piątek, 11 lipca 2014

Klub włóczykijów, Edmund Niziurski

Trochę to trwało zanim doszedłem do wniosku, że to chyba najlepsza z książek Edmunda Niziurskiego, a konkurencja jest przecież bardzo silna: "Księga urwisów", "Awantura w Niekłaju", "Sposób na Alcybiadesa", "Siódme wtajemniczenie", "Awantury kosmiczne" czy "Niesamowite przypadki Cymeona Maksymalnego" wysoko ustawiają poprzeczkę. 


Choć Niziurski wykorzystał szablon, który w literaturze młodzieżowej eksploatował do znudzenia Zbigniew Nienacki w swoich historiach o Panu Samochodziku, to jednak uniknął wrażenia sztampy, bo szablon ten zarówno w "Klubie włóczykijów", jak i pozostałych powieściach (ograniczam swoją wiedzę do powieści, które zostały wydane do 1978 r. czyli kończy się ona na "Awanturach kosmicznych") nie jest niewolniczo wykorzystywany.

Jest więc akcja rozgrywająca się w czasie wakacji, bohaterami są uczniowie (jeden to znajomy z "Niewiarygodnych przygód Marka Piegusa"), jest zagadka, w której rozwiązaniu mogą wziąć czynny udział także czytelnicy - (dla chętnych próbka poniżej, spacje nie świadczą o ilości brakujących liter);

"Sy nie ciał że jem arła ze mną ęc dyby
ę gle stał z ty świ po na g ę św krzy
dy słoń lwa ogon jedz a dzie czar krąż przez
goł b e pus kamien tań w poł nie przy najniższym
kamieniu i pa na binę lew a głowa cie oka ci
miejsce. Tam ukaj a naj to, co ukryłem przed rok
niepo łany ",

są zmagania z konkurencją i przestępcami, jest także wątek romansowy a wszystko to podlane sosem wiedzy historycznej i krajoznawczej, która podana została w niestandardowej formie, bo trudno powstrzymać się od zabawy i samodzielnych poszukiwań miejsc na Mazurach, o których pisał Roch do Kornela - "(...) przedwczoraj widzieliśmy pływające wyspy z całymi osiedlami mew-śmieszek. Noc spędziliśmy w schronisku PTTK mieszczącym się w starym zamku krzyżackim, a rano popłynęliśmy dalej. Nazajutrz oglądaliśmy tarpany nad jeziorem. Wieczorem przybyliśmy do malowniczego campingu w samym centrum puszczy. Zostaniemy chyba tu tydzień i będziemy włóczyć się po okolicy. Jutro dzień odpoczynku. Planujemy tylko mały spacer do pobliskiej cerkwi (6 km), żeby obejrzeć ikony."

Do dzisiaj, dzięki powieści Niziurskiego pamiętam, że pierwsza Kolumna Zygmunta (leży na trawniku pomiędzy Zamkiem Królewskim i trasą W-Z) nie była z marmuru lecz wapiennego zlepieńca cechsztyńskiego, a "distractio epidemica iuvenalis" było pierwszym łacińskim zwrotem jaki poznałem w życiu. Dowiedziałem się też co to są śparogi i jak wygląda dziewięćsił, no i nabawiłem się poczucia winy, że ciągle jeszcze nie odwiedziłem Pułtuska, w którym rozgrywa się spora część akcji książki. Nawiasem mówiąc miasteczko ma szczęście do literatury bo uwiecznił je wcześniej Wiktor Teofil Gomulicki we "Wspomnieniach niebieskiego mundurka".

W "Klubie włóczykijów" widoczne są charakterystyczne cechy pisarstwa Niziurskiego; parodystyczna stylizacja urzędowego języka i wykorzystanie rzadko spotykanych imion, a niekiedy ich tworzenie - "Pani pozwoli, że przedstawię jej panów Pirydionów, którzy nas tu przywieźli. To pan Maciej Pirydion Starszy, a to pan Maciej Pirydion Młodszy. - Dla ścisłości - wtrącił Pirydion Młodszy - chciałbym zauważyć, że nie jest to wyróżnik dostateczny ponieważ w naszej licznej Pirydionowej rodzinie jest siedmiu Maciejów Pirydionów Starszych i koło trzynastu Maćków Pirydionów Młodszych. Dlatego, aby nie było pomyłki, mojego brata nazywają Pirydionem Politechnicznym albo Polipirydionem, względnie Pirydiopolitem, lub jeśli pani woli, także po prostu Pirypoldem lub Pirylem. Natomiast na mnie proszę mówić Pirydion Teodorowy, albo Pirydor. Przyjęta też jest popularna nazwa Teopiryd względnie Teodion Pirydowy. Jak więc pani widzi, w ten sposób łatwo nas odróżnić.

Nie wiem, czy dzisiaj "Klub ... " jest jeszcze czytany i bardzo możliwe, że patrzę na niego przez różowe okulary sentymentu i wspomnień, w każdym razie dla mnie powrót do przeszłości był chwilą odprężenia i zabawy, do czego i Was zachęcam, bo będziecie mieli okazję poznać "przemiłych ludzi, niezapomnianą Pelagię, niezrównanego stryja Dionizego, smętnego Polipiryda z brodą, Pirydora dzielnego i Kornela, nie mówiąc już o zielonookiej Joannie".

54 komentarze:

  1. Ach, Niziurski. Obok Bahdaja to mój ulubiony polski pisarz młodzieżowy. Dzisiaj ludzie zachwycają się cyklami dla dorastających czytelników, w których roi się od wampirów, wilkołaków, aniołów i wszelakiej maści innych stworzeń, a tymczasem powieści naszych autorów są takie normalne. Wydaje mi się, że o wiele łatwiej jest utożsamiać się z głównym bohaterami, z przygodami przez nimi przeżywanymi. Ale to tylko moje prywatne zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet się temu specjalnie nie dziwię - dla mojego pokolenia, takie książki mają wartość sentymentalną a dla dzisiejszej młodzieży ... . Cóż, młodzież podlega intensywnemu praniu mózgów poprzez reklamę, która wymusza nadążanie za modą także książkową, jednocześnie rozumiem, że do kogoś może nie przemawiać podróż zdezelowanym wartburgiem (zwłaszcza jeśli się nawet nie wie jak coś takiego wygląda) czy nocleg w schronisku PTTK. Zderzenie z rzeczywistością przeżyłem kilka lat temu, kiedy odkryłem, że "kultowe" książki mojej młodości okazały się zupełnie nieatrakcyjne dla mojej córki. Pewnie za jakich czas, gdy minie moda te wszystkie opowieści o wampirach i wilkołakach traktowane będą jak "opowieść idioty, pełna wrzasku i wściekłości i nic nie znacząca" :-).

      Usuń
    2. Mój ojciec też mnie karmił Nienanckimi i Niziurskimi. I czytałam z przyjemnością, ale ostatecznie nie lubiłam ich tak bardzo, bo nie było tam wiele dziewczynek, albo występowały w funkcjach dekoracyjnych i czułam się trochę poza nawiasem. Dopiero później sama odkryłam książki dla dzieci i młodzieży Chmielewskiej (Janeczka i Pawełek, Tereska i Okrętka). Moim zdaniem duża zmiana jakościowa w dzisiejszych książkach dla młodzieży (pomijając gówna w stylu Zmierzch) polega na tym, że dziewczyny mają tam więcej przygód.

      Usuń
    3. Ja tam się nie obruszam, że moje dziecko nie chciało zgłębiać podsuniętego Bahdaja, a połknęło HP i jedzie z Ulissesem Moorem. Każde pokolenie ma swoje bijonse. I tyle :)

      Usuń
    4. Nie wiem jak wygląda to dzisiaj ale "za moich czasów" można było bez trudu wyodrębnić literaturę "dziewczyńską", której chłopcy nie tykali bo woleli zamiast o sercowych perypetiach dziewczyn i problemach w związkach poczytać o poszukiwaniu skarbów i bijatykach z "czarnymi charakterami". Problem leżał chyba w talencie pisarskim i możliwości przebicia się.

      Usuń
    5. Kiedyś mieliśmy dwa programy, dziś nasze dzieci mają dwieście. Kiedyś mieliśmy ruską grę z kurą, dziś one Xboxa One. No właśnie. Kiedyś :D

      Usuń
    6. Kurde, nie miałem gry z kurą :(

      Usuń
    7. Też nie miałem, miałem za to bajki na kliszach, które oglądałem na epidiaskopie :-)

      Usuń
    8. @ZwL Bo były różne wersje, w jednej łapało się do koszyczka jajeczka w innej co innego. Też nie miałem, bo u mnie nikt do rusa na handel nie jeździł :)
      @Marlow Kumpel miał "Anię" i ze 20 rolek. Się robiło kino domowe. Ale w czasach kiedy alternatywą jest 50calowa plazma ... :P

      Usuń
    9. Bazyl, wiem, że były różne, koledzy miewali :P

      Usuń
    10. Taaak ... nie wiem, czy miałem aż tyle, ale pamiętam, że dzięki nim poznałem przygody Tarzana. To był film a pewnie gdyby epidiaskop odpowiednio daleko ustawić od ściany rozmiar mógłby przebić 50-ciocalową plazmę :-)

      Usuń
    11. No tak, ale właśnie o to chodzi!! Że dziewczynki chcą czytać też o dziewczynkach, które mają przygody i pokonują czarne charaktery (dlatego takim odkryciem dla mnie były książki Chmielewskiej, gdzie przestępców ściagały dziewczyny albo grupy mieszane). Teraz są całe serie powieści (np. Kristin Cashore, Moira Young), gdzie dziewczyny się biją, uczestniczą w pościgach, a czasem nawet uratują chłopca z tarapatów.

      Usuń
    12. U nas też przecież nie było aż tak źle, przecież Julka z "Czarnej Julki" Morcinka rządziła całą bandą chłopaków na długo przez Cashore i Young :-)

      Usuń
    13. No ja nie mówię, że w ogóle nie było, ale to jest jedna książka. Zresztą zauważ jak sam powiedziałeś, że były 'dziewczyńskie' książki od których chłopcy się trzymali z daleka, a dziwisz się, że twojej córce nie spodobał się Niziurski. To może niekoniecznie być kwestia pokoleniowa, ale właśnie taka, że dziewczynki były zupełnie z tych książek wykluczone. Mój ojciec, który zrobił wiele dla mojej literackiej edukacji też tego nie widział, i dawał mi głównie Niziurskiego, Nienackiego i Szklarskiego, z którego tak naprawdę polubiłam tylko Nienackiego. W ogóle nie przemawiały do mnie książki, w których dziewczynki były tylko w formie dekoracji, lub trzeba było je ratować, lub wkładać im żaby do piórnika (kto w ogóle się może bać żaby, to był dla mnie jakiś absurd). Więc to w ogóle do mnie nie przemawiało i jeżeli te książki się zestarzały to właśnie dlatego. Pózniej samodzielnie odkrywałam już wspomnianą Chmielewską, jak również Astrid Lindgren - Ronja Córka zbójnika, nawet Narnia, Pięcioro dzieci i coś). Bahdaj sobie lepiej radził w tej kwestii o ile dobrze pamiętam.

      Usuń
    14. Może i były też dziewczynki w tych książkach Niziurskiego, ale nie w tych które pod choinkę wkładał mi tata.

      Usuń
    15. Córce nie podobał się film "Samochodzik i templariusze", którego podstawą była książka Nienackiego, Niziurskiego podejrzewam, że w ogóle nie czytała.

      U Niziurskiego dziewczyny występują, choć nie ze wszystkich powieściach - w "Awanturze w Niekłaju" mają nawet swoją bandę ale raczej występują w tradycyjnych rolach jako obiekty westchnień - "Awantury kosmiczne" i "Adelo, zrozum mnie!".

      Generalnie chyba kiedyś autorki pisały dla dziewczynek, autorzy dla chłopców. Każda grupa pisała o rzeczach jej bliskich albo które uważała za bliskie, a trudno było pisać kobietom o dziewczynkach, które biegają z kijami wokół trzepaka i staczały bitwy z chłopakami z sąsiedniej ulicy bo to było wówczas nierealne :-). Ożogowska w "Dziewczynie i chłopaku czyli ..." dokonała zamiany ról ale i tak Tosia czuła się niekomfortowo w nie swojej skórze.

      Usuń
  2. Bardzo lubię książki Niziurskiego, ale tej nie miałem jeszcze okazji czytać. Skoro twierdzisz, że jest najlepsza, to chętnie po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem tak, ale nie wątpię, że moja ocena może wywołać "spory w doktrynie" :-)

      Usuń
  3. Ujmę się za Pułtuskiem, bo to ważne centrum szkolne było od wieków, potem popadło w zapyzienie:)
    Moje dziecko łyknęło dwa Bahdaje, wmuszone podstępem. I nie narzekało, ale chyba jednak woli Kosika i HP.
    Dalej nie rozumiem fascynacji Klubem, normalnie aż sobie powtórzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie cytat z imionami też zachęcił :)

      Usuń
    2. Bo smaczki tam są, jak w każdym Niziurski, ale z jakiegoś powodu tej książki nie lubiłem. Ale zgłębię przyczyny :P

      Usuń
    3. Ależ ja, broń Boże, nie deprecjonuję Pułtuska a i Niziurski pisał o nim z sympatią. Do fascynacji "Klubem ..." trochę jednak mi brakuje ale książka ma wszystko czego trzeba by się mogła podobać: bohaterów z którymi można się identyfikować (w odpowiednim wieku oczywiście), wartką akcję toczącą się w realistycznych okolicznościach i dowcip. Cóż chcieć więcej :-).
      Przymierzam się do "Uwaga, czarny parasol" ale z pewnymi obawami bo "Wakacjami z duchami" byłem bardzo rozczarowany.


      Usuń
    4. Przecież nie twierdzę, że deprecjonujesz Pułtusk, ja tylko tak ogólnie. Pisałem o Pułtusku poniekąc pracę magisterską, no może nie całą, chociaż miasto zobaczyłem dopiero parę lat później:)
      Wakacje są akurat dla dzisiejszych 9-10latków, mnie też powtórka nie zachwyciła. Serial się chyba mniej zestarzał.

      Usuń
    5. Zgadza się, moim zdaniem, serial przeszedł znacznie lepiej próbę czasu niż książką, chociaż i tak nie dorównuje "Podróży za jeden uśmiech" :-).

      Usuń
    6. Podróż to i książkowo dobrze się trzyma, moje dziecko się śmiało podczas czytania, a to o czymś świadczy :)

      Usuń
    7. "Podróży" jako powieści nie pamiętam, kojarzę tylko, że w serialu był wykorzystany "Kapelusz za 100 tysięcy" ale też nie byłem z książką jakoś specjalnie związany.

      Usuń
    8. Był, w jednym z odcinków, akurat jako klasyczny rozpychacz :)

      Usuń
    9. Tak, akcja rozgrywała się na molo w Sopocie a chyba w książce chłopaki w ogóle oń nie zahaczyli :-).

      Usuń
    10. Widać było zamówienie na reklamowanie Sopotu albo ekipa chciała się poopalać :)

      Usuń
    11. Albo po drodze było im na Hel, bo tam się chyba kończy film (a nie jak w powieści w Międzyzdrojach, jeśli dobrze pamiętam) i dzięki temu została nakręcona jedna z moich ulubionych scen gdy jadą pociągiem z postojem w Pucku: dalej na linii jest jeden tor, dworzec w Pucku nic się przez te lata też chyba nie zmienił tylko nie ma już wagonów z drewnianymi siedzeniami w przedziałach, do których wchodziło się bezpośrednio z peronu :-)

      Usuń
    12. A to możliwe, ten niuans geograficzny mi umknął:)

      Usuń
    13. Mnie z kolei trasa kolejowa z Gdyni na Hel utkwiła w pamięci z młodości i dlatego zwróciłem na nią taką uwagę :-)

      Usuń
    14. Pierwszy raz w życiu byłem nad morzem dwa lata temu, więc miałem prawo nie kojarzyć okolic :)

      Usuń
    15. Lepiej późno niż później :-) Podziwiam determinację bo jeśli chodzi o czas podróży to szybciej byś był w Grecji albo we Włoszech niż nad Bałtykiem.

      Usuń
    16. A to całkiem możliwe, korki za Gdynią są potężne :)

      Usuń
    17. Po uwzględnieniu korków, to może i szybciej byś był i w Hiszpanii, oczywiście samolotem :-)

      Usuń
    18. Dobrym rowerem przy wietrze w plecy też by mogło być szybciej do tej Hiszpanii :P

      Usuń
    19. Bez przesady, ale z tymi, którzy budują autostradę i modernizują tory na trasie do Gdańska rzeczywiście wygrałby, to fakt ;-)

      Usuń
  4. No i przywlokłem z biblio. Nawet to samo wydanie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie będziesz zawiedziony :) - daj znać jak wrażenia.

      Usuń
    2. Pierwszy rozdział zacny. Wykład antyalkoholowy i reklama Okocimia, przednie. Możesz odetchnąć :P

      Usuń
    3. Ufff, oddycham! a BZwL tak się awanturował :-)

      Usuń
    4. Kto się awanturował? Ja jestem niespotykanie spokojny człowiek, mnie można na język nadeptać :P

      Usuń
    5. Taaa ... ale "Klub włóczykijów" sponiewierałeś :-)

      Usuń
    6. Co najwyżej wyraziłem umiarkowany entuzjazm :P

      Usuń
    7. Bardziej dałeś wyraz swojej abominacji :-)

      Usuń
    8. No może mały skrót myślowy :-) ale będziesz miał jeszcze szansę naprawienia błędów bo za jakiś czas przyjdzie jeszcze kolej na Awantury kosmiczne, Księgę urwisów i Awanturę w Niekłaju :-)

      Usuń
    9. Wszystkie trzy lubię, niektóre nawet bardzo, a może i bardzo bardzo:)

      Usuń
    10. Wreszcie pozytywne nastawienie :-)

      Usuń
    11. Do Niziurskiego zawsze. Poza Klubem :P

      Usuń
    12. Sam jestem ciekaw jak wypadnie bo od podstawówki go nie czytałem :-)

      Usuń
  5. A ja do dzisiaj pamiętam ,że któryś z opryszków jadł pączka zaprawionego walerianą i prześmieszną akcję pod koniec książki na dachu -chyba- hotelu.Moje dziecko(lat prawie 16)bez trudu łyknęło tę książkę, Marka P.i całego Bahdaja-oczywiście myśmy jej czytali.Wracając do ,,Klubu.." , mój egzemplarz ilustrowł-genialnie-Czeczot-polecam! Pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Wieńczysław Nieszczególny, "twarz końska, raczej mula ..." :-) jego kompanem był miłośnik jaśminowych perfum dr Bogumił Kadryll. Pozdrawiam.

      Usuń