kości tak duże, że porozciągane klapki uszu sięgały ramion. W dolnej wardze nosili pelele to jest drewniane lub kościane krążki, wielkie jak spodki od filiżanek. Znakomitsi wojownicy i ich żony mieli na szyjach kołnierze z żelaznego lub mosiężnego drutu tak wysokie i sztywne, że zaledwie mogli poruszać głowami." 

I to w zasadzie tyle w Sienkiewiczu z Czarnej Afryki ale nie ma co narzekać bo na wiekową, nomem omen, książkę to i tak całkiem nieźle.

20 komentarzy:

  1. I po co ja to przeczytałam.. A miałam takie miłe wspomnienia z lektury z lat dziecięcych.. buu;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wspomnienia też miałem miłe :-), chyba jednak nie zawsze należy wracać do książek z dzieciństwa.

      Usuń
  2. Oczywiście nie godzę się na takie spojrzenie na nasze dobro narodowe - jakim jest Sienkiewicz. Po namyśle (bo byłoby długo) postaram się stworzyć post na swoim blogu. Nie tylko ja mam ciepłe wspomnienia po lekturze. Dzieciom też się podoba, więc nie obrzydzajmy jej. A że Harry P. konkuruje ze Stasiem to już wyłącznie wina dorosłych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkowcu, nie neguję tego, że Sienkiewicz podoba się dzieciom - być może, ale też nie ma co zamykać oczu na rzeczywistość. Nawet nowa powtórna ekranizacja "W pustyni i w puszczy" niewiele książce pomogła i nie ma co oczekiwać, żeby nagle zaczęła wygrywać ze sprawną narracją pisaną współczesnym językiem.

      Usuń
  3. Tak, Marlow, "W pustyni i w puszczy" jest obecnie lekturą klas piątych szkoły podstawowej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mojej córki jakoś nie budziło żywszych odczuć - "nudne i za długie" :-) ale nie od dzisiaj wiadomo, że aby zniechęcić do książki to wystarczy ją wpisać na listę lektur :-).

      Usuń
  4. A ja nie pamiętam, czy moja córka to czytała - czyli czy lekturą było nieprzerwanie (dziś ma 20 lat). Sama natomiast wspominam czytanie tej powieści z wypiekami na twarzy, może równymi tym, które dziś towarzyszą lekturze Harry'ego Pottera... strasznieś mnie zawiódł tym mękoleniem, że to źle i tamto śmiesznie, no weź! Gniazda nie kalaj i do kawy naszej ojczystej nie pluj!

    :)

    Zresztą... sama się przekonam... prędzej czy później też chciałam wrócić. Teraz, po Twojej recenzji to aż strach, alem nie taka bojaźliwa.

    No i patrzcie państwo, myślałam, że tylko ja jestem taki wyrodek, co w wielkie święto siedzi przed kompem, a tu nas więcej :) Moja rodzina już pojechała, więc mam świętowanie z głowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gniazda nie kalaj?! :-) Do kawy nasze ojczystej nie pluj?! :-)
      O matko, przecież ja nie o hymnie narodowym pisałem tylko o naiwnej powieści dla dzieci "pierwszorzędnego drugorzędnego pisarza", jak o Sienkiewiczu pisał Gombrowicz. Gniazdo takie trochę przybrudzone, któremu porządki by się przydały a kawa to zbożówka i to jeszcze wystygła. Powrotu do "W pustyni i w puszczy" nie masz się co bać :-) co najwyżej stracisz wieczór, a wcześniej jeśli się spytasz córki o jej opinię będziesz wiedziała jakie są wstępne rokowania :-).

      Usuń
  5. Może Panie Darku źle się Pan nastawił do tej książki, trzeba to traktować jako opowieść dla dzieci i w takie formie wyciągać wnioski. Szukanie współczesnej głębi, dojrzałego czytelnika w tej książce, wydaje mi się... hmmm... niepotrzebne.
    Sienkiewicz to Sienkiewicz ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego też zastrzegłem, że pewnie niepotrzebnie złapałem się za książkę :-) bo to książka dla dzieci ale mam wrażenie, że i w grupie targetowej już nie budzi takich emocji jak kiedyś :-). Czytam teraz, jeśli chodzi o wiekowe pozycje dla dzieci, "Piotrusia Pana" i "Alicję w krainie czarów" - nie ma co ukrywać - jest różnica :-). Jasne, że Sienkiewicz jest u nas marką :-) ale nie ma się co oszukiwać - ważne jest nie tylko kto pisze ale i co pisze :-).

      Usuń
  6. ja swego czasu zaliczyłam trylogię,rodzinę połanieckich,w pustyni i w puszczy,quo vadis i jakieś opowiadania ale raczej "po repete"nie pójdę,zdecydowanie wolę j.i. kraszewskiego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie :-) co prawda "Stara baśń" swego czasu była jedną z moich ulubionych książek, podobnie zresztą jak "Quo vadis" i "Krzyżacy" ale bez przesady :-) JIK nie ma wielkich szans z Sienkiewiczem.

      Usuń
  7. może i nie ma,ale nie stara się mnie "pokrzepiać"jak sienkiewicz ,pisze piękną polszczyzną, nadal można go czytać,dla przyjemności jak ja,też,kształci,bawi i wzrusza,czegóż jeszcze chcieć

    OdpowiedzUsuń
  8. Już sam tytuł tej książki działa na mnie jak płachta na byka, dlatego na temat treści wolę się nie wypowiadać.:)
    Ale generalnie zgadzam się Twoją opinią i naprawdę dziwię się, że „W pustyni i w puszczy” nadal jest lekturą szkolną. Jest przecież tyle ciekawszych i bardziej wartościowych książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że w dużej mierze znaczenie ma nazwisko autora i jakiś rodzaj tradycji kulturalnej, że "jak Sienkiewicz to już och i ach" :-). Ja ciągle patrzę na "W pustyni i w puszczy" jako na książkę dzieciństwa więc mam do niej sentyment ale i tak przegrywa on z archaicznością prozy Sienkiewicza. Może dzieci patrzą na to inaczej i odbierają, mam nadzieję, książkę tylko w kategoriach przygód dziewczynki i chłopca w Afryce ale wygląda na to, że jest ona utrzymywana sztucznie "przy życiu" dzięki umieszczeniu na liście lektur :-).

      Usuń
  9. Świetny tekst, ubawiłam się :) Sporo książek z kanonu polskiej literatury dziecięcej nie wytrzymuje próby czasu. Z Konopnicką jest problem, a ostatnio zaczęłam czytać mojemu dziecku Króla Maciusia Pierwszego i porzuciłam po kilku stronach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety masz rację. Moje próby zapoznania córki z krasnoludkami i sierotką Marysią spaliły na panewce, chociaż specjalnie zainwestowałem z dobre, ilustrowane wydanie. Mam jeszcze szansę z synkiem, choć po doświadczeniach również mało optymistycznych z Królem Maciusiem (ale za jakiś czas podejmę jeszcze jedną próbę) zbyt wiele sobie nie obiecuję. Na razie, póki co, nie poddaję się :-).

      Usuń