poniedziałek, 3 września 2012

Zaklęte rewiry, Henryk Worcell

"on chce wiedzieć, co to jest makaron z serem. 
- No i jakoś mu odpowiedział? (...)
- A jakoś tak ... aha: frędzelki z luksusowego ciasta z okruszynami krowiego produktu, czy jakoś inaczej, (...). 
Ja się dziwię (...) że ten gość nie dał ci w mordę za te krowie produkty."

Chociaż jego twórczość jest zebrana w trzech opasłych tomach ("Dzieła Wybrane", 1979), to nie ma co ukrywać, Henryk Worcell jest tak naprawdę autorem jednej i to w dodatku debiutanckiej książki - ale za to jakiej! - "Zaklęte rewiry". Do jej popularyzacji przyczynił się bez wątpienia film w reżyserii Janusza Majewskiego, chociaż odbiega on chwilami daleko od literackiego pierwowzoru i w stosunku do książki


jest zdecydowanie "słodszy" zwłaszcza, jeśli chodzi o przedstawienie postaci głównego bohatera Romana Boryczki, który w książce wcale nie jest taki naiwny, szczery i prostolinijny. Powieść jest zdecydowanie ostrzejsza, do dzisiaj zachowuje świeżość obserwacji społecznych i psychologicznych i wyobrażam sobie, co to musiało się dziać po jej opublikowaniu w przedwojennym "krakówku". Dostaje się bowiem w niej wszystkim; właścicielowi Hotelu Pacyfik (obecny Hotel Grand przy ul. Sławkowskiej 5-7 w Krakowie), kelnerom i gościom bez różnicy, czy to arystokraci, czy Żydzi a wieść gminna głosi, że była to powieść "z kluczem".

"Zaklęte rewiry" są historią kariery, jaką robi chłopiec znikąd, zaczynając od pracy na zmywaku a kończąc na kelnerowaniu we "flagowym" lokalu właściciela i jednym z lepszych w Krakowie, w ostatecznym rozrachunku odrzucając swój awans.  Nie była to kariera wyściełana różami - ciężka praca, zazdrość kolegów, chamstwo klientów, zwykła "bezinteresowna" złośliwość, rozpuszczanie plotek, donosicielstwo i lizusostwo, oszukiwanie kogo się da, współpracowników, szefa, klientów - nic dziwnego, że jak mówi kierownik sali: "owszem, godność osobista, honor, ambicja, to bardzo ładne, ale nie dla kelnera." Tu Roman Boryczko dojrzewa i tu pozbywa się złudzeń, przeżywa swój pierwszy zawód miłosny i swoją pierwszą miłość, tu ma przyjaciół i ma wrogów. Wokół pracy obraca się całe jego życie. To co dobre i wartościowe owszem czasami i zdarza się i tam ale ma niewielkie szanse przetrwania. Jak to bywa w niewyszukanym, męskim towarzystwie świat obraca się wokół pijatyk, kart i "wizyt" u prostytutek. Główny bohater nie jest ani lepszy ani gorszy od swoich kolegów, to co go odróżnia to targające nim niepokoje, które mamy okazję śledzić ale też wiadomo, że nie jest jedynym, rozterki mają dostęp także do innych. Mimo mało budującego obrazu pracowników Hotelu Pacyfik nie ma w powieści bohaterów jednowymiarowych: pozytywnych albo negatywnych, pewnie dlatego, że książka twardo trzyma się realiów a w życiu wiadomo, jako to w życiu, mało kiedy coś jest tylko białe albo tylko czarne. Zaskakujące, jak niestety, uwaga kierownika sali w kawiarni jest aktualna także i dzisiaj, a zakres profesji nią objętych znacznie się poszerzył od czasu, kiedy książka została po raz pierwszy wydana (1936). Udało się Worcellowi uniknąć taniego moralizatorstwa i tylko czytelnikowi pozostawiona jest ostateczna ocena bohaterów powieści i ich postaw. Trochę szkoda, że Roman Boryczko rzucił swoją pracę ale trudno mieć o to do niego pretensję - jeśli chciał zachować godność nie mógł dłużej pozostawać kelnerem.

29 komentarzy:

  1. Znam tylko wersję filmową - obszerne fragmenty dziejące się w restauracji kręcono w moim mieście rodzinnym, Łodzi, w restauracji Malinowa w Hotelu Grand przy Piotrkowskiej. Dziś wygląda zdecydowanie inaczej ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Hotelu Grand byłem jak miał jeszcze wnętrza takie jak widać na filmie "Kroll" :-). Wersja filmowa "Zaklętych rewirów" i książka różnią się dosyć znacznie - np. w książce nie ma próby samobójczej Fryca, w wątku miłosnym Roman wcale nie jest taki zakochany jakby to wynikało z filmu, kelner Fornalski nie odgrywa aż tak istotnej roli i nie odgrywa wręcz żadnej przy rozstaniu się Boryczki z zawodem, ta scena ma zresztą zupełnie inny przebieg itp. itd. Ale mimo różnic zarówno książka jak i film warte poznania.

      Usuń
    2. Oj stare dobre czasy łódzkiej grandki:). To juz niestety nie ten sam hotel. Ja tez jestem łodzianką i cierpię z tego powodu.

      Usuń
    3. Jako gość mógłby tylko powiedzieć "stare czasy" z akcentem na stare ;-)

      Usuń
    4. No niestety, ale ja też z akcentem na stare:):)bardzo miło tamte lata wspominam. Niestety, to se ne vrati:(

      Usuń
    5. Myślę, że panowie, którzy tam przesiadywali w foyer też je miło wspominają :-)

      Usuń
    6. Ale ci panowie z foyer+ panowie z kawiarni (gdzie była najlepsza kawa w mieście) to cała legenda ówczesnej Łodzi+ pianista, któremu płacono, żeby...nie grał więcej:). To była Łódź. Panów (i pań) przesiadujących w foyer było mnóstwo także w hotelach w innych miastach, taka specyfika tego okresu, ale atmosfera to była tylko w grandzie w Łodzi.

      Usuń
    7. :-) mi jednak Łódź bardziej kojarzyła się z Pałacem Poznańskiego i "Ziemią obiecaną" :-)

      Usuń
    8. Karolina, niestety nie jest to Łódź i nie wiem skąd te informacje. Wnętrza filmowego "Pacyfiku" to Praga – Restauracja Miejskiego Domu Reprezentacyjnego (Obecní dům).

      Usuń
  2. Ja chyba wolę film od książki, która się pod koniec trochę rozłazi w szwach. Ale mimo wszystko to porządny kawał literatury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz to samo wydanie co ja (1957) to jeszcze powinieneś mieć silnie zażółcone kartki :-). Ja wyjątkowo tym razem nie przyznaję palmy pierwszeństwa, jednakowo lubię i film i książkę :-)

      Usuń
    2. Aż takiego białego kruka nie mam, jakieś z lat 90. się trafiło na taniej książce:P Swoją drogą, czy cokolwiek innego Worcella nadaje się do czytania?

      Usuń
    3. Czytałem trochę jego opowiadań, z sentymentu bo bardzo lubię "rewiry", w których mieszkał po wojnie - - to surowa realistyczna proza, bez żadnych ozdobników, powiedziałbym, że ma w sobie "coś" ale nie jest to nic takiego, co mogłoby zaskarbić mu rzecze czytelników.

      Usuń
    4. Kiedyś się przymierzałem do jakiejś powieści, ale w końcu sobie odpuściłem, a skoro szału nie ma, to nie będę wracał do pomysłu.

      Usuń
    5. Tym razem nie namawiam :-) bo niewiele stracisz :-).Rzecz raczej dla zapaleńców i tych, którzy mieszkają pomiędzy Lądkiem a Kłodzkiem, bo mogą rozpoznać swoje strony :-).

      Usuń
    6. No to faktycznie, byłem w okolicy raz przez parę dni, do pasjonatów nie należę:)

      Usuń
    7. Parę dni to zdecydowanie za mało :-)

      Usuń
    8. Według mnie "trylogia sudecka" czyli "Parafianie", "Najtrudniejszy język świata" i "Czyja jest moja żona" to też porządny kawał literatury. "Parafianie" rzeczywiście poruszą jedynie mieszkańców tamtych okolic, ale "Najtrudniejszy język świata" z Niemcami jako głównym zbiorowym bohaterem są mocną pozycją. "Moja żona" to komedia dla osób pamiętających czasy socjalizmu - można przeczytać z przyjemnością.

      Usuń
    9. Czytałem z niej tylko "Najtrudniejszy język" i kilka innych opowiadań - pisarstwo Worcella ma w sobie to cos ale moim zdaniem nie jest to pisarstwo "przyjemne" zarówno co do warsztatu jak i tematyki. Powiedział bym raczej, że to twórczosc dla wymagających i cierpliwych czytelników, którzy są gotowi przebijać się przez jego surowy styl.

      Usuń
  3. Ja też znam wersję filmową, ale po twojej recenzji musze koniecznie poszukać książki w bibliotece, tym bardziej, jeżeli jak piszesz film odbiega od książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę polecam bo czyta się ją tak, jak ogląda film - bardzo dobrze a konfrontacja może być zaskakująca :-).

      Usuń
    2. Napisałam juz emaila do mojej ulubionej biblioteki z pytaniem,czy maja książkę.

      Usuń
    3. Byłbym w szoku gdyby nie mieli, to w sumie klasyka i jedna z lepszych powieści okresu międzywojennego.

      Usuń
    4. Ja to uległam niemożnemu zdziwieniu, gdy pewnego razu szukajac czegoś z klasyki, a konkretnie czegoś Kraszewskiego, znalazłam tylko (w bibliotece oczywiście) Starą baśń w 3 wydaniach i nic więcej, niewiarygodne, ale prawdziwe.

      Usuń
    5. Faktycznie trochę zaskakujące ale z drugiej strony większość powieści Kraszewskiego to dzisiaj ramotki :-) po które sięgają tylko jacyś zapaleńcy lepiej się czyta Grochola czy Steel więc pewnie panie w bibliotece wolały zrobić dla nich miejsce :-)

      Usuń
    6. Ja jestem dziwna bo czytam i Kraszewskiego i Herodota i Steel:)Fantastyki i wampirów tylko nie tknę nawet kijem.

      Usuń
    7. Faktycznie, specyficzne zestawienie, chociaż jakby się zastanowić do Kraszewski to nasza XIX-wieczna wersja Steel :-). Fantastykę "poczytuję" ale tylko klasykę gatunku - nie jest taka zła skoro sam A.Tarkowski z niej korzystał :-).

      Usuń
  4. Nic Worcella nie czytałam poza tą jedną, a i tę w młodości, więc podejrzewam, że chociaż mi się podobała, nie wyciągnęłam z niej wszystkich smaczków. Chyba do niej wrócę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem czasu nie zmarnujesz :-)

      Usuń