sobota, 26 kwietnia 2014

Spowiedź, Calek Perechodnik

Moje pierwsze spotkanie ze wspomnieniami Perechodnika, to wydanie z 1995 r., które ukazało się pod tytułem "Czy ja jestem mordercą?". Edycja ta została potem skrytykowana za m.in złagodzenie antypolskich akcentów w stosunku do tekstu oryginału, ale nawet ta "złagodzona" wersja w czasach sprzed "Sąsiadów" Grossa, gdy informacje o antysemickich zachowaniach Polaków w czasie wojny nie były wiedzą powszechną, dla mnie była czymś szokującym. Po niedawnym poście Marioli S. z Myśli czytelnika postanowiłem sobie lekturę odświeżyć i jak to często bywa, zwróciłem uwagę na trochę inne rzeczy niż przy okazji poprzedniej lektury. 


Ale niezależnie od tego jak by na "Spowiedź" nie patrzeć, ciągle pozostaje dla nas lekturą miażdżącą. Dla nas i dla Żydów. Paradoksalnie chyba najmniej dla Niemców, bo przecież wiedza o tym, że mordowali Żydów nie jest żadną nowością.

Myślę, że gdyby autorem nie był Żyd, to z pewnością książka zostałaby uznana za antysemicką, za sprawą obrazu, w jakim Perechodnik przedstawił swoich pobratymców. To często tchórze, którzy nie tylko nie mają woli walki ale nawet nie chcą uciekać (jeden bezbronny żandarm pilnuje kilkunastu Żydów, bo po kilku strzałach skończyły mu się naboje i posłał po nie do komisariatu przypadkiem przechodzącego chłopca, Żydzi namawiani przez Perechodnika nawet nie chcą słyszeć o próbie odwetu), hieny żerujące na nieszczęściu innych i nie wyrzekające się żadnej okazji do zarobku, pozbawione prospołecznych zachowań, dla których liczy się wyłącznie ich własne życie i możliwość zrobienia geszeftu bez względu na okoliczności.

Ojciec Perechodnika "dopiero co dowiedział się o śmierci swej córki, synowej, wnuczki, a już mówi o poduszkach". Nawet do Perechodnika dociera, że coś jest chyba z tym nie tak. A przecież i on dokładnie przelicza, po ile to złotych na kaszy i chlebie zarabia Polka, u której wraz z innymi się ukrywa.

Pieniądze to podstawowy miernik wyznaczający dla Żydów wszystko a  Polacy też nie są lepsi. Dla zarobienia 15 złotych, choć doskonale by się bez nich obył, ojciec Perechodnika naraża własne życie i życie innych, w ostateczności tracąc 1500 zł. Przy innej okazji, nie chcąc się wyrzec okazji do zarobku sam się demaskuje. Z niedowierzaniem czyta się, wzmiankę o targowaniu się o ... 50 złotych "komornego", za ukrycie matki autora. To, nie ma co ukrywać, nie budzi sympatii i współczucia. Tak jak nie budzi niewpuszczenie przez matkę Perechodnika do kryjówki szwagierki i dziecka, bo gdyby ich przyjąć to trzeba by się pozbyć schowanych w niej rzeczy. Rzeczy albo ludzkie życie, co za wybór ...

Na tle tego obrazu, a nie ma podstaw by sądzić, że odbiegał on od rzeczywistości, Perechodnik chwilami jest irytujący. Kiedy czyta się jego krytyczne sądy pod adresem Polaków obserwujących likwidację getta, trudno nie zadać pytania; jak ktoś kto nie mógł odżałować garnituru, by sprzedać go i kupić w zamian dokumenty dla żony i dziecka, ktoś kto zaprowadził najbliższe sobie osoby na plac, z którego odchodziły transporty do Treblinki chociaż nikt do tego go nie zmuszał i nie pilnował, i nie kiwnął palcem by je uratować, czyni wymówki innym?  Nie budzi współczucia ta poniewczasie okazywana rozpacz z powodu utraty żony i dziecka, gdy jednocześnie okazuje się, że współżyje z kobietą, która wraz z nim się ukrywa, o której intelekcie, mówiąc bardzo łagodnie, nie ma wysokiego mniemania. 

Dla nas "Spowiedź" jest niewygodna z innego powodu. To zapiski o mało pochlebnej postawie Polaków wobec Żydów, nieliczne przykłady bezinteresownie udzielanej pomocy przytłoczone są panującym powszechnie szmalcownictwem, "System pracy tropicieli jest zaiste genialny. Specjalni szczeniacy zaczepiają na ulicy każdego bez różnicy przechodni, krzycząc na niego: "Żydzie", "Żydowico", "Żydziaku", w zależności od płci i wieku. Tropiciele stoją z daleka i z wielką wprawą obserwują reakcję przechodniów. Jeśli reakcja jest normalna, odganiają szczeniaków, jeśli reakcja jest choć trochę podejrzana, sami interweniują, proszą grzecznie do bramy, tam zabierają wszystkie pieniądze i puszczają swobodnie dalej.", denuncjowaniem ukrywających się Żydów Niemcom i bezpośrednim uczestnictwem w ich mordowaniu. Nie ma co ukrywać, to dla nas bardzo gorzka pigułka.
 
I nie osłodzi jej fakt, że chociaż w odniesieniu do tego co Perechodnik widział i czego sam doświadczył nie ma powodów by mu nie wierzyć, to często wypowiada się o rzeczach, o których wiedział wyłącznie ze słyszenia i tu już jego wiarygodność nie budzi takiego zaufania. Ale to i tak nie osłabia wymowy książki, zwłaszcza że nie można oczekiwać od kogoś, kto stale żyje w napięciu i zagrożeniu by snuł niezaangażowane emocjonalnie, obiektywne wywody, zwłaszcza że nie zmienia to podstawowego faktu, że Perechodnik jest wiarygodnym świadkiem w odniesieniu do tego czego sam doświadczył. Polecam.
 

88 komentarzy:

  1. Mnie nie zaskakują, ani nie dziwią takie relacje i takie opinie - zarówno dotyczące Żydów, jak i Polaków. Akurat należę do tej grupy ludzi, którzy słyszeli już dawno o relacjach polsko-żydowskich w czasie w okupacji (a także przed wojną). To w Łodzi było szczególnie silne i nikt nie ukrywał prawdy o antysemickich nastrojach.
    Dodatkowo nasza rodzina mieszkała cały czas w tym samym mieście - dom moich pradziadków znalazł się dosłownie dwie przecznice od granicy getta. I to co wynika z tej książki jest prawdą - niemiłą o obu stronach.
    Antysemityzm był bardzo silny, chociaż nie wiem, w jakim stopniu przeradzał się w aktywne donoszenie. Chyba w dużym stopniu było to jednak tylko (nie wiem, czyt to odpowiednie słowo), bierne obserwowanie, milcząca akceptacja.
    Oblicza antysemityzmu były także różne - od poparcia "Hitler zrobił za nas porządek", do obaw i strachu "po nich przyjdzie czas na nas".
    To wspomnienia bezpośrednie, które sama słyszałam wielokrotnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z dzisiejszej perspektywy antysemityzm nie jest rzeczywiście czymś niespodziewanym, ale kilkanaście i więcej lat temu jego świadomość albo nie była powszechna albo wiedzę o nim ukrywano.

      Usuń
    2. To prawda - nie mówiło się głośno, oficjalnie. To była prawda "mówiona między ludźmi". Zresztą pewne tematy związane z zagładą Żydów (słowo "Holocaust" pojawiło się przecież niedawno) w ogóle nie istniały w świadomości społecznej. Pamiętam z czasów szkolnych, że bardzo dziwiło mnie wspominanie w radio, w telewizji powstania w getcie warszawskim, gdy jednocześnie w ogóle nic nie mówiono o getcie w Łodzi. Fakt, nie było w nim powstania, ale ono istniało na dużym obszarze miasta. I ten temat pojawiał się w rodzinnych rozmowach (nie tylko w mojej rodzinie). Dzieci w szkole wiedziały o getcie tak samo jak ich rodzice - wszyscy wiedzieli.

      Usuń
    3. W miejscowościach gdzie były getta i w których pozostali dawni mieszkańcy - pewnie tak ale to była to jak sama mówisz wiedza przekazywana z ust do ust. W powszechnym odbiorze Polacy narażali własne życie i ginęli chroniąc Żydów, tymczasem prawda okazuje się znacznie mniej bohaterska, i ciężko idzie nam pogodzenie się z tym, że żerowanie na ludzkim nieszczęściu było na porządku dziennym.

      Usuń
    4. Na terenie getta zbudowano całe osiedla - nowe bloki między starymi kamienicami (Łódź nie była w ogóle zniszczona w czasie wojny). I tak sobie razem stoją do dziś, w tym budynek naszej szkoły.
      A powszechne bohaterstwo? - więcej mówiono o tym, jak rozkradano przez pół roku po "wyzwoleniu"co tylko się dało z opuszczonych domów. Może dlatego to wydaje się teraz mniej drastyczne dla nas, że wiedzieliśmy już wiele lat temu.

      Usuń
    5. W Warszawie na miejscu getta też jest blokowisko, gdyby nie cmentarz to w sumie nie byłoby po nich śladu.

      To nawet nie chodzi o bohaterstwo, nie każdy przecież nim jest, nawet gdyby to była obojętność to byłoby to lepsze od tego co wielu robiło.

      Usuń
    6. Na miejscu Serbii ( część żeńska Pawiaka) również , trudno było tego uniknąć szczególnie w czasach masowego budownictwa. Choć nie ukrywam że wolałabym by powstało tam muzeum większe niż to co mamy okazję oglądać. To jednak i tak lepiej niż dyskoteka w Forcie VIII ( w Poznaniu) o ile dobrze pamiętam numer.

      Usuń
    7. Dobrze, że w ogóle miejsce po Pawiaku upamiętniono.

      Usuń
    8. W Warszawie zbudowano nowe osiedla na gruzowisku - w Łodzi sytuacja jest inna. Stare drewniaki, stare kamienice, ulice, chodniki - to wszystko pozostało i między nimi postawiono bloki. Te ulice, te domy jeszcze dziś pamiętają czas getta. Kilkakrotnie "grały" w filmach - m.in. w "Korczaku", w "Europa, Europa". Dziwnie się czułam idąc rano do pracy wśród dekoracji filmowych (mur getta z tymi słynnymi tablicami, słup ogłoszeniowy itd). Tu cały czas pozostaje jeszcze coś w powietrzu, jakaś nieuchwytna atmosfera - oczywiście odbierana przez ludzi myślących. Często zastanawiam się nad tym, że ludzie którzy zasiedlili opuszczone domy i ich dziś żyjący potomkowie, niewiele się różnią poziomem i niskim morale od tamtych obojętnych, czy źle postępujących. To w końcu Bałuty, jedna z najgorszych dzielnic miasta (i przed wojną i teraz).

      Usuń
    9. Czasami mam poczucie, że jedną z przyczyn naszego polskiego antysemityzmu jest poczucie nie do końca czystego sumienia, jakie przecież można mieć w przypadku (mówią o starszej generacji) w pożydowskim domu, którego ani się nie wybudowało, ani nie kupiło. Łódź to jeszcze nic ale Jedwabne! Przecież domy Żydów, których zamordowali Polacy nie zniknęły, ktoś w nich zamieszkał ze świadomością tego co i kto zrobił z poprzednimi właścicielami.

      Usuń
    10. Tak, w Jedwabnem to chyba gorszy rodzaj świadomości, jeśli tak można powiedzieć. U nas sprawę "załatwili" Niemcy rękami żydowskich pomocników. Tym bardziej nic nie przeszkadzało zabierać z opuszczonych domów dosłownie wszystko; łącznie z drewnianymi elementami, które tylko dało się wyjąć (była zima, więc trzeba było czymś palić).

      Usuń
    11. Perechodnik też zwraca uwagę na swoich pobratymców, gorzej (z naszego punktu widzenia), że pokazuje też aktywną rolę Polaków. I nie chodziło tylko o grabież opustoszałych mieszkań ale o zwykłe oszustwo i kradzież. Co zaskakujące to nie były to tylko zachowania marginesu i nizin społecznych bo obok dozorcy, kradzieżą jak się okazało nie gardził też lekarz czy kapitan WP, a z drugiej strony na pokusy odporni okazali się konduktor i urzędnik,

      Usuń
  2. Tak jak pisałam gdzieś wcześniej, autor książki wywarł na mnie wrażenie człowieka małodusznego i bardzo egoistycznego.Przerażająca jest jego pogarda dla biednych Żydów. Kiedy jego żona i córka pojechały do obozu, wrócił do domu i zobaczył, że ciotka, która ukryła się w piwnicy, ocalała. Jaka była jego reakcja?
    "Boże, czemuż to Niemcy nie znaleźli ich w piwnicy, dlaczego to nie ich zabili?"
    Te słowa mówią wszystko o charakterze Perechodnika. Ja potworna zawiść. Kiedy przeczytałam te słowa, raz na zawsze straciłam sympatię dla autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat te słowa odbieram inaczej, nie wątpię że przez Perechodnika przemawia ból i spóźnione wyrzuty sumienia, tym większe właśnie gdy zobaczył, że sam przyczynił się do śmierci żony i dziecka i nie ma nic na własne usprawiedliwienie.

      Usuń
    2. Inaczej? Rozumiem, że czuł ból, jednak życzenie, by zamiast jego bliskich zginął ktoś inny, to podłość.

      Usuń
    3. On przecież nie traktuje tego jako życzenia śmierci, ale jako wyrzut wobec samego siebie. Gdyby ci ludzie zginęli mógłby jeszcze się przed sobą usprawiedliwiać, że śmierć najbliższych była nie od uniknięcia, a tak odpadła ostatnia zasłona - nie ma dla jego postępku żadnego wytłumaczenia i sam wie, że przed sobą też nie ma się co uciekać do samooszukiwania.

      Usuń
    4. To zdanie również odebrałam tak samo jak Ty Marlow.

      Pieknie wypunktowales to przywiazanie Calka i jego rodziny do materialnego swiata, nawet w obliczu smierci i krzywdy najblizszych. Jego zrozumienie, ze przywiazanie do rzeczy nie jest wiele warte bylo poniewczasie, kiedy praktycznie nie mial juz kogo ratowac oprocz siebie.

      Perechodnik na pewno nie jest krysztalowa osoba, ale zla do szpiku kosci rowniez nie, przynajmniej ja go tak oceniam. W jakims momencie przychodzi ta swiadomosc wlasnej winy i stad ta ksiazka, ktora ma byc rozliczeniem z samym soba.

      Usuń
    5. To chyba mamy podobny pogląd na Perechodnika. Coś z jego przywiązaniem do pieniędzy musiało być nie tak. Wspomina i ma żal do Magistra (Władysława Błażewskiego), choć niby z drugiej strony go rozumie, że ten nie chce sprzedać powierzonych mu rzeczy - ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdyby Magister je sprzedał, to Perechodnik miałby do niego pretensje, że nie uzyskał odpowiedniej ceny i być może Magister miał tego świadomość i nie chciał narażać się na posądzenia, że coś było nie tak.

      Usuń
    6. Ktozby mogl sprzedac wlasciwie jak nie Zyd, jak nie sam Perechodnik?
      Moze to wplyw rodziny? Tak wlasnie najbardziej nastawionej na materialna strone zycia? W koncu czym skorupka za mlodu nasiaknie...

      Usuń
    7. Pewnie tak, bo Perechodnik sam pisze o braku uczuciowej więzi z rodzicami i jednocześnie zaznacza ich troskę materialną stronę bytu rodziny.

      Co do sprzedaży, to biorąc pod uwagę, że po polskiej stronie było tylu chętnych na żydowskie mienie, to myślę że po prostu Perechodnik miał "pecha", że trafił na uczciwego Polaka. Zresztą jego matka twierdziła, że Magister "musi być trochę głupi, inaczej nie byłby taki dobry". Ot, wdzięczność.

      Usuń
  3. Trudno jest oceniać psychikę człowieka i jego decyzje w takich sytuacjach. Jak piszesz Perechodnik zbyt był przywiązany do rzeczy materialnych ale czy nie kryło się za tym aby doświadczenie że tylko pieniądze mają moc ? Pewnie że sporo jest sytuacji kiedy największe nawet pieniądze nie pomogą ale nie bez powodu pojawiło się kiedyś i do dziś funkcjonuje powiedzenie " Pieniądze to nie wszystko ale bez pieniędzy żyć się nie da." Nie chciałabym oczywiście wyjść na bezduszną popierającą materializm ale jednak cos w tym jest. Co do "romansu" w "Oblężonych" Olga Bergholc opisuje tego typu zjawisko i tłumaczy swoje zachowania , ja odbieram to jako ucieczkę od strachu i rozpaczy, nie popieram tego , choć na jakimś poziomie wydaje mi się to zrozumiałe. Zrozumiałe nie oznacza usprawiedliwione , niemniej jakoś wzdragam się przed potępieniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Razem z nim ukrywała się kobieta, którą jak sam pisze, paradoksalnie uratował brak pieniędzy. Halina Zawadzka w "Ucieczce z getta" też przecież uratowała się nie mając żadnych pieniędzy.

      Perechodnik opisuje sytuację, w której ich gospodyni nie kupowała żywności, właśnie tej kobiecie która, która nie miała pieniędzy, oczywistym wydaje się, że w tej sytuacji pozostałe 3 osoby będą dzieliły równo swoimi porcjami albo ci którzy mają pieniądze dadzą je by kupić dodatkową żywność. Ale to tylko się tak wydaje - to że postawa polskiej gospodyni wołała o pomstę do nieba to fakt, ale postawa żydowskich towarzyszy niedoli to też dno dna i dziesięć metrów mułu.

      Usuń
    2. "Wydaje się" jest najbardziej odpowiednim tu określeniem.

      Usuń
    3. Bo to bardzo często jest odpowiednie określenie.

      Usuń
    4. Wydaje mi się, że tej gospodyni nie można jednoznacznie potępić. Z jednej strony żałowała im żywności, z drugiej - ukrywała ich przecież, dawała im możliwość uratowania życia, a więc zachowała się bez porównania lepiej niż ci, którzy donosili na ukrywających się Żydów, zabierali im rzeczy, itp. I bez porówniania lepiej niż ci, którzy podczas egzekucji stali wokół getta i przyglądali się z zadowoleniem ginącym Żydom.

      Usuń
    5. Nie przyszło mi nawet do głowy jej potępiać, nawet narażanie się i ochrona ludzkiego życia za pieniądze nie niweczy niebezpieczeństwa ani nie unieważnia faktu ocalenia czyjegoś życia.

      Usuń
  4. "...Człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach. Uważam za upiorny nonsens naszych czasów próby sądzenia go według uczynków, jakich dopuścił się w warunkach nieludzkich... "
    G. Herling-Grudziński - Inny Świat
    -anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne słowa tyle, że wcale nie mają uniwersalnej wymowy - gdyby tak było, to i ci, którzy Żydów mordowali i ci, którzy ich szantażowali mogliby się usprawiedliwiać "warunkami nieludzkimi".

      Usuń
    2. Anno nikt tu chyba nie ma zamiaru oceniać nikogo. Po lekturze "Oblężonych" nic już nie jest dla mnie oczywiste, a najmniej to że ktoś kto ma podzieli się z tym który nie ma w tak dla obu tragicznej sytuacji jaką jest wojna. Wszędzie znajdą się ludzie wielcy duchem gotowi umrzeć za innych i ludzie którzy ze strachu czy głodu zrobią odwrotnie.

      Usuń
    3. Marlow czym innym jest zrozumienie a czym innym usprawiedliwienie. Choć czasem i o zrozumienie trudno to fakt. Zgadzam się z Anną że nie możemy w dzisiejszych czasach oceniać tych ludzi według naszych standardów.

      Usuń
    4. zgadzam się z panią,wystarczy popatrzeć dziś na naszych bliźnich,nikt na nich nie poluje,nie stoją"pod ścianą"a przecież gotowi są,w imię dobrze pojętego,własnego interesu,na wszystko,no nie bądźmy hipokrytami,nie udajmy,że tego nie widzimy,nie grozi za to żadne potępienie,ostracyzm,nic!chciałabym wierzyć,że ja zachowałabym się inaczej,jednak uczciwość każe mi powiedzieć-nie wiem-anna

      Usuń
    5. Ale to też nie znaczy, że moralność i sprawiedliwość mają zostać zawieszone na kołku.

      Usuń
    6. prosze pana,nie są,jednak to niczego nie zmienia,RZECZYWISTOŚĆ JEST JAKA JEST-anna

      Usuń
    7. Pani Anno w jednym się nie zgodzę , fakt że nie grozi nam raczej żadna kara śmierci jednak ostracyzm jak najbardziej. Zwykle broni się tych który są słabsi, wykorzystywani , biedniejsi itd. itp. opowiedzenie się po ich stronie jak najbardziej grozi odsunięciem od grupy ludzi mających , posiadających czy tylko sprawiających pozory.

      Usuń
    8. Oczywiście, co nie znaczy, że w przyszłości nie zostanie wystawiony rachunek za zachowanie w tej rzeczywistości.

      Usuń
    9. To jest pocieszeniem wierzących, a co z resztą ?

      Usuń
    10. Niekoniecznie musi to być rachunek wystawiony dopiero w zaświatach, doczesna sprawiedliwość choć ułomna też jednak czasami działa.

      Usuń
    11. niemożliwe,czy żyje pan na tym samym świecie,co ja?sprawiedliwość?no tak,czasem widzę w telewizji,że złapali babcię w markecie,bo ukradła wodę mineralną,ha ha ha,oprócz rywina,to chyba z tej"półki"nie wsadzili nikogo,prawda?i nie wsadzą,na bank-anna

      Usuń
    12. Niektórzy widząc szklankę napełnioną wodą do połowy twierdzą, że jest w połowie pełna, inni że jest w połowie pusta. Zdaje się, że podobnie też patrzymy na świat :-)

      Usuń
    13. Może po prostu ktoś tu patrzy realniej.

      Usuń
  5. skąd pan wie?ha ha ha ..............ale przyznaję,że mnie pan"rozgryzł"-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem - ja tylko wnioskuję na podstawie tego co piszesz :-)

      Usuń
  6. a tak już poważnie,to alcest,bohater"mizantropa"moliera mówi o kimś
    "wszyscy patrzyli na tę nędzną kreaturę,
    jak przez brudne zabiegi wciąż pięła się w górę;
    dziś,u szczytu powodzeń siedząc bez sromoty,
    jest zniewagą zasługi,a hanbą dla cnoty.
    mów,gdzie chcesz,o nim,choćby z największą pogardą,
    nikt za jego honorem nie ujmie się twardo;
    nazwij go łotrem,zdrajcą,,ani się kto zdziwi,
    cały świat ci to przyzna,nikt się nie przeciwi;
    mimo to w każdym domu miłym gościem będzie,
    przyjmują go z uśmiechem,spotykasz go wszędzie;
    niech tylko wakans jaki otworzy się kędy,
    on przed najzasłużeńszym umie zyskać względy..."
    nic się nie zmieniło,dlatego myślę,że gdyby,nie daj boże,wróciły tamte czasy,to będziemy pewnie tacy sami jak ci,których potępiamy-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tamtych czasach byli też tacy, których podziwiamy i cała masa ludzi między jednymi i drugimi.

      Usuń
  7. ja się z panem zgadzam,jednak mimo woli,się zastanawiam,jeśli w miarę normalnych warunkach,ludzie są jacy są,to co by się stało,gdyby ich przenieść w tamte czasy,aż strach pomyśleć-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wolałbym nie przechodzić egzaminu na przyzwoitość w takich okolicznościach, chociaż z drugiej strony oczekiwania Perechonika nie były znowu tak wielkie, w którymś miejscu pisze, że wystarczyłoby by Polacy już nawet nie pomagali a byli obojętni ale okazało się, że dla wielu nawet obojętność była zbyt wysoko zawieszoną poprzeczką.

      Usuń
    2. no widzi pan,moje nastawianie bierze się stąd,że przeczytałam ostatnio"ochotnika"bohdanowicza i jestem w trakcie czytania marianowicza"życie surowo wzbronione",człowiek czyta i nieustannie zadaje sobie pytanie,jakim cudem ludziom udało się to wszystko znieść,za co ich to spotkało,nawet nie przyszłoby mi do głowy by ich oceniać,siedząc wygodnie w fotelu-anna

      Usuń
    3. I jak wrażenie z "Ochotnika"? Polecam też z serii "Świadectwa" Karty "Zamojszczyznę" Klukowskiego, co prawda inne rewiry i inne czasy ale czyta się z zapartym tchem. W bibliotece może być okrojona przez cenzurę wersja "Dziennik z lat okupacji".

      Usuń
    4. "ochotnik"podobał mi się bardzo,temat trudny ale czyta się super,zastanawiałam się czyja to zasługa,samego bohdanowicza czy pana,który mu to pomógł zredagować-anna

      Usuń
    5. Pewnie, jak to zwykle bywa, po trochu i jednego i drugiego :-) Ale jakaż to różnica pomiędzy wspomnieniami kogoś kto ma coś do powiedzenia (nawet jeśli zostały zredagowane z czyjąś pomocą) a tych wszystkich dzisiejszych wynurzeń, pożal się Boże, celebrytów różnej maści.

      Usuń
    6. zgadzam się z panem,pisze bohdanowicz o rzeczach strasznych,jednocześnie opowiada to tak,że aż żal,gdy historia dobiega końca,prawda?chciał i uważał za swój obowiązek utrwalić na papierze przeżycia swoje i swoich kolegów,chwała mu za to,bo zarówno on jak i ci,którzy zmarli i zostali przysypani śniegiem,bo nie miał ich kto pochować,zasłużyli na pamięć,aż trudno uwierzyć,że czyta się to z taką przyjemnością-anna

      Usuń
    7. Aż dziwne, że się dobrze skończyła, też czytałem to prawie jak książkę wojenno-przygodową. Końcówka przypomina mi trochę "Przedwiośnie" i powrót Baryki do Polski :-).

      Usuń
    8. no bo czyta się to jak powieść przygodową,jest nawet dziewczyna,nawet jeśli niechciana,dowiadujemy się,wprawdzie na końcu,jak potoczyły się dalsze losy"naszego bohatera",wiemy,że pracował w banku,jednak nic więcej,trochę szkoda-anna

      Usuń
    9. Pamiętam, miał szczęście że z nią nie został, swoją drogą nie bardzo mi się chciało wierzyć, że oparł się jej wdziękom :-)

      Usuń
    10. gdyby się oparł toby nie żałował,przypomina mi się ta scena,kiedy po powrocie dostał od matki czekoladę a on wolałby trochę chleba,wie pan,tak sobie teraz pomyślałam,że bohdanowicz przypomina mi trochę bohatera powieści ericha marii remarque'a"na zachodzie bez zmian",też młody człowiek,z doświadczeniem,którym mógłby obdzielić kilku ludzi,taki"młody stary"-anna

      Usuń
    11. Zupełnie mi to do głowy nie przyszło. Doświadczenia Baumera jednak ani się umywają do przeżyć Bohdanowicza, raz że przeżycia frontowe są przecież u niego bardzo krótkie, po drugie są zupełnie innej natury bo jakby nie patrzeć Baumer w ogóle nie stanowi o swoim życiu a Bohdanowicz, jednak tak.

      Usuń
    12. dlaczego nie,dwaj chłopcy,idą na wojnę,można powiedzieć,że prosto z ławy szkolnej,przecież obaj są młodymi chłopakami,prawda,że baumer nie był w obozie ale jednak wojny doświadczył,dlaczego uważa pan,że nie stanowi o swoim życiu-anna

      Usuń
    13. Początek się zgadza tyle że Baumer zawsze pozostaje trybikiem w machinie wojennej, spętany rozkazami tymczasem Bohdanowicz jest jednak kowalem własnego losu nawet w ekstremalnych okolicznościach. Że o różnorodności doświadczeń nie wspomnę.

      Usuń
    14. jak to kowalem,zgłosił się do armii na ochotnika ale potem to już został trybikiem,nawet do szturmanów nie należał,choć chciał,bo inni zdecydowali za niego,że będzie służył w łączności,a w obozie miał jakiś specjalny wybór?chyba,że śmierć-anna

      Usuń
    15. Jako żołnierz oczywiście tak, ale potem podejmował już decyzje, które decydowały o jego losie, jak choćby ta, czy ożenić się i zostać czy wracać, Baumer takiej możliwości nie miał, wykonywał tylko rozkazy.

      Usuń
    16. no w tym miejscu ma pan pewnie rację,jednak i tak twierdzę,że tych dwóch wiele łączy,obaj należą do tego co się nazywa straconym pokoleniem,pamięta pan,jak bohdanowicz mówi,że do szkoły już nie wrócił,bo raz,że nie miał na to środków a dwa,że po tych wszystkich przejściach nie mógłby się już w szkole odnaleźć,baumer,też czuje się zagubiony,nie ma za bardzo do czego wracać,nie zdążył bowiem,jak starsi koledzy,ułożyć sobie życia,jeszcze przed wojną,do szkoły też nie chce wracać,częściowo z tych samych powodów,co bohdanowicz,za dużo przeżył jak na swój młody wiek-anna

      Usuń
    17. Od tej strony to prawda, ale patrząc w takich kategoriach to zamiast fikcyjnego Baumera bardziej pasowałby chyba Junger, który był postacią jak najbardziej z krwi i kości.

      Usuń
    18. czy to ten od"marmurowych skał"?-anna

      Usuń
    19. Ja go znam jako autora Księcia piechoty/W stalowych burzach.

      Usuń
    20. nie wiem,co po wojnie,oprócz pracy w banku,robił bohdanowicz,jednak przeczytałam notkę biograficzną jungera i muszę powiedzieć,że wiódł całkiem ciekawe życie,próbował się realizować na wielu płaszczyznach,widocznie nie miał szczególnych problemów z powrotem do"normalnej rzeczywistości",dlatego fikcyjny czy nie,baumer,gdyby nie zginął,bardziej by mi pasował do określenia"stracone pokolenie"-anna

      Usuń
    21. Sądziłem, że mówimy o porównywalności losów - Baumer pewnie pasowałby do "straconego pokolenia" ale Bohdanowicz już nie bardzo.

      Usuń
    22. nie wiem,nie będę się spierać,bo w końcu to tylko takie moje subiektywne odczucia,pomyślałam o baumerze,tak jak pan wcześniej o baryce i"przedwiośniu",tak czy inaczej,przeczytałam obie powieści("ochotnik"i"na zachodzie bez zmian")i mogę powiedzieć,że są super-anna

      Usuń
    23. "Na zachodzie ..." bardzo mi się podobało za pierwszym razem, gdy czytałem to jeszcze w szkole. Gdy po latach wróciłem do niego byłem nim trochę rozczarowany ale niezależnie od tego to na pewno jedna z lepszych książek poświęconych I wojnie.

      Usuń
  8. potępiamy tamtych,ale jaki margines tolerancji zostawiamy dla"TYCH"obok nas,albo nawet dla nas samych-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jednak różnica pomiędzy współczesną "standardową" pogonią za karierą i pieniądzem a pogonią za pieniądzem kosztem czyjegoś życia.

      Usuń
    2. jaka?ktoś siedzi"na stołku'i jest panem życia tych wszystkich,którzy są od niego zależni,jeszcze uważa taki,że należy mu się szacunek,jeszcze stawia się takiego za wzór do naśladowania,czy nie pasuje tu fragment z moliera?-anna

      Usuń
    3. Bez przesady, wówczas stawką było czyjeś życie.

      Usuń
  9. a dziś nie jest?teoretycznie może nie,ale w praktyce na pewno,tym to sposobem dzieje się zło,może nie takie ale jednak zło,tylko,że my go już nawet nie widzimy,bo tak do niego przywykliśmy-anna

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam wrażenie że zaczęliście rozmawiać o dwóch odrębnych rzeczach , temat jednak niebezpiecznie oddala się od Perechodnika. Zapytam inaczej czy Sienkiewiczowi w nowelce "Za chlebem" chodziło o karierę, czy o karierze pisała Orzeszkowa chyba w "Marcie" czy "Germinal" Zoli mówił o karierze ? Bo mam wrażenie że tam nie chodziło o wygodę a o życie właśnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest właśnie jeden z uroków dyskusji z Anną :-)

      Usuń
    2. prosze pani,kiedy mówimy o perechodniku,to mówimy o tym jaki był,co zrobił,nie chciałabym aby ktoś pomyślał,że on to był zły ale my jesteśmy przecież inni,lepsi,ja nie myślałam o wygodzie ale o czymś,co nazywa się zło-anna

      Usuń
    3. Ja też nigdzie nie twierdzę, że Perechodnik "był zły" etc., pokazuję tylko jaki jego obraz kształtuje się poprzez to co sam o sobie i innych pisał, a na pewno już nie twierdzę, że na jego miejscu zachowałbym się inaczej.

      Usuń
  11. no to się zgadzamy,tyle,że o ile jestem w stanie zrozumieć czy nawet usprawiedliwić perechodnika,to już swoich bliźnich tą samą miarą nie zmierzę,bo oni żyją w innych warunkach i nie musi być tak jak napisał edward stachura:
    "... Człowiek człowiekowi łomem
    Człowiek człowiekowi gromem"
    -anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stachura nie był zbyt oryginalny i potwierdził tylko to, co od dawna wiedziano.

      Usuń
  12. Na razie nie jestem chyba nawet w połowie ale Perechodnika jest mi strasznie żal. Oczywiście jego rodziny również ale odbieram go jako całkowicie omamionego, oszukanego jak zresztą i większość Żydów dał się nabrać na propagandę. Książka w każdym razie naprawdę warta polecenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy przeczytałem książkę po raz pierwszy, dominującym wrażeniem był szok, że jak to? to my bohaterski naród mogliśmy się tak zachowywać i żerować na ludziach w obliczu ich śmierci? i oburzenie, że oto człowiek, który sam nic nie zrobił dla ocalenia własnej rodziny śmie oskarżać innych. Potem dopiero przychodzi refleksja, że nikczemność innych nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla naszych czynów, mimo że czyni je niekiedy bardziej zrozumiałymi.

      Usuń
    2. I tu chyba oceniamy inaczej Perechodnika myślę że swoje znaczenie miała tu że tak określę "psychologia tłumu" , zauważ że jedną z rzeczy które zarzuca on wszystkim Żydom był brak reakcji, brak obronny i tchórzostwo ale przecież sami doskonale wiemy jak trudno w tłumie w jakiejś grupie postąpić inaczej niż większość. Mógł nie wyprowadzać żony ale w końcu zaprowadził ją po zapewnieniu że będzie zwolniona, zapewnił go ktoś kto miał w jakimś rzecz jasna ograniczonym stopniu ale zawsze prawo. Tu wchodzę w rolę Perechodnika w sensie że też chyba chciałabym uwierzyć że skoro obiecano mu że żonę zwolnią to to zrobią. Oczywiście nie wdaję się tu w dyskusje wartościujące bo nie o nie nam chodzi. Jednak uważam że miał prawo bać się że jeśli zostanie z córką znaleziona ukryta zginie na miejscu, to był wybór tragiczny , klasyczny przykład.

      Usuń
    3. Owszem przyjmuję to, jest w człowieku chęć zaufania drugiemu, z drugiej jednak strony, to była kwestia życia i śmierci i trudno tłumaczyć go zaufaniem do ludzi, którzy niejednokrotnie dali dowód tego, że nie liczą się z życiem Żydów, zwłaszcza że nie był to chłopek-roztropek tylko inteligentny człowiek. Zauważ, że w sprawach finansowych Perechodnik już takiego zaufania nie przejawiał.

      Usuń
    4. Przejawiał, przejawiał tyle że już po śmierci żony i córki zatem nie wiem na ile zbiegło się to ze zmianą jego postawy wobec życia w ogóle o czym pisze przecież sporo od koniec tego "pamiętnika". Choćby przykład z tym że to Janek trzymał kasę był ich skarbnikiem mimo iż się nie rozliczał ze swoich wydatków.

      Usuń
    5. A i to nie do końca. "Spowiedź" pisana jest przecież po śmierci żony i córki a jak na osobę zobojętniałą na pieniądze zaskakująco często o nich wspomina.

      Usuń