sobota, 30 listopada 2013

Schopenhauer. Dzikie czasy filozofii, Rüdiger Safranski

Dzięki uprzejmości Autorki, Iwony E. Rusek miałem okazję zapoznać się z jej książką "Pragnienie, symbol, mit. Studium o Próchnie Wacława Berenta", osadzającą powieść Berenta w filozofii Schopenhauera. Ale nie ma co ukrywać, żeby się do niej zabrać trzeba odrobić lekcje zarówno z samego Berenta jak i Schopenhauer'a. O ile przeprosiłem się z "Próchnem" zbierającym od lat kurz na półce to oceniając realistycznie swoje siły ze "Światem jako wolą i przedstawieniem" dałem sobie spokój i ułatwiając sobie życie zdecydowałem się na biografię Safranskiego, tym bardziej że chodziła za mną już od "Madame", a niedawno przeczytany "Castorp" sprawiły, że wreszcie postanowiłem zaległość nadrobić.

 
Mnie w biografii Schopenhauer'a najbardziej interesowały relacje z matką, Joanną, o której pisał "Znam kobiety. Małżeństwo to dla nich wyłącznie przytułek. Mój biedny i zniedołężniały ojciec, z powodu choroby przykuty do fotela, zostałby zupełnie sam, gdyby nie stary sługa, czujący wobec niego obowiązek miłosierdzia. Moja matka przyjmowała gości, gdy on umierał samotnie, bawiła się, gdy on cierpiał gorzkie udręki. Oto miłość kobiety.", a której "Gdańskich wspomnienień młodości" tak namiętnie poszukiwał główny bohater "Mademe" Antoniego Libery, a były to relacje których opis nadawał by się na niezłą powieść obyczajową, i to głównie za ich sprawą powstało do książki Safranski'ego posłowie Marii Janion.

Okazuje się, o dziwo, że może istnieć krytyka feministyczna, formułująca swoje spostrzeżenia bez emfazy, patrząca na świat rzeczowa i sine ira et studio. Nie żeby zaraz anonsowany na okładce tekst, mający chyba w zamierzeniu wydawcy stanowić wisienkę na torcie, rzucał na kolana. Żadne takie, w dużej części stanowi on streszczenie wątków biograficznych, które przedstawia Safranski, proponuje natomiast inne spojrzenie na relacje matki i syna. Bo o ile w "Dzikich czasach filozofii" tej pierwszej wystawione jest nienajlepsze świadectwo to Janion daje inną interpretację faktów równie racjonalną, choć i ona jest niepozbawiona słabszych punktów. Spór, jeśli w ogóle można o nim mówić, dotyczy prawa do samodzielności i niezależności kobiety, która jest żoną i matką.

Jego rozstrzygnięcie wcale nie jest oczywiste, nie wiem czy w ogóle możliwe, zwłaszcza jeśli się weźmie pod uwagę opinie współczesnych. Jeśli córka, która mieszka z matką pisze, że ta "mówiła o ojcu w sposób, który niemal złamał mi serce, strasznie też wyrażała się o Arturze i stwierdziła, że "właściwie powinien był zależeć od niej"." i nie jest to świadectwo odosobnione "(...) wszyscy wolą matkę, a Adelę uważają zwykle za odpychającą, bo też taka jest, i ja nie mogłam przez długi czas z nią wytrzymać, ale kiedy zna się je obie długo i dokładnie, to widać, że charakter matki w równym stopniu nie zasługuje na szacunek, jak godny szacunku jest charakter córki. (...) Z cierpliwością wzruszającą do głębi, nie skarżąc się nawet najlepszym przyjaciołom, znosi głupotę matki, która potrafi wprawdzie być miła, ale (...) kiedy jest sama, prawie umiera z nudów i złego humoru, mimo wszystkich wygód życia z córką nic jej nie obchodzi jej samopoczucie, cały dzień ją musztruje i, czego nieraz byłam świadkiem, często, kiedy nuda stawała się nieznośna, kazała jej wstawać w gorączce i iść z sobą do ludzi: - majątek swojej córki (wszystko należy do Adeli) po prostu przejada, kupując smakołyki albo wydając na swoje zachcianki, ze skandaliczną obojętnością, bo kiedy uprzytomnić jej, że doprowadza w ten sposób Adelę do nędzy, odpowiada zupełnie zimno, że Adela jest lubiana i na pewno znajdą się ludzie, którzy ją przygarną. Jak Ci się to podoba?" to można mieć wątpliwości czy to tylko despotyzm i grubiaństwo Schopenhauer'a był przyczyną ich złych relacji. Zwłaszcza, że trafiła kosa na kamień, co świetnie widać w anegdotycznej historyjce, którą pozostawił potomnym jej postronny świadek, a która rozegrała się po tym jak została wydana pierwsza poważna praca Schopenhauer'a "Czworaki korzeń zasady racji dostatecznej": "Matka, po tym jak dostała do ręki rozprawę Artura "Czworaki korzeń": "To chyba coś dla aptekarza".
Artur: "Będzie się ją czytać, gdy z twoich książek nie zostanie w graciarni już ani jeden egzemplarz"
Matka: "Z twoich będzie można jeszcze dostać cały nakład"."
Okazało się, że miała rację, drugie wydanie opus magnum Schopenhauer'a wielokrotnie było odkładane w czasie i doszło do niego m.in. dzięki temu, że pierwsze wylądowało na makulaturze.

Zresztą jego pycha brała baty także i przy innych okazjach. Kiedy został wykładowcą filozofii na uniwersytecie w Berlinie, pytany o godziny wykładów, które najbardziej by mu pasowały stwierdził, że byłyby "najlepsze (...) te, w których swoje główne wykłady ma pan prof. Hegel". Skończyło się na tym, że na jego wykłady przychodziło w porywach pięciu studentów podczas gdy do Hegla dwustu.

Ten z jednej strony miłośnik gry na flecie, wybitny intelekt a z drugiej gruboskórny egocentryk i bufon miał jasno określone zdanie na temat kobiet - "Dla kobiety ograniczanie się do jednego mężczyzny, przez krótki okres swej płodności i przydatności, nie jest stanem naturalnym. Ma zachować dla jednego to, czego on może nie potrzebować, a czego wielu innych od niej pragnie: nawet w takim przypadku ma postępować cnotliwie. To właśnie należy pojąć!" Specyficzne wyczucie taktu, sprawiło m.in. że nie omieszkał poinformować Goethe'go, z którym przyjaźniła się jego matka (a z którym i on sam się nieźle znał), że jego dzieło życia jest tylko co najwyżej wycinkiem tego, co on ujął całościowo.

Formułując zalecenia dla innych - "Tym, co w sposób niemal nieunikniony czyni z nas śmieszne osoby, jest powaga, z jaką traktujemy każdorazową teraźniejszość, która nieuchronnie ma w sobie pozór ważności. Zapewne tylko nieliczne wielkie umysły poradziły sobie z tym i stały się z osoby śmiesznej roześmianą." - sam zapominał o stosowaniu się do nich, robiąc się śmieszny choćby oświadczając się ponad dwukrotnie młodszej dziewczynie dopiero co poznanej.

Jak na kogoś, kto uważał, że "Każde tchnienie odsuwa stale napierającą śmierć, i tak w każdej sekundzie walczymy ze śmiercią: w szerszej perspektywie każdy posiłek, każdy sen, każda chwila ciepła itd. są narzędziem walki ze śmiercią itd. Jako że przez sam fakt narodzin należymy do niej i całe nasze życie nie jest niczym więcej jak odwlekaniem śmierci." był w życiu zaskakująco prozaiczny i jak pisze Safranski "Swój status społeczny zawdzięcza ojcu, dzięki ojcu może żyć dla filozofii, nie martwiąc się o codzienne utrzymanie. Z punktu widzenia norm społeczeństwa mieszczańskiego jest nieudacznikiem, żyjącym wyłącznie z majątku odziedziczonego po ojcu."

Żeby wszystko było jasne - to bardzo dobra książka, której lektura możliwa jest w dwóch wariantach; pełnym, od deski do deski wymagającym od czytelnika trochę wysiłku, bo książka Safranski'ego omawia też poglądy filozoficzne Schopenhauer'a i tych, którzy wywarli na niego wpływ. Jest to omówienie dosyć przystępne i jeśli chodzi o jasność wywodów porównywalne z "Historią filozofii" Tatarkiewicza, aczkolwiek w części poświęconej Schopenhauer'owi znacznie bardziej pogłębione, ale i tak nie wychodzi poza możliwości czytelników amatorsko interesujących się filozofią. Ale i tak mniej zainteresowani tajnikami jego myśli mogą spokojnie ułatwić sobie lekturę i skupienić się tylko na wątkach biograficznych (wyłuskanie części filozoficznych nie sprawia większego problem), a czyta się je nieomalże z zapartym tchem, niczym wariację jakiejś powieści Manna czy Fontane (zresztą w twórczości obu można znaleźć wpływ poglądów Schopenhauer'a).

40 komentarzy:

  1. czy pan aby nie jest masochistą?-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ skąd, to chyba stereotypy przez Ciebie przemawiają, że książka dotycząca filozofii musi być trudna :-) to równie prawdziwe jak opinia, że jeśli książka jest lekturą to musi być nudna :-)

      Usuń
  2. ależ gdzieżbym śmiała,zadałam tylko niewinne pytanko,ha ha ha..................,tak mi się przynajmniej wydawało-anna

    OdpowiedzUsuń
  3. teraz to ja pana nie rozumiem,ha ha ha .....................................................-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie o masochizm nigdy nie jest niewinne :-)

      Usuń
  4. Czapki z głów :-) I to bynajmniej nie za lekturę książki dotyczącej filozofii, bo samej mi się to zdarzało, ale za tak solidne przygotowanie gruntu pod czytanie innych książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżanno, ja też uwielbiam te okołotematyczne lektury Marlowa, tak było na przykład z "Saturnem" Dehnela i biografią Goi.

      Usuń
    2. Lirael, przeczytałam i masz rację :-) Gdy widzę takie recenzje to mam ochotę schować się w mysiej dziurze.

      Usuń
    3. Drogie Panie! Muszę przyznać, że Wasza znajomość męskiego ego budzi respekt :-) Więcej taki postów proszę! :-)

      Usuń
    4. Aby Cię nadmiernie nie rozpuścić, komplementy będą reglamentowane :-)

      Usuń
    5. Ależ dlaczego?! :-) Komplementy jak najbardziej chętnie widziane - próżność męskiego ego nie ma granic :-)

      Usuń
  5. A propos Goethego i Manna jedną z najważniejszych postaci w "Lotcie w Weimarze" jest Adela i niestety robi dość niemiłe wrażenie.
    Liczę na to, że "Gdańskie wspomnienia młodości" Joanny kiedyś przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo też i zdania na jej temat były podzielone aczkolwiek jeśli chodzi o urodę a raczej jej brak, to z jednym wyjątkiem, zgodne.

      Usuń
    2. U Manna też z wyglądem Adeli nie jest najlepiej, poza tym została przedstawiona jako miałka intelektualnie snobka.
      Czy Safranski szerzej omawia temat wpływu myśli Schopenhauera na pisarzy poza Mannem i Fontane? U nas w czasach Młodej Polski był szał na jego teorie. Nie sądzę, żeby autor akurat to zagadnienie rozwijał, choć nazwisko brzmi swojsko, ale może sięgnął do literatury powszechnej?

      Usuń
    3. Wg Safranski'ego o ile opinie na temat urody Adeli były zgodne to jeśli chodzi o zalety intelektu zdania były już podzielone i chyba rozkładały się mniej więcej po połowie. Można odnieść wrażenie, że jej chęć oddania serca, na które nie było amatorów, była dosyć desperacka, snobizm intelektualny chyba miał rekompensować porażki na tym polu i to też mogło mieć wpływ na to jak ludzie ją odbierali.

      Raczej nie, tylko w przypadku Fontane'a trochę więcej czasu poświęca jego powieści "Der Stechlin" (u nas chyba nie była tłumaczona).

      Usuń
    4. Mimo to bardzo ciekawa postać. Może na jej frustrację miało też wpływ to, że nie dorównywała intelektem bratu i matce, z czego przypuszczalnie doskonale zdawała sobie sprawę. Przydałaby się powieść lub dramat na temat tej ekscentrycznej rodzinki. Już przytoczony przez Ciebie dialog mamy z synkiem o sukcesach wydawniczych daje dużo do myślenia na temat atmosfery w ich domu. :)

      Usuń
    5. Joanna była dużo młodsza od męża i chciała używać życia, zwłaszcza że mieli środki, podczas gdy mąż już ani się do tego nie za bardzo nadawał ani też nie miał ochoty. Artur obwiniał ją zresztą o śmierć ojca, który prawdopodobnie popełnił samobójstwo. Na pewno nie była typem, który byśmy określili mianem "matki-Polki" i realizowała się w życiu towarzyskim dbając jednocześnie o jego poziomo intelektualny (była przyjaciółką Goeth'ego) ale i Artur był "udany" bo wszystko wiedział najlepiej i koniecznie musiał to zawsze każdemu udowodnić.

      Usuń
    6. Myślę, że u filozofa niezachwiana wiara w słuszność własnych poglądów to cenna zaleta, ale w życiu codziennym może być trochę gorzej. :)

      Usuń
    7. U Artura było z tym nie tylko gorzej ale i całkiem źle - to, że mimo prób nie założył rodziny też o czymś świadczy.

      Usuń
    8. Ciekawe, jakie wrażenie zrobiły na wspomnianej w recenzji panience jego spontaniczne oświadczyny. :)

      Usuń
    9. Hm ... , nie będę owijał w bawełnę - budził w niej obrzydzenie a jej rodzice wykazali więcej rozsądku niż rodzice Joanny i ona sama, bo nie wiadomo czy nie byłoby "powtórki". Ale nie można też wykluczyć, że gdyby status finansowy Artura był taki jak ojca, to u rodziców dziewczyny miałby jednak jakieś szanse.

      Usuń
  6. Świetna książka. Safranski to mistrz biografii intelektualnej (choć jego "Nietzsche" już tak nie wciąga). Świetne wprowadzenie do filozofii AS. Choć książka - jak Pan zauważył - oferuje coś więcej. Szeroki i bogaty kontekst historyczny, kulturowy a nawet polityczny ukazują, że filozofowanie nie jest oderwane od życia a życie od filozofii - jak się wielu osobom wydaje.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony, że udało mu się tak przystępnie podejść do tematu aczkolwiek nie ma co ukrywać, bez jakiegoś minimum wiedzy na poziomie podręcznikowym za część filozoficzną nie ma się co zabierać. Z biografii Nietzsche'go czytałem Frenzel'a ale w porównaniu z Safranski'm był rozczarowujący.

      Usuń
  7. ha ha ha ........................................................................................................
    ....................................................................................................-anna

    OdpowiedzUsuń
  8. dobrze,co do lektur to pan już wie,że nie uważam ich za nudne,w żadnym wypadku,bardzo je lubie,bardzo rzadko czytam biografie,prawie nigdy,mam ich w domu zaledwie kilka,dotyczą osób,które mnie,z jakiegoś powodu,szczególnie zainteresowały np.kopernik,kalwin jeremi wiśniowiecki czy fryderyk wielki,mam za to wiele książek z dziedziny historii,filozofii i religii,traktujących o problemach,które mnie ciekawią,nie całościowe opracowania a prace o konkretnych zagadnieniach,jeszcze raz chylę czoła i nie wierzę,że nie jest pan w stanie czegoś przeczytać-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem jakimś specjalnym fanem biografii, mam trochę ale jakieś nadzwyczajne ilości - przede wszystkim z "Biografii sławnych ludzi" i "Fortuny i fatum". Na tą Safranski'ego zdecydowałem się bo miałem nadzieję dowiedzieć się czegoś na temat relacji Artura z matką. Nawet przy okazji jej "Wspomnień" jej samej poświęcono niewiele uwagi - nie wiem jak to wygląda przy ich wznowieniu, które chyba w tamtym roku wydało "słowo/obraz terytoria" ale w pierwszym ma się wielkie poczucie niedosytu. U Safranski'ego nie mam za to na co narzekać.

      Usuń
  9. a co pan czyta teraz?-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Maszyna i śrubki" Hellera (to coś z Twojej działki), "Dziennik norymberski" Gilberta i "Trans-atlantyk" Gomrowicza a w następnej turze "Próchno" Berenta i "Obłomow" Gonczarowa.

      Usuń
  10. przepraszam,wypatrzyłam dziś,na półce,dzieło artura schopenhauera pt"psycholoia miłości"i"sztuka prowadzenia sporów",napisał pan powyżej o problemach schopenhauera w relacjach z matką i innymi ludźmi,no ale jeśli napisał,to co napisał,to by świadczyło,że uważał się za osobę kompetentną,do zabierania głosu na ten temat,nawet jeśli inni uważają czy uważali inaczej-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Psychologii miłości" nie znam, "Erystyka" natomiast wydała mi się rozczarowująca. To że uważał się za osobę kompetentną w każdej kwestii, w której zabierał głos to fakt ale jego współcześni mieli w tej sprawie odmienny pogląd i dopiero w połowie lat 40-tych zyskał uznanie.

      Usuń
  11. kiedyś mówiłam panu,że deagostini próbowało wydawać różne rzeczy,chyba
    najdłużej ukazywała się taka seria"arcydzieła wielkich myślicieli",mam trochę książek z tej serii między innymi artura schopenhauera:"psychologia miłości"i"sztuka prowadzenia sporów"-anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja "Sztuka" to nabytek jeszcze ze szkolnych czasów, za "komuny" - pamiętam jaki byłem podekscytowany bo sądziłem, że dzięki niej będę mógł wygrywać każdą dyskusję :-)

      Usuń
    2. Trudno, narażę się na kolejny zarzut o manipulacyjne komplementy. :)
      O Twojej umiejętności spokojnej, rzeczowej dyskusji świadczy chociażby komentarzowa rozmowa z autorem "Saturna", Schopenhauer na pewno byłby z Ciebie dumny.

      Usuń
    3. A pamiętam :-), ale wydaje mi się że miałem sprawę ułatwioną bo w sporze z czytelnikiem o sens utworu autor stoi zawsze na z góry przegranej pozycji, bo z chwilą wydania dzieła na pastę publicznego osądu traci monopol na jedynie słuszną interpretację, choć oczywiście jego interpretacja pozostaje interpretacją "autentyczną" :-).

      Usuń
  12. Niestety filozofia nie jest moją mocną stroną, ale staram się przełamywać w tej dziedzinie ):

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na przełamywanie się to chyba jednak "Schopenhauer" nie jest najlepszym pomysłem :-).

      Usuń
    2. Też tak myślę, postawie raczej na coś bardziej klasycznego :) a swoja drogą na studiach miałam marnego profesora od filozofii, chociaż bardzo chciałam w tej dziedzinie "zabłysnąć" to jednak się nie udało ;)

      Usuń
    3. Oj tam, oj tam, było - minęło :-)

      Usuń