niedziela, 23 czerwca 2013

Siódme wtajemniczenie, Edmund Niziurski

W plebiscycie Beznadziejnie Zacofanego w Lekturze na ulubioną polską powieść dla młodzieży "Siódme wtajemniczenie" znalazło się dopiero w czwartej dziesiątce. W sumie nic dziwnego zważywszy, że przeważającą większość przedstawiającą swoje typy stanowiły panie, a książka to klasyka literatury dla chłopców, prawie całkowicie pozbawiona wątków "sercowych", które są przecież naczelnym motywem powieści dla kobiet niezależnie od wieku.  


A kto lepiej niż chłopcy może zrozumieć męską solidarność, choćby dotyczyła ona "mężczyzn" będących uczniami starszych klas podstawówki, pragnienie uczestniczenia w czymś tajemniczym, co jednocześnie daje możliwość doznania przygód i wykazania się bohaterskimi czynami?

Powieść Edmunda Niziurskiego  to historia rozgrywająca się w niewielkim miasteczku na Śląsku, w małej szkole, w której rządy sprawują (a przynajmniej tak im się wydaje) dwie grupy chłopców, ci którzy tam się urodzili i przyjezdni, których rodzice tam przyjechali do pracy (podobny podział widoczny jest we wcześniejszej "Awanturze w Niekłaju"). Los nowego ucznia jest nie do pozazdroszczenia, gdy jak sam opowiada, siedział "stłamszony pod miotłą jak mysz, ze świeżo natartymi uszami i piekącymi jeszcze od mydła oczami, a na dodatek gnieciony przez rurę ściekową w okolicach kości ogonowej. I coraz smutniej mi się robiło, że nie należę do żadnego z galopujących tabunów i pomyślałem, że dobrze byłoby tak biegać swobodnie jak Bloker czy Matusek." Gdy wreszcie marzenie się spełniło i stał się jednym z nich, okazało się, że wszystko jest nie tak, jak sobie wyobrażał.

Trochę z obawami wracałem do tej książki pamiętając o ideologicznych motywach  widocznych w "Księdze urwisów" i, choć w nie takim już stopniu, we wspomnianej "Awanturze w Niekłaju". Aczkolwiek niegdyś nie zwracałem na nie uwagi, to jednak nie da się ukryć, że dzisiaj jednak brzmią one co najmniej anachronicznie. W "Siódmym wtajemniczeniu" na szczęście propagandy można się tylko domyślać rozpoznając w świecie chłopców analogie do świata dorosłych a i to nie są one jakoś specjalnie akcentowane.  Aktualność za to zasadniczo zachował "encyklopedyczny" podział nadużywających napojów wyskokowych, zgodnie z którym "Pijacy dzielą się ogólnie na lokalowych i koczujących. Wśród lokalowych najważniejsze są grupy pijaków barowych, i kameralnych, a wśród koczujących przeważają podpłotkowi, leśni, ogrodowi i łęgowi."

Inna rzecz, że nie wiem, na ile w dobie gier komputerowych, okraszone "wybrykami" dziecięcej fantazji i poczuciem humoru,  zdobywanie twierdzy "Persil" w niemieckim hełmie z II wojny światowej jest jeszcze atrakcyjne dla sześcio-, siódmo- i ośmioklasistów. Dla mnie było ...

48 komentarzy:

  1. Pewnie, niestety, atrakcyjność książki jest znikoma obecnie. A i ja ją kiedyś zaliczałem do mniej lubianych. Za to Marek Piegus za mną chodzi:)
    I dla ścisłości: na Siódme wtajemniczenie głosy damskie i męskie rozłożyły się 50/50 :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Parę lat temu przeczytałem "Marka" ale jakoś tak przeszedł bez echa, może i dlatego, że bez echa przeszedł za młodu. Byłem za to zaskoczony, że do pierwszej 40 nie dostał się "Klub włóczykijów" i "Awantury kosmiczne".

      Co do rozkładu głosów; skoro były on 50 na 50 to a tylko 15% uczestników to faceci, to znaczy że panie głosowały na "Wtajemniczenie" rzadziej niż panowie :-), nie bez kozery statystyka uchodzi, oprócz prognoz pogody, za jedno z największych kłamstw :-).

      Usuń
    2. Ja wolałem chyba serial o Piegusie od książki. Ale i tak sobie przeczytam. Awantury bardzo lubię, w przeciwieństwie do Klubu. Niziurski napisał tyle fajnych książek, że siłą rzeczy głosy musiały się rozłożyć.
      O statystyce się nie wypowiadam, na studiach wolałem iść na specjalistyczne nauki pomocnicze historii niż na zajęcia ze statystyki:P

      Usuń
    3. Film jakoś nie zapadł mi w pamięci, pamiętam tylko że miałem traumatyczne doznania gdy zobaczyłem to co zrobiono z "Awanturą w Niekłaju" a potem ze "Sposobem na Alcybiadesa". "Klub" był chyba pierwszą książką Nienackiego, którą dostałem i sporo czasu upłynęło zanim ją polubiłem, to chyba najbardziej krajoznawcza i encyklopedyczna książka Niziurskiego i w tych kategoriach mógłby się bić z nią o palmę pierwszeństwa z Nienackim :-).

      Usuń
    4. SPONA to nieporozumienie, nawet biorąc poprawkę na uwspółcześnienie książki. A był film na podstawie Awantury? Jakoś nie trafiłem nigdy. Klub mnie też nie porwał, niekoniecznie z powodu encyklopedyczności.

      Usuń
    5. To "Tajemnica starego ogrodu" - poziomem zbliżona jest do "Latające machiny kontra Pan Samochodzik" :-)

      Usuń
    6. Tytuł nic mi nie mówi, na szczęście. A Samochodzik tylko z Hansem Klossem, reszta była do niczego.

      Usuń
    7. Jeszcze "Wyspa złoczyńców" z Machulskim da się oglądać ale do "Templariuszy" jednak jej daleko, przyznaję.

      Usuń
    8. Machulski jako Pan Samochodzik? Mam dziś dzień zaskoczeń filmowych :P

      Usuń
    9. A tak, tak ... była jeszcze Joanna Jędryka, Aleksander Fogiel, Ryszard Pietruski, tak że film jakoś wspólnie "wyciągnęli", no a taką "Sponę" to kto niby mógł uratować?

      Usuń
    10. SPONA była bez szans, faktycznie:P Jeszcze widziałem chyba Niesamowity dwór, ale to raczej słabe było.

      Usuń
    11. "Niesamowity dwór" dla mnie był chyba najlepszą książką Nienackiego, film oglądałem tylko w kawałku bo nie zdzierżyłem nerwowo.

      Usuń
    12. Ja chyba obejrzałem całość, w wakacje puszczali, innych atrakcji nie było:P

      Usuń
    13. Jak nie ma atrakcji w TV to oglądam "Templariuszy" na DVD :-)

      Usuń
    14. W połowie lat 80. to były Teleferie, a nie rozpusta na DVD :PP

      Usuń
    15. Zrozumiałem, że w któreś z ostatnich wakacji ale w połowie lat 80-tych to i u mnie na wsi było już video :-)

      Usuń
    16. Na moją wieś wakacyjną wideo zawitało najwcześniej w 89 roku, wtedy się oglądało Dirty Dancing i Schwarzeneggera :)

      Usuń
    17. No to ja miałem trochę szybszy kontakt :-) ale i tak chyba ze dwa-trzy lata upłynęły pomiędzy tym kiedy usłyszałem o tym wynalazku a tym kiedy mogłem na własne oczy się przekonać co to za cudo :-)

      Usuń
    18. Słyszeć to się słyszało wcześniej. Nawet widziało, bo dziadek koleżanki przywiózł cudo ze Szwecji, oczywiście ze szwedzkimi filmami:)

      Usuń
    19. Rozumiem, że masz na myśli Bergmana :-), mój pierwszy film na video to był chyba Mad Max 2.

      Usuń
    20. Ta, z pewnością to był Bergman, jeśli nakręcił jakąś komedię o grubym plażowiczu w stylu Benny Hilla.

      Usuń
    21. Jak na szwedzkie kino to i tak nieźle :-)

      Usuń
  2. mówiąc,że wątki sercowe są naczelnym motywem powieści dla kobiet niezależnie od wieku,to tak jakby pan powiedział,że wszystkie oglądamy te durne seriale,których teraz pełno na każdym programie,a tak przecież nie jest

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba jakieś nieporozumienie; od tego że wątki miłosne są naczelnym motywem powieści dla kobiet jeszcze bardzo daleka droga do stwierdzenia, że wszystkie kobiety oglądają durne seriale. Jak Pani to wyczytała z mojego tekstu - nie wiem. Powiedziałbym, że to "skrót myślowy" na miarę Antoniego Macierewicza :-).

      Usuń
  3. może i ma pan rację,ale też, przyznam,że w ostatnim roku przyniosłam z biblioteki ponad siedemdziesiąt książek i żadna z nich nie była o miłości,a uważam,że nie jestem jedyna,nie myślę takimi kategoriami,że jak kobieta to musi być miłość,a jak mężczyzna to np.wojna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zgadzamy się :-) ja również nie twierdziłem, że myśli Pani "takimi kategoriami, że jak kobieta to musi być miłość, a jak mężczyzna to np. wojna".

      Usuń
  4. nie chciałabym przynudzać,ale teraz przyszedł mi do głowy ciekawy pomysł,mianowicie kierując się taką wskazówką,że jestem kobietą,w średnim wieku,to jak pan myśli,co mogło by mi się spodobać? tak jak uważa,obiecuję przeczytać i szczerze napiszę czy pan dobrze trafił,ha ha ha,wiem,że pomysł jest dziwny ale,co to komu szkodzi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie nie szkodzi :-) najwyżej uzna Pani swój czas za zmarnowany ale nie spotkałem jeszcze nikogo na kim wrażenia nie zrobiłaby książka Swietłany Aleksijewicz "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety".

      Usuń
    2. Bo robi wrażenie, mnie się po nocach to niemowlę utopione w bagnach śniło.

      Usuń
    3. Nie pamiętam tego epizodu tylko ogólne wrażenie - przytłaczające.

      Usuń
    4. Owszem przytłaczające to właściwie mało powiedziane. Zapamiętałam głównie to ponieważ akurat sama miałam niemowlę kiedy czytałam i to właśnie głównie mi w pamięci zostało. Chodziło o to że płacz niemowlęcia mógł zdradzić kryjówkę , mama była łączniczką chyba.

      Usuń
    5. Domyśliłem się, że o to chodziło, podobną historię opisywał Milch w "Testamencie". W "Wojnie" to chyba nawet nie pojedyncze epizody robiły na mnie takie wrażenie, choć niektóre tak, ile cała atmosfera książki. Pierwszy raz w życiu nie potrafiłem czytać jednym ciągiem książki, mimo że chciałem.

      Usuń
  5. na pewno przeczytam,najwyżej potem dla odreagwania sięgnę po harlequina,ha ha ha,ale tak już poważnie,przeczytam i podzielę się wrażeniami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trzeba zaraz popadać ze skrajności w skrajność :-) - tyle jest przecież świetnych książek "miłosnych": "Czerwone i czarne", "Niebezpieczne związki", "Przeminęło z wiatrem" itp. itd.

      Usuń
  6. to był tylko żart,a to co pan wymienił powyżej,to rzeczywiście przykład wspaniałej literatury i to dla każdego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak też traktuję po części Pani posty, tzn. jako żart :-) chociaż, książka o której wspominałem była już jak najbardziej serio.

      Usuń
  7. wiem i dziękuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To proszę jeszcze tylko zdradzić 10 najlepszych tytułów z tych ponad 70-ciu :-)

      Usuń
  8. naprawdę chce pan wiedzieć?a jak,kierując się przekorą,zaserwuję 10,takich ckliwych,romantycznych,prawdziwie kobiecych to co?ha ha ha............

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To najwyżej "szydło wyjdzie z worka" :-)

      Usuń
  9. no to,niech to szydło wychodzi:
    1)w.jagielski"modlitwa o deszcz"
    2)a.seierstad"księgarz z kabulu"
    3)m.szejnert"czarny ogród"
    4)a.stasiuk"grochów"
    5)m.komar"wtajemniczenia"
    6)e.zola"germinal"
    7)r.rolland"colas breugnon"
    8)j.andrzejewski"popiół i diament"
    9)m.rodziewiczówna"niedobitowski z granicznego bastionu"
    10)w.myśliwski"traktat o łuskaniu fasoli"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chapeau bas! o kilku książkach słyszałem ale czytałem tylko 6, 7, 8 i 10.

      Usuń
  10. Tak tak wiem wiem... To ty zadajesz się z niejaką Milą z raczkującego bloga z uwaga kilkoma obserwatorami i kiepściutkimi recenzjami. Zazdrość chyba Mile obleciała że atakuje mnie mnie! Jak nie wierzysz to zajrzyj na pasje i fascynacje tam znajdziesz o Mili. A to chyba przypadek że na brogrolu u ciebie jest Mila ze swoim kiepściutkim blogiem?

    O tu tu czytaj o mili http://pasje-fascynacje-mola-ksiazkowego.blogspot.com/2013/06/pytanie-do-was-zostawic-czy-usunac.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anetopzn, żenujące - nie przywykłem prowadzić rozmów na takim poziomie.

      Usuń
  11. Ja tylko pamiętam, że Niziurskiego łykałem prawie wszystko, jak młody pelikan (bo też i młody byłem). Myślę, że czas na powtórkę, bo oprócz tytułów nie zostało w głowie nic. Wezmę się za nią tym bardziej ochoczo, że trochę strachu przed powrotami rozwiał mi świetnie się czytający Bahdaj. Aż coś chyba napiszę wieczorem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Siódmym wtajemniczeniem" na pewno nie będziesz rozczarowany, sam nie przypuszczałem, że tak dobrze będę się przy nim bawił i zamierzam kontynuować "odkurzanie" Niziurskiego :-).

      Moje spotkania z książkami Bahdaja są raczej mało udane, jakiś czas temu przeczytałem (wreszcie) "Wakacje z duchami" - do filmu się nie umywają, a z dzieciństwa pamiętam "Uwaga! Czarny parasol" jedyną jego książkę, którą miałem w swojej biblioteczce i też nie wywołuje u mnie jakichś cieplejszych wspomnień.

      Usuń
    2. A mnie ekranizacje jakoś nie zapadły w pamięć. Tzn. wspomnienie p. Łobodzińskiego jako dupowatego Dudusia, czy p. Gołębiewskiego jako cwaniakowatego Poldka (bo mnie akurat "Podróż ..." bardziej), do dziś wzbudza uśmiech na twarzy, ale jakbym miał na ich temat (seriali, nie wykonawców) wyartykułować coś więcej, to ... tabula rasa. Zresztą, o książkowych pierwowzorach też. Czyli co? Festiwal powtórek książkowych czas zacząć. Tylko kiedy, kiedy??!! :(

      Usuń
    3. Do "Podróży" mam sentyment bo pamiętam jeszcze takie wagony jakim chłopaki jechali na Hel, nie raz jechałem tamtą trasą w ich wieku no i stacja w Pucku, gdzie się zgubili niezbyt się zmieniła :-).

      Usuń