czwartek, 21 czerwca 2012

"Smutek i urok prowincji", Jerzy Piątek

Dzisiaj zupełnie nietypowo. Fotografia jest moim "zapasowym" hobby, a ściślej rzecz biorąc jej kolekcjonowanie bo wychodzę z założenia, że lepiej zbierać czyjeś dobre zdjęcia niż samemu robić słabe. Do moich ulubionych polskich fotografów należy Jerzy Piątek a jego album "Smutek i urok prowincji" uważam za jeden z bardziej interesujących.





Album co prawda ukazał się już kilka lat temu (2007) ale chyba nigdy dosyć przypominania go. Jerzy Piątek należał do legendarnej już "Kieleckiej szkoły krajobrazu" (próbka stylu poniżej), która zatrzęsła w latach 60-tych polską fotografią krajobrazową i zdobyła rozgłos także zagranicą (jeden z jej współtwórców, Paweł Pierściński został doceniony m.in. przez Ansela Adamsa). Także sam Jerzy Piątek został dostrzeżony - ma w dorobku wiele wystaw krajowych i zagranicznych a jego prace znajdują się w zbiorach m. in. Muzeum Narodowego, Muzeum Sztuki Współczesnej w Moskwie i francuskim Muzeum Fotografii nie wspominając już o kolekcjach prywatnych.





Kielecka Szkoła Krajobrazu w sposób naturalny, jakby to powiedzieć, "wyczerpała swoją formułę" a  Jerzy Piątek, pamiętając ciągle o "korzeniach" (za swego mistrza uważa Jana Siudowskiego, który mimo że związany był z "KSK" jednak do niej, ściśle rzecz biorąc nie należał, skłaniając się bardziej ku programowi "fotografii ojczystej" J. Bułhaka) w latach 70-tych i 80-tych zajął się tym, co możnaby określić mianem fotografii socjologicznej, fotografując życie w małych miasteczkach na Kielecczyźnie. Wydawało mi się to tematyką dosyć ezoteryczną bo z Kielcami los zetknął mnie już jako dorosłego człowieka więc poczucie sentymentu związanego z latami dzieciństwa i młodości nie działało a sam region nie wydawał mi się jakoś specjalnie interesujący.




fotografie pochodzą z albumu "Smutek i urok prowincji"  Jerzego Piątka

Ale jakie zaskoczenie ... oczywiście można w albumie odnaleźć cechy związane z regionem i dokładnie umiejscawiające poszczególne fotografie, ja jednak patrzyłem na zawarte w nim zdjęcia jak na odkrycie świata, który pamiętałem z lat swojego dzieciństwa a z Kielecczyzną i Kielcami niemającym nic wspólnego bo w fotografiach zawartych w "Smutku i uroku prowincji" najważniejsze są nie miejsca lecz ludzie. Ten widok, tak na prawdę często biedy, choć niekoniecznie za taką uznawany przez bohaterów fotografii, poczucia przeżycia już wszystkiego co mogło się zdarzyć, szarości codziennego dnia, odmienny od tego co można zobaczyć na co dzień na ulicach Warszawy mnie "rzucił na kolana".

To nie są zdjęcia robione w poszukiwaniu egzotyki, na wielu z nich widać osobistą relację fotografa z ludźmi, których portretuje ale na pewno nie wykorzystuje. To raczej spojrzenie pełne współczucia, sympatii i zrozumienia bo w końcu Jerzy Piątek fotografuje ludzi w jakiś sposób mu bliskich (urodził się w Pińczowie), z którymi, mam tu na myśli typy ludzkie, spotykał się codziennie.

Żałuję, że nie mogę (a w zasadzie niepotrafię ze względów technicznych) pokazać najlepszych, moim zdaniem, prac zawartych w albumie, choć i te które zamieściłem na blogu są niezłe i dają pojęcie o jego zawartości. Dla każdego, kto ma świadomość, że rzeczywistość nie zaczyna się i nie kończy na kolorowym świecie i jego "ładnych" obrazach, którymi jesteśmy bezustannie zalewani - pozycja obowiązkowa. Dla tych, którzy tej świadomości nie mają - również.  

8 komentarzy:

  1. Sama albumów nie kupuję, ale jak mam okazję to przeglądam. Ten wydaje się być bardzo interesujący. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przejrzeć na pewno warto i nie będzie to czas zmarnowany. Cykl był wielokrotnie prezentowany na wystawach jeszcze w czasach gdy powstawał, choć oczywiście z tego względu zestaw prezentowany na nich fotografii ulegał zmianie. Niedawno Jerzy Piątek miał wystawę w Muzeum Fotografii, choć ta akurat poświęcona była krajobrazowi - ale warto było zobaczyć bo jego spojrzenie odbiega od tego co stereotypowo kojarzymy z fotografią krajobrazową, no i jego prace są czarno-białe co też jest nie bez znaczenia. A wracając do tematu :-) album jest interesujący :-)

      Usuń
  2. To ja poproszę o więcej ciekawostek z pudełka ze zdjęciami ;-). A może coś na temat Twojego nickowego zdjęcia?

    Ciekawy album. To takie troszkę migawki z wczesnego dzieciństwa, z podróży teraźniejszych - bo pomimo upływu czasu takie zdjęcia to nasza "ziemska" rzeczywistość - czy to w Polsce (jeszcze takie babunie można spotkać), czy w różnych zakątkach świata. Uwielbiam takie czarno-białe fotografie zwykłych, bardzo prawdziwych ludzi - poprzez nie można ujrzeć ich los omalże.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcie z nicka, to praca Stefana Arczyńskiego (o nim będzie następny post) z 1961 r. Do fotografii pozowała jego żona Lidia Arczyńska, solistka baletu Opery Wrocławskiej. Podgląda ją Fernandel (znany przede wszystkim z roli Don Camilla) z plakatu "Czerwonej oberży" wg opowiadania Balzaca, a zdjęcie z dedykacją Lidii i Stefana Arczyńskich wisi w pokoju u mojej córki :-).

      Usuń
  3. Świetny tekst. Jeszcze raz dziękuję za trop i pokierowanie moich poszukiwań.
    Ciekawe jest Twoje spojrzenie z zewnątrz na świat przedstawiony na tych fotografiach, w moim przypadku mocniej pewnie zadziałałaby ta pierwsza warstwa - poszukiwania miejsc znanych z topografii (realnej czy wspomnień). I dopiero później - jakaś ponadczasowość, zarys kondycji ludzkiej, po prostu.
    Widzę w zakładkach "pudełko ze zdjęciami". Wspaniale! I wreszcie wiem więcej o Twoim zdjęciu z profilu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję jak się czerwienię i moje mile połechtane ego przestaje mieścić się w pokoju :-).
      Co do "Smutku..." - tak czy inaczej warto obejrzeć :-).

      Usuń
  4. I jeszcze post scriptum: nie o fotografiach Jerzego Piątka, ale Pawła Pierścińskiego miałam niegdyś nikłe pojęcie. Muszę to sobie teraz wszystko uporządkować, ale temat naprawdę dla mnie fascynujący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierściński doczekał się strony internetowej www.pierscinski.pl ale mam co do niej lekko mieszane uczucia - nie tyle co do zawartości tylko co do strony technicznej bo skany fotografii sprawiają wrażenie nadmiernie rozjaśnionych. Ale zobaczyć można. Dzisiaj KSK to już historia ale zdarza się, oglądać zdjęcia robione w jej stylu, choć mam wrażenia, że ich autorzy byliby taką kwalifikacją zaskoczeni, podobnie jak Molierowski Pan Jardin był zaskoczony odkryciem, że mówi prozą :-).

      Usuń