wtorek, 9 kwietnia 2019

W oczach Zachodu, Joseph Conrad

Znajomość pisarstwa Conrad utrzymywana jest dzisiaj metodą kroplówkową. Pewnie gdyby nie obecność na liście lektur "Lorda Jima" i "Jądra ciemności" (trzeba przyznać uczciwie, że dziatwa szkolna została rzucona, zwłaszcza w przypadku opowiadania Conrada, na bardzo głęboką wodę) Conrad nie byłby kojarzony nawet z nazwiska. Nie pomaga nawet hołd złożony pisarzowi przez Ridleya Scotta. Z jednej strony, nad twórczością Conrada unosi się duch abominacji "komuny" - by przypomnieć osławiony tekst Jana Kotta. Niezależnie już od Conradowskiego poczucia wierności i honoru, które zupełnie nie pasowało do moralności socjalistycznej, jak Kott mógłby pochlebnie pisać o autorze, który uważa, że "w prawdziwej rewolucji najlepsze charaktery nie wysuwają się na czoło. Żywiołowa rewolucja wpada z początku w ręce ciasnych fanatyków i tyrańskich hipokrytów. Potem przychodzi kolej na wszystkich pretensjonalnych bankrutów umysłowych danego czasu. Tacy są jej wodzowie i kierownicy. (...) pominąłem zwykłych łotrów. Natury sumienne i sprawiedliwe, szlachetne, ludzkie i ofiarne, jednostki nieegoistyczne i inteligentne mogą rozpocząć ruch, ale on im się wymyka. To nie są przywódcy rewolucji. To są jej ofiary: ofiary rozczarowania, niesmaku, często wyrzutów sumienia. Wykoślawione i zdradzone nadzieje, skarykaturowane ideały - oto definicja rewolucyjnego zwycięstwa."

Z drugiej, jak brutalnie szczerze pisał Zdzisław Najder, Conradowi nie pomaga "widoczny kryzys etosu służby w dzisiejszym społeczeństwie polskim i równoczesna utrata roli wzorcowej przez warstwę inteligencką" i to, że "nie jest to pisarz, którego chętnie czytają dorobkiewicze i zwolennicy rozsądkowych kompromisów".


A jest przecież "W oczach Zachodu" powieścią, która może walczyć z "Lordem Jimem" i "Jądrem ciemności" o miano najwybitniejszego dzieła Conrada, a tym samym jednego z wybitniejszych dzieł literatury światowej. "(...) jest to rosyjska opowieść przeznaczona dla zachodnich uszu, które (...) nie są zdolne do uchwycenia pewnych tonów cynizmu, okrucieństwa i moralnej negacji, a nawet moralnej rozpaczy - tych tonów, jakie już ucichły w naszej części Europy [to znaczy zachodniej - przyp. mój]."  Pretekstem do jej napisania był zamach bombowy na ministra spraw wewnętrznych Cesarstwa Rosyjskiego Wiaczesława von Plahwe, dokonany 28 lipca 1904 r. przez Jegora Sazonowa choć prawie nic, z tego co pisał znajduje się w powieści nie pokrywa się z faktami. Ale mówiąc szczerze, nie musi.

Miarą dobrej książki jest trudność pisania o niej. Niby wiadomo co się czytało, o czym jest książka a jednak towarzyszy temu świadomość, że coś nam umknęło, a to co zdołaliśmy uchwycić błąka się tylko po poboczach tego co najistotniejsze. Przyznaję,  pierwsze spotkanie z "W oczach Zachodu" nie olśniło, zresztą to chyba ogólniejsza prawidłowość książek Conrada. Kończy się lekturę lekko zakłopotanym, z pytaniem, o co chodzi?, o co tyle zamieszania? Niby dzieło wybitne a dla mnie jest ono jak "miedź brzęcząca albo cymbał grzmiący" więc trochę zaniepokojony po kilku miesiącach zafundowałem sobie ponowną lekturę i dzisiaj już nie mam wątpliwości czemu "W oczach Zachodu" zaliczane jest do najlepszych powieści Conrada. 

Student mający szansę kariery się staje przed koniecznością dokonania wyboru, od którego zależy życie człowieka, który mu zaufał, a potem poznaje siostrę, tego którego zadenuncjował. Ach, cóż by to mógł być za materiał na bestseller! A tak co - jakaś powieść o rozterkach i tragedii. A mogło być tak pięknie; główni bohaterowie mogli pobrać się, mieć dzieci i żyć długo i szczęśliwie. Byłoby o czym pisać na blogaskach.

Tymczasem Conrad nicuje pobudki ludzkiego działania i stawia swego bohatera przed dylematami, na które nie ma łatwych odpowiedzi. Nie o to dzisiaj chodzi. Kogo obchodzi, co jest pobudką ludzkiej nikczemności, czy jest "to próżność, rozpacz, miłość, nienawiść, chciwość, mądra duma czy głupia zarozumiałość" i jaki jest rezultat konfrontacji "męki wyrzutów sumienia, zemsty, kajania się, gniewu, nienawiści, lęku" z pokusą zaznania miłości?

Traktuje się "W oczach Zachodu" jako powieść będącą polemiką z mitem "narodu bogonośćca" tak rozsławionym przez Dostojewskiego. I rzeczywiście, można tak je odczytywać, nie bez kozery jedna z postaci powiada "my Rosjanie jesteśmy bandą pijaków. Musimy się czymś upijać: szaleć ze zgryzoty lub rozrzewniać się rezygnacją; leżeć bezwładnie jak kłoda lub podpalić dom! I proszę mi powiedzieć, co trzeźwy człowiek ma tu do roboty?". Widać, że Conrad nie dał się uwieść histerycznym, miotanych emocjami bohaterom Dostojewskiego - "W swej pysze liczb, w swych dziwacznych pretensjach do świętości i w tajemnej gotowości do poniżenia się w cierpieniu, duch Rosji jest duchem cynizmu. Duch cynizmu wypełnia do tego stopnia oświadczenia rosyjskich mężów stanu, teorie rewolucjonistów i mistyczne przepowiednie proroków, że wolność wygląda na pewną formę rozpusty, a nawet same cnoty chrześcijańskie wydają się nieprzyzwoite...". A główny bohater książki "poczuł twardą ziemię rosyjską, martwą, zimną, nieporuszoną, niby ponura i tragiczna matka z zasłoniętą twarzą - poczuł ziemię ojczystą, ziemię własną - choć bez domowego ogniska, bez jednego serca!".

Drugim motywem, jest wspomniany już, krytyczny (delikatnie mówiąc) stosunek do rewolucji ("Alboż cała działalność rewolucyjna nie opierała się na szaleństwie, samooszukiwaniu i kłamstwach?") zasługujący na tym większą uwagę, że Conrad wykazał się tu darem profetyzmu (niestety) a na literackim gruncie przecierał szlak słynnemu "pojedynkowi" Rubaszowa i Iwanowa z "Ciemności w południe" Koestlera.

Jednak to co najciekawsze, to Conradowska walka o ocalenie samego siebie, własnego poczucia godności. Co powoduje przyzwoitym człowiekiem, że z premedytacją dokonuje fałszywego wyboru; strach o własną przyszłość i karierę, wściekłość na człowieka, który postawił go przed koniecznością dokonania takiego wyboru, czy może przekonanie o słuszności własnych idei? Każda decyzja pociąga za sobą kolejną i człowiek sam wikła się w sytuacje, w których normalnie nie powinien się znaleźć. Z jednej strony ma się świadomość samodzielności wyboru, z drugiej, poczucie własnej nikczemności. Na nic nie zdaje się samooszukiwanie i poszukiwanie usprawiedliwienia. Sumienia nie da się przekonać. Pragnienie uczciwości wobec samego siebie ciągle działa i nawet strach przed konsekwencjami nie pomaga na wyrzuty sumienia. Uczciwość wobec samego siebie przeważa i sprowadza katastrofę. Bohater Conrada jest po ludzku słaby. A Conrad nie stawia go w jednoznacznych czarno-białych sytuacjach, zawsze jest jakieś "ale", jednak na końcu i tak jest tylko jedna prawidłowa odpowiedź, do której ostatecznie dochodzi "i właśnie wtedy zrozumiał, że najzjadliwsze drwiny, najgorsze niegodziwości, że całe to szatański dzieło jego nienawiści i pychy nie zdołałyby nigdy przesłonić nikczemności życia jakie go czekało. Trzeba mieć charakter, aby dojść do takiego przekonania".

Co tu dużo mówić - WOW!

2 komentarze:

  1. "...nie jest to pisarz, którego chętnie czytają dorobkiewicze...".
    Powyższy wypowiedź Z. Najdera mnie zaskoczył - a czy jest jakiś pisarz, którego chętnie czytają dorobkiewicze? A co nas obchodzą gusta literackie dorobkiewiczów?
    Wracając do sedna sprawy - bardzo się cieszę z tak dobrej oceny tej powieści gdyż zgadza się z moimi odczuciami.
    Dla mnie najistotniejszym odkryciem było swoiste "odczarowanie" Dostojewskiego, zapowiada to już nazwisko bohatera powieści - Razumow.
    Drugim istotnym akcentem jest zupełny brak wiary w sens i uczciwość wszelkich rewolucyjnych idei.
    A w środku - świetne pisarstwo Conrada. Jedna z moich ulubionych książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie czytają, bo dlaczego niby nie, ale co to za przyjemność czytać o kimś, u kogo poczucie godności wygrywa z bardziej wymiernymi materialnie wartościami. Imponderabilia nie są dzisiaj w modzie. Za mało znam prozę Conrada by definitywnie przesądzić o miejscu "W oczach Zachodu" w jego dorobku i w moim osobistym rankingu ale na podstawie tego co przeczytałem, dzisiaj mieści się w czołówce.

      Usuń