środa, 15 sierpnia 2018

Wspomnienia. Druga księga, Nadieżda Mandelsztam

Im dłużej czytałem "Wspomnienia. Drugą księgę" Nadieżdy Mandelsztam, tym większe miałem tzw. mieszane uczucia. Po "Wspomnieniach" miała ona u mnie duży kredyt zaufania, tak duży, że na Księgę drugą rzuciłem się niczym cham na pasztetową i... No właśnie, nie powiem, że przeżyłem rozczarowanie ale pisanie po raz drugi o tym samym udowodniło, że to nie jest to samo. Nie da się ukryć, że jest to książka spóźniona. Gdyby ukazała się "za komuny" byłaby bestsellerem (oczywiście bezdebitowym) i na ten status miałaby pewnie też szansę na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Dzisiaj prawie pół wieku od jej powstania i blisko trzydzieści lat od upadku ZSRR jej lektura nie wywołuje już wypieków na policzkach.


Chwilami ma się wrażenie, że "starsza pani" dokonuje obrachunku z bliźnimi nie mogąc liczyć ani na sprawiedliwość instytucjonalną ani też na zwykłe ludzkie poczucie przyzwoitości. Pokazuje jak komunizm zniszczył więzi społeczne wyzwalając w ludziach to co najgorsze do tego stopnia, że przyzwoitość stała się aktem odwagi. Uzmysławia też czytelnikowi jak niewiele wie o życiu literackim Rosji początków XX wieku i jak Rosjanie sami zniszczyli własną kulturę nie cofając się przed fizyczną eliminacją niewygodnych twórców, a w najlepszym wypadku spychając ich na margines.

Ta część trochę "plotkarska" (jakby to niezręcznie brzmiało) wydaje się najciekawsza, choć w gruncie rzeczy tylko pobudza apetyt, chciałoby się bowiem dowiedzieć czegoś więcej o ludziach, z którymi zetknął się Osip Mandelsztam i sama Nadieżda a nie tylko poznać ich z jakiegoś incydentu. W jeszcze większym stopniu pewnie to niezaspokojenie czyli rosyjscy czytelnicy dla których "Druga księga" była przypomnieniem własnej młodości.

Dotyczy to zapewne jednak stosunkowo nielicznego grona czytelników, miłośników literatury rosyjskiej, bo poza tym gronem nazwiska Achmatowej, Biełego, Błoka, Cwitajewej, Gumilowa etc., etc. niewiele mówią. Dzisiaj już samo kojarzenie tych nazwisk oznacza przynależność do ezoterycznego kręgu. Nie da się ukryć, że dla kogoś kto o Mandelsztamie wie tyle, że podobno ktoś taki, owszem żył i coś tam pisał, "Księga druga" jest jakby książką obok. Zwłaszcza, że Nadieżda opisuje swojego męża poprzez pryzmat jego twórczości. Dla niej stanowiła odzwierciedlenie jego życia i poglądów i była z nimi ściśle zespolona (nawiasem mówiąc, nomen omen, to ciekawy asumpt do rozważań na temat "twórca a jego dzieło").

To zresztą fascynujące jak całe swoje życie można podporządkować pielęgnowaniu pamięci zmarłego człowieka i jego twórczości. I przecież nie chodzi tu o zwykłą pamięć wdowy po mężu ale o przeciwstawienie się totalitarnemu państwu, o życie na marginesie, w niedostatku i zagrożeniu jeśli nie życia to wolności. A jednocześnie chwilami ma się wrażenie, że w trochę innych okolicznościach, gdyby nie spotkała na swojej drodze Mandelsztama mogłaby być koleżanką Aleksandry Kołłontaj. Trudno nie dostrzec bowiem w autorce "Wspomnień. Drugiej księgi" kobiety świadomej wartości własnej osoby, chcącej zachować niezależność, która uznaje jednak autorytet męża i niczym jak prawdziwa Rosjanka ze starej anegdoty gotowa jest wołać "Wania ubij, ja winowata".

Rzecz w tym, to wszystko (może poza tym motywem "niezależności") tak naprawdę było już we "Wspomnieniach". Niczego nowego, poza "ploteczkami" (zwłaszcza tymi dotyczącymi Achmatowej) się nie dowiadujemy, tak jak nie ma tam niczego nowego w ocenie władzy i ludzkich postaw wobec niej. Trudno mi było oprzeć się przy tym wrażeniu, że jeśli o to chodzi, to Mandelsztam świetnie by się dogadała z Herbertem. Jej diagnoza dotycząca stanu radzieckich elit literackich (czy szerzej kulturalnych) podobnie jak słynny wywiad Księcia poetów w "Hańbie domowej" przypomina granat wrzucony w szambo, tyle że nie dotyczący naszego podwórka. Ma się świadomość, że obcuje się z książką ważną, której nie się skwitować wzruszeniem ramion czy machnięciem ręki ale nie da się ukryć, że "Druga księga" nie ma tej "świeżości" co "Wspomnienia" tak że wyszła z tego książka raczej dla zainteresowanych tematem i nieco więcej niż trochę, zdeterminowanych.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz