sobota, 18 lutego 2017

Milczenie, Shusaku Endo

Wstyd się przyznać ale dopiero najnowszy film Martina Scorsese zmobilizował mnie do lektury "Milczenia", które zbierało na półce kurz od zamierzchłych, jeszcze studenckich czasów.  Postanowiłem sprawdzić, czy jest ono rzeczywiście tak kontrowersyjne jak to można tu i ówdzie wyczytać. Cóż, faktycznie, można być zaskoczonym powieścią, bo w dzisiejszych czasach, kiedy dyskusja na temat Kościoła toczy się wokół skandali i kwestii obyczajowych, Endo porusza zupełnie inne problemy, natury, rzekłbym zasadniczej, które ważne były także i u nas w czasach, gdy deklaracja wiary, miała znaczenie nie tylko w sferze duchowej, oczywiście nie w takiej skali, jak to ma miejsce w "Milczeniu"


Mimo, że powieść Endo, której akcja rozgrywa się w Japonii w XVII wieku, na pierwszy rzut oka wydawać się może zupełną egzotyką to przecież dotyka ona, jeśli chodzi o tytułowy problem, sprawy, której skala przerastała daleko cierpienia japońskich katolików, o ile oczywiście można porównywać ludzkie cierpienie. Jeśli Endo stawia pytanie o milczenia Boga wobec cierpienia wiernych, to cóż dopiero mówić o losie Żydów w czasie II wojny światowej (nie bagatelizując cierpień chrześcijan). To oni, w całej ostrości tego pytania, musieli się z nim zmierzyć. Raz jako niewinni, tak jak każda ofiara ale też jako "naród wybrany" mający poczucie boskiej opieki, która pozwoliła diasporze przetrwać przez tyle wieków. Nie sądzę by istniała jakaś pocieszająca odpowiedź, tłumacząca cierpienia niewinnych, ta którą daje Endo "Ja nie milczę. Cierpię razem z wami.", zapewne nie wszystkim wystarczy.

Druga kwestia poruszona w "Milczeniu" to kwestia ceny zachowania wiary. Czy ceną wiary może być niezależnie od naszego życia, także życie innego człowieka? Tak długo jak decydujemy tylko o sobie, rzecz wydaje się stosunkowo prosta. Decydujemy sami o sobie. Z jednej strony możemy zostawić sobie na pocieszenie przekonanie, że przecież zewnętrzny akt apostazji jest bez znaczenia, bowiem w głębi serca pozostajemy wierni wierze (choć lepiej nie pytać się przy tym, jakie to jednak ma znaczenie, skoro myślimy jedno a postępujemy odwrotnie?), z drugiej możemy zdobyć się też na bohaterstwo męczeńskiej śmierci za wiarę. Wybór i konsekwencje dotykają tylko nas.

Ale dylemat, przed którym staje główny bohater powieści jest bardziej skomplikowany. Decyzja o apostazji przesądza nie tylko o jego losie ale także o życiu innych ludzi. Odpowiedź, w naszym pragmatycznym wieku, wydaje się oczywista. Nie ma takiej wartości, która przewyższałaby cenę ludzkiego życia, a w każdym razie nie jest nią wiara. Także dla księdza Sebastiana Rodrigo, głównego bohatera, odpowiedź na pytanie, czy wiara jest warta życia innych ludzi, mimo wątpliwości, jest negatywna. Ale już dla jego konfratra Francisco Garupe nie. Zapewne nie bez znaczenia jest tu także decyzja, o apostazji lub pozostaniu w wierze, samych ofiar. Niezależnie jednak od tego nie można zapominać, że decyzja Rodrigo, Garupe a wcześniej Perreyry, mają charakter sprzężenia zwrotnego, jako kapłani-przewodnicy i nauczyciele swoim przykładem oddziałują na decyzje i los wiernych. Jakie mają prawo ich osądzać, nauczać, oczekiwać od nich trwania w wierze, skoro sami załamują się w godzinie próby? W niczym nie są lepsi od Kichijiro, który budzi w głównym bohaterze taką niechęć. Okazuje się, że renegat, góruje nad swymi przewodnikami, mając świadomość własnej słabości, cierpiąc z tego powodu i publicznie przyznając się do wyznawania zakazanej wiary (choć z drugiej strony, można by zapytać, jakie znaczenie ma u niego taki akt, skoro równie łatwo przychodzi mu potwierdzenie apostazji).

"Milczeniu" daleko do bestselleru, nie ma wartkiej akcji, nie uświadczy tu się krwawych pojedynków ani wątków romansowych, nawet egzotyka nie jest specjalnie pociągająca, w dodatku autor nie feruje łatwych i zdecydowanych sądów, dzięki którym wszystko jest dla czytelnika jasne. Endo nie osądza swych bohaterów, raczej pochyla się nad nimi ze współczuciem i próbuje ich zrozumieć, a to nie jest żadną gwarancją sukcesu czytelniczego. Zresztą, co tu dużo mówić, ze skruchą przyznaję, że gdyby nie film, książka pewnie jeszcze przez kilka lat czekałaby na półce na swoją kolej.   

12 komentarzy:

  1. I u mnie stała na półce długo, ale czytałam ją w ubiegłym roku nie mając pojęcia, że na jej podstawie powstanie film. Ta wiadomość, że w tym roku na ekrany wchodzi film i to na dodatek nakręcony przez Scorsese mnie autentycznie zaskoczyła, gdyż jak piszesz ta książka sama w sobie raczej czytelników nie przyciąga ..chociaż spotkałam sporo opinii o niej na LC.
    Zgadzam się całkowicie z Twoją opinią o książce. Historia w niej opowiedziana a oparta na autentycznych wydarzeniach porusza ogromnie, ale też zmusza do refleksji i zadawania pytań, na które faktycznie trudno znaleźć odpowiedź. Jest tu jednak również mowa o tym, że Bóg uczy nas pokory, bo tej nam brakuje najbardziej. Młodzi misjonarze, gdy wyruszali do Japonii też jej nie posiadali będąc przekonani, że sami by nigdy wiary się nie wyrzekli.


    Wybieram się na film.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Endo dosyć swobodnie potraktował fakty, bo w rzeczywistości pierwowzór Rodrigo był torturowany. Wraz z nim do Japonii przypłynęło kilka osób i przynajmniej dwaj ojcowie, z którymi przypłynął, też zostali apostatami.

      Usuń
  2. Ha, wszystkie te rzeczy, które wymieniłeś w ostatnim akapicie sprawiły, że "Milczenie" tak mocno przypadło mi do gustu. Japoński autor z bardzo ciekawej perspektywy spogląda na wiarę katolicką, stawiając swoich bohaterów wobec trudnych do rozstrzygnięcia dylematów.

    Szkoda, że wznowienie książki jest takie byle jakie - miękka okładka z afiszem filmu. W dodatku nie zanosi się, by ekranizacja przyczyniła się do wydania w naszym kraju kolejnych powieści Shūsaku Endō, albo reedycji tych już opublikowanych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałem okładkę najnowszego wydania "Milczenia" - wydawnictwo poszło po najmniejszej linii oporu, klasyka. Może jeśli "Milczenie" okaże się wydawniczym sukcesem, ktoś się odważy też na wydanie i innych książek Endo.

      Usuń
    2. Przepraszam najmocniej, ale ma korektorska natura nie da mi spokoju, jeśli nie dopiszę: linii najmniejszego oporu.

      Okładki filmowe przeważnie mnie odrzucają, ale taka ma być cena za przybliżenie innym dobrej literatury, to można ją zapłacić.

      Usuń
    3. Co racja to racja :-) ale jeśli chodzi o okładkę, to nic nie stoi na przeszkodzie by dobrą literaturę wydawać w porządnej szacie graficznej, zdarzają się i dzisiaj jeszcze takie przypadki :-)

      Usuń
  3. Złamałam w tym wypadku zasadę „najpierw książka, potem film”, ale może to i dobrze, bo film mnie bardzo zachęcił do zapoznania się z literackim pierwowzorem. Choć obraz Scorsesego ma swoje wady (jak choćby postać ojca Ferreiry, w wersji Liama Neesona jakaś taka... nijaka; niestety okładka nowego wydania mi o tym ciągle przypomina!), to jednak ta warstwa filozoficzna mnie bardzo zainteresowała. Motyw milczenia w odpowiedzi na modlitwy i cierpienia wiernych, kwestia tego, czy można w imię wiary poświęcić życie innych, wiara i pycha, postawa Kichijiro − wszystko to są niezwykle ciekawe tematy, nad którymi już wcześniej, jako chrześcijanka, czasem się zastanawiałam. Przemogę niechęć do filmowej okładki i przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie okładka kojarzy się z "Misją" Joffe, pewnie dałoby się też wysnuć jakieś analogie, cierpienie, miłość do drugiego człowieka, poświęcenie, wiara etc. Mówiąc szczerze nie wydaje mi się, byś dużo straciła nie czytając książki. Owszem, to dobra powieść, ale nie nazwałbym jej wybitną i - jak dla mnie - nie jest to książka, po której przeczytaniu wiem, że będę musiał do niej wrócić.

      Usuń
  4. no i co, człowiek tu zaglądnie tam poczyta i Milczenie mam już u siebie, tyle co zaczęłam (nie wspomnę, że mam ze 300 innych książek w kolejce ale musiałam zdobyć nową:-P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo braku entuzjazmu w stosunku do "Milczenia" wyciągnąłem z półki jego kolejną książkę - "Samuraja", ha, zobaczymy.
      Po zeszłorocznych postanowieniach, liście książek "must read" zrealizowanej tylko w 2/3 w tym roku moje plany są zdecydowanie mniej ambitne a lista książek do przeczytania znacznie krótsza niż 300 :-)

      Usuń
    2. ja odkąd rzuciłam recenzowanie dla LC poczułam wiatr we włosach i planów nie mam żadnych:-) no może takie żeby nie kupować za dużo:-)))

      Usuń
    3. Wstyd się przyznać ale kiedy patrzę na półki i widzę ilu książek, z tych które posiadam, nie przeczytałem albo ich treści nie pamiętam, to widzę, że bez zakupów mógłbym się obyć przez ładnych kilka lat zanim nadrobiłbym zaległości :-)

      Usuń