wtorek, 25 września 2012

Cesarz, Ryszard Kapuściński

Nie ma co ukrywać, po "Kapuściński non-fiction" A. Domosławskiego, książki Kapuścińskiego już nie będą takie same ale nawet jeśli jego reportaże nie są prawdziwe, to w każdym razie są, jak mówi stara anegdota, dobrze wymyślone.


"Odbrązawianie" w niczym nie zaszkodziło "Cesarzowi", diagnoza w nim zawarta, opis systemu władzy w niczym nie stracił na wartości i aktualności. Co prawda okazało się, że Mengistu Haile Mariam, który zastąpił Haile Sallasje okazał się jeszcze gorszy niż poprzednik ale kredyt zaufania, jakiego Kapuściński udzielił Mengistu nie jest, moim zdaniem, jakimś specjalnym powodem do wstydu dla pisarza, bo jeśli chodzi o nietrafność ocen politycznych jako amator stoi w jednym szeregu z zawodowcami, poczynając od Niccolo Machiavellego a kończąc na Zbigniewie Brzezińskim.

"Cesarz" nie jest, jak to powszechnie się przyjmuje, tylko opisem i satyrą na dyktaturę jakiejkolwiek zresztą proweniencji. Reguły opisane przez Kapuścińskiego w mniejszym lub większym stopniu odnoszą się do każdej władzy bo jej najtrwalszym elementem zawsze jest biurokracja. Jej zachowania skarykaturowane w książce dotyczą nie tylko Etiopii z czasów cesarza Haile Sallasje ale także ... współczesnej Polski "(...) zwróciłem uwagę, że nominacje powodują fizyczne zmiany w człowieku, i to zmiany zasadnicze (...) Już po sylwetce widzimy, że to nie byle kto, tylko widoma godność i odpowiedzialność. (...) Zmienia się również spojrzenie (...) nie będziemy przez niego dostrzegani (...) w czasie rozmowy spojrzenie jego przechodzi nam gdzieś nad głową, (...) nawet jeśli jest on niższego wzrostu (...) odczuwamy, że jeśli nawet jego myśli nie są głębsze, są na pewno ważniejsze i bardziej odpowiedzialne i zdajemy sobie sprawę, że w takiej sytuacji próba przekazania naszych myśli byłaby bezsensowna i małostkowa. (...) jednym z objawów ponominacyjnych jest zmiana sposobu mówienia, miejsce pełnych i jasnych zdań zajmują teraz rozliczne monosylaby, mruknięcia, chrząknięcia, zawieszenia głosu, wieloznaczne pauzy, mgliste słowa i takie reagowanie na wszystko, jakby on to dawno i dużo lepiej wiedział." Jak widać te opisane przez Kapuścińskiego objawy nie są wcale takie egzotyczne i wydają się dziwnie znajome. Zna je każdy, kto antyszambrował "na salonach" władzy, zarówno tej powiatowej jak i centralnej. Czy, gdy czyta się, że: "(...) biurokracja rozpęczniała, zogromniała i coraz więcej pieniędzy z pańskiej kasy wyciągała. A urzędników jakże gonić jeśli to podpora najbardziej trwała i lojalna? Urzędnik pokątnie obmówi, wewnętrznie zburczy, ale wezwany do porządku zamilknie, a jeśli trzeba - stawi się i wesprze" nie odnosi się wrażenia, że mamy do czynienia z jakimś politycznym felietonem zamieszczonym, w którymś z szanujących się tygodników? Przecież opis taktyki okopania się na z góry upatrzonych pozycjach i strategia przetrwania, gdzie "(...) to się tyle razy zaczynało, a jednak nie kończyło, tyle było początków, a żadnego finału ostatecznego, i przez takie nie kończące się zaczynanie, przez tyle początkowań bezkońcowych powstało w duszy oswojenie, pocieszenie, że zawsze się wywiniemy, podniesiemy, że co mamy, nie oddamy, bo najgorsze przetrzymamy" brzmi całkiem swojsko - nie trzeba udawać się do Etiopii ani cofać w czasie. Takich uniwersalnych spostrzeżeń w "Cesarzu" jest, niestety, znacznie więcej - niestety bo nie wydają one najlepszego świadectwa jakiejkolwiek władzy, gdy można ją porównać ze skorumpowanymi rządami władcy okradającego własny naród. Kapuściński na przykład wyraźnie pisze, że nie wierzy w mit "dobrego cara i złych bojarów", władcy który chce dobrze a któremu przeszkadzają źli urzędnicy. Dostrzega stosowaną także i dzisiaj taktykę przekazywania złych wiadomości nie przez władcę (a dzisiaj szefa rządu) ale jego podwładnych, ministrów. Czytelnik ku swemu zaskoczeniu odkrywa, że ta sama socjotechnika stosowana wobec afrykańskiego społeczeństwa analfabetów ponad pół wieku temu z równym powodzeniem jest nadal wykorzystywana w kraju, który leży w środku Europy. To właśnie tego typu spostrzeżenia i obserwacje sprawiają, że "Cesarz" ma wartość uniwersalną i nie jest, jakby to się wydawało na pierwszy rzut oka, tylko opowieścią o obalonym władcy egzotycznego państwa. 

33 komentarze:

  1. Czyli nic nowego pod słońcem, władza jakakolwiek deprawuje i tak będzie zawsze.
    Czytam "Szachinszacha". I jak czytam o Savaku to jakbym czytała o naszych U-bekach. Każda dyktatura żyjąc w ciągłym strachu o swoja władzę tworzy systemy represji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym powiedział, że dotyczy to nawet nie każdej dyktatury ale każdej władzy i oczywiście w różnej skali - mutatis mutandis, że tak powiem :-).

      Usuń
  2. Choć to jeden z bardziej cenionych reportaży Kapuścińskiego, to akurat tej książki nie czytałam. A do biografii Domosławskiego jakoś zabrać się nie mogę - stoi już pewnie drugi rok na półce i na mnie spogląda, ale ustawiona jest na razie tak wysoko, że na razie nie sięgnę ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była pierwsza książka Kapuścińskiego, z jaką się zetknąłem i spotkanie zaliczam do bardzo udanych. Podobnie jak z i z książką Domosławskiego, słabości pisarza jako człowieka, nie zmieniły oceny jego książek, przynajmniej w moim przypadku.

      Usuń
    2. Naprawdę to Twój pierwszy Kapuściński?

      Usuń
    3. Tak, ale za to ciągle z niezrealizowanym zamiarem kontynuacji :-)

      Usuń
    4. Ja też nie wiąże oceny autora, z oceną jego książek. Przynajmniej na poziomie świadomości ;-)

      Usuń
    5. Z wyłączeniem świadomości bywa ciężko :-) - czasami trudno oprzeć się refleksji, że książka jest jakąś emanacją poglądów i samego autora, a skoro zachowuje się on "kontrowersyjnie" to jaką z kolei wartość mają przemyślenia zawarte w jego dziele.

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    7. Serio - serio :-),
      "Cesarza" odczytuję podobnie jak Ty i tak jak pisałem w poście stoi u mnie na półce pod tytułem "nawet jeśli nie jest prawdziwe, to w każdym razie dobrze wymyślone" :-)

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    9. Mam teraz na tapecie "Tędy i owędy" Wańkowicza - o matko! to dopiero jest bajkopisarz! :-)

      Usuń
  3. @ Marlow

    Dopytuję, bo wydawało mi się, że wszyscy z wyjątkiem mnie znają całego Kapuścińskiego na wylot.;) Czytałam kilka jego książek, ale żeby był dla mnie guru - nie mogę powiedzieć.;)

    @ Karolina

    Traktujesz Cesarza jako reportaż?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pisałam - "Cesarza" akurat nie czytałam. Tak mi się napisało, że to reportaż, ale ponieważ nie czytałam, to określenia gatunku nie trzymałabym się zbyt mocno ;-)

      Usuń
    2. "Cesarza" mogę polecic z czystym sumieniem, świetna narracja, czyta się jednym tchem. Określenia gatunku też nie trzymałbym się specjalnie - nie wiedząc, że Kapuściński jest reportażystą po lekturze Cesarza na pewno bym go tak nie określił :-).

      Usuń
  4. Spoko, spoko :-) - nie znam i nawet nie zamierzam, w planach mam jeszcze dwie może trzy jego książki :-). Miałem tak ze Stefanem Kisielewskim - przeczytałem jego Dziennik i byłem bardzo rozczarowany, do tego stopnia, że jakoś nie mam ochoty by spotkać się z nim jeszcze raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie u niego przeszkadza, że za dużo baja.;)

      Usuń
    2. Faktycznie, z tym może być pewien kłopot :-) ale jeśli podzielić to przez "ileś" i wziąć pod uwagę, że dobrze pisze to można mile spędzić czas :-)

      Usuń
    3. Mój mąż jest wielbicielem Kisielewskiego i kolekcja jego dzieł zdobytych po różnych antykwariatach zajmuje u nas całą półkę. Ale ja jakoś jeszcze po nic nie sięgnęłam... Wystarczyło mi, jak mi czytał fragmenty Dzienników i jak streścił dość dokładnie "Romans zimowy".

      Usuń
    4. Może zacząłem od złego końca :-) po "Dziennikach" dałem sobie z nim spokój i niedosytu nie odczuwam.

      Usuń
  5. Kapuścińskiego czytałam niemal wszystkie książki, niestety dość dawno. Był raczej na pograniczu reportażu i literatury, czego "Cesarz" jest doskonałym przykładem, dlatego jego książki czyta się tak dobrze i nadal wyznacza tym samym nowy kierunek reportażu, ale to nadal jest reportaż. Czytałam także Domosławskiego i jeżeli ktoś po tej lekturze zaczyna myśleć o tym, że Kapuściński wymyślał swoje reportaże, to należy zastanowić się na ile rzetelna jest książka Domosławskiego. Nie odrzucam jej, cieszę się, że powstała, bo rzuca nowe światło, ukazuje Kapuścińskiego jako człowieka, a nie tylko ikonę reportażu. Mnie nie zniechęciła do Kapu. Pisałam o niej na swoim blogu i jeżeli Marlow nie ma nic przeciwko podsyłam link, gdyby kogoś to interesowało http://przerwanaksiazke.blogspot.com/2010/08/mistrz.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że nie mam nic przeciwko :-) mnie książka Domosławskiego do twórczości Kapuścińskiego a wręcz przeciwnie - zachęciła.

      Usuń
  6. Kontynuując wątek polonistek, w liceum miałam świetną i "Cesarz" był naszą lekturą w czwartej klasie. Zrobił na mnie duże wrażenie. Potem już z własnej, nieprzymuszonej woli przeczytałam "Szachinszacha" i "Imperium", a w tym roku odkryłam "Lapidaria" i często sobie z przyjemnością podczytuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam w planach właśnie "Szachinszacha", "Wojnę futobolową" i "Heban".

      Usuń
  7. "Cesarza" nie czytalam (jeszcze :-). Odkrywanie Kapuscinskiego zaczelam od "Imperium" i "Szachinszacha" (i tak jakos wyszlo, ze czytalam je w obcym jezyku - i ciagle mnie dziwi opinia o "Imperium" w krajach anglosaskich - i to nie tak, ze pozycja ta jest zla, ale my na pewno ja inaczej odbieramy), potem jeszcze "Podroze z Herodotem" przeczytalam. Siegne na pewno jeszcze po inne pozycje, ale czekaja w kolejce. Tak samo biografia Domoslawskiego czeka na swoja kolej - ta zaczelam juz parokrotnie, ale brak czasu w kraju, a waga ksiazki, aby ja zabrac ze soba powoduja, ze jeszcze pare miesiecy pozycja ta musi czekac na przeczytanie. Zreszta nie tylko ona ;-).
    Pozdrawiam. D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. D! "Cesarza" i biografię Domosławskiego z czystym sumieniem polecam. Przed kolejnymi książkami Kapuścińskiego mam co prawdę obawy, żeby mi się z nim nie "zrobiło" tak jak z Wańkowiczem ale co tam ... :-) Pozdrowienia z Polski :-)

      Usuń
    2. "Imperium" można śmiało polecać. Nawet jeśli po części zmyślone, to znakomicie napisane.

      Usuń
    3. Tez tak uwazam - "Imperium" swietnie sie czyta i z czystym sumieniem polecam. Tak samo jest z "Szachinszach" - tutaj z kolei krotsza forma, ale ciekawe prowadzenie narracji. A Domoslawskiego przeczytam, jak w koncu na dluzej pojawie sie w kraju. D.

      Usuń
    4. Ja zaczynałem znajomość z Kapuścińskim od "Non-fiction" i byłem pod wrażeniem.

      Usuń
  8. Przeczytałam z przyjemnością Twoją recenzję:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie dziwi mnie, że Kapuściński nie krytykował „czarnego Stalina”, ale z reporterskiego obowiązku mógłby chociaż podać prawdziwą przyczynę śmierci cesarza. W powszechnej świadomości to właśnie Hajle Syllasje, a nie Mengystu, cieszy się bardzo złą sławą. I to jest (niestety) w dużej mierze zasługa Kapuścińskiego. Zupełnie inny obraz cesarza przedstawia np. etiopska pisarka Maaza Mengiste.

    Mnie osobiście bardzo irytuje w „Cesarzu” styl: większość osób, które Kapuściński cytuje, mówi w ten sam sposób. Co, moim zdaniem, również dowodzi, że ich relacje nie są do końca prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak, ten styl rzeczywiście jest dosyć oryginalny, mnie drażnił na początku, potem przywykłem :-) i wydaje mi się, że to za jego sprawą książkę czyta się tak gładko. Inna sprawa, że rzeczywiście jego jednolitość może budzić wątpliwości co do "reportażowego" charakteru "Cesarza", ja go zresztą tak nie odbierałem. Co braku, nazwijmy to, przenikliwości, w ocenie MHM - to przyczyna wydaje się dosyć jasna i nie wystawia Kapuścińskiemu najlepszego świadectwa.

    OdpowiedzUsuń