wtorek, 26 marca 2013

Późna godzina. Nieszczęsne dni, Iwan Bunin

Moje pierwsze spotkanie, przed laty z Iwanem Buninem, to zbiór opowiadań "Gramatyka miłości" i "Wieś". Byłem trochę zaskoczony, gdy zorientowałem się, że to twórczość laureata literackiej nagrody Nobla a teraz byłem nie mniej zaskoczony gdy przeczytałem, że "Nieszczęsne dni" (opowiadania zawarte w zbiorze, póki co, zostawiam na boku) to arcydzieło - fakt, to opinia tłumaczki, więc pewna doza przesady wynikająca z emocjonalnego stosunku do przedmiotu własnej pracy jest wytłumaczalna. W każdym razie, czytając dziennik Bunina przez chłodne "szkiełko i oko" miałem wrażenie, że nie tyle mam do czynienia z arcydziełem, co po prostu z interesującym tekstem i żałowałem, że nie dane było mi poznać go wcześniej, w czasach gdy miał swoją wagę i stanowił coś więcej niż świadectwo burzliwych czasów.


Dzisiaj nie ma on już tego smaczku owocu zakazanego, który dodaje pikanterii lekturze, jest jeszcze jednym dowodem na to, o czym od lat wiadomo i głośno się mówi. Co zatem sprawia, że warto poświęcić czas "Nieszczęsnym dniom"?

To co zwraca uwagę, to brak złudzeń Bunina co do "wartości" jakie niosła ze sobą rewolucja. Nie wiem z czego to wynikało, czy oczywistego konserwatyzmu pana w średnim wieku, któremu przerwano ustabilizowane i wygodne życie czy też ze znajomości własnego społeczeństwa. Stawiałbym raczej na to drugie. W "Nieszczęsnych dniach" rosyjski lud, rosyjska dusza przedstawia obraz zupełnie inny niż też, który wyłania się na przykład z "Wojny i pokoju" Tołstoja - "Córka Palczikowa (spokojna, przyjemna z wyglądu) pytała mnie: - A prawda to, panie, że czterdzieści tysięcy jeńców austriackich do nas wiozą? - Czterdzieści tysięcy czy nie, ale prawda, wiozą. - I żywić ich będziemy? - Jak można nie żywić? Cóż więc z nimi robić? Pomyślała. - Co? A pozarzynać, a zakopać ..."

Cóż, zło jakie niosła za sobą rewolucja nie było czymś abstrakcyjnym i nie brało się znikąd. Ziarno musiało paść na podatną glebę. "(...) przychodzi czas, kiedy "suwerenny lud" triumfuje. Drzwi więzień i domów dla obłąkanych otwierają się szeroko, archiwa wydziałów śledczych zostają spalone - zaczynają się bachanalia. Rosyjskie bachanalia przeszły wszystko, co świat widział do tej pory (...)."  Ale czego spodziewać się po prostych, by nie powiedzieć prymitywnych ludziach, jeśli okazuje się, że ci podobno najwrażliwsi - artyści akceptują zło, obnażając przy okazji swoją głupotę i naiwność (Gorki, Błok, Bieły) czasami "wspartą" na dodatek jeszcze "zwykłym" brakiem kultury (Majakowski) i karierowiczostwem (Katajew). Sam byłem zaskoczony tą krytyką "kolegów po fachu" zwłaszcza, pamiętam wrażenie jakie zrobiły na mnie wiersze Błoka właśnie, w tym oczywiście "Dwunastu" (choć dużo mogę wytłumaczyć swoim ówczesnym młodym wiekiem), czy rehabilitująca Majakowskiego biografia B. Jangfeldta "Majakowski. Stawką było życie".

Chociaż przez "Nieszczęsne dni" wielokrotnie przewija się "estetyczne" zdegustowanie ludźmi nowej władzy - "(...) unikam, jak mogę, wychodzenia na ulicę bez szczególnej potrzeby. I wcale nie ze strachu, że ktoś porachuje mi żebra, tylko z obawy, że zobaczę te dzisiejsze twarze.", do których Bunin "przykłada" zresztą teorię urodzonego przestępcy Lombroso, to nie ono jest przecież najistotniejsze w dzienniku. "Estetyka" przytłoczona jest grozą, już nie tylko narastającymi kłopotami dnia powszedniego, panującą drożyzną i brakami w zaopatrzeniu, kradzieżami, aktami wandalizmu etc. ale wiadomościami o aresztowanych, zakładnikach, rozstrzeliwaniach i morderstwach.

Niezgoda na to na niewiele się zda bo "biali" przegrywają a na domiar złego, ci którzy są ucieleśnieniem kultury i cywilizacji postanowili, "że absolutnie żadnego mieszania się w wewnętrzne sprawy rosyjskie nie będzie ... Tak, tak, to są właśnie "sprawy wewnętrzne", kiedy w domu sąsiada rabują i mordują w biały dzień!" Bunin nie widzi żadnego rozwiązania, nie ma nadziei, jakby przewiduje jak to się skończy - "wszystko zostanie wybaczone, wszystko będzie zapomniane. Zresztą ja także tylko staram się oburzać, a naprawdę nie jestem w stanie, nie starcza mi prawdziwej wrażliwości. W tym właśnie tkwi cała piekielna tajemnica bolszewików - zabijają wrażliwość." I niestety ma rację gdy pisze, że "dzieci, nasze wnuki nie będą w stanie nawet wyobrazić sobie tamtej Rosji, w której my kiedyś (czyli wczoraj) żyliśmy, której nie docenialiśmy, nie rozumieli - całej jej potęgi, złożoności, bogactwa, szczęścia ...".

Nie ma co ukrywać, że ta tęsknota za ancien régime to tęsknota za ideałem, który nigdy nie istniał i którym Rosja Romanowów z całą pewnością nie była ale wszystko wydaje się lepsze niż to co niosą ze sobą bolszewicy i od tego co jeszcze miała ona przynieść ze sobą. A przyniosła rzeczy i symbole zaskakująco trwałe i "przechodnie" - to niekoniecznie czerwony sztandar, gwiazda czy sierp i młot ale ... "Gruzowik - ciężarówka - jakim strasznym symbolem stała się dla nas, jak wiele miejsca zajmuje w naszych najcięższych i najstraszniejszych wspomnieniach! Od najpierwszego swojego dnia związała się rewolucja z tym ryczącym i smrodliwym zwierzem, wyładowanym najpierw histeryczkami i sprośnym żołdactwem złożonym z dezerterów, potem doborowymi katorżnikami. Całe chamstwo współczesnej kultury i jej "społecznego patosu" wyraża się w ciężarówce." Wydawałoby się, że cóż to za wymyślna figura jak na symbol - ciężarówka, ale jeśli weźmie się pod uwagę grozę jaką budziły niemieckie "budy" w okupowanej Warszawie to trudno jakoś nie zastanowić się nad tym i nie pokiwać głową, że jednak "coś w tym jest", niestety. 

5 komentarzy:

  1. Ech, ja nie wiem, że też Ty tak musisz wiecznie mi moje wyrzuty sumienia wyciągać na światło dzienne. Bunina kupiłam sobie Życie Arsieniewa i zadowolona, że już mam i że to na pewno będzie świetna lektura, bo już z tytułu mi się podoba - postawiłam na półce. I sobie stoi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja tak tego szukam i zachodzę w głowę o co chodzi bo nie mogę znaleźć poza jakimiś egzemplarzami w rozpaczliwym stanie. Na pocieszenie :-) wyciągnąłem z półki "Wieś".

      Usuń
    2. Tak, to NIKE. Czeka cierpliwie na swoją kolej :)

      Usuń
  2. Nie znam książek Bunina. Czas nadrobić zaległości.

    OdpowiedzUsuń