niedziela, 15 grudnia 2013

Notatnik, Szmul Rozensztajn

Po "Biednych ludziach z miasta Łodzi" obiecałem sobie sięgnąć po "Mordechaja Chaima Rumkowskiego. Prawda i zmyślenie" Moniki Polit, tymczasem "na śmierć zapomniałem" o "Notatniku", którego autor - Szmul Rozensztajn był osobistym sekretarzem Rumkowskiego.


Notatnik prowadzony był od 20 lutego 1941 roku do 7 kwietnia 1942 roku, kończy się więc przed Wielką Szperą, która miała miejsce 7 września 1942 roku i na około dwa lata przed śmiercią autora, który zginął latem 1944 roku w Oświęcimiu. To szczególny dokument, zawierający zapiski, które mogły być wykorzystywane do oficjalnych publikacji w getcie w tym także przemówienia Rumkowskiego. Stąd może serwilizm, który aż kłuje w oczy, gdy Rozensztajn pisze o Himmlerze per "pan Himmler" a o Hansie Biebowie, niemieckim szefie administracji łódzkiego getta, per "pan Biebow".

To jednak i tak jeszcze nic w porównaniu z zapiskami dotyczącymi samego Chaima Rumkowskiego, któremu "Notatnik" w większości jest poświęcony, a które chwilami robią wprost niesmaczne wrażenie. Dowiadujemy się na przykład, że "(...) Prezes intensywnie pracował, by umożliwić ludności getta zaznanie [atmosfery] święta w domach." albo "(...) Prezes uznał za stosowne po ojcowsku pomówić z robotnikami, czym zdobył sobie ich przychylność i wzbudził w nich wielki szacunek. Robotnicy przekonali się, że żadna z dziejących się w resortach rzeczy nie jest dla Prezesa tajemnicą.", choć i tak odwzajemnienie "ojcowskiej miłości" Prezesa przez dorosłych jest niczym w porównaniu z tym, gdy czyta się, że "dzieci bardzo się ucieszyły swoim kochanym gościem, który zawsze się o nie troszczy i z całych sił się stara, by im niczego nie zabrakło. (...) Rozpromienione twarzyczki po raz kolejny już dowodziły, jak wielkie jest przywiązanie dzieci do ich starego przyjaciela".
 
Z tego ciągu peanów, paradoksalnie, wyłania się jednak postać megalomana, który zatracił poczucie rzeczywistości, człowieka którego mordercy jego narodu postawili na czele jego własnej społeczności, który uwierzył, że ma do spełnienia misję i został panem życia i śmierci swoich współobywateli.

Aż trudno uwierzyć, że wyobrażał sobie, że getto w Łodzi ma pozór państwa ("maleńkie państewko jak to getto ...") i roił sobie o powstaniu jego "protektoratu" w Tuszynie, wyobrażając sobie chyba, że jest kimś w rodzaju Ludwika IV a przynajmniej stosując jego maksymę "l'etat c'est moi", bo ciągle słychać "ja, ja, ja ..." - "(...) opracowałem plan dla wszystkich robotników i urzędników. To będzie mnie kosztować ponad milion marek na miesiąc.", "Odzwyczaję młodzież od spacerowania i zaprzęgnę ją do pracy." etc., etc., etc.

Przejawy jego władczości dzisiaj mogą śmieszyć, jak choćby zarządzenie, że "wszyscy będą musieli nosić krótkie ubrania (oprócz rabinów i innych duchownych)" a "skrawki z długich ubrań można wykorzystać do naprawy podartych rzeczy" ale ten uśmiech szybko znika z twarzy gdy czyta się przechwałki Rumkowskiego, w których bez skrępowania mówi o wysłaniu na śmierć ludzi, którzy nie chcieli mu się podporządkować, choćby to mieli być przestępcy - "wiecie na pewno, że w tych dniach skończyłem z grupą bohaterów półświatka, którzy próbowali się ze mnie i z mojego sądu wyśmiewać. No, wyprawiłem ich z getta do Niemców, już im pokażą, gdzie raki zimują ... Jeden Bóg wie, czy jeszcze kiedyś wrócą ..."

Zapewne wbrew zamierzeniem Rozensztajna powstał dokument potwierdzający prawdziwość myśli Lord Actona, że "każda władza deprawuje, władza absolutna deprawuje absolutnie" a także i to, że każda, zawsze znajdzie swoich wiernych "palatynów".

38 komentarzy:

  1. "Każda władza deprawuje..." i zmienia ludzi - nie tylko w getcie. Cóż nam po tej wiedzy, gdy wciąż wczoraj dzieje się dziś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo mocno przesadzone porównanie rzeczywistości getta i współczesnej Polski, jeśli ją miałaś na myśli. Ani nie ta skala władzy, ani nie to zagrożenie a i obywatele żyją w wolnym świecie, w którym zawsze mają rzeczywistą alternatywę.

      Usuń
    2. Nie miałam na myśli tylko współczesnej Polski, lecz i tę powojenną oraz kraje, w których ludzie, którzy zdobyli władzę, nie liczą się już ze społeczeństwem, bo sami wiedzą, co jest dla nich dobre. To Miłosz pisał o otaczaniu się schlebiającymi im błaznami.

      Usuń
    3. Fakt, otaczanie się "dworem" przez rządzących to ponadczasowa tendencja.

      Usuń
  2. "Rozpromienione twarzyczki po raz kolejny już dowodziły, jak wielkie jest przywiązanie dzieci do ich starego przyjaciela", pod przyjaciela i Stalina można podstawić, i Bieruta, i paru innych panów w różnych epokach. Propaganda to podstawa, w każdym miejscu i czasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałem podobne skojarzenia. To właśnie jest zaskakujące bo przecież "Notatnik" nie jest oficjalnym dokumentem - być może Rozensztajn miał świadomość, że jest albo może być czytany przez Rumkowskiego i to na jego "użytek" powstały takie passusy.

      Usuń
    2. Trudno uwierzyć, że Rozensztajn mógł to pisać na serio, ale może faktycznie aż tak dał się "uwieść" Rumkowskiemu?

      Usuń
    3. Oj chyba jednak na serio biorąc pod uwagę, że to regularne zapiski i był totumfackim Rumkowskiego.

      Usuń
    4. To faktycznie musiał się wykazywać, nawet w notatkach.

      Usuń
    5. I to wydaje się nie do pojęcia, że w takich okolicznościach coś takiego "sprzedawało się" i było "kupowane", choć nawet po "Notatkach" widać, że nie przez wszystkich.

      Usuń
    6. W sytuacjach ekstremalnych ludzie spragnieni jakiejkolwiek pociechy, dowolnej pozytywnej wieści. A poza tym odcięci od innych źródeł wiadomości.

      Usuń
    7. To chyba było coś innego, z przemówień Rumkowskiego, które są w "Notatniku" i z kontekstu wynika, że oczekiwał absolutnego podporządkowania się swojej woli i planom a przejawy niezgody traktował jako bunt, a sam jednocześnie starał się uprzedzać życzenia Niemców (to mi się skojarzyło w związku z jego żądaniem zdania odbiorników radiowych, które przecież były innym źródłem wiadomości).

      Usuń
    8. Rumkowski na pewno wierzył w to, co mówił, przynajmniej do pewnego momentu, ale jego "poddani" chyba też trochę chcieli wierzyć, że coś dobrego dla nich z tego wszystkiego wyniknie.

      Usuń
    9. W tym chyba właśnie był problem, że wierzył w swoją rolę a w rzeczywistości był marionetką w rękach Niemców.

      Usuń
    10. Ale to już kwestia konstrukcji psychicznej, taki Czerniaków był świadomy swojej roli, że nic od niego nie zależy.

      Usuń
    11. Ale nie zgodził się na uczestnictwo w wysyłaniu swoich współobywateli na śmierć, tymczasem Rumkowski chyba nie miał z tym większego problemu (choć trzeba przyznać, że oparł się żądaniu Niemców wydania im 25 Żydów jako kary za strzał, który padł z terenu getta).

      Usuń
  3. Nie zgodził się, za co go zresztą też atakowano, że zdezerterował, że zostawił Żydów bez przewodnika itp. Być może Rumkowski, który uważał się za polityka, łatwiej znosił myśl po noszeniu pewnych "niezbędnych kosztów".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, Rumkowski wybrał chyba trudniejszą drogę ale może miał więcej w sobie pychy sądząc, że może decydować o życiu i śmierci innych ludzi.

      Usuń
    2. On chyba nie wybierał, on od razu wiedział, dokąd chce iść.

      Usuń
    3. Aż tak dobrze nie znam jego historii, żeby to próbować przesądzać dlatego szykowałem się na książkę Polit, chociaż po konfrontacji jej wprowadzenia z tekstem "Notatnika" nie wiem czy zanadto nie przywiązuję do jej książki uwagi. Bo, owszem to ładnie z jej strony, że "wątpliwości tłumaczy na korzyść oskarżonego" ale mam też wrażenie, że zamyka oczy na oczywiste fakty, które przemawiają przeciwko Rumkowskiemu.

      Usuń
    4. Ja znam, jak pisze pani Polit, czarną legendę Rumkowskiego, a badaczka faktycznie dokonała jakiejś rewolucji w jego biografii. Tyle że bez względu na to, kim rzeczywiście był przed wojną, czy miał wykształcenie, czy nie miał, czy był pedofilem, czy nie był, jego postępowania to nie tłumaczy. Jeśli masz jej książkę, to chętnie bym poznał Twoją opinię.

      Usuń
    5. Szykowałem się właśnie do zakupu, kiedy na własnej półce w sumie przypadkowo trafiłem na "Notatnik" :-) bo stała tak i stał, a kupowałem go już ładne parę lat temu ani nie mając pojęcia, że dotyczy Rumkowskiego ani tym bardziej, że Polit jest autorką wprowadzenia, zresztą wówczas jej nazwisko i tam mi nic nie mówiło. Dopiero przy naszej dyskusji wokół "Biednych ludzi" (jeszcze raz dzięki za trop) dowiedziałem się od Ciebie, że w ogóle istnieje :-). Mam jeszcze kilka książek z BŚZ tak, że pewnie i na nią się skuszę ale limit wydatków świątecznych został już przekroczony tak, że pewnie dopiero styczniu-lutym, jak dojdę do siebie, będę mógł się na nią szarpnąć.

      Usuń
    6. Jeśli masz specjalnie inwestować w panią Polit, to nie było prośby. Myślałem, że już się zaopatrzyłeś, ale skoro nie, to nie szalej.

      Usuń
    7. Póki co nie szaleję :-) Jestem ciekaw na ile obrona Rumkowskiego jest przekonująca, ale jakby nie było do dzięki Polit dowiedziałem się o "Kupcu łódzkim" Rudnickiego i "Fabryce muchołapek" Barta i po raz kolejny sprawdziło się powiedzenie "cudze chwalicie swego nie znacie" bo zacząłem od "Biednych ludzi" Sem-Sandberga.

      Usuń
    8. Jadowite krytyki pani Polit mają więc niewątpliwy powab, skoro zachęcają do sięgania po zjechane od góry do dołu książki.

      Usuń
    9. "Jadowitymi krytykami" czuję się zachęcony :-) u mnie nic tak jak one, nie licząc zbiorowych bałwochwalczych peanów, nie zachęca do lektury :-)

      Usuń
    10. Ja wolę krytyki, bałwochwalcze peany raczej mnie odrzucają :)

      Usuń
    11. Żeby dokopać? Mnie czasem kusi, ale to zwykle oznacza konieczność przeczytania jakiegoś kompletnego knota :P

      Usuń
    12. To też, ale czasami okazuje się to zbyt łatwe, a przecież nie powinno się kopać leżącego (chociaż, to kiedy ich kopać?). Niektórych kategorii chwalonych książek nie biorę pod uwagę, właśnie żeby nie ryzykować kompletnych knotów :-).

      Usuń
    13. O jak Cię doskonale rozumiem :)

      Usuń
    14. Bo kto zrozumie faceta, jak nie inny facet (jeszcze najlepiej przy wódce)?! :-)

      Usuń
    15. W ostateczności może być śledzik :-), klasyka to byłby ogórek wyciągany ze słoika stojącego na szynkwasie :-)

      Usuń
    16. Gdzie my teraz szynkwas znajdziemy? :P Bo ogórki owszem, bywają.

      Usuń
    17. Na okoliczność jego poszukiwań chyba obejrzę sobie dzisiaj "Pigułki dla Aurelii" :-)

      Usuń
  4. Zawsze, przy okazji czytania o ludziach tego pokroju, zastanawiało mnie czy oni naprawdę nie mieli świadomości, że podzielą los tych, których sami pomagali posyłać na śmierć?
    Fragmenty na temat "dobrodziejstw" Rumkowskiego po prostu powalają, nie wiem, czy to skrajny cynizm, skrajna głupota czy strach o własną skórę kazał Rozensztajnowi pisać w ten sposób...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że Rumkowski uważał, że to go nie dotyczy. Skoro był przyjmowany przez Niemców, to pewnie zakładał, że jest dla nich bądź co bądź partnerem, i to pożytecznym, a kto będzie się pozbywał kogoś pożytecznego? Nie chce mi się wierzyć by Rozensztajn nie widział jak wygląda sytuacja w getcie a z drugiej strony miał posadę, która zapewniała mu względne bezpieczeństwo i komfort pisał więc to co sądził, że Rumkowski chciałby o sobie przeczytać.

      Usuń