środa, 11 kwietnia 2012

"Murzynek Bambo - czarny, wesoły ..." Próba postkolonialnej interpretacji tekstu, Marcin Moskalewicz

Przyszła wreszcie pora na chyba najgłośnieszy ale też i najbardziej kontrowersyjny (łagodnie rzecz ujmując) tekst o "Murzynku Bambo" Juliana Tuwima, o którym już wcześniej wspominałem. 



Przyznaję, że po lekturze interpretacji zaproponowanej przez Marcina Moskalewicza, można wyszeptać niczym umierający Kurtz - zgroza, zgroza ... . "(...) tekst o Murzynku Bambo jest metaforą nieprzekraczalnej i nieredukowalnej różnicy istniejącej pomiędzy dwoma stanami człowieczeństwa, a zarazem metaforą każdej odmienności, niemożliwego do przejścia czystego popędu do naszego intelligibilnego świata świadomego Ja."  Konia z rzędem temu, kto zgadnie co Autor miał na myśli. 

Przebrnąłem przez tekst Marcina Moskalewicza, z uporem godnej lepszej sprawy i nie ukrywam, że mam pokusę by ocenić go (tzn. tekst) w kategoriach „wyśmiać i wyszydzić” zwłaszcza, że trudno pozbyć się wrażenia, że jest on równie odkrywczy co zarzut, że Tinky Winky propagował homoseksualizm za pomocą swojej torebki. Mimo wszystko jednak wypada oddać sprawiedliwość Autorowi, choćby z powodu jego erudycji i jednak trochę pochylić się nad tekstem. 

To co bulwersuje to założona teza – z góry już Autor wie, że wierszyk o Murzynku Bambo jest „wytworem kolonialnej choroby”, „wytworem kolonialnego dyskursu orientalizmu w rozumieniu Edwarda Saida”, czyli „niewidzialną pajęczyną kategorii, sterującą każdym możliwym (…) wyobrażeniem Wschodu. Strukturą długiego trwania, siecią niewidzialnych interesów władzy i wiedzy nadzorującej wszystko to co może zostac na jego temat pomyślane i wypowiedziane” – brzmi złowrogo ale jakby znajomo. 

Opozycja Wschodu i Zachodu przewija się w tekście jeszcze nie raz, co jest o tyle zaskakujące, że powinno być to raczej zestawienie Północ – Południe nie tylko ze względu na wzajemne usytuowanie geograficzne Europy i Afryki ale też zestawienie kontrastów społecznych i gospodarczych; bogata Północ – biedne Południe. Nie będę ukrywał - typ myślenia podporządkowujący wszystko z góry założonej tezie – nie odpowiada mi. Jestem bowiem zdania, że dobrze byłoby przy każdej interpretacji, także interpretacji tekstu literackiego wziąć pod uwagę kilka wcześniej już poczynionych przez innych spostrzeżeń. "Śmiejemy się dziś z takiego "marksizmu", który genezę Dziadów Mickiewicza chciał tłumaczyć wprost ruchem cen zboża na Litwie" Adama Schaffa przy czytaniu wywodów Marcina Moskalewicza brzmi jak memento. 

Przy okazji wzmianki o "Legendzie o Graalu" Jessie L. Weston, wspominałem o sprowadzających na ziemię, poskramiających puszczającą wodze fantazji autorkę, uwagach C.S. Lewis'a, które można odnieść mutatis mutandis także do każdego krytyka, który "reaguje o tyle, o ile znajduje w tekście odbicie jakiejś fikcji, którą za rzeczywistość przyjmuje". Wreszcie stara rzymska premia prawnicza powiada "clara non sunt intepretanda" (w swobodnym tłumaczeniu: jasny tekst nie potrzebuje wykładni). Czego Czytelnikom i sobie życzę.

Pamiętając o tych wytycznych interpretacji odwołujących się w istocie przede wszystkim do zasad zdrowego rozsądku, przechodzę wreszcie do wywodów Autora na temat wierszyka. Wierszyk wszedł do obiegu potocznego, nie za sprawą książeczek dla dzieci – bo z powszechnością kultury słowa pisanego w Polsce bywa różnie a przede wszystkim dzięki zamieszczeniu go w elementarzu Mariana Falskiego w edycji z 1957 r. a następnie wersji z 1974 r., w których wyróżniał się zdecydowanie na plus poziomem literackim i od razu zwracał uwagę „grupy targetowej”.

Autor powołuje się na psychoanalizę Freuda jako metodę interpretacji tekstu, pisząc o jej naukowości, tymczasem wiadomo, że metoda sprzed mniej więcej wieku z nauką nie ma nic wspólnego, co najwyżej uznawana jest za paranaukę a metody Freuda mają obecnie przede wszystkim znaczenie historyczne. Z dużym przymrużeniem oka należy więc patrzeć na psychoanalityczne dywagacje zawarte w „Tekstach Drugich”. Z tekstu dowiadujemy się także, że skoro w wierszyku jest mowa jedynie o chłopcu i jego mamie to mamy do czynienia z „relacją poprzez swoją niekompletność patologiczną”. Ciekawe, co na to czytelniczki będące mamami a i zadziwiające, że budując zawiłe konstrukcje Autor nie rozwinął wątku nieobecności ojca i nie doszukiwał się jej przyczyny.

Równie interesującym „odkryciem” M. Moskalewicza, jest spostrzeżenie, że bohater wierszyka „chodzi wprawdzie do szkoły, ale najwyraźniej lubi z niej powracać, preferuje dezorganizację”. Rzeczywiście, dobrze jest się dowiedzieć, niczym molierowski Pan Jourdain, który odkrył że mówi prozą, że każdy wracający ze szkoły a pewnie i z pracy preferuje dezorganizację.

Zupełnie niezrozumiałe w kontekście „postkolonialnego odczytania” jest poświęcenie uwagi relacjom mama – chłopiec, bo wszak to tylko relacja „czarna” - „czarny” nikt nie jest w niej kolonizatorem ani rasistą. Autor dostrzega też „dwie propozycje, „mleko” i „kąpiel” – dwukrotna reakcja, ucieczka i strach. „Mleko” to pożywienie, symbol obfitości; to także biel i czytelność zachodniej wizji świata”. Wydaje się, że niechęć do mleka u dzieci niekoniecznie związana jest z „czytelnością zachodniej wizji świata” – doświadczenie życiowe wskazuje, że jest to ponadnarodowa, czy ponadkulturowa niechęć wspólna wszystkim dzieciom, podobnie jak niechęć do tranu czy mycia uszu.

Gdyby jednak takie banalne tłumaczenie nie pasowało to, każdy kto trochę interesuje się kulturą afrykańską wie, że biel to kolor śmierci i duchów – trzymając się więc konwencji Marcina Moskalewicza powinniśmy raczej przyjąć, że Bambo uciekał na drzewo nie przed zachodnią wizją świata ale przed wizją śmierci. To nawet ciekawie by się układało – zachodnia cywilizacja śmierci bo przecież „biel, dosłownie to cera białego człowieka (…)”. Jeszcze bardziej interesujące jest stwierdzenie, że ucieczka przed mamą na drzewo jest u chłopca „(…) wypowiedzeniem posłuszeństwa normie. Stąd ucieczka na „drzewo”, będące symbolem fallicznym, symbolem niezależnej męskości i popędu”. Aż strach pomyśleć jak zinterpretowałby Autor zabawę w chowanego, zejście do piwnicy czy jazdę w windzie.

Długo można by wymieniać równie zaskakujące „treści intelektualnie nośne” zawarte w tekście Marcina Moskalewicza ale nie o to chodzi by zanudzać czytających – jeśli będą podchodzić z pewną dozą ostrożności do tego rodzaju „nawiedzonych” interpretacji to będzie to już sukces. Swoją drogą, to zaskakujące, skąd tyle złej woli w interpretacji wierszyka dla dzieci, pewnie da się w nim odczytać europocentryczność ale w końcu pisał go przecież Europejczyk, choć Julian Tuwim przewracałby się w grobie, gdyby mógł dowiedzieć się co napisał.

24 komentarze:

  1. Moja interpretacja wiersza Tuwima: czytając, czy też wyciągając z pamięci ten wiersz, widzę przed oczymi takiego "typowego" Murzynka - wesołego, swobodnego, na luzie, trzpiota, urwisa. Przynajmniej z takimi miałam do czynienia. I tylko nie wiem, czy w dalszym ciągu można na posiadacza ciemnej skóry powiedzieć "Murzyn", czy jest to politycznie (czy też rasowo) poprawne.
    A wszelkie "nawiedzione" interpretacje zostawmy "uczonym", którzy muszą się wykazać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Święte słowa, święte słowa ... :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha!!!!! Moja praca magisterska to "Postkolonializm w lit. dziecięcej i młodzieżowej". Korzystałam z tej analizy, przytaczałam także inne wypowiedzi na temat wiersza Tuwima. Jak się jednak okazało, nikt nie zaakceptował tego stanowiska, łącznie z profesorami. Stwierdzili, że pastwię się nad biednym Bambo, a wiersz ten raczej nie ma na nikogo wpływu... A ja uważam, że ma i to duży! Mam na myśli postrzeganie Afrykańczyka.

    Tekst Moskalewicza jest mocno przegięty, to fakt. Ale poza bełkotem o falliczności jest tam też kilka ważnych spostrzeżeń. Potwierdzają to Afrykańczycy mieszkający w Polsce. Nasza edukacja kieruje nas na postkolonialne myślenie... Bambo, W pustyni i w puszczy, Robinson Cruzoe...

    Na blogu mam zamiar w tym roku wprowadzić cykl o postkolonializmie. O Bambo napiszę na pewno. Ale to jeszcze sporo czasu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy to "postkolonializm" - mam trochę, że to rodzaj jakiejś mody podobnej np. do gender a wcześniej walki klas :-) - raczej kolonializm (biorąc pod uwagę daty powstania książek) na pewno stereotypowe widzenie "czarnego" występowało w literaturze polskiej tej dla dorosłych (na blogu są powieści Hajoty czy A. Dębczyńskiego) i dla młodzieży ("Przygody Tomka na Czarnym Lądzie" A. Szklarskiego czy "W pustyni i w puszczy" H. Sienkiewicza) - co do tego nie ma wątpliwości. Pytanie tylko na ile jest to ideologia a na ile bezrefleksyjny opis. To że z literatury wzięły się "moralnośc Kalego" czy "Bambo" również jest bezdyskusyjne. Dla mnie metoda przyjęta przez M. Moskalewicza jest, łagodnie rzecz ujmując, kuriozalna. Zakładanie tezy a następnie udowadnianie jej per fas et nefas niewiele ma wspólnego z rzetelnością naukowca. I w sumie taki był sens moich postów. Jak wiadomo nie wystarcza miec rację, trzeba jeszcze do niej przekonac słuchaczy - wg mnie M. Moskalewicz ani nie ma racji ani tym bardziej do niej mnie nie przekonał.

      Usuń
  4. Racji nie ma, ale porusza problem i każe się nad nim zastanowić... Może zrobił to przez przypadek?
    Ja uważam bambo za tekst postkolonialny (bo już nie kolonialny), który bardzo silnie kształtuje pojęcia dziecka o Afryce i mieszkańcach kontynentu. To własnie od bambo wszystko się zaczyna. W pustyni i w puszczy jest także przerabiane przez dzieci (!) w szkole podstawowej, a więc w momencie, kiedy dziecko chłonie wiedzę i bezkrytycznie podchodzi do tego, co jest mu przedstawiane, szczególnie przez nauczyciela. Do tego dochodzi Cruzoe i mamy mieszankę, która niestety - zasiane ziarno utwierdza i pielęgnuje... Ale to temat na dłuuuugą dyskusję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że coś na rzeczy jest - zgoda. Mam też pytanie - dlaczego miałby to być tekst "postkolonialny" skoro pisany był w okresie kiedy kolonializm miał się jeszcze świetnie, chyba że dotyczy to punktu widzenia interpretatora, bo też rzeczywiście jest już postakolonialny. Ale to z kolei budzi wątpliwości co do wiarygodności takiej interpretacji ponieważ przeszłość oceniamy wg kryteriów obecnych, o których Tuwimowi nawet się nie śniło :-).

      Usuń
  5. Dlatego, że postkolonializm jest... hm, wartością o której my nie wiemy. W naszej kulturze, od średniowiecza (!) kultywowany jest obraz Afrykańczyka jako dzikusa/osoby na niższym szczeblu kulturowym. To nie jest rasizm, to nie są uprzedzenia. To jest coś, co od wieków jest w nas wszczepione, bo tak myślano od wieków. Tak więc Tuwim, pisząc swój tekst, choć nie miał pojęcia o poskolonializmie, to jednak stworzył tekst opierający się na powszechnym, niezmienionym od setek lat stereotypie Afrykańczyka. Tuwim nie chciał nikogo kolonizować, ba! On być może chciał dzieciom kulturę Afryki w formie zabawnego wierszyka, który tak łatwo zapada w pamięć. I stworzył - na podstawie tego, co sam o Afrykańczykach wiedział...

    Cała literatura, która dzisiaj w sposób aktywny i znaczący ma na nas wpływ jest postkolonialna. Post - bo wciąż kształtuje postawy kolonialne, choć teoretycznie czasy te już minęły. Powstało na ten temat trochę tekstów, ale całość raczkuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wyjaśnienie - a ja, o sancta simplicitas!, sądziłem, że interpretacja postkolonialna to interpretacja pokolonialna, cokolwiek to znaczy a tu wygląda na to, że jest to po prostu myślenie stereotypami zakorzenionymi w kulturze.

      Usuń
  6. Tak naprawdę, to cała ta koncepcja postkolonialna jest raczkująca i wciąż niedoprecyzowana. Nie wiem, czy twoja ostatnia wypowiedź była ironią, ale w zasadzie zjawisko postkolonializmu można bardzo luźno interpretować:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę ironii w niej jest :-) ale nie za dużo - moje pytanie było zupełnie serio-serio. Oczywiście słyszałem o próbie "postkolonialnego" odczytania choćby "Jądra ciemności" ale zawsze interesowało mnie znaczenie samego terminu. Jeśli oznacza on myślenie o Afryce stereotypami to z samym postkolonializmem w całym tego słowa znaczeniu chyba nie ma wiele wspólnego, bo stereotypy kształtowały się zanim na dobre rozpoczęła się kolonizacja a w przypadku społeczeństw bez tradycji kolonialnych w ogóle nie miałaby sensu - innymi słowy chcę powiedzieć, że nazwa jest nieadekwatna do treści jaka się za nią kryje. Uff - mam nadzieję, że "język (i komputer) giętki był i powiedział wszystko (prawie) co pomyślała głowa" :-). Co do istnienia stereotypów i patrzenia przez ich pryzmat na inne kultury pełna zgoda ale nie dotyczy to tylko przecież Afryki a przecież nikt "Ogniem i mieczem" opartego chyba wyłącznie na stereotypach nie odczytuje (chyba) na modłę postkolonialną :-).

      Usuń
  7. Marlow, ale na dobrą sprawę - czy nie jest tak, że kolonializm wyniknął ze stereotypów? Moim zdaniem tak. W końcu łatwo napaść na dzikusów, zagarnąć ich ziemię i ich cywilizować.

    Postkolonializm nie dotyczy tylko Afryki - ale także innych nacji, które w przekonaniu Europy i USA (bo można tak powiedzieć chyba) stoją na niższym szczeblu cywilizacyjnym.

    Sienkiewicz to mistrz postkolonializmu - sporo miejsca poświęciłam mu w mojej pracy, hehe:):)P)

    Można powiedzieć, że postkolonializm zaczął się już w średniowieczu, a kolonializm był jedynie jego etapem. Nazwa postkolonializm jest umowna i nabiera coraz szerszego znaczenia, jako zjawiska, które zaczęło się baaaaardzo dawno temu.

    Uff - jak wspomniałam, to temat na dłuuuugą dyskusję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem - czy stereotypy jakie mamy na temat "Rusków", "Szkopów", "Żabojadów" czy "Makaroniarzy" można uznać za postkolonializm, chyba nie zważywszy na poziom ich życia i kultury (za wyjątkiem "Rusków" oczywiście), choć już stereotypy "Brytoli" (jak kiedyś usłyszałem - Polak to katolik i pijak a Polka ma wąsy i nie depiluje nóg) na nasz temat biorąc pod uwagę nasz stopień rozwoju być moze tak. Coś w tym jest, co piszesz - w "Jądrze ciemności" Conrad snuje na ten temat rozważania przy okazji opowiadania Marlow'a na temat podboju Brytanii przez Rzymian. Konkludując - wydaje mi się, że pojęcia mają pewne części wspólne ale nie zawsze postkolonializm oznacza myślenie stereotypami tak jak nie każdy stereotyp oznacza interpretację postkolonialną.

      PS. To już jest długa dyskusja - może być jeszcze dłuższa?! :-)

      Usuń
  8. Dyskusja zawsze może się ciągnąć w nieskończoność:) Nie wiem, czy czytałeś - w razie czego polecam. Kapitalna książka! http://ksiazki.wp.pl/bid,41627,tytul,Biali-i-Czarni-Postawy-Polakow-wobec-Afryki-i-Afrykanow,ksiazka.html?ticaid=1e996

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O książce słyszałem - jakoś nie mogłem się zmobilizować z obawy przed chyba obowiązkową drętwotą języka w naszych rodzimych publikacjach naukowych - ale skoro ręczysz ... ! :-)

      Usuń
  9. Marlow - książka nie jest zła, choć na pewno nie ma języka bestsellera. Ale można znaleźć wiele smaczków i ogólnie, Ząbek się bardzo postarał, zbierając ogół wiedzy i dostępnych materiałów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok - wystarczy, jak mnie zęby nie rozbolą od czytania :-) i w takim razie udaję się na zakupy w siedzi ... :-)

      Usuń
  10. Drogi Marlow, rozumiem Twoje wątpliwości i zgrzytanie zębów:) Może zatem krótkie dopowiedzenie - tekst jest swego rodzaju zabawą intelektualną i pisany był jako - z założenia - "przegięty". Tkwił w tym pewien cel, a mianowicie pokazanie jak "pracuje" pewna teoria (dodajmy, w tym celu mocno uproszczona i zdogmatyzowana) na materiale empirycznym pochodzącym z innego obszaru kulturowego, niż ten, dla którego została stworzona (oryginalny tytuł był dłuższy i zaczynał się od: "Możliwości i ograniczenia dyskursu postkolonialnego" - chyba rzeczywiście było go lepiej zostawić dla jasności intencji). Niemniej w tym przegięciu tkwi moim zdaniem jego "prawda" - nie naukowa, bo nie o taką przecież chodzi w interpretacjach literatury (nie jesteśmy chemikami ani inżynierami!) - która dotyczy ZARÓWNO teorii postkolonialnej, jak i samego wierszyka. Innymi słowy, przegięcie obnaża oba człony w ten sam sposób, w jaki patologia określa to, co jest normą. Twierdzę tak, gdyż zgadzam się z klasykiem, że "prawda" interpretacji tkwi w nadinterpretacji, co było niepisanym punktem wyjścia. "Tezy", o których krytycznie piszesz jako o z góry założonych stanowią tutaj aksjomaty tworzące prostą maszynkę do mielenia tekstu, gdzie to, co zmielone pokazuje - przynajmniej o to mi chodziło - zarówno możliwości i ograniczenia samej maszynki, jak i ukryte w wierszyku/czyli zmielonym mięsie/ i pracujące właśnie z ukrycia mechanizmy dyskursywne, wcale nie takie niewinne jak mogłoby się wydawać, choć z pewnością znacznie bardziej niewinne, niż wynikałoby to z dosłownego odczytania tej interpretacji. Tak więc z dwojga opcji, które rozważasz - "śmiać się czy płakać" - proponuję z uśmiechem westchnąć nad naszym lokalnym, polskim rasizmem.
    pozdrawiam,
    Marcin Moskalewicz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest mi naprawdę miło, szczerze :-), że odwiedził Pan mojej skromne blogowe progi i znalazł Pan czas na komentarz do moich uwag. Jednak co do poglądów, to podejrzewam, że każdy z nas pozostanie na z góry upatrzonych pozycjach. Odnosząc się już do poruszonych przez Pana wątków, to jeśli mamy do czynienia z teorią, cóż w takim razie robi w niej mający, praktyczny wymiar „nasz lokalny, polski rasizm”, któremu i tak daleko do chociażby rasizmu niemieckiego, brytyjskiego czy francuskiego. Brak zgody na rasizm nie oznacza potrzeby doszukiwania się go tam gdzie go nie ma.
      Zakładając, że Pański tekst był „zabawą”, aczkolwiek nie znalazłem w nim tego rodzaju zastrzeżenia, to mogę tylko po raz kolejny wyrazić uznanie dla Pańskiej erudycji, jeśli natomiast był „serio-serio” to podtrzymuję moje krytyczne uwagi. Zgoda co do tego, że interpretacja tekstu literackiego nie jest wykładnią „naukową” ale i tak towarzyszą jej zawsze pewne założenia, tak jak teorii postkolonialnej. Pierwszym, moim zdaniem, jest granica, którą stanowią wnioski sprowadzone ad absurdum (to bodajże Schaff, choć co to dzisiaj za autorytet, naśmiewał się z interpretacji, która powstanie Dziadów tłumaczyła ruchem cen zboża na Litwie). Drugim - założenie, że jednak nie wszystkie wnioski są równouprawnione – w przeciwnym razie, co my tu teraz robimy? skoro obaj mamy rację w naszym odczytaniu wierszyka Tuwima i Pańskiej interpretacji :-). Jeśli nie mamy do czynienia z teorią "naukową", to tym bardziej założenia takiej teorii podlegają krytycznej ocenie i nie stanowią aksjomatów. Można oczywiście „przemielić” tekst – mi zawsze podobał się Boy-Żeleński z jego interpretacją Zemsty - ale jeśli „przemielenie” to wychodzi poza intelektualną zabawę to niebezpiecznie zaczyna się zbliżać do „prania” :-).
      Dla jasności, nie kwestionuję istnienia rasistowskich akcentów w literaturze polskiej (a w zasadzie na jej obrzeżach), są one widoczne gołym okiem bez potrzeby interpretacji (chociaż brak interpretacji też jest jej rodzajem) np. w „afrykańskich” powieściach Hajoty ale doszukiwanie się ich akurat w wierszyku Tuwima jest, moim zdaniem, przesadą, chyba że rzeczywiście tekst Pański był próbą w ramach li tylko „ćwiczeń intelektualnych” pokazania możliwości interpretacyjnych w oparciu o takie narzędzie jak teoria postkolonialna – jeśli tak to, tak jak już wspomniałem próba była udana :-). Pozdrawiam – Darek Niestrzębski.

      Usuń
    2. Panie Marcinie - Pański tekst stanowił ważne oparcie w mojej pracy magisterskiej, a obecnie w cyklu na blogu. Wciąż uważam, że problem polskiej, postkolonialnej literatury dziecięcej jest za bardzo marginalizowany. Wszystko jest jednak kwestią czasu.

      Usuń
    3. Nie jestem pewien czy tu jeszcze zagląda :-)

      Usuń
  11. Ojejku, ciekawe jakby autor zinterpretował "Lokomotywę" w swoich zabawach intelektualnych - jak nic wyszłoby z tego jakieś zboczenie, poligamia, dewiacja, a nie zwykły wierszyk dla dziecka;)

    Nawet jeżeli była to zabawa, własny eksperyment, autor powinien pamiętać, że jeżeli wszystko ma zobaczyć szeroko pojęta opinia publiczna, jego tekst może zostać przyjęty ze skutkiem, jak napisałeś "śmiać się , albo płakać". Moja inteligencja, chyba nie plasuje się na zbyt wysokim poziomie, gdyż po prostu nie widzę nawet okruszka sensu w pomyśle na interpretację "Murzynka Bambo", który (w moim przypadku) zawsze był prostą rymowanką, powtarzaną przeze mnie oraz wszystkie znane mi dzieci;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pisze Autor powyżej tekst był rodzajem gry z czytelnikiem - ja, przyznaję, nie poznałem się na niej ale biorąc pod uwagę ezoteryczność miejsca publikacji, zakładam że nie należę do grupy targetowej :-).

      Usuń
  12. Odpowiedzi
    1. Dosłowny? - zawarty jest w ostatnim zdaniu.

      Usuń