Zachęcony pierwszą częścią cyklu "Rzeka kłamstwa", sięgnąłem do drugiej i przy okazji odkryłem, że serial, o którym wspominała Ela (pkela) na niej właśnie się kończył, pozostawiając trzy następne niejako "odłogiem". Nie wiem, czy były tego jakieś głębsze przyczyny i czy znaczenie miało to, że "Ludzie z wosku", podobnie jak i "Wędrówka Joanny" zostali napisani przez Szelburg-Zarembinę jeszcze przed wojną.
W każdym razie to dobra książka, choć nie aż tak jak jej poprzedniczka a z całą pewnością inna. Nie ma tu już dziecięcego spojrzenia na świat, nic zresztą w tym dziwnego bo główna bohaterka jest już dorosłą kobietą, jego pozostałości widoczne są jedynie w odczuciach córki, która jednak jest postacią drugoplanową. Także element baśniowości jest zmarginalizowany choć ciągle obecny w postaciach pary żebraków, którzy zostają rodzicami chrzestnymi dziecka Joanny mającymi zapewnić mu szczęście, a scena w której Joanna spotyka w Częstochowie Wiktorynę przewodzącej "mafii" żebraczej kojarzy się może nie tyle z baśnią co z epizodem z "Królewicza i żebraka" Marka Twaina.
Najistotniejszą odmiennością w stosunku do "Wędrówki Joanny" jest bardzo silne zaakcentowanie przekonań społecznych głównej bohaterki, biorącej udział w manifestacji pod wpływem impulsu i poruszenia biedą, której jest świadkiem. W epizodzie warszawskim, którego manifestacja ta jest fragmentem ma się wrażenie, że bohaterce "Ludzi z wosku" niedaleko jest do bohaterek Gojawiczyńskiej. Jednocześnie Szelburg-Zarembina dostrzega, że wrażliwość społeczna może mieć wyraz polityczny, choć z drugiej strony jest dla niej jasne, że żadne ideały nie są warte ofiary z niewinnego życia. Polityka w powieści dotyczy kwestii społecznych ale jest w niej tego także patriotyzm, którego przejawy mają wyraz jeśli tak można powiedzieć pielęgnowany do "domowego" użytku. Znamienny jest tu incydent, którego bohaterami; sprawcą i ofiarą są dzieci i który poprzez zestawienie bezwzględności, bezbronności i współczucia przypomina epizod Borowiczem i Gumowiczem z "Syzyfowych prac".
"Ludzie z wosku" są też o wiele bardziej "genderowi" w stosunku do poprzedniej części. Główna bohaterka pozbawiona jest już jakichkolwiek złudzeń, patrzy na świat do bólu realistycznie nie mogąc liczyć na nikogo, oprócz siebie. Trudno powiedzieć na ile związana jest z chorym mężem miłością a na ile poczuciem lojalności i "zwykłej" życzliwości. W swoich uczuciach nie ma nic z heroin powieści dla pań, nie rzuca się z rozwianym włosem w ramiona ukochanemu, a "jedyne" przeciwieństwa jakim musi stawiać czoła to bieda i choroba.
Niezły kawałek literatury i mam nadzieję, że część trzecia cyklu co najmniej nie będzie gorsza.
"Ludzie z wosku" są też o wiele bardziej "genderowi" w stosunku do poprzedniej części. Główna bohaterka pozbawiona jest już jakichkolwiek złudzeń, patrzy na świat do bólu realistycznie nie mogąc liczyć na nikogo, oprócz siebie. Trudno powiedzieć na ile związana jest z chorym mężem miłością a na ile poczuciem lojalności i "zwykłej" życzliwości. W swoich uczuciach nie ma nic z heroin powieści dla pań, nie rzuca się z rozwianym włosem w ramiona ukochanemu, a "jedyne" przeciwieństwa jakim musi stawiać czoła to bieda i choroba.
Niezły kawałek literatury i mam nadzieję, że część trzecia cyklu co najmniej nie będzie gorsza.

