środa, 5 czerwca 2013

Ludzie z wosku, Ewa Szelburg-Zarembina

Zachęcony pierwszą częścią cyklu "Rzeka kłamstwa", sięgnąłem do drugiej i przy okazji odkryłem, że serial, o którym wspominała Ela (pkela) na niej właśnie się kończył, pozostawiając trzy następne niejako "odłogiem". Nie wiem, czy były tego jakieś głębsze przyczyny i czy znaczenie miało to, że "Ludzie z wosku", podobnie jak i "Wędrówka Joanny" zostali napisani przez Szelburg-Zarembinę jeszcze przed wojną.


W każdym razie to dobra książka, choć nie aż tak jak jej poprzedniczka a z całą pewnością inna. Nie ma tu już dziecięcego spojrzenia na świat, nic zresztą w tym dziwnego bo główna bohaterka jest już dorosłą kobietą, jego pozostałości widoczne są jedynie w odczuciach córki, która jednak jest postacią drugoplanową. Także element baśniowości jest zmarginalizowany choć ciągle obecny w postaciach pary żebraków, którzy zostają rodzicami chrzestnymi dziecka Joanny mającymi zapewnić mu szczęście, a scena w której Joanna spotyka w Częstochowie Wiktorynę przewodzącej "mafii" żebraczej kojarzy się może nie tyle z baśnią co z epizodem z "Królewicza i żebraka" Marka Twaina.

Najistotniejszą odmiennością w stosunku do "Wędrówki Joanny" jest bardzo silne zaakcentowanie przekonań społecznych głównej bohaterki, biorącej udział w manifestacji pod wpływem impulsu i poruszenia biedą, której jest świadkiem. W epizodzie warszawskim, którego manifestacja ta jest fragmentem ma się wrażenie, że bohaterce "Ludzi z wosku" niedaleko jest do bohaterek Gojawiczyńskiej. Jednocześnie Szelburg-Zarembina dostrzega, że wrażliwość społeczna może mieć wyraz polityczny, choć z drugiej strony jest dla niej jasne, że żadne ideały nie są warte ofiary z niewinnego życia. Polityka w powieści dotyczy kwestii społecznych ale jest w niej tego także patriotyzm, którego przejawy mają wyraz jeśli tak można powiedzieć pielęgnowany do "domowego" użytku. Znamienny jest tu incydent, którego bohaterami; sprawcą i ofiarą są dzieci i który poprzez zestawienie bezwzględności, bezbronności i współczucia przypomina epizod Borowiczem i Gumowiczem z "Syzyfowych prac".

"Ludzie z wosku" są też o wiele bardziej "genderowi" w stosunku do poprzedniej części. Główna bohaterka pozbawiona jest już jakichkolwiek złudzeń, patrzy na świat do bólu realistycznie nie mogąc liczyć na nikogo, oprócz siebie. Trudno powiedzieć na ile związana jest z chorym mężem miłością a na ile poczuciem lojalności i "zwykłej" życzliwości. W swoich uczuciach nie ma nic z heroin powieści dla pań, nie rzuca się z rozwianym włosem w ramiona ukochanemu, a "jedyne" przeciwieństwa jakim musi stawiać czoła to bieda i choroba.

Niezły kawałek literatury i mam nadzieję, że część trzecia cyklu co najmniej nie będzie gorsza.

18 komentarzy:

  1. Po tym, jak omówiłeś Wędrówkę Joanny, zacząłem szukać tego tomu, widzę, że muszę poszukiwania rozszerzyć:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o "Wędrówkę" to satysfakcja gwarantowana. Część druga była dla mnie pewnym zaskoczeniem i sam nie wiem do końca co o niej myśleć i coś czuję, że rozstrzygające okaże się "Miasteczko aniołów" (cz. 3).

      Usuń
    2. Czuję, że długo na rozstrzygnięcie czekał nie będę:)

      Usuń
    3. Parę dni jednak mi się zejdzie zanim do niego dociągnę bo jest już kolejna, a niektóre książki to nie przelewki, przynajmniej jeśli chodzi o objętość :-).

      Usuń
    4. I tak masz imponujące tempo:)

      Usuń
    5. W długi weekend trochę podgoniłem a teraz synek zwichnął nogę więc siedzę w domu i jednym okiem czytam a drugim go pilnuję :-)

      Usuń
    6. Dzięki, to dzielny chłopak :-) no i idzie już ku dobremu a przy okazji opowiadanie Bechlerowej "Przygoda na balkonie" zyskało w jego oczach na atrakcyjności i aktualności - jego bohaterem jest też chłopiec z nogą w gipsie :-).

      Usuń
    7. Grunt to dobór odpowiedniej lektury do okoliczności:)

      Usuń
    8. Niby tak, ale nic by się nie stało gdyby człowiek znał niektóre okoliczności wyłącznie z opowiadań innych :-)

      Usuń
    9. Oczywiście, ale krzepiąca lektura dobrze robi w każdej sytuacji:)

      Usuń
    10. Ta akurat tak, nawet jest zadowolony, że jego przypadek ma analogię w literaturze :-)

      Usuń
  2. Ewa Szelburg-Zarembina kojarzy mi się tylko z wierszykami dla dzieci. Teraz muszę to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi do niedawna kojarzyła się nie tyle z wierszykami co z "Wesołymi historiami" i "Baśnią o szklanej górze" ale nie żałuję, że to zmieniłem :-)

      Usuń
  3. Zacząłem od ludzi z wosku,póżniej wędrówki Joanny i dalsze, drżałem aby historia tego domu nie przeminęła. Niestety w gaudemus na końcu łzy płyną niepowstrzymane. Obecni autorzy i pisarze mogli by choć trochę dorównać kunsztowi pisarstwa pani Ewy, bogatość słów zwrotów zachwyca i nie męczy. Dzisiejsi pędzą skracają i pokazują świat na 'podglądzie'.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie do "Gaudeamus" jeszcze daleka droga. Rzeczywiście niewielu polskich współczesnych pisarzy będzie pamiętanych rok-dwa po tym jak ich książki zejdą z list bestsellerów ale może też nie chodzi by mieć coś do przekazania a to by zapełnić innym czas a samemu zarobić na chleb.

      Usuń
  4. Do scen baśniowych zaliczyłabym jeszcze scenę, kiedy po twarzy martwej Bocianichy zaczyna płynąć pot i zmarła prosi pić :)
    Druga część trochę gorsza, ale nadal ciekawa. Problem zaczyna się z częścią trzecią. Ale jeszcze nie wyszłam poza początkowe strony, więc w myśl zasady "nie gań dnia przed zachodem słońca" nie będę się wypowiadać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u mnie ciągle stoi i czeka na zmiłowanie, ten widoczny spadek formy w części drugiej sprawia, że jakoś się do lektury nie spieszę.

      Usuń