poniedziałek, 26 marca 2012

Picasso i sztuka afrykańska - "Panny z Avignon" ("Les Demoiselles d'Avignon")

Nazwa Awinion kojarzy mi się, niekoniecznie w tej kolejności; z papieżami i antypapieżami, którzy rezydowali w Awinionie, ci pierwsi w latach 1309-1377, drudzy zaś w latach 1378-1408, wierszem Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, "Na moście w Avignon" w wykonaniu Ewy Demarczyk i last but not least "Pannami z Avignon" Pabla Picassa (1881-1973).


Naturalnie słynny (i wielki - ok. 244 cm x 234 cm) obraz Picassa nie ma nic wspólnego z Awinionem, wbrew temu co mogłoby wynikać z polskiego tłumaczenia tytułu ("Panny z Awionionu") funkcjonującego w wikipedii. Jego tytuł pochodzi od nazwy ulicy (Carrer d'Avinyo) w Barcelonie, przy której mieścił się dom publiczny, w którym "pracowały" sportretowane kobiety. Zresztą do tego przybytku nawiązywał pierwotny tytuł dzieła namalowanego w 1907 r., zmieniony (czego do końca Picasso nigdy nie chciał zaakceptować, tytułując obraz uparcie; "Le Bordel d'Avignon") przez Andre Salmona (1881-1969) przyjaciela Picassa, krytyka sztuki i poetę, który zorganizował pierwszą publiczną wystawę obrazu (1916). Picasso nie uważał obrazu za skończony (choć z drugiej strony zaprzestał prac nad nim w 1907 r.) ale w 1921 r. sprzedał go projektantowi mody Jacquesowi Doucet, a 1937 r. wdowa po nim odsprzedała go z kolei Jacquesowi Seligmannowi, od którego odkupiło go Museum of Modern Art w Nowym Jorku, gdzie można go do dziś oglądać. 

To jedna z najsłynniejszych prac Picassa, której znaczenie dla sztuki współczesnej zostało "odkryte" dopiero w latach dwudziestych ubiegłego wieku. "Jaki jest temat obrazu? Artysta sięgnął do tradycji klasycznej, do motywu "kąpiących się kobiet" i "tureckiej łaźni" z zamiarem ich sparodiowania. Pragnie podkreślić, że kiedy ma się ochotę malować nagie kobiety, to nie trzeba obłudnie  uciekać się do pretekstu, którym jest kąpiel. Przecież można pokazać banalną scenę prezentowania prostytutek w "salonie" jednego z domów publicznych, których był zagorzałym bywalcem. Bo tam właśnie widać najwięcej nagich kobiet. A temat burdelu to okazja wymierzenia policzka tradycji" (H. Gidel, "Picasso").

Malując twarze modelek Picasso nawiązał zarówno do sztuki iberyjskiej, jak i afrykańskiej. Mnie oczywiście interesuje najbardziej ten drugi wątek. Sam Picasso zaprzeczał, jakoby inspiracją do sposobu, w jaki przedstawił twarze dwóch kobiet z prawej strony obrazu była sztuka afrykańska. Znane jest jego odcięcie się od niej - "Sztuka afrykańska? Nigdy o niej nie słyszałem!" (L'art negre? Connais pas!) ale nie ulega wątpliwości, że przed powstaniem obrazu zwiedzał ówczesne Musee d'Ethnographie du Trocadero, które wystawiało publicznie swoje zbiory sztuki afrykańskiej. W Muzeum Trocadero był zresztą także w czasie prac na obrazem, nawiasem mówiąc w towarzystwie Andre Malraux.



Jaka maska zainspirowała Picassa, do końca nie wiadomo, wskazuje się czasami ogólnie na Wybrzeże Kości Słoniowej, czasami Kongo Francuskie, dominuje jednak pogląd, że najprawdopodobniej chodziło o maskę typu ngil plemienia Fang z Gabonu przy okazji na poparcie tego przypuszczenia ilustrując go maską znajdującą się w zbiorach muzeum w Luwrze (powyżej), jako zbliżoną do tego, co Picasso mógł zobaczyć. Jak było naprawdę i która z masek wywarła na Picassie takie wrażenie, że postanowił ją uwiecznić w swoich "Pannach" pewnie jednak już się nigdy nie dowiemy.

czwartek, 15 marca 2012

"Murzynek Bambo" w bełkocie "narracji ponowoczesnej"

Kto by nie znał tego wierszyka? Choć już niewielu pamięta, że jego autorem był Julian Tuwim, a jeszcze mniej wie, że ukazał się po raz pierwszy w 1935 r. na łamach "Wiadomości Literackich", które udzielały miejsca m.in. Skamandrytom, do których zaliczał się także i Tuwim.


Przeczucie mówiło mi, że w dzisiajszych czasach "poprawności politycznej" Tuwimowi nie ujdzie na sucho ani "Murzyn" ani "czarny". Rzeczywiście, nie musiałem długo szukać - tekst Błażeja Popławskiego "Afryka widziana z peerelu (2)" zamieszczony na stronie http://www.afryka.org/ jest tego rodzaju, że zamieszczam go bez skrótów, bardzo pouczająca lektura ... , choć na obronę autora wypada odnotować, że w dużej części referuje on tekst Marcina Moskalewicza, "Murzynek Bambo - czarny, wesoły ..." Próba postkolonialnej interpretacji tekstu (Teksty Drugie nr 1-2/2005). Publikację czytałem coraz szerzej otwierając oczy ze zdumienia i nie bardzo wiedząc czy śmieć się czy płakać, choć chyba bardziej to drugie bo wygląda na to, że tekst jest pisany jak najbardziej na serio. W każdym razie polecam ... 

"Pierwszym kontaktem z Afryką dla większości Polaków w okresie PRL była lektura „Murzynka Bambo” Najbardziej znanym wierszem o Afryce i jej mieszkańcach, znajdującym się w większości czytanek dla dzieci i młodzieży, od klasycznego elementarza Mariana Falskiego (1881-1974) po większość podręczników nauczania początkowego, jest „Murzynek Bambo", autorstwa Juliana Tuwima (1894-1953). Krótki utwór (16 wersów zgrupowanych w osiem par znaczeniowych) po raz pierwszy opublikowano na pierwszej (!) stronie „Wiadomości Literackich" z 3 lutego 1935 roku.

„Murzynek Bambo" przez wielu uznany został za manifest polskiego rasizmu, źródło krzywdzących egzoetninimów oraz narzędzie powielania negatywnych wyobrażeń o Afryce[1]. Zdaniem innych, to powstały w określonym kontekście historycznym utwór autorstwa poety urodzonego w stuleciu triumfu kolonializmu, twórcy lubiącego zabawę językiem i ironiczne prowokowanie odbiorcy do krytycznej refleksji. Z całą pewnością wiersz oddaje „Zeitgeist" XX-lecia, kolonialny dyskurs orientalistyczny epoki minionej - obecnie nie jest poprawny politycznie, upraszcza rzeczywistość i powinien zniknąć z elementarzy i podręczników. Warto bliżej przyjrzeć się narracji niewielkiego utworu.

Tytułowym bohaterem jest Bambo. Rytmiczność tego etnicznego imienia przywołuje regularność brzmienia tam-tamów. Może także wywoływać skojarzenia bambusem - wieloletnią rośliną, występującą w wilgotnych strefach klimatycznych, która to stała się pejoratywnym, obraźliwym określeniem mieszkańców Afryki. W dyskursie amerykańskim (np. w „Chacie Wuja Toma" Harriet Bicheer Stowe czy „Targowisku próżności" Williama Thackeraya) funkcjonuje zbliżone rasistowskie określenie oznaczające niewolnika - Sambo, wywodzone od „nzambu" oznaczającego w językach z terenów dzisiejszego Konga małpę. Dodajmy, że popularyzacja wiersza Tuwima w okresie PRL uczyniła zwrot „Murzynek-Bambo" określeniem do pewnego stopnia pleonastycznym.

Główne epitety Bambo to: czarny, dobry, wesoły (najbardziej generalne określenia), pilny (dotyczy aktywności w szkole), psotliwy, figlarny (ludyczny czas poza szkołą). Zwrot „koleżka (...) nie chodzi z nami do szkoły" oraz deminutivum „Murzynek" wywołuje wrażenie paternalistycznego, współczującego traktowania nie-Europejczyków, dowodu niedojrzałości Bambo rozumianej zarówno w wymiarze fizycznym, jak i metonimicznie, jako brak ogłady kulturowej. Postać wpisuje się częściowo w russoistowski mit „homme sauvage", w fascynację nieznaną i pożądaną egzotyką.

W dokonywanych współcześnie interpretacjach psychoanalitycznych tekst o Murzynku Bambo stanowi „objaw kolonialnej choroby"[2]. „Mama" stanowi zewnętrzną, bezosobową normę wyznaczoną przez superego, symbolizującą społeczny konsensus, a jej dialog z synem (id) stanowi dialog władzy i podporządkowania, narzędzie tłumienia popędów (zwrot „lecz mama kocha" oznaczać ma otrzymanie niezasłużonej akceptacji). Ucieczka na drzewo - o kształcie, zdaniem psychoanalityków, fallicznym - to manifestacja libido. Mleko w wierszu Tuwima oznaczać ma z kolei symbol obfitości, bieli, czytelności zachodniego świata[3].

Abstrahując od tak daleko rozbudowanych interpretacji utrzymanych w duchu krytycznej myśli postkolonialnej, z całą pewnością możemy stwierdzić, że Afryka i jej mieszkańcy w utworze adresowanym dla najmłodszych zredukowani zostali do dwóch przestrzeni: szkoły (narzędzia cywilizowania i europeizacji), domu (tradycyjnej wioski) z drzewem stanowiącym naturalny azyl Bambo oraz miejscem kąpieli (w interpretacji psychoanalitycznej będącej przestrzenią oczyszczenia oraz ponownych narodzin dla nowej cywilizacji; strach, „że się wybieli", oznaczać ma negację wartości europejskich oraz dążenie do autentyzmu i zachowania tradycyjnych wartości afrykańskich).

O konieczności wycofania „Murzynka Bambo" z kanonu lektur pisali wielokrotnie publicyści Afryka.Org, słusznie postulując zastąpienie go afrykańskimi bajkami, coraz łatwiej dostępnymi na polskim rynku wydawniczym. Danie możliwości wypowiedzenia się mieszkańcom Globalnego Południa w formie lokalnych bajek inspirowałoby młodzież do pogłębienia wiedzy o Afryce[4]. Dodajmy, że negatywny wpływ utworu Tuwima na wizerunek Afryki wśród młodzieży zauważono już w PRL. Z badaniu przeprowadzonym w połowie lat siedemdziesiątych przez Studium Afrykanistyczne UW na zlecenie Komitetu Nauk Orientalistycznych PAN prześledzono wpływ kanonu lektur szkolnych (m.in. elementarza Falskiego) na postrzeganie krajów rozwijających się. Wnioski z badania okazały się jednoznaczne: europocentryzm był charakterystyczną cechą większość podręczników szkolnych, zawierały one niewystarczającą i powierzchowną dozę wiadomości dotyczących krajów rozwijających się. Autorzy raportu sugerowali konieczność odejścia od ciągle powtarzających się w podręcznikach generalizacji i stereotypów. Postulowali modernizację terminologii, tkwiącej często w dyskursie XIX-wiecznym, a więc niepoprawnym politycznie, wprowadzających hierarchizację między kulturami. Jednocześnie zasugerowano włączenie do kanonu lektur literatury powstałej w Trzecim Świecie[5], celem zwiększenia informacji o Afryce, żeby w materiałach takich, jak czytanki wyjść poza Stasia i Nel [6].

Błażej Popławski

Przypisy:

[1] R.C. Fereira, Historia i ewolucja słowa „Murzyn" w świecie na tle polskiego społeczeństwa, w: Afryka, Azja, Ameryka Łacińska. Wyzwania społeczno-gospodarcze w XXI wieku, red. M. Wague, Warszawa 2002.
[2] M. Moskalewicz, „Murzynek Bambo - czarny, wesoły..." Próba postkolonialnej interpretacji tekstu, „Teksty Drugie", nr 1/2 (91/92), 2005, s. 259-270.
[3] Ibidem, s. 265.
[4] Jak mówić polskim dzieciom o dzieciach Afryki?, red. P. Średziński, Warszawa 2009, s. 25.
[5] B. Wrzosek, Kraje Trzeciego Świata w polskich podręcznikach szkolnych, „Przegląd Informacji o Afryce" 1976, nr 1 (42), s. 108-109."

Czekając na politycznie poprawne zlustrowanie "W pustyni i w puszczy" H. Sienkiewicza, trzeba uczciwie przyznać, że da się z tych oparów absurdu wyłuskać i ziarna zdrowego rozsądku bo z całą pewnością warto dać dzieciom szansę na zapoznanie się z kulturą Afryki choćby w postulowanej postaci bajek. Nad resztą tekstu wypada się tylko głęboko zadumać ... .