poniedziałek, 6 stycznia 2014

Ferdynand Wspaniały, Ludwik Jerzy Kern

"(...) przypadek, który jest sprzymierzeńcem wszystkich wielkich przedsięwzięć, który podróżnikom pomaga odkrywać nieznane lądy, a wodzom wygrywać przegrane bitwy, przypadek - ta gwiazda odważnych - przeszedł również z pomocą" mi. A wszystko za sprawą Kazimierza Mikulskiego.


Ilustracja dziecięca a ściślej mówiąc (a właściwie pisząc) książek dla dzieci egzystuje sobie gdzieś na obrzeżach wielkiej sztuki. Kto dzisiaj kojarzy nazwiska Antoniego Boratyńskiego, Olgi Siemaszko, czy Jerzego Srokowskiego? Wszyscy oni, może oprócz Jana Marcina Szancera, odchodzą w zapomnienie. Nawet trudno powiedzieć by wypierani byli przez kolejne pokolenia artystów, bo tym których prace są najbardziej efektowne (Anastassija Archipowa, Olga i Andriej Dugin, Michael Fiodorov, Roberto Innocenti, Gienandij Spirin czy Vladyslav Yerko) "przytrafiają" się u nas jedna, dwie książki i trudno więc mówić o kształtowaniu gustu czytelników. 

Tym większe było moje zdziwienie kiedy swego czasu zorientowałem się, że chyba najwybitniejszy polski surrealista, artysta par excellance Kazimierz Mikulski jest autorem ilustracji do jednej z najpopularniejszych książek dla dzieci - "Ferdynanda Wspaniałego" (wydanie pierwsze 1963 r.) i jego kontynuacji "Ferdynand, zbudź się" (wydanie pierwsze 1965 r.). Zwłaszcza do tej pierwszej mam wielki sentyment nie tylko za sprawą lektury, którą niedawno przypomniałem sobie, czytając ją w do snu mojej najmłodszej latorośli ale też i fotografii (poniżej), wykonanej o ile mi wiadomo w krakowskiej ASP z pracami artysty w tle - przy okazji zagadka; kto jest na zdjęciu i przy jakiej okazji zostało ono zrobione?


Może sam pomysł, przeżywania przygód we śnie, wykorzystany przez Kerna, nie jest najoryginalniejszy bo opiera się przecież na nim "Alicja w krainie czarów", ale dla równowagi i "Ferdynand ... " też okazał się inspiracją. Motyw rozmów sztućców i naczyń, jaki się w nim pojawia, wykorzystany jest w "Zarozumiałej łyżeczce" Elżbiety Szeptyńskiej (z ilustracjami Edwarda Lutczyna), która przypomniana została w księdze drugiej "Poczytaj mi mamo" wydanej niedawno przez Naszą księgarnię.

Przygody Ferdynanda nic a nic się nie zestarzały, no może z wyjątkiem kilku detali, jak choćby tego, że nie ma już na dworcach kontrolerów sprawdzających bilety peronowe, ale co to jest w porównaniu z Kernowskim tygodniowym opadem atmosferycznym czy traumatycznym wspomnieniem Ferdynanda - "Zupa ogórkowa to było jedno z jego najgorszych wspomnień. Kiedyś niechcący wylał cały talerz ogórkowej zupy na dywan. Tak, to prawda, że wspiął się łapami na stół. Ale wcale nie po ogórkową zupę, lecz po parówkę, która obok niej leżała. Pech chciał, że przysuwając parówkę, potrącił ten przeklęty talerz. Parówka została na stole, a talerz z zupą znalazł się na dywanie. Talerz zabił się na miejscu. Przed śmiercią zdążył tylko powiedzieć: "Brzdęk!" i już nie żył. Zupa z rozpaczy po nim rozlała się po całym dywanie. Pan nie chciał słuchać żadnych usprawiedliwień Ferdynanda i okazał się człowiekiem bezlitosnym. Nawet nie bardzo bolało, ale odtąd Ferdynand na wspomnienie ogórkowej zupy dostawał gęsiej skórki." równie surrealistycznym jak obrazy Mikulskiego.
 
Albo dialogiem u krawca - ideale lakoniczności i sprecyzowania gustu: "- Jaki to ma być garnitur? - zapytał uprzejmie.
- Ładny - odparł bez wahania Ferdynand.
- Rozumiem - powiedział pan Dogg. - A z jakiego materiału?
- Z ładnego - po chwili zastanowienia odrzekł Ferdynand.
- A jak go uszyjemy?
- Ładnie.
- A kamizelka jaka będzie?
- Ładna.
- A spodnie?
- Ładne.
- A klapy?
- Ładne.
- A z jakim mankietem zrobimy spodnie?
- Z ładnym.
- A jaką damy podszewkę?
- Ładną.
Pan Dogg był uszczęśliwiony. Pierwszy raz zdarzyło mu się spotkać klienta, który tak dobrze wiedział czego chce. " Czego i Wam życzę!
 

42 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. No nie! Chapeau bas! :-)

      Usuń
    2. Fotografia przedstawia obrazy Anny Guntner a nie Kazimierza Mikulskiego;na zdjęciu mamy Daniela Olbrychskiego

      Usuń
    3. Dziękuję, co prawda nie znalazłem tego jej obrazu ale wszystkie znaki na ziemi i morzu wskazują, że masz rację.

      Usuń
    4. Cieszę sie że trochę wyjaśniłem.Obraz Anny Guntner w tle nosi tytuł "Maturzyści".Fotografia przedstawia rzeczywiście scenę z filmu "Jowita";Olbrychski gra tam młodego architekta.Mam też sentyment do tego filmu bowiem akcja toczy się w Krakowie gdzie mieszkam.A Twój blog ciekawy, pierwszy raz tu trafiłem isobie przeglądam, dałem tez komentarz do notki o Grzesiuku(jak wg niektórych znalazł się w obozie)Pozdrawiam będę częsciej zaglądał i może wpiszę jakieś "rozjaśniające " komentarze.
      Arnold

      Usuń
    5. Będę wdzięczny - co prawda po podanej przez Ciebie informacji "padła" koncepcja tego postu :-) ale coś za coś, grunt że jest wartość dodana :-)
      I oczywiście zapraszam.

      Usuń
  2. "ferdynand wspaniały",pierwsza książka jaką ponad czterdzieści lat temu przyniosłam z biblioteki-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moją pierwszą z książką z biblioteki był chyba "Jak Wojtek został strażakiem", chociaż głowy nie dam :-), "Ferdynanda" przeczytałem w III a może w IV klasie.

      Usuń
  3. Ach "Ferdynand" :) Uwielbiałam go. Chyba trzeba wrócić do starej miłości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mojemu dziecku się spodobał, tak że szykuję się do drugiej części :-)

      Usuń
  4. Wizyta u krawca jest doskonałą okazją do rozmów z dzieckiem, zabawy i odkrywania, co znaczy ładny, jakimi słowami można zastąpić ów powtarzający się wyraz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wg mnie jej urok tkwi w przewidywalności i "mantryczności" odpowiedzi Ferdynanda :-)

      Usuń
  5. Wspomnienia, wspomnienia:) I ten lekko sarkastyczny humor.
    A Kerna mile wspominam jeszcze "Karampuka" i - szczególnie - "Przygodę w plamie".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poza "Ferdynandami" z niczym Kerna nie kojarzyłem, dopiero niedawno odkryłem, że był też autorem "Proszę słonia", chociaż to znam tylko z dobranocek.

      Usuń
    2. Proszę słonia też znam tylko z dobranocek, to miało wersję książkową?

      Usuń
    3. A miało. miało, z ilustracjami Zbigniewa Rychlickiego, czego to się człowiek dowiaduje na stare lata, prawda?! :-)

      Usuń
    4. No właśnie, jejku jej. Muszę tego poszukać.

      Usuń
    5. A już rozpocząłem poszukiwania, i pomyśleć ile straciłem za młodu ... bo tak lubiłem tę dobranockę. Teraz po Twoim poście testuję na dziecku "Pana Kleksa", starsze jakoś go ominęło, ale młodsze jest już chyba nim "zaszczepione" :-).

      Usuń
    6. Daj znać jak poszło, bo u nas Starszej wszedł film, do książki się nie rwie. Chyba zawczasu muszę Młodszą przygotować do Kleksa.

      Usuń
    7. Mój się rwie, ale tylko wówczas gdy ja mu czytam - idzie na łatwiznę :-)

      Usuń
    8. Tak, powoli uczy się jak sobie w przyszłości w życiu radzić :-)

      Usuń
  6. no nie...ale się nawspominałam jak zobaczyłam okładkę "Ferdynanda" u Ciebie w poście. Czytałam ją w dzieciństwie (sama!!!), bo u mojej mamy zawsze się coś na półce znalazło godnego przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz też sam czytałem "Ferdynanda" - nie miałem innego wyjścia bo mój synek nastawił się tylko na "odbiór" :-)

      Usuń
  7. Od dzieciństwa byłam miłośniczką książek o psach i Ferdynand zajmuje szczególne miejsce w mojej literackiej sforze. :) Bardzo lubiłam tę książkę Kerna, ale przyznam, że ilustracje jakoś szczególnie nie zapadły mi w pamięć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie one od razu utkwiły w pamięci bo na tle ówczesnych ilustracji wyróżniały się dużym uproszczeniem. Bardziej podobały mi się te z drugiej części "Ferdynanda" bo w pierwszej są jakby dzielone (występują na stronie parami). W ogóle to żałuję, że Wydawnictwo Literackie nie zdecydowało się na wydanie Ferdynanda w oryginalnym, dużym formacie, nie mówiąc już o twardych okładkach.

      Usuń
    2. Mój Ferdynand na pewno był duży, ale okładka prawie na pewno miękka. Mam wrażenie, że Wydawnictwo Literackie ostatnio głównie odcina kupony od dawnej sławy. :(

      Usuń
    3. Dobrze, że ma od czego, NK też na tym jedzie ale przynajmniej przy tym trzyma poziom, choć w przypadku cen chyba bardziej powinno mówić się o pionie, niestety.

      Usuń
    4. NK ostatnio rozszerzyła ofertę o powieści dla dorosłych. Wprawdzie nie wydają mi się porywające, ale może dzięki temu ich książki dla dzieci mogą trzymać poziom.

      Usuń
    5. A ktoś w ogóle wydaje jakieś porywające powieści dla dorosłych, pomijam oczywiście różne sagi: owocowe, kwiatowe i co tam jeszcze? :-)

      Usuń
    6. :D Seria owocowa obiła mi się o uszy, o kwiatowej nie miałam pojęcia. Ciekawe, czy jest również warzywna, ale poza "Kwiatem kalafiora" Musierowicz nic nie przychodzi mi do głowy. :)

      Usuń
    7. To tylko licentia poetica :-) ale niewykluczone, że jakaś pisarka ją stworzy, a póki co mogą być historie o cukierni bo coś takiego chyba już jest :-)

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. A ja miałem pretekst do odświeżenia sobie pamięci, bo poza tym, że Ferdynand przeżywa swoje przygody we śnie, nic już nie pamiętałem :-)

      Usuń
    2. Starość nie radość ;)

      Usuń
  9. Zapomniałam o Ferdynandzie. Muszę dziecku przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem ile Twoje dziecko ma lat, poniżej zerówki/pierwszej klasy chyba nie ma co ryzykować. Tu jest tyle zabaw językiem, że właściwie dziecko samo powinno przeczytać "Ferdynanda" żeby się nim dobrze bawić a biorąc stopień trudności pewnie druga - trzecia klasa byłaby najlepsza.

      Usuń
  10. Fragment z zabójstwem talerza tak przedni, że w poniedziałek melduję się w bibliotece po Ferdynanda. Z pierwszej lektury, która miała miejsce eony temu, nie pamiętam nic :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmierć talerza też mi się bardzo podobała ale mojemu dziecku podobały się bardziej inne kawałki i to nie jeden, nie dwa i nie trzy :-) Teraz czytam "Akademię Pana Kleksa" i widzę, że to kolejny strzał w 10.

      Usuń
  11. Jeżeli chodzi o fotografię to przedstawia ona obrazy Anny Guntner a nie Kazimierza Mikulskiego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, co prawda nie znalazłem tego jej obrazu ale wszystkie znaki na ziemi i morzu wskazują, że masz rację.

      Usuń