niedziela, 24 marca 2013

Pokolenie Marka Świdy, Andrzej Strug

Są dwie przyczyny, dla których sięgnąłem po "Pokolenie Marka Świdy". Pierwsza to wyrzuty sumienia na myśl o przysypanym kurzem czytelniczym wyzwaniu "Polski listopad", o którym już kiedyś zresztą pisałem, druga, to fakt, że niedawno odkryłem, że niedaleko mojego biura znajduje się muzeum Andrzeja Struga, do którego, póki co, i tak się jeszcze nie wybrałem.


Ale do rzeczy, powieść Struga, to książka generalnie dla tych, którzy lubią ... Żeromskiego. Mimo, że tytułowy bohater ma wiele cech samego autora (m.in. studia w Krakowie, udział w wojnie) to trudno oprzeć się wrażeniu, że jest w nim coś z Marcina Borowicz, Cezarego Baryki i Rafała Olbromskiego. Rodzinne Jordanowice Świdy jakoś dziwnie przypominają Tarniny z "Popiołów", siostra Świdy - Janka kojarzy się z Zofką, brat zaś z Piotrem Olbromskim, że o wątkach romansowych nie wspomnę. Z kolei grób pana Tuchołki nasuwa skojarzenie z grobem powstańca z opowieści Szymona Nogi a śmierć Ignacka przywodzi na myśl, tym razem, nie Żeromskiego lecz Prusa i jego "Grzechy dzieciństwa", w których umiera garbaty Józio przyjaciel Kazia Leśniewskiego. "Pokolenie Marka Świdy" obejmuje  zbliżony okres jak "Przedwiośnie" (mniej więcej od wojny rosyjsko-japońskiej do początku lat 20-tych), tyle, że główny bohater powieści Struga w porównaniu z Baryką sprawia jednak wrażenie bardziej zagubionego i niepotrafiącego nadać sens własnemu życiu. Dużo w jego życiu jest działań pod wpływem impulsu, który potem okazuje się mieć zaskakująco trwałe konsekwencje.

To obraz Polski, w której ci, którzy stawiali na szali własne życie walcząc o niepodległość ojczyzny, po jej odzyskaniu grzęzną w prozie życia, której ton nadają inni i okazuje się znacznie bardziej skomplikowana niż walka twarzą w twarz z wrogiem albo też w ogóle nie potrafią sobie znaleźć w niej miejsca. Nie powiedziałbym, że to obraz pokolenia bo szkolni koledzy Świdy pojawiają się epizodycznie i nawet przy dużej dobrej woli trudno ich uznać za reprezentatywnych dla społeczeństwa jak neurastenicznego Anglika polskiego pochodzenia - Botwida czy Nusyma Skurnika, Żyda który utożsamia się z Polską, a z którego jednak wychodzi żydowskość poprzez zamiłowanie i talent do "geszeftu".

Styl, początkowo irytujący, po jakimś czasie zaczyna wciągać ale wymaga od czytelnika ciągłej uwagi, i nazwałbym go stylem "za dużo słów" - "Stolica okryła się niezliczoną mnogością odezw, plakatów, podniecających i zachęcających afiszów. Hasła, nakazy, okrzyki, pytania, nawoływania, groźby, maksymy, sentencje, wzniosłe bohomazy, karykatury, dowcipy i szyderstwa nastręczały się wszędzie. Napisy upstrzyły mury, drzewa, tramwaje, słupy, dachy, płoty, szyby, urzędy i lokale, teatry i kościoły. Deptało się po nich na chodnikach, ćmiło się od nich w oczach i w głowie. (...) Nieprawdopodobna mnogość samorzutnych komitetów, kół, wydziałów, sekcji, korporacji, zbiórek, związków, straży, opiek, pomocy rozpleniła się w tych dniach niewielu.". To jak widać "gęsta" proza dająca wrażenie tętnienia życiem ale również napięcia i pośpiechu. W każdym razie efekt jest interesujący a zresztą i cała książka jest niezła.

Wybitnie jest jednak nie dostosowana do potrzeb dzisiejszego czytelnika, bo potraktowanie niektórych wątków może jeśli nie śmieszyć to przynajmniej budzić uśmiech - jest więc wątek erotyczny, który może na ówczesnych pensjonarkach robił wrażenie ale w naszych czasach dosłowności - niespecjalnie, wątek podróży przez Malaje zdecydowanie najsłabszy w swojej nieprawdopodobności i "skrócie myślowym". Co jednak dzisiaj może dziwić, to eksponowanie zaangażowania i zainteresowania sprawami Państwa. Coś co zwykle kwituje się wzruszeniem ramion, u Struga jest autentycznie przeżywane i mimo upływu lat wygląda interesująco i już wiem, że "Pokolenie Marka Świdy" nie jest ostatnią jego książką, którą przeczytałem ...      

48 komentarzy:

  1. Czytałam dawno, na studiach, lektura obowiązkowa, była momentami faktycznie męcząca, ale czasami wciągała. Skojarzenia miałam podobne, że trochę w stylu Żeromskiego, którego zresztą wtedy nie lubiłam bardzo ;) Planuję przypomnieć sobie obu panów i jestem ciekawa, czy teraz inaczej na to spojrzę..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeromskiego akurat lubię :-) ale jestem zdania, że oryginał jest lepszy od kopii, choćby nawet była dobrze napisana ale chcę jeszcze przeczytać "Grób nieznanego żołnierza" i może "Dzieje jednego pocisku" żeby mieć trochę większe pojęcie o Strugu.

      Usuń
  2. Ja znam Dzieje jednego pocisku, które z kolei wciąż robią wrażenie nowoczesnych dzięki językowi i konstrukcji, zdecydowanie polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lupus in fabula :-) właśnie nieśmiało się do nich przymierzałem ale teraz po Twojej opinii już z większą odwagą :-).

      Usuń
    2. Mnie zachęcił Boy, który w recenzji teatralnej adaptacji Pocisku wystawił tej książce nawet nie laurkę, ale cały pomnik. To musiała być swego czasu czystej wody awangarda, skoro jeszcze dziś jest zaskakująco świeża.

      Usuń
    3. Resztki tej awangardy, mam wrażenie, widać też w "Pokoleniu" i rzeczywiście jest to niezłe wrażenie :-).

      Usuń
    4. Mam Pokolenie w kolejce i jeszcze jakieś dwie inne powieści Struga, nie nastawiam się na wiele, ale może i rozczarowania nie będzie.

      Usuń
    5. Wydaje mi się, że to jest najwłaściwsze podejście :-) choć ja z kolei obiecuję sobie sporo po "Grobie" bo to podobno wraz z "Dziejami" najlepsza książka Struga.

      Usuń
    6. Grobu w zbiorach nie mam, poczekam na Twoją opinię.

      Usuń
    7. Widzę więc, że się na siebie oglądamy - w każdym razie, gdyby "Dzieje" nie wypaliły to już mam znalezionego winnego :-).

      Usuń
    8. Spoko, już się przyzwyczaiłem, ze jestem winny wielu Twoich czytelniczych rozczarowań :P

      Usuń
    9. Wielu?! - ja nie przypominam sobie żadnego! A poza tym to tak miło znaleźć winnego - problem od razu sam się rozwiązuje :-)

      Usuń
    10. no to już nie będę Ci nic przypominał:)

      Usuń
    11. Co Ty? to na kogo wówczas będzie?! :-)

      Usuń
    12. Może znajdą się osoby, które Ci niebacznie przypomną jakiegoś autora:)

      Usuń
    13. "To przeczytałam" już mi przypomniała Gojawiczyńską :-)

      Usuń
    14. Zaraz tam biedna :-), ma u mnie duży kredyt za "promocję" Wanata i jego "Za murami Pawiaka".

      Usuń
    15. Trudno, żeby mu nie napisała wstępu jako była więźniarka:) Jej pawiackie wspomnienia też są całkiem niezłe, chociaż ja wolę zbiór Wspomnienia więźniów Pawiaka - znałem go kiedyś niemal na pamięć.

      Usuń
    16. Pamiętam ją właśnie i Wanata z jakiegoś zbioru (kilkuczęściowego - w domu były trzy), który również znałem prawie na wyrywki ale w pamięci oprócz ogólnego wrażenia zostało mi tylko "Święta kulo" J. Putramenta. W całości Wanata czyta się rzeczywiście inaczej niż te najlepsze fragmenty, które były w zbiorze.

      Usuń
    17. To mogła być "Antologia pamięci". "Krata" Gojawiczyńskiej warta jest lektury.

      Usuń
    18. Spojrzałem na okładki - tak to było to, dzięki za przypomnienie, wreszcie wiem czego szukać!

      Usuń
    19. Sam mam chyba trzy części do przeczytania:)

      Usuń
    20. Przed chwilą skończyłem szukać :-). Jeszcze raz dziękuję. Było 7 tomów w tym jeden z wierszami. Ciekaw jestem, jakie teraz będę miał wrażenia i czy wybór był podlany ideologicznym sosem.

      Usuń
    21. Pewnie trochę był, ale raczej przez zaniechanie niektórych tematów. Zestawy autorów są dość przyzwoite.

      Usuń
    22. Dopatrzyłem się Wandy Półtawskiej, chociaż pewnie wówczas jeszcze tak się nie kojarzyła.

      Usuń
    23. Pewnie się nie kojarzyła:) Ja widzę Borowskiego, Szmaglewską, Parandowskiego, Iwaszkiewicza. No i Putramenta, ale on chyba wszędzie się wciskał albo był wciskany.

      Usuń
    24. Pewnie dla świętego spokoju Jakubowski wolał go dopisać ale dzięki temu o antologii pamiętałem więc nie ma tego złego ... :-)

      Usuń
    25. Całkiem możliwe, że nawet da się jego utwór czytać:P

      Usuń
    26. Na moją ówczesną umysłowość był ok :-)

      Usuń
    27. A ja nie mam pojęcia, czy chociaż linijkę Putramenta czytałem. Tylko jeśli był w jakichś szkolnych wypisach.

      Usuń
    28. Ja tylko "Święta kulo" z Antologii, kiedyś próbowałem jeszcze "Odyńca" ale poza kilka strony nie wyszedłem :-)

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alicjo, wyrzuty sumienia to taka osobista sprawa i kwestia indywidualnej wrażliwości :-). Męczą mnie, bo temat ciekawy choć odchodzący w zapomnienie (wiadomo - patriotyzm jest démodé) a byłem z nim na bakier i wyzwanie przypomina mi moje zaległości. Czasy zapisywania się dla mnie szczęśliwie już minęły a poza tym wolę czytać niż się zapisywać. Do "Pokolenia" wróciłem po latach i generalnie mam pozytywne wrażenia choć rzeczywiście nie jest to książka, którą się czyta z wypiekami na twarzy :-).

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. Nie mam na myśli indywidualnego patriotyzmu ale swoje wrażenia, być może zresztą mylne. W dzisiejszych czasach patriotyzm ma też inny wymiar, na szczęście nie żyjemy w czasach Struga i krwi przelewać nie musimy. Jakoś nie dostrzegam przejawu braku patriotyzmu w zmniejszonym zapale prokreacyjnym czy zarzutach wobec hierarchów, zwłaszcza że niektóre dotyczą spraw bulwersujących a i Telewizja Trwam nie jest jedyną ostoją polskości :-).

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    5. Telewizji Trwam jednak trochę brakuje do RWE :-) a i inne czasy, dzisiaj każdy może mówić to co chce :-), no i zdecyduj się czy TT jest czy nie jest jedyną ostoją polskości :-). I czy nie sądzisz, że to że takie media mogą działać i rozwijać się ma swoją wymowę, nie mówiąc już o tym, że to dopiero teraz pamięć Żołnierzy Wyklętych została uhonorowana świętem państwowym - ale kończę bo dosyć daleko odeszliśmy od "Pokolenia Marka Świdy" :-)

      Usuń
  4. ja w ramach " odgrzebywania "wielkich zapomnianych ,przeczytałam kiedyś "dzieje jednego pocisku"i "pokolenie marka świdy" struga,co do patriotyzmu,to kiedy czasami czytam ,oglądam czy słucham o bohaterskich czynach polaków,to w kontekście tego ,co dzieje się dziś,myślę,że cierpieli i umierali niepotrzebnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świda miał co do tego wątpliwości już zaraz po wojnie :-) ale to są wątpliwości nieuzasadnione bo pewnie gdyby nie cierpienia i śmierć wcześniejszych pokoleń nie pisalibyśmy dzisiaj po polsku.

      Usuń
  5. wielu już nie pisze po polsku a inni nie bedą pisać,polska za sprawą tych,którzy po 1981 roku dorwali się do władzy,znowu jak kiedyś wypędza swoich synów i córki za granice w poszukiwaniu chleba,nie ma takiej szczytnej idei,której my polacy nie rozmienilibyśmy na drobne,ci z katynia nie zasługują aby nad nimi stali tuski,kaczynścy i inni i "wycierali sobie nimi gęby"Strug i Kaden-Bandrowski nie byli pierwszymi i ostatnimi,którzy musieli patrzeć na to,co "mali ludzie"robią z wielkimi ideami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już może wróćmy do tematu i "Pokolenia Marka Świdy" ...

      Usuń
  6. Wielkie dzięki za przypomnienie pisarza, który urodził się w Lublinie. :) Tutaj kamienica, w której urodził się i mieszkał (jest pamiątkowa tablica, którą widać na zdjęciu), ul. Krakowskie Przedmieście 38. Czy są może jakieś wzmianki o rodzinnym mieście w "Pokoleniu Marka Świdy"?
    Mnie bardzo nęci jego "Zakopanoptikon, czyli Kronika 49 dni deszczowych w Zakopanem": ponoć wspaniała satyra na zakopiańszczyznę przełomu XIX i XX wieku, a jednocześnie przemycony między wierszami obraz nostalgiczny jednego z najprężniejszych ośrodków życia kulturalnego tamtej epoki. Podobno Strug objawia w tej książce talent świetnego humorysty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, tyle razy przechodziłem kiedyś koło tego budynku, tyle że w czasach kiedy nie wyglądał tak ładnie :-). W książce jest wspominany Kraków (studia) i Warszawa (czasy pokoju), z kontekstu wynika, że lata szkolne Marek spędził w Siedlcach. Lublin (sama nazwa) jest wspomniany przy okazji wojny z Rosją i antypody poza które został zesłany brat Marka, gdy jego szkolna kariera przedwcześnie się zakończyła :-). W Zakopanem byłem chyba dwa razy w życiu i to w zamierzchłej przeszłości, tak że zakopiańskie klimaty to dla mnie zupełna terra incognita :-)

      Usuń
    2. Nie miałam pojęcia, że jesteś obeznany z lubelskim krajobrazem! :) Mam miłe skojarzenia z tym budynkiem od dzieciństwa, bo kojarzy mi się z najbardziej wypasionym sklepem papierniczym w mieście. :)
      Pięknie, nigdy nie sądziłam, że mieszkam w okolicach antypodów, ale w sumie coś w tym jest. :)
      Mam wrażenie, że główną atrakcją "Zakopanoptikonu" są ludzie, którzy bywali w tamtych czasach w Zakopanem, a to była chyba dość ciekawa mieszanka kulturalno-towarzyska. Na pewno zdam relację z lektury.

      Usuń
    3. Przynajmniej tak to wygląda w "Pokoleniu" bo brat Marka napierał praktyki w gospodarowaniu gdzieś "aż za Lublinem" :-). Faktycznie "Zakopanoptikon" wygląda na powieść z kluczem ale zawsze lepiej czyta się takie książki gdy nie tylko można zidentyfikować bohaterów ale i zlokalizować miejsca.

      Usuń
    4. To "aż" wyjaśnia wszystko! :D Obawiam się, że jeśli bohaterowie rekrutują się spośród tzw. śmietanki towarzyskiej, akcja toczy się głównie w kawiarniach, nie na tatrzańskich szlakach, ale nie wyprzedzajmy wypadków. :)

      Usuń