niedziela, 29 grudnia 2013

Królowa Śniegu, Hans Christian Andersen

Każdy pretekst jest dobry ... i korzystając z pretekstu, że słowa należy dotrzymywać po przegranym zakładzie kupiłem synkowi, a właściwie także i sobie "Królową Śniegu" Hansa Christiana Andersena z ilustracjami Vladyslava Yerko. Bez dwóch zdań, to najlepiej ilustrowana książka dla dzieci, która ukazała się u nas ostatnimi laty (swoją drogą pokazuje też nasze zapóźnienie w tej dziedzinie bo ukazała się u nas dopiero po trzynastu latach) ale, o czym zorientowałem się dopiero wówczas gdy ją przekartkowałem, mogąca stanowić zabawę także dla dorosłych. Zwłaszcza dla tych, którzy choć trochę interesują się sztuką.


Nawet z pobieżnego oglądu tego co można znaleźć w internecie widać, że inspiracją dla Yerko mogło być malarstwo prerafaelitów, na niektórych ilustracjach, jak choćby na tej w której Gerda i Kay spotykają się w pałacu królowej Śniegu, wyraźnie widać to nieobecne spojrzenie postaci "opakowane" w wysmakowaną formę, jak w obrazach Dante Gabriela Rossetti'ego.




Ale na tej ilustracji jest jeszcze coś - wieża Babel przypominająca kształtem tą z "Małej wieży Babel" Pietera Bruegel'a i nie jest to przypadkowe skojarzenie, bo do niego nawiązuje wyraźnie także ilustracja z saniami przelatującymi nad wioską, jak z szesnastowiecznych niderlandzkich obrazów. Jest na niej i śnieg, i gospoda, i kościół, i staw, i wieśniacy, a jakby tego było mało uważny czytelnik książki (na skanie trudno to zobaczyć) zauważy, że po prawej stronie znajduje się tabliczka z nazwą ulicy - "Breughel str".



Ale na tym nie koniec malarskich skojarzeń.  Z siedemnastowiecznymi flamandzkimi martwymi naturami z kwiatami może kojarzyć się ilustracja z ogrodu kwiatowego (krainy śmierci) czarodziejki, no i jeszcze na dokładkę ten aniołek z "Madonny Sykstyńskiej" Rafaela Santi.

 
 
Z kolei na ilustracji z wnętrza zamku, w którym mieszkała dobra księżniczka (czy w ujęciu Yerko nie mogłaby być Calineczką, a na komodzie nie stoi czasami para bohaterów i innej baśni Andersena "Pasterka i kominiarczyk"?) można odnaleźć portrety Hansa Holbeina (po lewej stronie artefakt Henryka VIII, po prawej Jane Seymour (?), a lista na tym się nie kończy. Przednia zabawa.



Jest jednak coś co budzi u mnie tzw. mieszane uczucia a mianowicie "uniwersalność" niektórych ilustracji kojarzących się bardziej z innymi klasycznymi opowieściami dla dzieci; z "Piotrusiem Panem", "Dziadkiem do orzechów" czy "Alicją w krainie czarów", choć oczywiście nie musi być to traktowane jako wada lecz wręcz stanowić zaletę. W sumie jednak przecież to nie istotne, najważniejsze że książka podoba się dziecku i mam tylko nadzieję, że "Królowa Śniegu" nie okaże się jedyną książką z ilustracjami Yerko, którą wydano u nas bo przecież już następne czekają w kolejce.

57 komentarzy:

  1. Ilustracje wprost bajeczne, przyciągają i chce się na nie ciągle patrzeć. Naprawdę cudowne wydanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że wydawnictwo pójdzie za ciosem i wyda też pozostałe książki dla dzieci, które ilustrował Yerko, choć biorąc pod uwagę fakt, że przy "Królowej Śniegu" trochę się zeszło, nie będzie to prędko.

      Usuń
  2. Bardzo dobre porównania :) A książki nie miałam niestety nawet w rękach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, zawsze możesz się pocieszyć i ją kupić :-)

      Usuń
  3. super!szkoda tylko,że za oknem zero śniegu,mrozu i lodu a o jeździe na sankach można tylko pomarzyć-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to można sobie poczytać o śniegu i lodzie u Andersena :-)

      Usuń
  4. no tak,albo popatrzeć na obrazy Pietera Bruegel'a,którego prace,kiedyś widziałam w Rijksmuseum w amsterdamie,wspaniałe-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałem go w Brukseli, ma swoją salę, niezbyt dużą ale i tak, a może właśnie przez to, robi wrażenie. Kilka razy udało mi się pobyć z nim sam na sam. Wieża Babel jest też w Wiedniu (ta ze skanu jest z Rotterdamu) ale tam jakoś ginie w przelocie.

      Usuń
  5. Wspaniałe ilustracje, szczególnie okładka jest niesamowita w wymowie.
    Mnie tam uniwersalność niektórych ilustracji nie przeszkadza, bo jestem zwykłą czytelniczką i aż tak dokładnie nie znam historii i podtekstów w malarstwie.
    Bardzo mi się podoba - po prostu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem zwykłym czytelnikiem, tak że nie wykluczam nadinterpretacji ale to ona dodaje, moim zdaniem, "szczypty pikanterii" ilustracjom Yerko.

      Usuń
  6. nie znam się na malarstwie zupełnie,Bruegel ma jednak taki specyficzny styl,pamiętam,jak się kręciłam dookoła,w tych dużych salach muzeum i bez podchodzenia,wiedziałam,które obrazy są jego,bardzo mi się spodobały-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też niespecjalnie, poza jako taką orientację nie wychodzę. Niedawno byłem w MN w Warszawie, kiedy porównuje się jego kolekcję malarstwa europejskiego z tym co można zobaczyć w muzeach Europy Zachodniej to aż "żal d... ściska" mówiąc dosadnie.

      Usuń
  7. pozostaje mi się tylko z panem zgodzić,cieszę się jednak,że mogłam sobie,kiedy nadarzyła się okazja,popatrzeć na to,co zebrali w paryżu,londynie czy amsterdamie,cała historia sztuki prawda?"królowej śniegu"sobie nie kupię,dzieci już wyrosły z bajek,teraz same sobie książki kupują,chociaż czasami bym chciała żeby były młodsze,przechowałam sobie te bajki,które,kiedyś z nimi oglądałam w okolicach bożego narodzenia-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co mnie zaskakuje jeśli chodzi o poziom muzeów, to nie skala rozpiętości pomiędzy Londynem czy Paryżem a Warszawą bo wiadomo, że były to stolice imperiów a my ciągle plączemy się w ogonie jako "piąta liga Europy" ale fakt, że nawet okres świetności naszej historii, kiedy to Polska stanowiła imperium w sztuce jest słabiutko reprezentowany jeśli porówna się to z szesnastowiecznym malarstwem europejskim.
      Część moich książeczek przetrwała "dzięki" młodszej siostrze :-) a teraz mam pretekst do przypominania ich sobie (i kupowania) przy okazji zakupów dla własnego albo jej dzieci :-).

      Usuń
  8. "...fakt, że nawet okres świetności naszej historii, kiedy to Polska stanowiła imperium w sztuce jest słabiutko reprezentowany jeśli porówna się to z szesnastowiecznym malarstwem europejskim...",nie umiem panu na to pytanie odpowiedzieć,zadałam to pytanie,z ciekawości,znajomej,która studiuje historę sztuki(przerabia akurat historię sztuki nowożytnej),jak się dowiem to panu odpowiem,za to obejrzałam sobie ten portret hansa holbeina i uśmiechnęłam się,czy pan wie,że ten mężczyzna na portrecie w swoim czasie był najbardziej pożądaną partią na"matrymonialnym rynku"w europie?przystojny,szczupły,wysportowany,wykształcony i ze wspaniałymi widokami na przyszłość(było nie było,miał zostać królem),dziś byłby na pierwszych stronach wszystkich plotkarskich gazet,aż trudno uwierzyć,prawda?-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Holbeina nie jest zbyt zbyt szczupły ale zakładam, że jak się było władcą takiego państwa jak Anglia to taki szczegół nie miał znaczenia - w końcu nie od dziś wiadomo, że dla pań takim samym afrodyzjakiem jak męska uroda, a może i większym, jest władza :-). Swoją drogą, niektóre z nich drogo to kosztowało.
      PS. z mojej strony to nawet nie było pytanie tylko stwierdzenie faktu :-) ale zobaczymy jaka będzie odpowiedź

      Usuń
  9. ha ha ha,prosze pana,z tym afrodyzjakiem to pewnie ma pan rację,wystarczy się rozejrzeć dookoła,henryk,jednak,w czasach swej młodości był naprawde grzechu wart,poza tym lubił kobiety mądre,wykształcone i ładne(annę kliwijską odprawił,bo taka nie była) i co warto podkreślić swą pierwszą żonę poślubił z miłości-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy raz ożenił się z miłości ... Jako to mawiają "miłość jest ślepa ale małżeństwo poprawia jej wzrok" :-)

      Usuń
  10. katarzyna aragońska też była doskonałą partią,jej rodzice wychowali swoje trzy córki tak,że nadawały się do tańca i do różańca,miały być matkami,żonami ale też były przygotowywane rzadzenia,izabella i ferdynand nie mieli bowiem synów,katarzyna do końca swoich dni,szyła i hawtowała mężowi koszule(czy pana żona to potrafi?),jedyną jej niedoskonałością było to,że nie urodzila mężowi syna,następcy tronu-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponieważ teraz gender jest w natarciu za haftowanie będę brał się ja, żona za to będzie nosiła drzewo do kominka :-)

      Usuń
  11. matko,wszędzie gender,nawet w naszym kościele dziś był,to może już lepiej niech pan sobie odpuści,w końcu,co za dużo..............ha ha ha -anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawno już sobie odpuściłem tylko jeszcze czasami szeroko otwieram oczy ze zdumienia :-) Też nie wiem o co tyle zamieszania, bo gdyby nie Kościół wegetowałoby by to gdzieś na obrzeżach ośrodków akademickich jako kwiatek do kożucha.

      Usuń
  12. cóż,biskupi uważaja,że należy z tym walczyć dopóki to jest w zalążku,dopóki nie jest za późno,a że przy okazji robią temu reklamę?każdy kij ma dwa końce-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle że sposób w jaki to robią, jest co najmniej nieprzekonujący (łagodnie rzecz ujmując), a jest przecież jest tak dużo biedy i nieszczęścia wokoło, że mogliby zająć się czymś bardziej pożytecznym, niż strzelanie ślepakami zza "okopów Świętej Trójcy".

      Usuń
  13. w pełni się z panem zgadzam,biorąc pod uwagę doświadczenie kościoła jako instytucji,to mogliby do tego podejść bardziej"profesjonalnie",pisze pan,że "...przecież jest tak dużo biedy i nieszczęścia wokoło, że mogliby zająć się czymś bardziej pożytecznym, niż strzelanie ślepakami zza "okopów Świętej Trójcy",też nieraz tak myślę,kościół przechodzi trudne chwile,coraz więcej wiernych nie chodzi do kościoła,niektórzy zachowują się wręcz jak"wściekłe psy",sejm,prasa,telewizja,nie rozumiem dlaczego kościół nie próbuje sobie zjednać tych dołów,dlaczego w większym stopniu nie stanie się ich reprezentantem?wszak kościół jako instytucja ma ogromne doświadczenie,możliwości i siłę przebicia,a ci biedacy,potrzebujący wsparcia(nie tylko materialnego)to też siła,jedni potrzebują drugich i mogliby sobie wzajemnie pomóc,kościół nie musiałby się wtedy obawiać,że jakiś genger zrobi wiernym "wodę z mózgu"-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tośmy zawędrowali: od ilustracji do "Królowej Śniegu" do krytyki medialnych (i nie tylko) poczynań Kościoła :-), w dodatku czym prędzej muszę biec do komina, żeby odnotować, że znowu się zgadzamy :-)

      Usuń
  14. no i nie pierwszy raz,przecież mówiłam,że nie jestem historykiem sztuki,lubię tylko odwiedzać muzea i oglądać obrazy,szczególnie martwe natury i portrety,"królowa śniegu"nie jest moją ulubioną bajką andersena,tylko"brzydkie kaczątko",feminizmem za bardzo się nie interesuję bo,czasami,myślę,że tym paniom nie zawsze po drodze ze zdrowym rozsądkiem,kościół mnie interesuje,jako sacrum i profanum,może nie jestem dobrym katolikiem,widzę błędy kościoła jako instytucji,nie zamierzam jednak być,jak wściekły pies i szarpać go,na komin proszę nie wchodzić,zgodzę się z panem bez tego -anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Brzydkie kaczątko" było dla mnie za smutne, moją ulubioną baśnią był "Świniopas" (ta melodia "Oh du lieber Augustin") chociaż żałowałem, że nie okazał się wielkoduszny wobec córki cesarza :-) i z czasem "Ogrodnik i jego chlebodawcy", mój synek za to lubi "Nowe szaty cesarza" i "Królową Śniegu".

      Usuń
  15. czyli dla każdego coś miłego,na koniec powiem,że przeczytałam cztery powieści Remarqua:"łuk triumfalny","czas życia i czas śmierci","noc w lizbonie"i"na zachodzie bez zmian"ale musiało to być strasznie dawno,bo pamiętam tylko dwie rzeczy,po pierwsze,że mi sie podobały,po drugie,że się żle kończą-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś "Łuk triumfalny" był moją ulubioną książką, to chyba też zresztą najlepsza książka Remarque'a, z "Nocy w Lizbonie" pamiętam tylko tyle, że byłem nią rozczarowany, podobał mi się natomiast "Czarny obelisk", "Trzej towarzysze" i "Czas życia i czas śmierci" w takiej właśnie kolejności tyle tylko, że też nic z nich już nie pamiętam :-). Pewnie za jakiś czas wrócę do "Łuku ..." bo sam jestem ciekaw jak go będę po latach odbierał.

      Usuń
  16. myślę,że też do Remarque'a wrócę,ale jeszcze nie teraz,bo jak już kiedyś wspomniałam,czytam książki z biblioteki,więc muszę się spieszyć,panie są bardzo wyrozumiałe(mówią,że po to,co ja czytam kolejki się nie ustawiają),jednak nie mogę"przeginać,czasem muszę coś oddać,tymczasem mój stosik ciągle rośnie,aha,z pierwszej wojny światowej mam"dziennik z kampanii rosyjskiej 1914-1916"augusta krasickiego,niestety nieprzeczytany,bo jest mój i może poczekać,no teraz to dopiero namieszaliśmy-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z okolic tamtych czasów proponuję "W polu" Rembeka (to co prawda nie I wojna tylko wojna z bolszewikami 1920 roku) - byłem zachwycony, za to z tamtego okresu mam w planach "Ogień" Barbusse'a (to on był inspiracją do napisania "Na zachodzie bez zmian") bo czytałem to jako młody chłopak i mam wrażenie, że wówczas nie poznałem się na książce. Warto przeczytać "Armię za drutem kolczastym" Dwingera i "Księcia piechoty. W nawałnicy żelaza" Jungera bo pokazują pierwszą wojnę z tego drugiego, militarystycznego punktu widzenia a nie tylko, jak to u nas się przyjęło, pacyfistycznego. Z tym że mogą z tym być kłopoty bo to książki wydane tylko przed wojną, po wojnie wydano u nas Jungera ale w mocno zmienionej wersji i pod zmienionym tytułem "W stalowych burzach".

      Usuń
  17. Nie sądziłam, że aż tak głęboko można odczytać tę książkę. Mam tę wersję i również zachwyciłam się ilustracjami, ale jako laik, któremu podoba się coś kolorowego, kunsztownego i uroczego, nie zaś jako ktoś, kto miałby pojęcie o sztuce. Dlatego dziękuję Ci za tę analizę, znakomita robota!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, dzięki :-) ale to tylko "odczytanie" ilustracji i to też, powiedzmy sobie szczerze, ślizgające się po ich powierzchni, bo nawiązań artystycznych jest tam dużo więcej, np. jest wiszące okrągłe lusterko z odbiciem Gerdy, tak jak w "Portrecie małżonków Arnolfini" van Eyck'a itp. itd. a na okładce (tylnej) mam wrażenie są sportretowani znajomi Yerko :-).

      Usuń
  18. Ok, ilustracje imponujące, a z takim przewodnikiem jak Ty, to już w ogóle najlepiej podchodzić do dzieła w jedwabnych rękawiczkach, ale jak tekst? To w ogóle jest pełnowymiarowa wersja "Królowej śniegu", czy jakiś skrót?
    Ja właśnie robię podchody do nowej wersji, ale Młodszego odrzuca (za dużo tekstu, a za mało obrazków) i tak się zastanawiam, czy warto by spróbować może z tym wydaniem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tekście nie pisałem bo to przecież klasyka, każdy to zna a nie mam do zaproponowania żadnej postmodernistycnej interpretacji :-), to wersja ortodoksyjna, mam stare wydanie "Baśni" z ilustracjami Szancera i różnic w tekście nie zauważyłem.
      Obrazki są w zasadzie na każdej stronie, czasami symboliczne ale na każdej coś jest - jest też sporo ilustracji całostronicowych, tak że od tej strony nie ma co narzekać. Mogę polecić wydanie z ilustracjami Fiodorova (rosyjska szkoła ilustracyjna), u mnie się sprawdziło, tam ilustracje są chyba każdej stronie, no i do wyboru jest kilkanaście baśni, ale jeśli Twoje dziecko ma mniej niż 6 lat, to się nie dziwię, że go Andersen nudzi, moje do dzisiaj nie trawi "Małej syrenki" :-)

      Usuń
  19. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  20. Rosyjska ilustracja jak rosyjski balet, łyżwiarstwo figurowe i anektowanie zasobów gazu jak widzę - nie ma przebacz, najwyższy poziom rzetelności (wizualnej).
    Ale chyba się zgodzimy, że ciekawsze są ilustracje absorbujące uwagę w równej mierze dziecięcia i rodzica, o ile rodzica ( w tym przypadku) nie bardziej (bo na miejscu dziecka bym się zasapała ;)
    I teraz będę szukać kto to wydał - a mogłeś po prostu napisać, heh.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas w grafice dziecięcej panuje generalnie "skrót myślowy", który mam wrażenie często jest przykrywką braku umiejętności i kojarzy mi się zawsze z anegdotą, jak to student malarstwa podchodzi do profesora pokazując mu swoją nowoczesną pracę, a ten ogląda, ogląda i wreszcie mówi - tak, to będzie pan mógł malować jak już zostanie słynnym malarzem.
      Nie jest zabronione oglądać ilustracji Yerko po prostu jako ładnych obrazków :-) bo przecież takimi są.
      U nas książkę wydało Wydawnictwo M z Krakowa, a oryginał A-BA-BA-HA-LA-MA-HA z Kijowa.

      Usuń
  21. Ilustracje rzeczywiście imponujące i bardzo, bardzo podoba mi się Twój pomysł z analogiami malarskimi! Mimo wszystko mam wrażenie, że ilustrator trochę się rozhulał - te obrazki chyba bardzo dominują nad tekstem. Zgadzam się, że są wspaniałe, ale ten przepych mnie trochę przytłacza. Zaznaczam, że jeszcze nie widziałam tej książki na żywo, może odbiorę ją zupełnie inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że jest "bogato" to fakt ale najważniejsze, że dzieciom się podoba :-) Z ciekawostek, zauważyłem, że w tym zapale na jednej z ilustracji popełnił błąd bo Gerda i Kay ogrzewają miedziakami to samo okno, podczas gdy z tekstu wynika, że dzieci były u siebie w domach :-). Spokojnie możesz zainwestować, z pewnością nie będziesz zawiedziona :-).

      Usuń
  22. Szczerze mówiąc, moja wiedza na temat malarstwa jest tak nikła (zerowa), że nie zauważyłam tych wszystkich analogii :) Po prostu bardzo mi się spodobała, teraz leży na półce mojej ciotecznej siostrzyczki (lat 8), która przegląda ją przynajmniej raz dziennie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u mnie dziecko nad "Królową Śniegu" przedłożyło "Myszkę Pik" :-)

      Usuń
    2. U mnie siorka ma ten problem, że jestem jej jedynym dostawcą bajek (i jakichkolwiek książek). Długo jej nie widziałam, więc nie znałam stanu jej biblioteczki - teraz mam misję utworzenia takiego zbioru, żeby była w miarę oczytana, tym bardziej, że lubi książki :) "Myszkę Pik" tez jej przedstawię... zobaczymy jaki będzie efekt :)

      Usuń
    3. To chyba ma nie problem tylko dobrego brata ;-)

      Usuń
  23. To już chyba wiem, co Twój synek znalazł pod choinką :)
    A ja właśnie zamawiam "Baśnie" w starym wydaniu (ale książka nówka), już się nie mogę doczekać :)
    Ilustracje Yerko są cudowne, włąściwie mogłyby funkcjonować jako odrębne od siebie obrazy. Inspiracji twórczością prerafaelitów rzeczywiście sporo, widać je również w innych jego pracach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A właśnie, że nie ;-) - zakład to zakład a nie prezent pod choinkę - "nie mieszajmy myślowo dwóch różnych systemów (...)" jak mawiał klasyk ale czy to kobieta zrozumie takie męskie sprawy? :-)
      Widzę, że wcześnie zaczynasz z gromadzeniem biblioteczki :-) Też to kiedyś przerabiałem ale po jakimś czasie ochłonąłem chociaż teraz jak znalazł :-)

      Usuń
    2. Och nie, kobieta z pewnością nie zrozumie męskich spraw ;) I vice versa :)
      Myślę, że pierwsze urodziny to najwyższy czas na rozpoczęcie kolekcjonowania biblioteczki :) Tylko nie wiem jeszcze, czy "Baśnie" będą bardziej prezentem dla jubilata, czy dla jego mamusi ;)

      Usuń
    3. Jak to nie wiesz?! przecież wiadomo, że dla mamusi :-)

      Usuń
    4. Chyba masz rację ;) Ale tłumaczę sobie, że korzyść będzie obopólna :)

      Usuń
    5. Tak, tak! to tak samo jakbyś mówiła mężowi, że to dla niego chodzisz do fryzjera i kosmetyczki :-)

      Usuń
    6. No bo tak jest... hmmm... do pewnego stopnia ;)

      Usuń
    7. Przed ślubem może i owszem, ale po ślubie ten stopień zastraszająco szybko maleje :-)

      Usuń
    8. Może motywacje istotnie ulegają z czasem lekkiej transformacji, ale częstotliwość wizyt u fryzjera się nie zmienia, zatem efekt finalny z punktu widzenia mężów pozostaje ten sam ;)

      Usuń