piątek, 31 lipca 2015

Dwór, Isaac Bashevis Singer

"Dwór", pierwszą część dylogii poświęconej historii Kalmana Jacobiego i jego rodziny, rozgrywającą się w okresie po powstaniu styczniowym, można zaliczyć do "powieści antypolskich" obok m. in. "Wyboru Zofii" czy "Malowanego ptaka", ze świecą bowiem szukać w niej pozytywnego bohatera Polaka. Polscy bohaterowie (z dwoma wyjątkami) albo staczają się coraz niżej albo żyją już na dnie pogodzeni z tym i akceptujący reguły gry, które tam obowiązują, chociaż właściwie można by mówić o braku reguł a jeśli nawet znajdziemy postać, która nie zasługuje na miano negatywnej, to i tak ciągnie się za nią jakaś "smuga cienia".


Żydowscy bohaterowie też mogą oczywiście budzić tzw. mieszane uczucia, zwłaszcza że ich postawa życiowa wynika w dużej części z przesłanek zupełnie dla nas obcych i tym bardziej może się wydawać niezrozumiała, oglądnie mówiąc. Nie mniej jednak, ma się wrażenie, że są oni odmalowani przez Singera znacznie cieplejszymi barwami. Jeśli błądzą i potykają się to mają świadomość swoich pomyłek życiowych, są z ich powodów nieszczęśliwi i próbują swoje życie zmienić, choć nie zawsze im się to udaje. Ostoją w tym ich życiowym zabłąkaniu jest chasydyzm. Wychodząc z niego, usiłując się od niego uwolnić stają się nieszczęśliwi - powracając na jego łono odzyskują wewnętrzną równowagę.

Nie ma co ukrywać, takie "ustawienie" postaci może drażnić. Wypada jednak oddać sprawiedliwość Singerowi, który gdy pyta "Jak można się wprowadzić do cudzego domu, żyć w nim w całkowitym odosobnieniu i oczekiwać, że się na tym nie ucierpi? Jeśli człowiek gardzi bogiem swego gospodarza, biorąc go za wizerunek z blachy, stroni od jego wina jako zakazanego, uznaje jego córkę za osobę nieczystą, czyż tym wszystkim nie ściąga na siebie traktowania należnego osobie niepożądanej i obcej?" a potem jeszcze stwierdza, że Żydzi "nie mówią językiem kraju, w którym mieszkają, i posyłają dzieci do chederów". Na więc świadomość, że coś w stosunku gości do gospodarzy jest nie tak. Co prawda w "Spuściźnie", drugiej części dylogii, Singer twierdzi, że takie słowa są godne antysemity ale warto pamiętać, że w czasie okupacji Żydzi ponieśli straszliwe konsekwencje pielęgnowania właśnie takiej postawy, choć oczywiście zachowanie odrębności nie wyjaśnia wszystkiego.

Ta dobrowolna alienacja Żydów, z tkwiącym u jej podstaw poczuciem wyższości, może chwilami irytować do tego stopnia, że przychodzą na myśl osławione słowa Zbyszewskiego o Słonimskim ze wstępu do "Niemcewicza od przodu i tyłu" - "dawał mi jakieś pouczenia – jeszcze do tego nie doszło, by taki Słonimski uczył mnie historii Polski. Gdy będę pisał życiorys reb Altera z Góry Kalwarii albo sporządzał wykaz Żydów osadzonych w Jabłonnie podczas wojny 1920 r. – wtedy poproszę go o pomoc i informacje", zwłaszcza, że jedyny chyba związek Żydów z powstaniem styczniowym, jaki można dostrzec w powieści polega na tym, że główny bohater "pożywił się" na klęsce powstania robiąc interesy z rosyjskim księciem, który przejął odebrany w ramach represji majątek powstańca (zapewniając jednak warunki do życia jego rodzinie).

Ale to nie relacje polsko-żydowskie są tematem książki, to w gruncie rzeczy saga rodzinna mająca za tło egzotyczne dla nas problemy związane z żydowskością i miejscem tradycji żydowskiej w zmieniającym się świecie, utrzymana w konwencji romansu (tych tu bez liku, co ciekawe jeden z nich kojarzyć się może z romansem Lucy Zuker i Karola Borowieckiego), rozgrywająca się w podwarszawskim miasteczku i Warszawie końca XIX wieku, odmalowana żywymi barwami, co sprawia, że książkę czyta się jednym tchem, jak na powieść laureata literackiej nagrody Nobla przystało. 

12 komentarzy:

  1. Singer chyba wszystkich bohaterów ukazywał w nieco złym świetle. Piszesz, że Żydzi zostali odmalowani cieplejszymi barwami niż Polacy. A tak się składa, że wielu Żydów atakowało Singera właśnie za to, że przedstawiał Żydów w negatywnym świetle; byli nawet tacy Żydzi, który uważali, że napluł na własny naród i że niesłusznie dostał nagrodę Nobla.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, nigdy się wszystkim nie dogodzi. Przypominałem sobie teraz "Dwór" i "Spuściznę", to trochę mało żebym mógł się wypowiadać na temat zasadności Nobla dla Singera ale gdyby miała ona zostać przyznana tylko za te dwie powieści, to też uznałbym, że to nieporozumienie, choć zapewne z innych powodów niż oburzeni Żydzi. Plucia na Żydów nie zauważyłem, chyba że za takie uznać przedstawienia kuriozalnych dla kultury zachodnioeuropejskiej rysów żydowskiej kultury.

      Usuń
    2. Wielu Żydów życzyło sobie, by w książkach ukazywać tylko to, co dobre w Żydach, a to, co negatywne, pomijać - może dlatego, by w świecie pełnym antysemityzmu nie budzić jeszcze większej wrogości do narodu żydowskiego. Pisarze, którzy ukazywali Żydów prawdziwie - Singer, ale też Philip Roth - byli krytykowani, oskarżani przez niektórych, że kalają własne gniazdo.
      Mnie zauroczył "Sztukmistrz z Lublina" :)

      Usuń
    3. To zupełnie tak jak u nas - przecież pretensje do Styrona i Kosińskiego wypływają właśnie z tego, że Polaków pokazali w niekorzystnym świetle, nie mówiąc już o Dąmbskim ale to już zupełnie inna historia.
      "Sztukmistrza..." czytałem wieki temu, jak tylko się ukazał w KIK-u, dzisiaj nic już z niego nie pamiętam, tak że muszę go sobie przypomnieć.

      Usuń
  2. Nie jestem historykiem i mogę się mylić, ale nie mogę zgodzić się ze stwierdzeniem:, „że w czasie okupacji Żydzi ponieśli straszliwe konsekwencje pielęgnowania właśnie takiej postawy”, nawet z zastrzeżeniem: ”choć oczywiście zachowanie odrębności nie wyjaśnia wszystkiego”. Przykład losów Żydów niemieckich, czy węgierskich pokazuje, że wybór pielęgnowanie odrębności czy asymilacja nie miał znaczenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście, że miał - inaczej traktuje się kogoś kto jest częścią społeczności a inaczej kto z tej społeczności się alienuje. Celnie pisze o tym Perechodnik w "Spowiedzi", były też państwa, które nie godziły się na deportację własnych obywateli pochodzenia żydowskiego, a swoją wymowę ma też reakcja Francuzów po obławie Vel d'Hiv, nawet Niemcy mieli niejaki wzgląd na niektórych swoich obywateli żydowskiego pochodzenia, choć ich sytuacja była bardzo trudna (vide "Dziennik" Klemperera) - to jednak bez porównania lepsza niż chasydów z terenów Polski, którzy nie mieli żadnych szans.

      Usuń
    2. Chętnie zajrzę do wymienionych wyżej lektur. Oczywiście, że lepiej traktuje się kogoś, kogo uznaje się za członka tej samej wspólnoty, więc moje zdanie, że wybór (odrębność czy asymilacja) nie miał znaczenia, było zbyt kategoryczne i nie do końca prawdziwe. Tylko, że asymilacja też nie zawsze chroniła przed strasznym losem, że się powołam na przykład Żydów węgierskich (i moją ostatnią związaną z tym tematem lekturę :) „W lesie wiedeńskim wciąż szumią drzewa”). Ponad to wyznaczenie przez Hitlera Europy Wschodniej, jako „przestrzeni życiowej” dla rasy panów określiło losy ludności na tych terenach. Przypuszczam, że los ich nawet zasymilowanych nie byłby dużo lepszy.

      Usuń
    3. Z tym to pełna zgoda - przecież Żydzi niemieccy byli zasymilowani a podlegali "ostatecznemu rozwiązaniu". Symptomatyczne jest to, że Żydzi polscy bardziej obawiali się Polaków niż Niemców, bo to Polacy potrafili odróżnić "obcych" wśród siebie.

      Usuń
  3. Czytałam kilka książek Singera jeszcze w liceum, pamiętam, że strasznie mnie wciągnęły. Zwłaszcza "Sztukmistrz z Lublina", ale "Dworu" jeszcze nie czytałam. Przypominam sobie, że nieco wcześniej mocno antypolski był Dostojewski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, Polacy, jeśli już ich umieszcza w swoich powieściach zawsze są antypatyczni. Dostojewski chyba miał jakiś kompleks na punkcie Polaków - widać to we "Wspomnieniach z domu umarłych", może wynikało to z rosyjskiej natury - z jednej strony imperialnych zapędach, z drugiej niewolniczej mentalności.

      Usuń
  4. "Dwór" przeczytałam z ogromną przyjemnością i od razu sięgnęłam po "Spuściznę". Było to kilkanaście lat temu.
    Lubię dobrze napisane kontrowersyjne książki, dlatego przypomnienie przez Ciebie tych tytułów, bardzo mnie ucieszyło.
    Kto nie czytał, niech wpisze je na listę: do przeczytania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałem to samo - po "Dworze" od razu wziąłem się za "Spuściznę" ale to już nie to, mówiąc szczerze byłem trochę jej lekturą zdegustowany bo to odgrzewanie starych kotletów, tyle że mocniej przyprawionych - już przecież z "Dworu" wiadomo, że Żydzi osiągną szczęście tylko trzymając się chasydyzmu, odchodząc od niego będą nieszczęśliwi a wiążąc się z Polakami mogą tylko wpaść w bagno, w którym się nurzamy.

      Usuń