wtorek, 5 lutego 2013

Podglądając Innego. Polscy trawelebryci w Ameryce Łacińskiej, Marcin Gawrycki

Kilkukrotnie marudziłem już na temat nieumiejętności pisania prostym językiem o trudnych sprawach przez przedstawicieli świata nauki albo osoby pretendujące do tego miana. "Pogoń za "naukowością" - cokolwiek ona w naukach humanistycznych oznacza - sprawia, że naukowcy tworzą dla wąskiej grupy odbiorców, bez specjalnej chęci wyjścia na zewnątrz skorupy" to szerszy problem na post innego rodzaju a tu proszę, taka niespodzianka - książka naukowa napisana w sposób zrozumiały po jednokrotnym czytaniu i w dodatku nie jest to tylko moja opinia. W dodatku nie dość, że dobrze napisana to i jeszcze temat interesujący bo jakże tu odmówić sobie przyjemności poczytania o tych, którzy są znani z tego, że są znani, a ściślej mówiąc o ich odmianie - o tych, którzy znani są z tego, że prowadzą programy telewizyjne dotyczące podróży. 


"Ofiarami" M. F. Gawryckiego są Elżbieta Dzikowska i Tony Halik, Martyna Wojciechowska oraz Wojciech Cejrowski i Robert Makłowicz (pojawiają się też "wpadkowo" m. in. Beata Pawlikowska, Jarosław Kret, Marcin Kydryński i ... Arkady Fiedler) oraz ich "urobek" w postaci programów telewizyjnych i w dwóch ostatnich przypadkach, także książek. Ich tematyka ograniczona jest do Ameryki Łacińskiej (z wyjątkiem osławionego przypadku Kydryńskiego) ale uwagi formułowane na ich tle mają, moim zdaniem, ogólniejsze zastosowanie i nie ograniczają tylko do programów o tej części świata. Co łączy te postacie? - ano to, że podróżowanie uczynili swoim źródłem dochodów i za sprawą przekazywania swoich wrażeń w telewizji stali się osobami znanymi. Mimo, że samo określenie trawelebryta pobrzmiewa pejoratywnie to sam jego status nie jest uwłaczający, zresztą Autor dostrzega rzeczywiste osiągnięcia podróżnicze zwłaszcza Martyny Wojciechowskiej i Tony Halika. To co poddaje krytyce, to przede wszystkim sposób w jaki trawelebryci traktują bohaterów swoich programów i sposób w jaki prezentują ich widzom. Zarzuca im generalnie "mentorski i patriarchalny ton" oraz "egzotyzację" obrazów, które przedstawiają podczas gdy tak naprawdę są one efektem podróży turystycznych, wycieczek, które w zasadzie każdy odpowiednio zdeterminowany widz jest w stanie podjąć samodzielnie lub z biurem podróży. To jednak, że z różnych przyczyn nie decydujemy się na podjęcie daje trawelebrytom przewagę nad nami i "autorytet zdobyty przez doświadczenie. Każde (...) stwierdzenie i osąd o egzotycznych krajach, które mają na celu "zobiektyzowanie" rzeczywistości, można bowiem wówczas podkreślić i wzmocnić autorytatywnym komentarzem:"Wiem, bo tam byłem". Trudno z takim zdaniem polemizować ...". "Podglądając Innego" jasno formułuje powód, dla którego została poddana krytyce ich "twórczość" i zakwestionowana wartość prezentowanego w niej obrazu świata. Otóż "trawelebryci kreują i wygłaszają subiektywne sądy, uzurpując sobie prawo do odkrywania obiektywnych prawd. (...) w społeczeństwie ugruntowuje się w ten sposób obraz latynoamerykańskich Innych i możliwość wzajemnego zrozumienia staje się coraz trudniejsza do zrealizowania." Trudno temu poglądowi nie przyznać racji i nie zgodzić się, że instrumentalne traktowanie przez trawelebrytów ludzi z którymi rozmawiają jest dowodem na to, że "pogoń za oglądalnością jest ważniejsza niż poprawa międzykulturowych relacji." Ja dodałbym bym jeszcze, że przede wszystkim jest świadectwem kultury osobistej a w zasadzie w wielu przypadkach jej braku. "Podglądając Innego" aczkolwiek w przeważającej mierze krytyczne to jednak dostrzega "wartość dodaną" nawet w przypadku programów tych osób, które zostały potraktowane surowo tak jak Elżbieta Dzikowska czy Wojciech Cejrowski. W przypadku tego drugiego Autor przyznaje, iż "charakteryzuje się często dojrzałością swoich sądów, skłonnością do przeciwstawiania się ogólnie znanym prawdom i przenikliwością spostrzeżeń" choć dla równowagi zastrzega, że "jest to (...) typowa mądrość bez empatii. Często wie w jaki sposób ująć problem, ale równie często robi to jak słoń w składzie porcelany", jest "arogancki, przekonany o swoim "jestestwie", prezentuje nieznoszącą sprzeciwu pewność siebie i kategoryczność swoich sądów. (...) Bohater jest jeden - on sam". Pewnym zaskoczeniem była dla mnie przyczyna, dla której krytycznej ocenie zostały poddane programy Martyny Wojciechowskiej. Profesor Gawrycki zarzuca jej, że "dyskurs rozwojowo-genderowy" jakim się posługuje pozbawia kobiety, przedstawiane przez nią kobiety, ich wartości, spychając je do roli biednych kobiet z Trzeciego Świata, którym "wolność może nadać jedynie biała podróżniczka z Europy". Muszę przyznać, że jako "niepoprawnego seksistę odczuwającego patriarchalną potrzebę dominacji" zaskoczył mnie ten dystans do feminizmu i feministek, który zarzucono, że "walcząc o prawa sióstr w krajach pozaeuropejskich, esencjalizują ich sytuację, wychodząc z paternalistycznego założenia, że one wiedzą, co dla uciskanych kobiet jest dobre." w swojej nienowoczesności bowiem traktowałem krytykę feministyczną i postkolonialną jak papużki nierozłączki. Ale żeby nie było tak całkiem miło - cóż, nie da się ukryć, że "Podglądając Innego" jest książką naukową. Niestety Autor o tym przypomina, z uporem godnym lepszej sprawy zapuszczając się co jakiś czas w odmęty "treści intelektualnie nośnych", które z punktu widzenia tematu są mało istotne, jak choćby rozważania na temat państw Trzeciego Świata. Na szczęście nie ma tego zbyt wiele i nie wpływa to na jasność wywodów, tak że dla mnie "Podglądając Innego" okazało się pierwszą od wielu lat "przyswajalną" pracą naukową.

24 komentarze:

  1. Trawelebryci... mój Boże, to i takie słowo wymyślono :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak ... czego to ludzie nie wymyślą, prawda? :-) To przez zamiłowanie do klasyfikowania i szufladkowania i przekonanie, że jak czegoś nie nazwiemy to to nie istnieje :-)

      Usuń
  2. Z tego grona tego rodzaju "celebrytów", jak ich naukowiec nazwał znam tylko z programów pokazywanych w socjaliźmie Halika z
    Dzikowską, Fidlera chyba z jednej książki/raczej nie byłam nigdy miłośniczką podróżniczej literatury - poza Tomkami/, a teraz czasem oglądam Cejrowskiego, lubię go za swadę z jaką opowiada i za to samo Makłowicza. Ale to rzadkie chwile, gdyż tv prawie, że nie oglądam.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pamiętam z zamierzchłej przeszłości coś takiego jak "Klub sześciu kontynentów" chyba z Halikiem, choć głowy nie dam. Książka zaskoczyła mnie zwróceniem uwagi aspekt pisarstwa Fiedlera a mianowicie seksualność i moim zdaniem nie jest to tylko idee fixe M. Gawryckiego bo uświadomiłem sobie, że takie motywy występowały w jednej z moich ulubionych książek dzieciństwa - "Orinoko". Co do swady - "Poznać Innego" nie odmawia programom tego rodzaju zalet (chyba poza programami Dzikowskiej i Halika a i to tylko niektórym) i w tym chyba widzi niebezpieczeństwo - zniekształcony obraz podany w atrakcyjnej, przekonującej, zapadającej w pamięć formie.

      Usuń
    2. Pytanie w takim razie jest takie na ile te programy mają służyć pokazywaniu rzeczywistości taka, jaka ona jest a na ile rozrywce, gdyż nie są to programy publicystyczne. Ja myślę, że one bardziej tworzone są dla rozrywki,a zatem następne pytanie, czy szkodzą? Nie sądzę.)

      Usuń
    3. Mi one też nie zaszkodziły :-) ale wydaje mi się, że to nie jest takie proste. Dla wielu osób to co zobaczą, usłyszą czy przeczytają w mediach (niezależnie od proweniencji) jest wykładnią stosunku do rzeczywistości "a bo w telewizji mówili" i one zapewne traktują takie programy całkiem serio. I w tym sensie one szkodzą ponieważ utrwalają stereotyp egzotyki i naszej rzekomej wyższości. Gdyby ktoś zrobił program o Polakach pokazując widoki z noclegowni dla bezdomnych, dawnych PGR-ów, ludzi grzebiących w śmietnikach i jakieś furmanki na dodatek i pokazał to za granicą to nie wiem, czy nadal byłabyś zdania, że to nie szkodzi :-)

      Usuń
    4. To co powiedzieć o tym co słyszą na co dzień w kwestii polityki i gospodarki.)

      Usuń
    5. Właśnie :-) a potem ci co chodzą na wybory dziwią się, że żadna z obietnic, które usłyszeli przed wyborami po wyborach nie została zrealizowana, prawda?! :-) To właśnie magia mediów, która oddziałuje na ludzi, którzy biorą za dobrą monetę co zobaczą w TV i dlatego prof. Gawryckiemu nie spodobały się programy, o których pisał :-).

      Usuń
    6. Strasznie głęboko myślisz, ja najwyraźniej powierzchownie to znaczy z innego punktu widzenia spojrzałam na sprawę.
      )

      Usuń
    7. Moja odpowiedź dotyczyła pierwszej Twojej odpowiedzi.

      Usuń
    8. Oh, łykam to jak bułeczki ministra Krasińskiego :-) mam tylko nadzieję, że nie bierzesz na serio wszystkiego co piszę :-)

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Kontynenty" swego czasu nawet prenumerowałem - w podstawówce. Jak na tamte czasy było to efektowne pismo, o merytorycznej zawartości nie piszę bo nie pamiętam :-). Beata Pawlikowska jest chyba tylko raz wspomniana, kiedy w TV była "ekspertem" (?) od ... ptasiej grypy. Co do Fiedlera to wybacz przeoczenie :-). Martynie Wojciechowskiej dostało się trochę za kreowanie własnego wizerunku kosztem innych - chodziło o publiczne ofiarowanie jakiegoś stroju, co zrobione było przy świetle jupiterów. A jeśli chodzi o podsumowanie to zgadzam z Tobą - trawelebryci spełniają nasze marzenia o egzotyce, chociaż moje nie do końca :-) ale z potrzebą ich istnienia już bym polemizował :-).

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. Kojarzę tylko niestandardowy format, większy niż "Poznaj Świat" i dużo kolorowych ilustracji. Przepisy kulinarne w ogóle mnie nie interesowały, no chyba że jako konsumenta :-). Pamiętam dzień, w którym, pod okiem Mamy dokonywałem wyboru czasopism, które mogłem sobie zaprenumerować z dłuuuuugiej listy, którą przyniosła moja "przyszywana" Ciocia - urzędniczka na poczcie - ot i cała tajemnica :-). Na pocieszenie, że Ci nic nie wyszło, pomyśl, że Makłowiczowi zapewne ktoś to wcześniej przygotowuje bo chyba nie wierzysz w to, że zdąży przygotować te wszystkie potrawy od A do Z w ciągu 25 minut, czy ile tam trwa odcinek :-).

      Usuń
    4. Aleś przypomniała te Kontynenty - dzięki Tobie pamięć mi si odświeża.)

      Usuń
    5. Za to moja, jeśli chodzi o "Kontynenty", jest w stanie zaniku :-)

      Usuń
    6. A u mnie niepotrzebna była prenumerata - zakładało się "teczkę" w kiosku. Na teczce pani kioskarka wypisywała tytuły, odkładała do niej odpowiednie pisma i w piątek szło się odbierać i płacić. Pamiętam, że w naszej teczce z krajoznawczych był "Poznaj Świat", a oprócz tego "Życie Literackie", "Polityka", "Kobieta i Życie", "Przyjaciółka", "Żyjmy Dłużej", "Mówią Wieki", dla nas dzieciorów w zależności od wieku - "Miś", "Świerszczyk", "Płomyczek", "Płomyk", "Świat Młodych"...
      Ech, kiedyś się czytało tego. A teraz! Kioski pełne makulatury, a nic się nie kupuje. Aleśmy na psy zeszli :)

      A Pan co tak milczysz zawzięcie? Chyba jakąś grubszą lekturę szykujesz :)

      Usuń
    7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    8. Świeszczyk, Płomyczek i Płomyk u mnie chyba można było dostać ze szkoły (w ramach prenumeraty) ale i tak wówczas najważniejszy był Świat młodych, na końcu którego był zawsze jakiś komiks. Chociaż mój pierwszy komiks w życiu jaki widziałem to chyba w Świerszczyku "Alicja w krainie czarów" i byłem niepocieszony, że z jakichś nie znanych mi powodów nie dostałem wszystkich numerów. Eh, młodość, to były problemy ... :-) Co do tego, że się kiedyś czytało, to wynikało pewnie w dużej mierze z tego, że nie było tyle mediów, które zaspokajają potrzebę ludzkiej ciekawości - dla dwóch programów TV i 4 radiowych słowo pisane było konkurencją.

      To przeczytałam - jestem w niedoczasie :-) teraz co prawda mam fazę na książki z obrazkami a ponieważ są to, wg mnie, super "obrazki" to wypadałoby napisać coś w miarę sensownego. Na szczęście idzie weekend :-).

      Usuń
  4. Teraz za wydawanie "Kontynentów" wzięła się Agora, na razie 3 lub 4 numery. Nie pamiętam co prawda czasopisma we wcześniejszej odsłonie ale to jest ciekawe. Marlow chylę czoła za wnikliwe recenzje. Alicja2010 świetne opowieści kulinarne, uśmiałam się :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za dobre słowo :-), swoją drogą to Agora była odważna bo teraz "Kontynenty" mają trochę poważniejszą konkurencję niż za czasów PRL-u. Pozdrawiam :-)

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam, czytam i właśnie dlatego, że czytam to nie piszę :-)

      Usuń