czwartek, 2 listopada 2017

Adelo, zrozum mnie!, Edmund Niziurski

Po "Naprzód Wspaniali" i "Awanturach kosmicznych" przyszła wreszcie pora na trzecią część trylogii odrzywolskiej. Sięgałem do niej (korzystając, jak zwykle, z pretekstu przekazywania pałeczki w sztafecie pokoleń) z "pewną taką nieśmiałością" bo jakoś zupełnie jej nie pamiętałem i obawiałem się jakiegoś niewypału. Na szczęście moje obawy okazały się mocno na wyrost. Nie powiem co prawda, by Mistrz był w najwyższej formie ale i tak jest nieźle, znacznie powyżej średniej krajowej. 


Pewnie, można się do niejednej rzeczy przyczepić - jakim cudem w mieście, w którym są tylko dwie szkoły podstawowe na miejscowym stadionie zbiera się dwadzieścia tysięcy kibiców? Albo pomysł z przemianą karawanu w autobus weselny, równie głupawy co "As" z "Pana Samochodzika i zagadek Fromborka" Nienackiego. Wózek, którym chłopaki wiozą najpierw Cypka a potem Renatę jakoś dziwnie przypomina wózek, na którym Piraci wieźli Bosmana, a ulica Boleść ulicę Zapłotkową. Ale to szczegóły, na które pewnie czytelnicy należący do "grupy targetowej" nie zwracają uwagi. Tak jak zapewne nie "dekodują" znaczenia epizodów związanych z uboczną działalnością szpitalnej pralni, które dla starszych czytelników są oczywiste.

Są to jednak wszystko kwestie uboczne, nie na tym polega atrakcyjność książki dla współczesnych rówieśników Tomka Okista i Zyzia Gnackiego (o ile w ogóle jest dla nich atrakcyjna). Nie chodzi też o przygody i komplikowanie sobie życia, choć oczywiście nie jest to bez znaczenia, ale ważniejsze jest, że w "Adelo, zrozum nie!" Niziurski wyszedł daleko poza ściśle przygodowe opłotki i przedstawił początek dojrzewania. To dla głównego bohatera i narratora zarazem, trudna pierwsza lekcja. Ten chłopak mimo wszystkich swoich wad; budzi przecież sympatię i chyba paradoksalnie właśnie dzięki nim. Nie ma co się oszukiwać; tchórzostwo, kłamstwo, dwulicowość to nie jest coś co jest mu obce, a tę listę dałoby się jeszcze wydłużyć. Na szczęście, z drugiej strony mamy walczące o lepsze lojalność, szczerość i przyjaźń. Mieszankę, dzięki której robi się bardziej życiowy i bliższy czytelnikowi. Kto z nas nie dał się kiedyś namówić przyjacielowi, koledze do czegoś, czego później żałował? Kto z nas nie usiłował wykręcić się od konsekwencji domowych czy szkolnych przewin, pakując się w większe tarapaty? Tomek jest tym, który ciągle ma pod górkę, a przecież chce dobrze. Brzmi znajomo - samo życie.

Co jest w życiu nastolatka ważne - przyjaźń i pierwsza miłość. To odkrywanie świata, kiedy podaje się serce na dłoni wierząc, że z drugiej strony spotka nas to samo. Cóż za naiwność, witamy w świecie dorosłych! Ci bardziej "dojrzali" wiedzą co jest grane. Już szykują się do przepychania się przez życie łokciami, nie patrząc na innych. C'est la vie! A naiwniacy zostają ze zranionym sercem i bolesną nauką. Prawda o przyjacielu i prawda o pierwszej miłości. Niziurski niczego nie oszczędził swemu bohaterowi. Co z tego, że racjonalizuje swój stan - rozum swoje a serce swoje, to nie takie proste wyleczyć się z marzeń, które miało się za rzeczywistość. Ale czas zrobi swoje i będzie lepiej, szczerze w to wierzę, choć my już tego z książek o Tomku Okiście się nie dowiemy. Szkoda.

6 komentarzy:

  1. o rany! takie skarby to tylko u Ciebie:-) Ja, Nizurskiego, oprócz lektury obowiązkowej (którą aktualnie czyta mój syn), czytałam "Niewiarygodne przygody Marka Piegusa" ale to było tak dawno ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej wykopaliska, ale o dziwo mojemu synowi się podobają, a to najważniejsze. Kiedyś nawet przez myśl mi nie przyszło, że Niziurski będzie w lekturze, ale dobrze że "czynniki oficjalne" go doceniły, chociaż wpisanie "Sposobu..." na listę lektur klasy szóstej, moim zdaniem jest trochę ryzykowne.

      Usuń
  2. Wydawało mi się, że większość Niziurskiego mam za sobą, a tu, proszę ... :P Okładkę "Adeli" mam gdzieś zakodowaną, ale też prawie stuprocentową pewność, że tego nie czytałem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja znajomość z książkami (właściwie tylko powieściami) Niziurskiego zatrzymała się, z racji wieku (mojego) w okolicach tych, które zostały wydane do końca lat 70-tych. Z późniejszych czytałem jeszcze "Szkolny lud, Okulla i ja" ale jakoś przeszła bez echa - pewnie się złapię, bo ZwL zachwalał więc jest szansa, że się na niej nie poznałem, podobnie jak kiedyś na "Adeli" :-)

      Usuń
  3. Ha, brzmi tak życiowo, że aż nie wiem, czy chciałbym czytać. Po co rozdrapywać rany ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje już się dawno zabliźniły :-). Poznawać Niziurskiego w Twoim wieku to nieporozumienie - to lektura zdecydowanie dla nieletnich i ewentualnie jako powtórka dla seniorów, do której się wraca z sentymentem i taryfą ulgową. Dla Ciebie, jak mi się wydaje, czas Niziurskiego bezpowrotnie minął bo rozumiem, że wiek młodzieży młodszej masz już za sobą :-).

      Usuń