piątek, 6 września 2013

Biesy, Fiodor Dostojewski

Sam jestem zaskoczony. Nigdy nie przypuszczałem, że lektura Dostojewskiego może wywołać uśmiech tyle, a trudno się nie uśmiechnąć gdy czyta się iście gogolowską charakterystykę Stiepana Trofimowicza, albo wzmiankę o "staruszku, lat około pięćdziesięciu pięciu", która skojarzyła mi się dwiema scenami z "Lalki" Prusa. W pierwszej Rzecki obrusza się na odpowiedź Wirskiego indagowanego przez służącą pani Stawskiej, co do wieku Rzeckiego: "A młody on czy stary? - badała dalej, przypatrując mi się jak sędzia śledczy.
- Widzisz przecie, że stary! ... - odparł rządca.
- W średnim wieku ... - wtrąciłem. (Oni, dalibóg, niedługo piętnastoletnich chłopców zaczną nazywać starymi."

W drugiej z kolei, role się odwróciły, to Wirski jest zbulwersowany zaliczeniem go do starych i protestuje: "Mężczyzna pięćdziesięcioletni nie jest starym; jest dopiero dojrzałym ...
- Jak jabłko, które już spada".  


Skojarzeń, zresztą zaskakujących, jest więcej. Na przykład epizod, w którym wspominana jest popularna stara niemiecka piosenka "Oh, du lieber Augustin" przypomina ... baśń Andersena o "Świniopasie", w której tytułowy bohater skonstruował garnek z dzwoneczkami wygrywającymi właśnie melodyjkę "Ach, kochany Augustynie wszystko, minie, minie, minie!".

No i conradowski trop. Być może niektórzy pamiętają z "Czasu Apokalipsy" fragment wiersza T. S. Eliota "Wydrążeni ludzie" recytowany przez pułkownika Kurtz a z "Jądra ciemności" Mefistofelesa z papier-maché. Okazuje się tymczasem, że papierowi ludzie, to "wynalazek" Dostojewskiego - "Ludzie z papieru; wszystko to wypływa z lokajstwa myśli (...) Byliby strasznie nieszczęśliwi, gdyby Rosja przekształciła się jakoś nagle podług ich formułki i gdyby stała się szczęśliwa i niezmiernie bogata. Kogóż mieliby nienawidzić wtedy? Kogo opluwać? Nad czym się znęcać? To tylko zwierzęca, bezgraniczna nienawiść do Rosji, wżerająca się w organizm ... I nie ma w tym żadnych "łez niewidzialnych dla świata, poza zewnętrznym śmiechem"."

I choćby już z powodu tylko tego "znaleziska", z mojego punktu widzenia, lektura "Biesów" opłaciła się. To książka na swój sposób będąca wzbogaconą modyfikacją "Zbrodni i kary", przedstawiająca podobnie jak tam obraz ludzkich postaw - "ponurych miernot", której akcja toczy się w gubernialnym mieście będącym w istocie rzeczy zabitą dechami rosyjską prowincją. Także tu pojawia się motyw przeświadczenia, że istnieją ludzie "wyżsi", predyscynowani do rządzenia innymi, mogący w imię osiągnięcia władzy poświęcać życie innych, należący do "tych istot typowo rosyjskich, które zwykle znienacka olśniewa jakąś wielka idea i wnet przytłacza je sobą, czasem nawet bezpowrotnie", którzy "wychodzą od nieograniczonej wolności dochodzą zaś do nieograniczonego despotyzmu".

Bez wątpienia "Biesy" są jednak bogatszą od "Zbrodni i kary" powieścią biorąc pod uwagę ilość wątków. Wydaje mi się, że kwestia rewolucji i jej niszczycielskiego oddziaływania na ludzi, która wysuwa się na plan pierwszy jest w gruncie rzeczy tylko pretekstem do przedstawienia problemu zła a tytuł powieści może być odczytywany na dwa sposoby. Z jednej strony jako symbolizujący zło, jakim był chociażby "eksperyment człowieka zblazowanego, podjęty, aby się przekonać, do czego można doprowadzić obłąkaną kobietę", będące immanentną częścią człowieka, wynikające z jego "wewnętrznych potrzeb", co widać najlepiej w rozdziale "U Tichona". Z drugiej zaś, jako zło pochodzące z zewnątrz, któremu człowiek poddaje się mniej lub bardziej świadomie. Zaskakujące jest przy tym niezrozumienie własnego położenia, zgoda na poddanie się temu złu bez uzmysłowienia sobie rzeczywistych konsekwencji takiego czynu, który jest wynikiem fałszywego rozumienia własnej wolności i staje się drogą donikąd - "wolność będzie wtedy dopiero, gdy już będzie obojętne: żyć czy umierać. Oto cel wszystkiego". 

"Biesy" uchodzą za powieść z kluczem, być może, ale jeśli nawet tak jest, to przynajmniej w moim przypadku, okazało się, że zamek do tego klucza okazał się mocno zardzewiały, w niczym to jednak nie przeszkadza lekturze, choć nie wątpię, że dodawał jej pikanterii w czasach współczesnych Dostojewskiemu. Dzisiaj klucz ten czytelny jest zapewne tylko dla znawców historii i literatury rosyjskiej i szczerze mówiąc nie specjalnie odczułem jego braku.

34 komentarze:

  1. Uśmiech u Dostojewskiego jest równie zaskakujący jak u Conrada. Obu panów uważałem za konkursowych ponuraków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nie widzę podstaw byś zmieniał swój pogląd w tej sprawie :-).

      Usuń
    2. W przypadku Conrada zmieniłem :P

      Usuń
    3. A przy jakiej okazji? :-)

      Usuń
    4. Przy Tajfunie, są tam rozkoszne, lekko sarkastyczne charakterystyki postaci.

      Usuń
    5. Eee ... to taki sarkastyczny dowcip jest też i w "Jądrze ciemności" :-)

      Usuń
    6. No to świetnie, nie lubię ponuraków:)

      Usuń
    7. Ale mimo jego sarkazmu nie zmieniłbym "kwalifikacji" Conrada :-)

      Usuń
    8. Ale lepszy ponurak z przebłyskami humoru niż nudziarz-ponurak:)

      Usuń
    9. Myślę, że Conrad i Dostojewski należą do tej samej kategorii - której, to już kwestia poczucia humoru :-)

      Usuń
    10. To jak jeszcze poczytam Dostojewskiego, to ich poklasyfikuję:P

      Usuń
    11. Na pewno nie będziesz miał poczucia zmarnowanego czasu :-)

      Usuń
    12. Tego akurat nie jestem całkiem pewny.

      Usuń
    13. To w razie czego będzie na mnie :-)

      Usuń
    14. Oczywiście, winni muszą się znaleźć :)

      Usuń
    15. Jasna sprawa ale może na wszelki wypadek weź coś niedługiego :-)

      Usuń
    16. Taki jest plan, mam Gracza pod ręką.

      Usuń
    17. Kojarzę go tylko z filmu - pamiętam, że na kolana mnie nie rzucił ale być może była to kwestia mojego wieku :-).

      Usuń
  2. Gdy czytam Twoje wpisy, to od razu mam ochotę po raz enty wrócić do Dostojewskiego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. N-ty?! O, matko! Jestem pełen uznania :-) - "Biesy" przeczytałem dopiero drugi raz :-) oczywiście nie żałuję ale nie zapowiada się bym do nich szybko wrócił.

      Usuń
    2. Dobra klasyka nie jest zła i można co kilka lat wracać :)

      Usuń
    3. To prawda nie jest zła, u mnie te kilka lat wydłużyło się do prawie dwudziestu :-)

      Usuń
  3. O tak, czytając o Stiepanie Trofimowiczu, o tym, jak np. pisze po dwa listy dziennie do Warwary, można się uśmiechnąć, ale już czytając o Stawroginie, o jego podłym zachowaniu wobec małej Matrioszy, można się tylko wściekać...
    Może i "Biesy" są bogatsze pod względem wątków od "Zbrodni i kary", ale ja bardziej lubię "Zbrodnię i karę" oraz "Skrzywdzonych i poniżonych" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I pomyśleć, że niektórzy na prawdę tak mieli (królowa Wiktoria i książę Albert) ale Stiepan Trofimowicz w gruncie rzeczy bardziej mnie irytował niż śmieszył. Stawrogin to zupełnie inna para kaloszy, powiedziałbym człowiek z krwi i kości ale też daleki od budzenia we mnie sympatii. No i jestem pełen uznania - dla mnie pisarstwo Dostojewskiego jest jak najbardziej mistrzowskie ale nigdy bym nie powiedział, że je lubię :-).

      Usuń
  4. Chyba rzeczywiście, kwestia 'lubienia' nie ma tu zastosowania. Tu chodzi chyba bardziej o 'myślenie'.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie pociąga u niego drążenie ludzkiej duszy i złożoność jego bohaterów - w tej części powieści Dostojewskiego okazały się zaskakująco trwałe.

      Usuń
  5. Może to nie jest specjalnie na temat, ale wybrałem Cię do zabawy Liebster Blog - KLIK!. Zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dostojewski to jeden z moich ulubionych autorów, chociaż przyznam bez bicia że "Biesów" jeszcze nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba w końcu znalazłam jakiś punkt wspólny. Ty o Dostojewskim, ja o Coetzeem. I że szukasz czegoś bardziej optymistycznego niż "Hańba". U Coetzeeego chyba nie ma pojęcia czegoś "bardziej optymistycznego". Teoretycznie wszystko jest chujowe. I w tej chujowatości musimy szukać czegoś bratniego. I tu pojawia się problem. Kto jest moją bratnią duszą?
    "Mistrz z Petersburga|" jest świetną powieścią
    I tak nikt mnie nie skuma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo jaki facet może powiedzieć o sobie, że rozumie kobietę?! :-) Ale za namiary dzięki - po "Braciach Karamazow" i "Wspomnieniach" Anny Dostojewskiej przyjdzie czas pewnie i na "Mistrza z Petersburga".

      Usuń
  8. Dostojewski to mój ulubiony autor :) Jednak wyżej niż Biesy cenię sobie Idiotę i Braci Karamazow :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem przed powtórką "Braci Karamazow" bo czytałem ich dawno i niewiele pamiętam w dodatku to co pamiętam zlewa mi się z filmem :-). Na "Idiocie" już dwa razy odpadałem ale do trzech razy sztuka :-)

      Usuń