środa, 19 marca 2014

Ścigając pamięć, Grażyna Szapołowska, Aleksandra Bielska

Kilka lat temu jeden z wiceministrów zrezygnował z usług swojego kierowcy i sam prowadził służbową Lancię. Któregoś dnia musiał pojechać do Senatu. Podjechał pod budynek i usiłował zaparkować, co ze względu na panujący tam tłok wymagało sporych umiejętności. Próbuje tak, siak i owak, czas lecie a jego usiłowaniom przygląda się przewodniczący jednej z komisji senackich. Wreszcie po kolejnym podejściu mu udaje się zaparkować i wiceminister wysiada z samochodu. Wita się z senatorem i słyszy "Panie ministrze, zawsze twierdziłem, że każdy powinien zajmować się tym, na czym się zna." I w sumie puenta tej historii mogłaby wystarczyć za recenzję "Ścigając pamięć". Zdawało sobie z tego sprawę zapewne także i wydawnictwo skoro Grażyna Szapołowska korzystała z pomocy współautorki - Aleksandry Bielskiej, której nazwiska prawdopodobnie ze względów marketingowych "zapomniano" umieścić na okładce. Ale nie ma się co dziwić - w końcu ta książka jest od początku do końca przykładem typowego produktu marketingu.

Nie będę ukrywał - zabierałem się do "powieści" tandemu Bielska-Szapołowska z dużą rezerwą a kończyłem z mocno mieszanymi uczuciami. Przez wydawcę jest ona reklamowana jako książka, której motywem przewodnim jest śmierci matki Grażyny Szapołowskiej, a po wyczynach Justyny Steczkowskiej na Starych Powązkach trudno mi jakoś uwierzyć artystom w ich publicznie demonstrowany smutek po utracie najbliższych i Grażyna Szapołowska nie jest wyjątkiem. Okładka z zalotnie (?) obnażonym ramieniem jakoś nie kojarzy mi się ze smutkiem, żałobą i żalem - no, ale może się nie znam.

Nie kwestionuję jej prawa do wywlekania na sprzedaż okoliczności śmierci bliskiej osoby ale sam czułbym się niezręcznie znęcając się nad tekstem poświęconym bardzo intymnym przeżyciom nawet wówczas gdy Aktorka sama przeniosła je ze sfery sacrum do profanum. Nie mam już takich skrupułów w odniesieniu do pozostałych wątków. 

"Otwieram oczy. Za oknem grafitowy świt. Zbiegam po schodach. Słyszę dźwięk maszynki do golenia. Eric wstał. Wchodzę do łazienki. Całuję go. W jego oczach dostrzegam również brak snu. Wymykam się do kuchni. Ekspres do kawy czeka na przyciśnięcie guzika. Mijam go. Wyjmuję z szafki mały niebieski garnuszek. Wsypuję dwie kopiaste łyżki kawy, trzy kostki cukru, szczyptę cynamonu i trzy rozgniecione ziarnka kardamonu. Dwukrotnie zagotowuję. Zapach wypełnia kuchnię." Brzmi znajomo? - i nie mam na myśli przepisu na kawę.

Ależ tak, tak - to przecież styl E.L. James, autorki bestsellerowej trylogii o Grey'u, który obie Panie opanowały do perfekcji, zaserwowały bowiem czytelnikom tekst zdominowany przez zdania nierozwinięte i równoważniki zdań imitujący głębię przemyśleń równie odkrywczych jak to, że "Spędzamy z ludźmi miliony minut, które ulatują." podlany sosem pretensjonalności w rodzaju "Jasnozłotych łąk zbóż". Grażyna Szapołowska nie wysiada, jak każdy z nas na stacji kolejowej. Gdy wybrała się do jeleniogórskiego teatru, w ujęciu Autorek wyglądało to następująco - "Jechałam całą noc. Pociąg o świcie zatrzymał się na stacji z napisem "Jelenia Góra". Wysiadłam.". Zapewne gdy wracała, pociąg zatrzymał się na stacji z napisem "Warszawa" i też wysiadła.

Pustka intelektualna "Ścigając pamięć" jest zdumiewająca, bo myśl jest tutaj równie jałowa jak Sahara choć oczywiście w książce, która jak wspomniałem, ma pełnić funkcję marketingową treści intelektualnie nośne nie są warunkiem koniecznym. Jednak nawet ta autopromocja wygląda, jakby powiedzieli prawnicy, na "usiłowanie nieudolne aczkolwiek w zamiarze bezpośrednim".

Otóż obie Panie usiłują zrobić na czytelniku wrażenie nazwiskami ludzi, z którymi zetknęła się Grażyna Szapołowska i filmami, w których zagrała a raczej, jak można wyczytać w wydawniczej notce, "Stworzyła kreacje w wielu europejskich produkcjach, za które otrzymała liczne nagrody".
No to ręka w górę, kto słyszał o serialu "Piazza di Spagna"? Nikt? Jak to? A przecież jej partner "był wówczas bardzo popularny - grał Storma Logana w Modzie na sukces"! W innym równie "znanym" filmie "Zagon" Szapołowska stanowiła "gwarancję sukcesu filmu" - też nikt nie słyszał?! Po jej roli w "Innym spojrzeniu" jeden z dziennikarzy pytał, czy "nie obawia się, że w kraju zostanie uznana za lesbijkę?" Aj waj!

Tak się jakoś złożyła, że Aktorka nie grała z aktorami światowego formatu, ani w żadnym światowym hicie - co oczywiście nie jest niczym uwłaczającym zwłaszcza, że zagrała w filmach, które biły rekordy popularności w kraju, tak jak "Wielki Szu" (choć nie da się powiedzieć by zagrała tam rolę wybitną), ale Grażyna Szapołowska ma chyba na tym punkcie jakiś kompleks, który usiłuje rekompensować opowiastkami o przypadkowo spotkanych sławach takich jak Liv Ullmann i John Malkovich, któremu bezskutecznie zachwalała swoje kosmetyki Sza (zapominając wspomnieć, że jej projekt poniósł klapę potwierdzając tym zresztą jeszcze raz prawdziwość puenty z opowiedzianej przeze mnie anegdoty).

Może to i ciekawe, ale mnie jakoś nie przekonuje i czy od razu trzeba pisać o tym książkę? Pewnie ładniej by to wypadło w Gali albo Claudii. Jak dla mnie "szkoda czasu i atłasu".

108 komentarzy:

  1. Właściwie to powinienem zacytować Twój komentarz spod mojego wpisu o autobiografii Mazurówny, ale a) nie jestem mściwy, b) uważam, ze zostałeś odpowiednio dotkliwie ukarany lekturą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam się ukarałem :-) i odnalazłem swój komentarz u Ciebie - faktycznie historia zatoczyła koło :-).

      Usuń
    2. Czuję się absolutnie usatysfakcjonowany:) A Mazurówna ma duuużo lepszy styl :)

      Usuń
    3. Styl jak styl ale jej książka po prostu jest ciekawsza, choć w konkurencji z Szapołowską nie jest to takie trudne :-)

      Usuń
    4. Nie tylko na tle Szapołowskiej nie jest najgorsza :P

      Usuń
    5. Mnie wówczas nie wciągnęła, tak że sondażowym kawałku dałem sobie spokój i odczuwam atawistyczny lęk przed powrotem do niej :-)

      Usuń
    6. Nie namawiam, jeszcze by Ci się trauma pogłębiła :P

      Usuń
    7. Doceniam :-), zwłaszcza że przede mną "Trędowata".

      Usuń
    8. Grunt to pozytywne nastawienie:)

      Usuń
    9. Łatwo powiedzieć, ale skąd je wziąć na widok tych dwóch tomów? :-)

      Usuń
    10. Nie wiem, jakie masz wydanie, ale u mnie to są co najwyżej tomiki :P Albo umrzesz ze śmiechu, albo spłaczesz się jak bóbr, w każdym przypadku będzie to jakieś przeżycie :)

      Usuń
    11. Mam wydanie WL z 1988 r. w dwóch tomach odpowiednio o ok. 400 i 300 stronach. Jeszcze mogę zgrzytać zębami, potem zacząć wyrywać sobie resztkę włosów i wreszcie z obłędem w oczach a la Krzysztof Kowalewski w Misiu wybiec z krzykiem z domu :-)

      Usuń
    12. To czcionka na pewno jest duża:P Nie sądzę, żeby aż tak Cię zwyobracało, żebyś wybiegał z krzykiem:P

      Usuń
    13. Raczej normalna - widziałem też jednotomowe emigracyjne wydanie mieszczące się chyba na ok. 400 stronach ale nie byłem pewien czy nie porobiono tam skrótów a postanowiłem się jednak nie oszczędzać :-)

      Usuń
    14. Skracać Mniszkównę? No weź, kompilatorowi by ręka uschła za to świętokradztwo!

      Usuń
    15. Ale różnica ok. 300 stron chyba raczej nie do uzyskania jest tylko przy wykorzystaniu mniejszej czcionki.

      Usuń
    16. Skoro pewnemu wydawnictwu lekturowemu udaje się upchnąć trzytomowy Potop w jednym średnio grubym woluminie, to nie ma rzeczy niemożliwych :)

      Usuń
    17. Mnie zadziwił "Znak" wydając jako pierwszy w pojedynczych tomach Szwejka i Braci Karamazow i wytyczając tym nowe trendy edytorskie :-)

      Usuń
    18. Nie ma rzeczy niemożliwych:) A propos Znaku, właśnie zauważyłem, ze w 50/50 będą Trzej muszkieterowie w nowym tłumaczeniu.

      Usuń
    19. A już myślałem, że odpuścili serię bo jakoś chyba ostatnimi czasy nic się tam nie działo.

      Usuń
    20. Najwyraźniej książki Katarzyny Michalak sprzedają się tak dobrze, że można dofinansować deficytową serię dla snobów :D

      Usuń
    21. Snobów i nie bójmy się tego słowa - zacofańców, którzy nie idą z duchem czasu :-)

      Usuń
    22. Ale za to mogą od czasu do czasu wydać pięć dych na książkę :P

      Usuń
    23. No niestety, za te pieniądze w dziale nowości za bardzo się nie poszaleje.

      Usuń
    24. Nie przesadzajmy, grunt to znać odpowiednie miejsca na robienie zakupów :P

      Usuń
    25. Czekam teraz na premierę "Wielkiej odmowy" Rosiaka - cenę obstawiam w ciemno 39,90 a za resztę kupię sobie dwa bilety 75-cio minutowe :-). Tacy zwykli śmiertelnicy jak ja nie wtajemniczeni w meandry rynku mają do wyboru: księgarnie, allegro i tanią książkę po 2-3 latach kiedy nowość przestanie już być nowością.

      Usuń
    26. Zaraz tam wtajemniczeni i od razu meandry:P Cenę sprawdzaj tutaj: http://aros.pl/ksiazka/wielka-odmowa

      Usuń
    27. Aaaa ... dzięki, dzięki! No i jak nie wtajemniczeni, jak wtajemniczeni! :-)

      Usuń
    28. Prosz uprzejmię. Kolega widać rzadziej stoi przed dylematem, jak za jedne pięć dych kupić trzy książki z przesyłką :)

      Usuń
    29. Nie tylko rzadziej ale w ogóle nie miałem pojęcia, że taki dylemat można sobie postawić i ma on realną szansę na rozwiązanie :-)

      Usuń
    30. Dobrobyt Kolegę rozbestwił :) Jak widać, przy odrobinie obrotności da radę :P

      Usuń
    31. A ja - żeby nie było, korzystając z Arosa namiętnie i wciąż - mam gdzieś w tyle głowy jakieś wyrzuty sumienia. Wezmę więc może faktycznie tę Szapołowską do poduszki:(

      Usuń
    32. Do poduszki? Nie wiem czy to dobry pomysł - uważaj żeby Ci ciśnienie nie skoczyło :-)

      Usuń
    33. Moje ciśnienie nawet po podskoczeniu wyżej setki nie sięga, więc bez obaw!

      Usuń
    34. Momarto - pojadę klasykiem "jak tak, to tak" :-)
      BZwL - jeszcze raz dzięki, właśnie udałem się na żer :-)

      Usuń
    35. Darz bór! Kurde, chciałbym mieć dodatkowy procent rabatu za każdą osobę, której tego Arosa poleciłem. A tak to się muszę zadowalać myślą o tym, jaki to jestem szlachetny i altruista :D

      Usuń
    36. Wystaw im fakturę za usługi marketingowe :-)

      Usuń
    37. A potem wydaj to, co zapłacą, na zakupy u nich? :D

      Usuń
    38. I w ten sposób stworzyłbyś perpetuum mobile trzeciego rodzaju :-)

      Usuń
    39. A czy twórca perpetuum mobile nie ma przypadkiem dostać w nagrodę jakiejś kasy, którą można by od razu wydać na książki?

      Usuń
    40. To przecież wystawiane przez Ciebie faktury i zakupy stanowiłyby PM :-) a Ty byś jeszcze chciał stworzyć dla siebie z tego tytułu jakąś spiralę finansową? Co za zachłanność! :-)

      Usuń
    41. Wizje dużych pieniędzy szkodzą nieprzyzwyczajonym :P

      Usuń
    42. To faktycznie musiałbyś od razu wydawać je na książki żeby nie zaszkodziły - sam też chętnie uległbym takiej niedyspozycji :-)

      Usuń
    43. Mógłbym nie nadążyć z wydawaniem i to byłaby katastrofa.

      Usuń
    44. To może lepiej poprzestać na wizji :-)

      Usuń
  2. Może to ma być "skok na kasę". Tylką czyją? Indywidualnego czytelnika? Raczej nie. Bibliotek? Być może.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka kosztuje 39,90 zł co wg mnie jest ceną horrendalną za coś takiego. Może to sposób na zaspokojenie próżności, potrzeba "odświeżenia" popularności - tak czy siak to porażka.

      Usuń
    2. Nutto, bardzo przepraszam - przez pomyłkę wykasowałem Twój post. Pamiętam ten odcinek, a jakże - Fronczewski grał w nim alfonsa prowadząc ośrodek wypoczynkowy nad jeziorem. Szapołowską kojarzyłem swego czasu tylko ze scenami rozbieranymi :-) pierwszym filmem, który obejrzałem a w którym się nie rozbierała był "Nadzór" Saniewskiego.

      Usuń
    3. nie przepadam za szapołowską,ale nie rozumiem dlaczego nie obsadzono jej w"tataraku"zamiast jandy?-anna

      Usuń
    4. "Tataraku" nie oglądałem, tak że się nie wypowiadam.

      Usuń
    5. Niezła rekomendacja dla aktorki "pierwszym filmem, który obejrzałem a w którym się nie rozbierała ..." ;-) Styl koszmarny chyba że wybrałeś najsłabsze momenty a reszta jest lepsza ale i tak omijać będę szerokim łukiem. Na filmie się nie znam ale chyba jednak porównywanie Jandy z Szapołowską jest co najmniej dziwne. Oczywiście to moje subiektywne spojrzenie.

      W kwestii resztek włosów zamiast rwania polecam skończoną właśnie "Jak być kochanym" o Andrzeju Kopiczyńskim, chciałam ponarzekać ale jak widzę w porównaniu z Szapołowską trafiłam na arcydzieło. Choć jak zazwyczaj opis z okładki nijak ma się do zawartości.

      Usuń
    6. Cała książka jest taka, choć przyznaję zdarzają się też zdania złożone. Mnie ten styl zniesmaczył zwłaszcza w partiach poświęconych umieraniu matki Grażyny Szapołowskiej ale tak jak pisałem ten wątek postanowiłem odpuścić.

      Po doświadczeniu ze "Ścigając pamięć" końmi już byś mnie nie zaciągnęła do czytania książek artystów i celebrytów :-).

      Usuń
  3. A mnie zacytowany fragment skojarzył się z J.L.Wiśniewskim z Samotności w sieci. I aż się zdziwiłam, że kiedyś ta książka mi się podobała. Z Twarzami Greya mi się nie kojarzy, bo Twarzy nie czytałam i na opiniach i odniesieniach pozostanę. A swoją drogą kiedy zobaczyłam Szapołowska pisarka? u Marlowa... świat stoi na głowie. Nigdy bym cię o taką lekturę nie podejrzewała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O "Samotności ... " słyszałem, była chyba bestsellerem ładnych parę lat temu. Z "50 twarzami ... " spróbowałem się parę miesięcy temu i ta próba wyryła mi się w pamięci :-)

      Usuń
  4. Najbardziej podoba mi się anegdota z wiceministrem ;-) a puenta jest godna cytowania :-) ps. Potwierdzam, nie znam żadnego z wymienionych tytułów ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historyjka jest autentyczna ale nazwiska obu panów przemilczę :-)
      Co do filmów, to moim zdaniem, Szapołowska zmarnowała okazję żeby powiedzieć coś ciekawego na temat filmów, które coś znaczą w naszej kinematografii a przecież zagrała w "Nadzorze", "Magnacie i u Kieślowskiego bo dla panów w moim wieku ciągle kojarzy się z aktorką, która w każdym filmie rozbierała się :-).

      Usuń
  5. Dorzucę od siebie, w gratisie: zdjęcie na okładce zdaje się też "ściga pamięć".
    Ale to naprawdę interesujące - taka lektura na tym blogu. Rozumiem, że w ramach wielkopostnej pokuty?:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ skąd! ja tylko usiłuję nadążyć za nowymi trendami w literaturze i utrzymać się w mainstream'ie :-)

      Usuń
    2. A to pardon. Wracam klęczeć na grochu.

      Usuń
    3. Widzę, że idziesz na łatwiznę - zamiast tego przeczytaj Szapołowską, to dopiero jest umartwienie :-)

      Usuń
    4. Aż tak nie nagrzeszyłam!:P

      Usuń
    5. Ale pewnie nagrzeszysz, więc potraktuj to może jako pokutę a conto :-)

      Usuń
  6. Ścigając pamięć” i Grażyna Szapołowska
    Gwiazdorząca Gwiazda, nawet jeśli jest nią naprawdę – a Szapołowska jak na polskie warunki gwiazdą jest bez cienia wątpliwości – może być męcząca. Aktorka o twarzy wampa, polska femme fatale, świetna w szóstej części „Dekalogu”, poruszająca w „Bez miłości”, posągowa w „Panu Tadeuszu” – napisała wzruszającą i mądrą książkę.
    Nawet cienia gwiazdorzenia! Choć oczywiście są futra, są słynne włoskie sobole. Brakuje mi teatru, zaczęłam pisać – mówi i ani słowem, w na poły autobiografii, na poły dzienniku, w swoim „Ścigając pamięć” nie napomyka o procesie z Janem Englertem, który wyrzucił aktorkę z pracy. Ani słowa na temat procesu, skandalu, wzajemnych zarzutów. Elegancka, powściągliwa, refleksyjna, stonowana.
    „Ścigając pamięć” to piękna książka o odchodzeniu Matki: aktorka w niezwykle czuły sposób żegna się z ukochaną osobą, towarzyszy jej – dziewięćdziesięcioletniej ciężko chorej, wozi do szpitali, walczy o pomoc, o diagnozę, serdeczną opiekę, o wsparcie. Aktorka mówi w wywiadach, że pisanie było dla niej formą terapii. Utrwalała codzienność, kolejne trudne dni na kartkach dużego ściennego kalendarza poświęconego Chopinowi.
    Książka jest zamknięciem trzech ostatnich miesięcy życia z Matką, tkliwym zapisem miłości i tęsknoty. Zwyczajna codzienność, śniadania, spacery, ostatnie radosne chwile, gdy jasny umysł chorej pozwalał na wspominanie, grę w karty, lektury, i te chwile najtrudniejsze – ból, odchodzenie, degradacja fizyczna, utrata świadomości, to wszystko, każdego dnia wywołuje wspomnienia z życia aktorki.
    Oprócz tego – wielkie filmy, kariera, wyjazdy, miłości, dramaty małe i duże, nagrody. Zaskakująco dobrze się to czyta i nawet jeśli nie jest Szapołowska pierwszą aktorką z mojej listy ukochanych (przez lata była nią chłopczyca Jadwiga Jankowska-Cieślak), to czytając nabiera się do niej naprawdę wielkiej sympatii.
    Jest ta książka również niezamierzoną skargą na nieczułych, bezdusznych lekarzy i hymnem pochwalnym na cześć tych z prawdziwym powołaniem. To także piękne świadectwo siły kochającej córki i znaczenia ogromnego wsparcia ze strony partnera – Erica, siostry Lidii, córki Kasi, i kilkuletniej wnuczki Karoliny.
    Szapołowska zarzeka się, że nigdy nie napisze prawdziwej autobiografii. I już nie musi. Wszystko, co ważne powiedziała o swoim aktorstwie w tej niewielkiej książce. Nawet to, dlaczego właściwie nie tyle na gwiazdę pozuje, co po prostu się nią czuje. Na początku kariery była skromna, nie wymagała na planie szczególnego traktowania, bycia wyjątkową i kapryśną nauczyli ją... Włosi na planie serialu „Piazza di Spagna”.
    TU PACZ! A czy wiesz, że słynny, nagrodzony canneńską palmą węgierski film „Inne spojrzenie” Karoly Makka, kontrowersyjna jak na początek lat osiemdziesiątych historia lesbijskiej miłości, zaczął się na filmowym planie od słów Jankowskiej-Cieślak, słów które brzmiały: Ja chromolę to przedszkole, misia, lalki też chromolę, tylko jeża nie chromolę, bo mnie jeżyk w pupę kole...? Ja to wiem od Szapołowskiej!
    Dobra aktorka została dobrą pisarką. A to nie jest ani pierwsza, ani pewnie ostatnia jej książka. Jest tylko szczególna, zwraca uwagę na to, co w życiu najważniejsze, w niewymuszony, skromny sposób uczy pokory wobec losu.
    Ps. Bardzo dużo ciekawych zdjęć: prywatnych i tych z planów filmowych. Polecam!
    Książka zbierała świetne recenzje profesjonalistów np. Magazyn Literacki Książki, Polskie Księgarnie, Scena na piętrze w Poznaniu, Empik, i została książką czerwca2013. Wydawnictwo Burda otrzymało nagrodę za trzy książki 2013 r. wśród nich była Ścigając pamięć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to głos osoby rozpaczliwie broniącej się przed ogniem piekielnym?

      Usuń
    2. Raczej kogoś z wydawnictwa, kto trzyma rękę na pulsie :-)

      Usuń
    3. I kopiuje jak leci wszystko, co znajdzie w sieci o tej książce :P

      Usuń
    4. Tak, to jakaś masakra. Miałem już wizyty spamerów, trolli, hejterów ... ale takiego najazdu jeszcze nie miałem, tak że musiałem włączyć moderację komentarzy.

      Usuń
    5. To w gruncie rzeczy pochlebne, uderzasz w czułe punkty:)

      Usuń
    6. Do czasu :-) potem to już ręce opadają, nad prostotą, mówiąc oględnie, niektórych tekstów ale jak to mówią jak Pan Bóg chce kogoś ukarać to mu rozum odbiera.

      Usuń
    7. Nikt nie mówił, że blogowanie o książkach to bułka z masłem :P

      Usuń
    8. Ale nigdy nie myślałem też, że opinie na temat książek mogą wywołać tyle emocji, chociaż mówiąc szczerze mam wrażenie, że przynajmniej u jednej "wielbicielki" emocje wywołują nie opinie na temat książki tylko ja sam :-).

      Usuń
    9. Naród ponoć nie czyta, co jednak jest kłamstwem wiadomych sił, skoro przecież czyta i to jak emocjonalnie :P

      Usuń
    10. Wiadomo - określone siły i agenci wpływu tylko czyhają jak by tu zatruć zdrowe jądro narodu trującymi miazmatami obcych nam i szkodliwych ideologii :-)

      Usuń
  7. Jeśli już miałabym komuś polecić jakąś książek z serii "Aktorzy piszą", to byłyby to swoiste pamiętniki Zofii Kucówny. Czytałam jeden z jej memuarów pt. "Szara godzina" i byłam zachwycona, choć przed przystąpieniem do lektury miałam duże obawy. Jej zapiski urzekły mnie zarówno pod względem stylu, jak i treści.
    A tak poza tym unikam książek aktorów jak ognia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję - postoję :-) już żałuję, że w ogóle zamieściłem post bo jestem zarzucany głosami tajemniczych wielbicieli książki :-) Wielki Brat czuwa :-)

      Usuń
  8. Oj, zjadło mi komentarz... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zjadło tylko musiałem włączyć moderację komentarzy bo jest przyatakowany zostałem anonimowymi komentarzami, od których na kilometr wieje działem marketingu wydawnictwa.

      Usuń
    2. Skoro aż takie działa wytaczają "obrońcy" aktorki, widać - trafiłeś w czuły punkt. Rozumiem, czemu nie zdradzasz nazwisk ministrów, bo wtedy musiałbyś w najlepszym wypadku zamknąć blog:)

      Usuń
    3. To na pewno nie ma nic do rzeczy :-) obu panów znam, to na prawdę mili, kulturalni faceci z dystansem do siebie :-). Tu mam wrażenie, że wpisałem słowa-klucze i system prawidłowo zadziałał :-).

      Usuń
  9. Ja sama nigdy się nie ukarzę czytaniem tego "dzieła", w którym (jak mniemam) dominują zdania niedorozwinięte.
    Odstraszająco zadziała samo nazwisko plus może jeszcze zdjątko z okładki.
    Dla mnie to żadna gwiazda i dość przeciętna aktorka, która nie poprawiła dykcji od momentu niewyraźnego paplania na warszawskiej budowie w otoczeniu inżyniera Karwowskiego. A sporo czasu na rozwój logopedyczny miała (jakieś 40 lat).

    Ten anonimowy tekst jest koszmarny - i straszno i śmieszno.
    Skoro inne są jeszcze gorsze, to współczuję.
    Chyba pozostaje dać se luz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już się uspokoiło, tak że odpuściłem moderację komentarzy - te wszystkie teksty były w sumie na jedno kopyto, tak jakby pisała je jedna i ta sama osoba w wydawnictwie. Swoją drogą mogli by to robić trochę bardziej inteligentnie. Z lepszych filmów pamiętam Szapołowską z "Nadzoru" i "Magnata", i oczywiście z "Wielkiego Szu" choć tam przede wszystkim się rozbierała :-)

      Usuń
    2. "Nadzór" to chyba był najlepszy film z jej udziałem.
      W "Magnacie" co prawda aż tak się nie rozbierała, ale "cała jestem w maku" długo było kultowym cytatem słownym.

      Na bardziej inteligentne komentarze nie ma co liczyć skoro wydali takie CUŚ.

      Usuń
    3. Prawdę mówiąc po tego rodzaju wydawnictwach w ogóle nie spodziewam się jakichś specjalnie inteligentnych tekstów ale w tym przypadku byłem zaskoczony prostotą, żeby nie powiedzieć prymitywizmem, zagrania.

      Usuń
  10. Ludzie na świecie! czy cała książka jest napisana w taki sposób jak w przytoczonym fragmencie? Nie znoszę tej żenującej maniery i za coś takiego kopałabym w wiadomo co - kopałabym z całej siły i z całego serca. Albo ty masz cierpliwość naukowca, alboś strasznie nagrzeszył, a ta lektura miała być pokutą. Naprawdę przeczytałeś to do końca? Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że to styl dzisiejszych bestellerów tak że raz na "spróbę" w celach poznawczych nie zaszkodzi.

      Usuń
  11. "starsza"pani próbuje uwieść małolata,janda czy szapołowska?-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przepadam ani za jedną ani za drugą - ale rzeczywiście szybciej chyba obstawiłbym Szapołowską, zwłaszcza że relacje tego typu miała przećwiczone u Kieślowskiego.

      Usuń
  12. też mi się wydaje,że byłaby lepsza,nawet gdyby nic nie robiła,kiedy obserwuję"starania"jandy mam wrażenie,że patrzę na coś perwersyjnego,sztucznego,NIE!ha ha ha ..................-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie Janda została Agnieszką z "Człowieka z marmuru" i "Człowieka z żelaza" i trudno mi ją sobie wyobrazić jako nimfomankę uganiającą się za młodszym facetem.

      Usuń
  13. janda nie gra tam nimfomanki,to jak przeczytałam w internecie,"Opowieść o starzejącej się, doświadczonej życiem, schorowanej kobiecie, która boryka się z nudą i samotnością u boku wiecznie zapracowanego męża lekarza.W końcu spotyka młodego"-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa ... , pojadę klasykiem (też zresztą filmowym) - "kobieta dwa razy szaleje, jak dojrzeje i jak siwieje".

      Usuń
  14. tyle,że w"tataraku"lepiej zrobiłaby to szapołowska,na bank,janda jest tam"sztuczna",nawet kiedy gra samą siebie-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak pisałem, filmu nie widziałem, tak że kopii kruszyć nie będę :-)

      Usuń
  15. Ponieważ nie przepadam za Grażyną Szapołowską, nawet nie zauważyłam, że ta książka się ukazała. Ale teraz już zapamiętam tytuł i raczej się nie skuszę, choćbym napotkała ją na bibliotecznej półce. Próbki stylu, które przytaczasz, są wymowne :)
    Nie deprecjonowałabym jednak dorobku filmowego aktorki. "Inne spojrzenie" to film, który zdobył Złotą Palmę w Cannes i mógł być przepustką do kariery obu polskich aktorek w nim występujących, ale lata 80-te temu nie sprzyjały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie deprecjonuję wartości "Innego spojrzenia", twierdzę natomiast, że filmy w których grała Grażyna Szapołowska nie zrobiły u nas furory, za wyjątkiem "Wielkiego Szu", który okazał się hitem tyle że nie z powodu jej kreacji. Także "Inne spojrzenie" mimo nagrody w Cannes, którą dostała zresztą nie Szapołowska tylko Jadwiga Jankowska-Cieślak u nas nie jest zbyt znane.

      Usuń
  16. pan nie chodzi do biblioteki,to jakim sposobem ta książka trafiła w pana ręce?-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od miesiąca chodzę :-) chyba nie posądzasz mnie o to, że wyrzuciłbym pieniądze na coś takiego! :-) choć dziwię się, że zrobiła to biblioteka.

      Usuń
  17. po prostu byłam ciekawa a kupować może pan,co pan chce,nic mi do tego-anna

    OdpowiedzUsuń
  18. Książka kiepska, ale za to recenzja... Ubawiłam się setnie, więc jako istota egoistyczna sugeruję, byś przeczytał jeszcze wspomnienia premierowej, byłej prezydentowej, zresztą teraz literatura tego typu jest wydawana hurtowo, więc jest w czym wybierać.
    Oczywiście żartuję:) Współczuję lektury i też zastanawiałam się skąd "dzieło Szapołowskiej" Ci się przyplątało, ale komentarz powyżej mnie uświadomił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspomnienia Danuty Wałęsy czytałem i nawet kupiłem mojej mamie w prezencie. Tam wydawnictwo dopasowało styl do postaci "Autorki" a przede wszystkim nie dostrzegłem tam epatowania czytelnika sławą i znajomościami ze sławami. To zupełnie inna kategoria.

      Usuń
    2. W sumie masz rację, byłam na przedstawieniu Jandy, które powstało na podstawie "Marzeń i tajemnic" i było bardzo fajne. Ze wspomnień Szapołowskiej pewnie nie dałoby się zrobić takiego dobrego scenariusza. Jeśli chodzi o samą książkę Wałęsowej, czytałam tylko fragmenty, a te rzeczywiście brzmiały dość autentycznie (te wszystkie "ale o tym opowiem trochę później"). Pisząc o "tej samej kategorii" miałam na myśli to, że książki te wydawane są przy współpracy "zawodowych" pisarzy, i widocznie bardzo dużo tu od nich zależy.

      Usuń
    3. O ile u Danuty Wałęsy nie jest zaskakujące, bo to przecież prosta kobieta bez wykształcenia, która całe życie spędziła przy garach i dzieciach, to w przypadku Grażyny Szapołowskiej byłem zdziwiony, że musi się uciekać do czyjejś pomocy.

      Usuń
    4. Poza tym Danuta daje się lubić, a Szapołowska pozując na wielką artystkę robi z siebie po prostu megalomankę. Fragmenty, które przytoczyłeś są po prostu śmieszne i obciachowe.

      Usuń
    5. Pozostała część (z wyłączeniem tej poświęconej umieraniu matki) jest nie lepsza.

      Usuń