piątek, 16 maja 2014

Popioły, Stefan Żeromski

Przeczytałem niedawno, szeroko otwierając oczy ze zdumienia post Książkowca poświęcony Żeromskiemu. Jeszcze szerzej je otworzyłem czytając komentarze do niego i summa summarum, postanowiłem sprawdzić, czy może coś przegapiłem w jednej z moich ulubionych książek z lat młodości - "Popiołach".  


Okazało się, że jeśli przegapiłem to nie tak znowu niewiele. Owszem chwilami język Żeromskiego może irytować, bo niebezpiecznie ociera się, nie bójmy się tego słowa, o grafomanię, ale jeśli ktoś jest związany z kielecczyzną, nawet "wpadkowo", to z pewnością jest to w stanie pisarzowi wybaczyć, zwłaszcza że nie ma znowu tego tak wiele, albo w ogóle machnie na to ręką zwłaszcza, jeśli miał okazję oglądać fotografie Jana Spałwana z "kieleckiej szkoły krajobrazu",  bo trudno oprzeć się wrażeniu zaskakujące plastyczności słowa - "Gałęzie świerków, na których leżała ciężka pościel śniegowa, zwieszone ku ziemi powyginały się w pałąk. Te wyciągnięte zewsząd, z bliska i daleka, kosmate łapy w białych oponach, wyłożone jak gdyby perłową macicą, zdawały się czaić i czyhać." w zestawieniu z obrazem.

zdjęcie ze strony www.artinfo.pl

Może też i chwilami książka wydaje się trochę przegadana (podróż księcia Gintułta, ucieczka Heleny de With i Rafała) co niezależnie od "inklinacji" pisarza może też w części wynikać z faktu, że "Popioły" pisane były "dla chleba", a wydawca spodziewając się sukcesu czytelniczego wymógł na Żeromskim rozdęcie powieści z dwóch do trzech tomów, co nie mogło nie pozostać bez śladu. 

Mimo tych mankamentów, "Popioły" niewątpliwie są jedną z najlepszych powieści historycznych w literaturze polskiej. Dzisiaj spór o rolę Napoleona, wiarę i nadzieję na odzyskanie niepodległości za jego sprawę, którą najlepiej pokazują słowa, starego wiarusa Gajkosia - "Gdzie on, tam i my. On zażywa wczasu-spokoju - i nasza wiara śpi. A skoro on na koń sieda, będziemyż to spać? Tak starzy powiadali. Nie bele kto, paniczu! Tacy, co padli w krwawym boju twarzą na ziemię, a teraz w obcych ziemiach bez krzyża-pamięci i bez imienia leżą. Aboby to mogło tak być, żeby w tym żadnej sprawiedliwości nie było? Po obcych piachach one trupy rozwleczone na darmo?" jest już mocno przebrzmiały. Ale gdy powieść się ukazała, była to jeszcze stosunkowo świeża rana - przecież żyli jeszcze wnukowie napoleońskich żołnierzy, a żywotność tradycji napoleońskich widać było choćby w "Lalce" Prusa. Jednak niezależnie już od historycznych sporów, nie wiem czy jest coś, co może przebić opis bitwy pod Raszynem, nie mówiąc już o zdobyciu Saragossy.

Obok sporu o rolę Napoleona w dziejach Polski można w powieści doszukać się odniesienia do sporu Energumena i Lirnika z wierszu Norwida. U Żeromskiego dylemat przed jakim stanęli, rozwiał Sułkowski  - "Wiem to nie z książki, nie z mądrości cudzej, lecz z siebie, ze swego własnego przejrzenia, że wszelkie słowo w istocie swej jest czcze i próżne. Nawet słowo najgenialniejszych poetów. Nawet spisane natchnienie proroka. Oblectamenta et solacia servitutis ... Wielkimi są tylko czyny. One jedne równają się siłom przyrody, niweczą ich wszechmoc i wszechmoc naszej, ludzkiej śmierci. Toteż życie bez wielkiego czynu jest nędzą i głupstwem."

Mnie jednak "Popioły" przypadły do gustu z innego powodu, mimo że ich akcja rozgrywa się 200 lat temu a sama książka powstała przed 100 laty to ciągle pozostaje aktualna w sferze obrazowania postaci. Chyba każdy młody chłopak jeśli nie sam, to pewnie widział jak jego przyjaciel czy kolega przeżywał męki dojrzewania Rafała Olbromskiego, z jego kompleksami - "wiedział o sobie, że jest niezgrabny, sztywny, przygarbiony i prostak w każdym ruchu" i poczuciem niezrozumienia, pokrywanym mieszanką arogancji i samowoli - "nikt go nie rozumiał i on cenił nikogo według istotnej wartości." Przecież Rafał ze swoją niepokornością, pragnieniem zdobycia świata, zadurzeniem w coraz to innym obiekcie uwielbienia to uniwersalny obraz młodego chłopaka, chcącego szybko, już, teraz, na skróty osiągnąć cel bez wyobrażenia o konsekwencjach własnych czynów.

Także wrażliwy i delikatny Krzysztof Cedro nie jest postacią wydumaną i wyciągniętą z lamusa. Jego młodzieńczy idealizm, tak jak i dzisiaj się to dzieje, obumiera pod wpływem zderzenia z rzeczywistością. "Cedro ... Cha, cha! Cedro! Nie ma już, bracie, Krzysztofa Cedry. Poszedł, braciszku, i nie ma ... Och, nie ma ... " co przecież w jego przypadku było szczególnie drastyczną metamorfozą (choć nie całkowitą), gdy z romantyka snującego wizje rodem z "Pieśni o Rolandzie" przemienił się w żołdaka rabującego żywność wieśniakom i gdy "zobojętniał już na przykrości tego zawodu. Owszem, odszukał w nim pewien szczególny urok, bezczelną dumę, rozkosz tyranii, śmiech zdrowy z ludzkich jęków."

"Popioły" są również książką o zderzeniu starego z nowym, odchodzeniu od tradycji ("Trzeba koniecznie tęsknić do czegoś innego, przenosić się sercem z miejsca na miejsce, z zawodu do zawodu, odmieniać same pożądania, bo inaczej ziemia by nas obsiadła i pożarła." ), którą wyprzedza bieg wydarzeń, za którymi wielu nie nadąża albo nie chce nadążyć. Coś jakby na kształt tego, z czym styka się moje pokolenie czy pokolenie moich rodziców, urodzone i wychowane w jednej epoce a któremu przyszło zetknąć się z wyzwaniami współczesności. Świetna książka. Pełnokrwista literatura. Polecam.

74 komentarze:

  1. Z Żeromskim mam ten typowy problem, któremu winna jest nasza edukacja - zmuszano mnie do czytania, gdy byłam zbyt mała, by to strawić, przez to nienawidziłam i toczyłam pianę z ust za każdym razem, gdy ktoś mnie pytał, czy przeczytałam "Syzyfowe prace". Powinnam zapewne wrócić do tego klasyku literatury historycznej, ale bardzo ciężko pogrzebać dawne urazy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Syzyfowe prace" są przede wszystkim książką dla chłopaków :-) to powieść o dojrzewaniu, tyle że specyficznych okresie i u nas generalnie rozpatrywana jest pod kątem rusyfikacji i przeciwstawianiu się jej. Swego czasu bardzo ją lubiłem, są tam przecież dole i niedole uczniowskie, pierwsza miłość - klasyka powieści "szkolnej".

      Usuń
  2. Takie opisy przyrody Żeromski notował sobie w dzienniku, wystarczyło pewnie tylko sięgnąć :) Kiedyś mnie drażniły, jakiś czas temu zaczęły mi się podobać.
    A swoją drogą, Żeromski ma pecha: niedawno go obwołali gejem, a teraz rozpustnikiem i bolszewikiem. Pisarza już chyba mało kto w nim dostrzega :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka dni temu ze zdumieniem przeczytałam, że w "Dziejach grzechu" są opisy pornograficzne. A ja czytałam kiedyś "Dzieje grzechu" i żadnej pornografii nie zauważyłam. Tam były tylko delikatne aluzje na tematy erotyczne.
      "Popiołów" nigdy nie próbowałam czytać, bo odstraszała mnie objętość :)

      Usuń
    2. BZWL - do "Dzienników" zaglądałem ale wieki temu, byłem pod wrażeniem faktu, że regionalizmy, których Żeromski w nich używa są w obiegu do dzisiaj. Całych nie przeczytałem, bo w sumie interesował mnie okres kielecki a i entuzjazm trochę opadł kiedy zorientowałem się, że były cenzurowane.
      Z tym przykładaniem łatek, to może i nie jest taki zły pomysł - przecież zgodnie z zasadami marketingu "Obojętnie dobrze czy źle - byleby po nazwisku". Dzięki podejrzeniom o skłonności lesbijskie wyciągnięto przecież z lamusa Konopnicką, która odchodzi w zapomnienie mimo, że jest autorką "Stefka Burczymuchy" :-).
      Koczowniczko - "Popioły" nawet nie są takie grube, chociaż jeśli masz trzytomowe wydanie, to faktycznie to może działać mało zachęcająco. W każdym razie ponieważ są dobrze napisane czyta się je szybko (nie licząc słabszych partii, o których wspomniałem ale które nie są też jakieś specjalnie długie).

      Po "Popiołach" też wrócę do "Dziejów grzechu" bo mam wrażenie, że zarzut pornografii bardziej dotyczy filmu w wersji Borowczyka niż samej powieści.

      Usuń
    3. Zdaje się, że główną cenzurę w dziennikach przeprowadziła troskliwa rodzina :) A Stefka Burczymuchy się nie czepiaj:P

      Usuń
    4. Ależ ja się nie czepiam - to przecież najlepszy utwór Konopnickiej. Usiłowałem przyswoić dzieciom "Na jagody" i "Sierotkę Marysię" ale dostałem odpór :-).
      Ta rodzina ... nie od dzisiaj wiadomo, że najlepiej z nią się wychodzi na zdjęciach :-) Cenzura, apologetyka, te sprawy - z jednej strony im się nie dziwię, z drugiej jednak dziwię się, bo przecież słabości człowieka nie osłabiają jego dzieła.

      Usuń
    5. Co do tych słabości, to ja się w pełni zgadzam, ale jak wiesz, nie jest to pogląd powszechny, czego przykłady mieliśmy już wcześniej przy debatach o Wańkowiczu. A propos, polecam dzisiejszego Słonimskiego w Płaszczu, który napisał: "Przeciętny czytelnik gazet sądzi, że poeta to albo wieszcz, albo świnia. Wieszcz – gdy już umarł, świnia – gdy jeszcze żyje." Pierwsze zdanie wciąż aktualne, drugie już niekoniecznie :)

      Usuń
    6. Ryzykant z Ciebie, ostro grasz - Słonimski i Słonimski - tylko czekać, aż Ci się oberwie, tak jak mi niedawno, za "promocję" Żydów :-) I żebyś potem nie mówił, że Cię nie ostrzegałem :-)

      Usuń
    7. Oberwałem kiedyś za promocję "pedałów", komuchów i ubeckich kapusiów, więc mi skóra zgrubiała. A Słonimski - toutes proportions gardées - miewał wieszcze natchnienia, przeglądam Kroniki tygodniowe i co chwilę znajduję coś, co poraża aktualnością :) Wtedy dzielę się ze światem.

      Usuń
    8. O, to przepraszam! :-) Tak dla ścisłości, kto okazał się pedałem, komuchem i ubeckim kapusiem? :-)

      Usuń
    9. Pierwszym Oscar Wilde, drugim i trzecim Tadeusz Borowski :P

      Usuń
    10. No to pięknie :-), nie dziwię się oburzonym głosom zdrowej części społeczeństwa i na wszelki wypadek, jeśli masz w planach, to może daj sobie spokój z Mickiewiczem bo zdradzał żonę i okazał się w dodatku tchórzem i Wyspiańskim, syfilitykiem włóczącym się po lupanarach.

      Usuń
    11. Akurat nie mam nic przeciwko tarzaniu się w niemoralności, szczególnie cudzej. A przy takich kryteriach to z naszej literatury nic by się nie ostało, na każdego jest jakiś hak :P

      Usuń
    12. Paradoksalnie na czystości moralnej autorów najlepiej by chyba wyszli uczniowie bo lista lektur musiałaby bardzo się skrócić, zresztą nie wiadomo czy jakoś by w ogóle powstała bo przez sito moralności mógłby się nikt nie przecisnąć :-)

      Usuń
    13. No właśnie :) Bo jakoś nikogo szczególnie świetlanego sobie nie przypominam :P

      Usuń
    14. Bo to wszystko dlatego, że naczytałeś się, nasłuchałeś i naoglądałeś propagandy :-)

      Usuń
    15. Niech to się ktoś dorwie do moich ocen w biblionetce, gdzie mam ocenionego chyba całego Wilde'a i to pewnie na same szóstki.
      Dobrze, że przeczytałam w czasach przedblogowych.

      Usuń
    16. Borowskiemu też szóstki postawiłaś? Bo to się liczy za gloryfikację minionego ustroju :P

      Usuń
    17. Oskarowi. Borowski, z całym szacunkiem, to nie moja tematyka.

      Usuń
    18. No cóż, gloryfikacja Oskara jest gloryfikacją niemoralności :D

      Usuń
    19. Tak namieszaliście że chwilę zastanawiałam się jakim cudem Mickiewicz okazać się mógł ubeckim kapusiem ;-) Jednak przeczytałam raz jeszcze i już wiem , nie czepiając się specjalnie nikogo gdyż na każdego przecie coś się znajdzie przyznać musimy że dość długo wracał by w powstaniu wziąć udział. Inna sprawa że poeta jest od walki słowem , choć jak wiemy równie to bywało i oczekiwanie od niego bohaterskich czynów nieco go przerosło.

      Usuń
    20. różnie bywało oczywiście

      Usuń
    21. Zgadza się, o to właśnie w tej dyskusji chodzi, że homoseksualista może być świetnym pisarzem, a poeta o mówiąc oględnie, "nieuporządkowanym życiu osobistym" i "umiarkowanej odwadze", wieszczem narodowym.

      Usuń
    22. Ech, Wilde'a (zwłaszcza jako autora komedii salonowych) lubię i już, zresztą w porównaniu z nowymi ikonami popkultury, o których nie będę już wspominać, to jest wcieleniem powściągliwości.

      Co do Mickiewicza - przynajmniej zdążył napisać Pana Tadeusza, co gdyby wziął udział w powstaniu mogłoby się nie udać.

      Usuń
    23. Lubiłem bardziej jego baśnie i "Portret Doriana Graya" z fajerwerkami paradoksów.
      Fakt, nasz wieszcz narodowy odróżniał słowa od czynów, te drugie pozostawiając innym. Jak to, podobno któryś z powstańców mu powiedział - pan panie Mickiewicz to by chciał byśmy walczyli a potem usiadł by pan na ruinach i napisał poemat :-). Choć z drugiej strony każdy powinien robić to na czym się zna najlepiej :-).

      Usuń
  3. Coś jednak filmu kiedyś łyknęłam, gdyż nawet bardziej niż Rafał Cedro mi zapadł w pamięć. Wielka miłośniczką opisów nie jestem, ale jednak wyciągnę Popioły z zakamarków biblioteczki. Może w końcu przyjdzie na nie czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rafał nazywał się Olbromski, a Cedro miał na imię Krzysztof :-) Moim zdaniem, jeśli zaryzykujesz nie będziesz żałować :-).

      Usuń
    2. Powinnam chyba była dąć przecinek, gdyż moje zdanie faktycznie wypadło niestylistycznie. Chciałam powiedzieć, że bardziej zapadł mi z filmu w pamięci Cedr niż Rafał. W jednym przypadku użyłam nazwiska w drugim imienia i wyszło, jak wyszło.
      Z pewnością książka mi się spodoba, gdyż jest wielowątkowa, a przy tym jak piszesz postaci są z krwi i kości co jeszcze bardziej pociąga.

      Usuń
    3. I znów- Cedro a nie Cedr.

      Usuń
    4. Spoko, spoko i bez tego zrozumiałem :-)

      Usuń
  4. To, że Żeromski jest niby bolszewikiem, powinno w tej chwili działać na jego korzyść. A prasę ma nadal kiepską.
    P.S. A czytałeś Wiatr od morza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wiatr ..." czytałem jeszcze w podstawówce :-) i w związku z tym na jego tle mam traumatyczne doznania :-) Przyznam, że nie za bardzo mnie do niego ciągnie, a to za sprawą ... Wańkowicza, który Smętka ze swoich propagandowych "Na tropach Smętka" wziął przecież właśnie od Żeromskiego.

      Usuń
    2. Pytam , bo poległam na początku nie tak dawno temu, co mnie na jakiś czas zniechęciło do odświeżania Żeromskiego.

      Ciekawe, że piszesz akurat o Wańkowiczu. Mam akurat na tapecie jego "Zupę na gwożdziu", gdzie omawia zarówno Popioły jak i ekranizację. Nad ekranizacją okrutnie się pastwi:).

      Usuń
    3. Mnie ekranizacja "Popiołów" akurat też się nie podobała, odebrałem ją jako zlepek epizodów - szkoda, że w tamtych czasach nie zrobił jej Hoffman.

      Usuń
  5. Lektury Żeromskiego były dla mnie trudne do przebrnięcia. Chyba jedyny raz w mojej karierze uczniowskiej nie przeczytam lektury i dotyczyło to "Ludzi bezdomnych". No nie mogłam i już. Z książek Żeromskiego najbardziej przypadła mi do gustu "Wierna rzeka", może dlatego, że czytałam ją samodzielnie. Ale generalnie, mam opory przed sięganiem po Żeromskiego i chyba dlatego nie czytałam "Popiołów".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie akurat z "Ludźmi bezdomnymi" i "Wierną rzeką" było nie po drodze chociaż w tej ostatniej występuje syn głównego bohatera "Popiołów", z którym "porządek" zrobił bogobojny lud galicyjski i kiedyś nawet byłem na stacji Wierna rzeka :-)

      Usuń
  6. Nie od dzisiaj wiadomo, iż wszelka krytyka bywa najskuteczniejszą reklamą. Żeromskiego czytałam w czasach szkolnych i choć z lektury niewiele zostało, to pamiętam, że podobało mi się, przeczytałam całkiem sporą kolekcję jego książek. I być może pozostałabym wyłącznie na wspomnieniach, gdyby nie ostatnia dyskusja. Pomyślałam, że jako młoda osoba czytałam być może co w ręce wpadło, bez zastanowienia i bez świadomego wyboru, więc z chęcią przypomniałabym sobie coś niecoś z pisarza. A propos tej niemoralności, co to jedni drugim zarzucają - przypomina mi się Leonardo da Vinci, który zarzucił Dawidowi Michała Anioła, iż taki goły posąg to obraza moralności i przez jakiś czas Dawid ustrojony został w majtki z brązu. Dla niezorientowanych Leonardo nawet nie krył się ze swoją odmienną orientacją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się :-) i ciągnie się za nim jeszcze odium autora lektur, co chyba najbardziej mu zaszkodziło.
      Trafił jeden niemoralny na drugie niemoralnego bo i Michał Anioł nie był lepszy.

      Usuń
  7. Dopiero dotarłam wymizerowana z pracy i otwieram szeroko oczy ze zdumienia... No dobrze, widzę, że nadal te same lektury naświetlamy z różnych biegunów. Nie mam zamiaru wracać do powieści Żeromskiego, bo tylu wspaniałych pisarzy (i ludzi!) przemilczała komuna, że trzeba głęboko orać, żeby wydostać ich na powierzchnię. Ośmielam się jedynie zauważyć, że starannie oddzielasz biografię i poglądy od twórczości, z czym ja z kolei nie zgadzam się absolutnie. Oczywiście możemy mieć różne zdania, więc nie kruszę kopii.
    PS
    Nie kpię z pisarzy tylko z powodu ich zagmatwanych relacji osobistych (co wyczuwam w dyskusji). Wpływają na ich twórczość, ale najważniejszy jest przekaz wartości, chociażby pierwszy przykład z brzegu - Lechoń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkowcu, ponieważ byłem świadom tego, że pozostaniemy na z góry upatrzonych pozycjach w sprawie Żeromskiego, z tego też m.in. powodu nie zabierałem głosu w jego sprawie na Twoim blogu, zwłaszcza że "zapomniałaś" o niewygodnych faktach, które nie pasowały do z góry przyjętej przez Ciebie tezy, w moim przekonaniu błędnej zarówno co do szczegółu jak i ogółu. Co do relacji biografii i dzieła, jestem zdania, że zdarza się, że mierni ludzie tworzą mierne dzieła podobnie jak zdarza się że mierni ludzie tworzą dzieła wybitne. Ani jedno ani drugie nie jest regułą.

      Usuń
    2. W relacji autor-dzieło nie chodzi mi o wartość artystyczną, bo każdy pisarz może być nierówny i jego płody będą lepsze lub gorsze. Podkreślam wciąż wkraczanie poglądów i elementów biografii (własnej lub podpatrzonej) na karty tworzonych powieści.
      Co ciekawego "ukryłam" w odniesieniu do Żeromskiego? Mogłabym dopisać ciąg dalszy, ale nikt nie czyta długich postów. To nie praca naukowa. Najważniejsze informacje, które uwierały od lat i o których nikt głośno nie mówił, ujęłam. Czas już, by stworzyć nową listę lektur, bo komuna podobno się skończyła.

      Usuń
    3. Korzystając z ustaleń prof. Adamczyka np. zapomniałaś wspomnieć, o czym on wyraźnie wspomina, że Żeromski przestał wspominać Oktawii o rozwodzie po tym jak zaostrzyła się jej choroba psychiczna, a która wymagała leczenia zamkniętego (po raz pierwszy znalazła się w szpitalu w 1905 r.) żeby nie pogarszać jej stanu. Zapomniałaś też wspomnieć, że jako jeden z niewielu Żeromski w swojej twórczości występował przeciwko obu najgroźniejszym zaborcom tj. Rosji i Niemcom, a przyczyny dla których nie otrzymał nagrody Nobla były jednoznaczne - informacja od tłumacza, że "Wiatr od morza" jest antyniemiecką propagandą i dlatego wolano wybrać na fali panującej wówczas "chłopomanii" neutralnych "Chłopów". Oczywiście mógłbym tak dalej ale przecież nie chodzi o to żeby nawzajem się punktować.
      Też jestem zdania, że lista lektur pozostawia wiele do życzenia ale nie wiem czy to taki dobry pomysł by usuwać z podręczników choćby poezję Gałczyńskiego i Broniewskiego dlatego, że byli moczymordami, których po pijanemu było lepiej nie spotykać na ulicy i rękoma i nogami opowiedzieli się w najgorszych latach stalinowskich za komunizmem. Ale może masz rację ...

      Usuń
    4. Przede wszystkim to przyczynił się do jej stanu psychicznego. Żądanie rozwodu w sytuacji, gdy umierał syn, było żałosne. Oktawia była mu wierna do śmierci i to jej zawdzięczamy muzeum w "Chacie" i gromadzenie pamiątek. Występował przeciw zaborcom? Czyli PPS-owi zawdzięczamy wolność? Przecież rewolucja 1905 to był zryw przeciw caratowi zgodnie z instrukcjami płynącymi z Francji. Tak samo walczył Piłsudski - z Leninem pod rękę i za to trafił na zesłanie. To w takim razie powinnam mocniej podkreślić występowanie przeciwko kościołowi. Chociażby w "Popiołach" - przecież opisał rytuał przyjęcia do loży masońskiej. W uzasadnieniu o nieprzyznaniu Nobla jest mowa o specyficznym, zawiłym, nieprzetłumaczalnym języku.
      Może rzeczywiście nie punktujmy...

      Usuń
    5. Rozumiem, że możesz nie lubić Żeromskiego ale mam wrażenie, że wybiórczo traktujesz fakty z jego życia i odnosisz się do nich niezbyt obiektywnie. Naturalnie nie kwestionuję Twojego prawa do subiektywnych odczuć, tyle tylko, że Adam zmarł w 1918 roku, 6 lat po tym odkąd po raz ostatni, co wynika z listów, Żeromski poprosił o rozwód. Tak więc gołym okiem widać, że nie ma co wiązać tych dwóch faktów. Być może nie wiedziałaś ale mimo tego, że odszedł do innej kobiety wspierał Oktawię finansowo i nie odgrywał się na niej za to, że nie chciała dać mu rozwodu, choć to ona go nękała nie mogąc pogodzić się z myślą, że zostawił ja dla innej kobiety. Jeśli się zajrzy do jego korespondencji to widać, że traktował ją z szacunkiem. Co do występowania przeciw zaborcom, to antyrosyjska wymowa np. "Syzyfowych prac" czy "Wiernej rzeki" jest tak oczywista, że nie widzę potrzeby rozwodzenia się nad tym. Nie bardzo rozumiem o czym ma świadczyć opis wstąpienia do loży masońskiej, zwłaszcza, że Olbromski gdy go przyjmowano "zamiast spodziewanego dawniej wzruszenia doświadczył raczej drgawek gniewu" ani nie czuł "modlitwy i skupienia, tylekroć zalecanej mu na tę chwilę" etc. nie wspominając już o tym, że do loży dla kobiet, panie chciały wstępować "z nudów i dla mody". Nie widać w tym jakiegoś szczególnego zauroczenia masonerią podobnie jak i nie ma w "Popiołach" akcentów antykościelnych, nie mówiąc już o socjalistycznych, choć widać wrażliwość społeczną Żeromskiego. Itp. itd. ...

      Usuń
    6. "Szczęście naszej ojczyzny, zbawienie tego kraju widzę jedynie w socjalizmie rosyjskim" - takie cytaty pomijasz, a kierujesz uwagę na manowce, co jest u Ciebie regułą. Że już w 1912 roku Żeromski myślał o rozwodzie z Oktawią, a może jeszcze tego w liście na napisał, to jest najważniejsze. Ja piszę o tym, że przez całe lata wykorzystywał Oktawię, a Ty o tym, jak to wspierał ją finansowo w czasie mieszkania z kochanką. Wręcz to żona nękała niewiernego męża! Tak jak nie jest ważne, że człowiek, który nakazywał inteligentom ruszyć między lud z kagankiem oświaty albo ze stetoskopem, a sam romansował z nastolatką i chrzcili sobie owoc tego związku we florenckiej bazylice. To jest moralne. Podobnie z relacjami Żeromskiego z Kościołem. To margines? To dlaczego cały świat nałęczowski wiedział, co o tym myśleć i zabrakło poświęconej ziemi na pochówek? Nie analizuję "Popiołów" i nie miałam zamiaru wypisywać tu czegokolwiek, ale wywołałeś mnie do tablicy. Moje wypowiedzi zatem odnoszą się do cytatów na własnym blogu. Wyraziłam swoją opinię na temat pisarza z okazji wizyty w nałęczowskiej "Chacie", ot i wszystko.Nie będę udawać, że znam na pamięć każdy list Żeromskiego, bo erudytą nie jestem... Nie jestem prokuratorem, więc i dyskusji nie kontynuuję.

      Usuń
    7. Manowce? - przecież ja tylko odnoszę się do tego co napisałaś. Ani nie kwestionuję tego, że chciał się rozwieść z Oktawią, opisał w "Popiołach" ceremonie wstępowania do loży masońskiej, ani też tego, że w jego twórczości zdarzają się passusy, w rodzaju "macież wy odwagę Lenina ...". Ale gdzie mu tam do Mickiewicza, który z kochanką zamieszkał w domu, przy chorej psychicznie żonie i dzieciach i co to za rewolucjonista skoro jak sama piszesz "nigdy nie brał udziału w walkach", co chyba akurat w tym przypadku dobrze o nim świadczy. Zresztą dziwnym zbiegiem okoliczności Mickiewicz też nie brał udziału w walkach bo wolał bawić hrabinę Łubieńską i czmychnąć do Drezna.

      Przyznaję, że trzymając się konsekwentnie Twojego poglądu o integralności twórcy i dzieła, którego nie podzielam, takie postacie jak Broniewski, Gałczyński, Mickiewicz i Żeromski (a pewnie i paru innych by się jeszcze zebrało) i ich twórczość powinna być usunięta z podręczników.

      Usuń
    8. To jeszcze dodajmy Miłosza, Szymborską, Gombrowicza, Iwaszkiewicza, Białoszewskiego, Lema, Mrożka... Konsekwentnie pomijam ich milczeniem, żeby nie urazić miłośników twórczości. Z całkiem współczesnych też paru by się znalazło, ale to może innym razem. Wciąż korci mnie sprawa nowego kanonu, jeno czasu brak. Na razie mam co czytać.
      Mickiewicza obróciłam na nice i jestem skłonna wypowiedzieć się o nim przynajmniej letnio chociażby za "Pana Tadeusza". Nie bez przyczyny wyrzucono go z listy lektur. Coś w tej epopei jest. W życiu błądził jak każdy, tylko niektórzy permanentnie i bez odwrotu, inni jednak czasem mieli przemyślenia chociażby pod koniec życia.
      To jeszcze jedno odniesienie do Żeromskiego - nie brał udziału w walkach. To wygodny facet, dyrygujący narodem z alkowy. Jak się ma to do Gałczyńskiego, który do 39. roku był całkiem w porządku, a czas wojny spędził w oflagach (można pragnąć potem bezpiecznego życia za każdą cenę). Albo Broniewski, który lata w mundurze i na służbie...

      Bloguję już czwarty rok, więc kto chce, to moje poglądy i cenionych autorów poznał.

      Usuń
    9. Ale przecież Książkowcu, Ty nie piszesz o ich twórczości tylko o ich życiorysach, więc miłośników twórczości w ścisłym tego słowa znaczeniu z pewnością nie urazisz, bo nikt nie kwestionuje plam na życiorysach.
      Trudno, żeby Żeromski siedział w obozie skoro zanim rozpoczęła się wojna od 14 lat leżał już w grobie, no i nie bierze się do wojska mężczyzn z chorobami płuc.
      Jeśli dobrze Cię zrozumiałem, to wg Ciebie wcześniejszy życiorys neutralizuje późniejsze zejście na manowce - obok Gałczyńskiego (który zresztą się nie nawojował bo w pierwszym dniu wojny na wschodniej granicy poszedł do niewoli) byłoby miejsce dla Borowskiego, który przecież siedział w Oświęcimiu czy Kruczkowskiego, który wojnę też spędził w obozach jenieckich, a lista mogłaby być pewnie sporo dłuższa.

      Usuń
  8. Żeromskiego lata temu czytałam "Wspomnienie" w takiej płóciennej , granatowej oprawie. Powinnam gdzieś je zdobyć ( zalanie) i przeczytać ponownie bo niewiele pamiętam. Powinnam zapoznać się i ze wspomnieniami Moniki Żeromskiej. "Popiołów" nie czytałam wstyd, za to wielokrotnie czytałam moje ulubione "Przedwiośnie" właściwie czas je sobie przypomnieć, swego czasu wracałam doń dość regularnie. Dyskusja z Ksiązkowcem ( domyśliłam się o który to blog z ta pornografią w "Dziejach grzechu" chodzi tylko utrzymała mnie w ostanowieniu odświeżenia sobie nie tylko dzieł ale i biografii pisarza.
    Kira Gałczyńska wprawdzie wspomina o skłonności ojca do alkoholu ale tłumaczy że to rzadko i tylko zrywami bywało. No ale wiadomo córka , całkiem miła nawiasem mówiąc , dama starej daty , miałam okazję być kiedyś na spotkaniu z nią. Było to w czasach kiedy a) nauczycielom jeszcze zależało bo z polonistką się wybraliśmy chało jej się z trzema uczennicami , b) nie było telefonów komórkowych albo były cegły i nie robiły zdjęć niestety choć nawet gdyby to chyba przy nauczycielce i tak bym się nie odważyła zdjęć pstrykać ;-)
    Cała lista lektur jest dość dziwna ostatnimi czasy , matura jest moim zdaniem kpiną , skoro wszyscy mają możliwość przygotowania pracy w domu a wiedzę ocenia się na podstawie pracy z tekstem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zarówno na wspomnienia Moniki jak i Kiry należy wziąć dużą poprawkę. Wiadomo, że wybielały swoich ojców, co zresztą jest naturalne i nie ma się temu co dziwić. Pijackie ekscesy Gałczyńskiego były doskonale znane i doczekały się upamiętnienia także w literaturze. Ja ciągle czekam na wreszcie z prawdziwego zdarzenia biografie i Żeromskiego i Gałczyńskiego.

      Usuń
    2. Pojawiła się ostatnio biografia Gałczyńskiego coś z niebezpiecznym poetą w tytule. Nawet miałam to w ręku w bibliotece ale odłożyłam wiedząc ile w domu czeka już książek. Zwyczajnie w miesiącu i tak bym się nie zmieściła , wypożyczę przy kolejnej okazji. Domyślam się że należy wziąć poprawkę na wybielanie.

      Usuń
    3. Chyba wiem, o której mówisz, Książkowiec omawiała ją u siebie - wypadła mało korzystanie a ja szukam czegoś rzetelnego.

      Usuń
    4. Dokładnie ta , znalazłam post u Książkowca i tym bardziej się z nią zapoznam , choć chyba będę musiała sobie przypomnieć i wszystkie inne wcześniej przeczytane.

      Usuń
    5. Też zawdzięczam Książkowcowi powrót do Żeromskiego, gdyby nie Jej post pewnie dalej stałby na półce. Dobrze na stare lata spojrzeć na nowo na książki, które w latach szkolnych niekiedy rodziły traumatyczne doznania :-).

      Usuń
  9. "Popiołów" jeszcze nie czytałem, ale pióro Żeromskiego, które poznałem za sprawą "Syzyfowych prac", "Ludzi bezdomnych" oraz "Przedwiośnia" bardzo sobie cenię. Co do wspomnianego postu, wg mnie negowanie twórczości pisarza z uwagi na jego zapatrywania polityczne uważam za głupotę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady, każdy ma prawo do własnych poglądów, żyjemy w wolnym kraju. Jeśli chodzi o pogląd o integralności dzieła i twórcy, to powiedziałbym tak jak mój profesor o mojej pracy magisterskiej "coś w tym jest" :-), bo sam z rezerwą podchodzę do dzieła, w którym autor wzywa do poświęceń dla ojczyzny a sam w tym czasie wesoło się bawi w "mieszanym towarzystwie". Z drugiej strony jednak utwór odrywa się od autora - kto dziś pamięta, że "Boże coś Polskę" to wiernopoddańczy hołd na cześć cara Aleksandra I powstały z pieniądze wielkiego księcia Konstantego ...

      Usuń
    2. Dziękuję, Ambrose. Człowiek uczy się przez całe życie...

      Usuń
    3. Ale nie ma ludzi bez skazy, u każdego można dopatrzyć się wad, przywar, dyskwalifikujących go jako pełnoprawną istotę ludzką. Jednemu można zarzucić, że był świnią, bo nie troszczył się o dzieci, innemu, że porzucił żonę w ciąży, jeszcze inny był religijny, ale z zimną krwią wydawał Żydów w czasie wojny, tamten znowu alkoholik i rozpustnik, a ten znowu socjalista. Myśląc w ten sposób musielibyśmy zaprzestać czytania książek, albo nie zapoznawać się z biografiami ich twórców, bowiem nikt nie jest idealny i każdemu można dopiąć łatkę, która zanegowałaby cały artystyczny dorobek. Taki tok rozumowania po prostu mnie przeraża - to jak jakby odebrać człowiekowi prawo do bycia sobą (bo istotą niedoskonałą jest z natury).

      Usuń
    4. Dlatego też się nie zgadzam z Książkowcem, bo przedstawia bardzo naiwną wizję literatury, w której zresztą i tak nie jest konsekwentna. Mówiąc szczerze opinia, jak opinia - każdy ma swoją, tyle tylko że pomija to co nie pasuje do przyjętej przez nią tezy - stąd i taka dyskusja.

      Usuń
  10. To naprawdę frapująca recenzja. Ze wstydem przyznaję, że "Popiołów" jeszcze nie czytałam. Przeczytam z pewnością mając w pamięci Twoją interpretację;) Zestawiłeś fragment tekstu z obrazem i mnie trafiłeś;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-) Co prawda to "męska" książka ale nie będziesz zawiedziona.

      Usuń
    2. Tak to właśnie odebrałam :)

      Usuń
  11. czytałam żeromskiego w szkole średniej,"syzyfowe prace","przedwiośnie"i"ludzie bezdomni"były lekturami,"wierną rzekę"i"popioły"zaliczyłam przed egzaminem na studia,najgorzej wspominam"ludzi bezdomnych",boże! jak mnie ta lektura zmęczyła,kilka razy do tego podchodziłam zanim udało mi się,w końcu, dobrnąć do końca,co do"popiołów",to dziś pamiętam z tego tylko jeden epizod-zdobycie zakładu dla psychicznie chorych,co myślę o żeromskim?nie bardzo odpowiada mi jego styl,ale może wrócę do"przedwiośnia"i"ludzi bezdomnych"-anna

    OdpowiedzUsuń
  12. *ha ha ha,przepraszam za to"w końcu do końca"-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ludzi bezdomnych" akurat nie pamiętam poza scenami z Wenus z Milo i Ubogim rybakiem Puvisa de Chavannesa.

      Usuń
  13. przeczytałam niedawno o doktorze judymie w"lekturach belfra staszka",to jest takie nowe spojrzenie na tę postać i pomyślałam sobie-spróbuję,czytam teraz"sławę i chwałę"iwaszkiewicza,dlatego przypomniało mi się"przedwiośnie"-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Sława i chwała" czeka w kolejce, najpierw z Iwaszkiewicza będą "Czerwone tarcze".

      Usuń