Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bienek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bienek. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 grudnia 2016

Pierwsza polka, Horst Bienek

Są blogi, których autorki mają szczęście, każda książka, która wpada w ich ręce podoba się im. Ja do takich szczęściarzy nie należę, ale i tak nie mam powodów do narzekania, bo i mi czasami, tak jak ślepej kurze, trafia się ziarno. Tym razem miałem szczęście do pierwszej części słynnej "Tetralogii gliwickiej" Horsta Bienka. Nawet dzisiaj, gdy dawno minęły już czasy kiedy straszono nas rewizjonistami z "kręgów Hupki i Czaji" i gdy wydawałoby się, nie takie rzeczy widziało się w literaturze, jest to powieść, która robi wrażenie.


Może i po części dlatego, że Śląsk ma u nas "takie sobie" szczęście do literatury. Bo co mamy?prehistorycznego Morcinka, odpokutowującego (niesłusznie) obecnie swoją popularność w czasach "komuny" i może jeszcze "Godki śląskie", bo już traktowanie na serio "Dracha" Szczepana Twardocha to nieporozumienie. Cóż takiego oferuje Bienek? Ano, opis świata, który znał z autopsji, co w połączeniu z talentem prozatorskim już sprawia, że Gliwice i Śląsk Bienka można porównać z tym, czym Gdańsk dla Grassa (kto wie czy prowokacja gliwicka w "Pierwszej polce" nie miała być odpowiednikiem epizodu z Pocztą Polską w "Blaszanym bębenku) i Ełk oraz Prusy Wschodnie dla Lenza. Na dodatek Bienek w niczym im nie ustępuje, co sprawia, że dzielą go lata świetlne od tych pisarzy, którzy choć homines novi, to jednak usiłują "podpiąć się" pod nostalgię i ciekawość poznania przeszłości małych ojczyzn, w których przyszło im żyć, a których opis kończy się zwykle na wymienieniu niemieckich nazw ulic. 

U Bienka jest zupełnie inaczej, on opisując świat swojego dzieciństwa i młodości nie musi uciekać się do takich chwytów. Tak jak nie musi uciekać się, do epatowania seksem i brutalnością, bo ma do zaproponowania to co dla innych niedostępne - własną pamięć o czasie i miejscu, o którym pisze. I to jak pisze..., w sposób u nas dotychczas nieznany. Bo u nas, wiadomo, dobry Polak, zły Niemiec, powstania śląskie itp., itd. I przyzwyczajeni do tego typu narracji możemy przeżyć szok. Bo nie dość, że Niemiec wykorzystuje mający w naszej literaturze specjalne znaczenie motyw wesela, to jeszcze dla czasu akcji wybiera datę 31 sierpnia/1 września 1939 roku, a jakby tego nie było dosyć, ośmiela się kłuć w oczy postacią Wojciecha Korfantego.

Ale o dziwo, to wszystko jednak nie zmienia faktu, że na Śląsku Bienka (ściśle mówiąc w Gliwicach) można całkiem zwyczajnie żyć. Że sąsiedztwo i relacje polsko-niemieckie nie spędzają ludziom snu z powiek. Znacznie ważniejsze są problemy dnia codziennego, dla każdego z bohaterów na jego miarę. Nie jest to świat impregnowany na zewnętrzne okoliczności, na fakt, że Niemcami rządzi Hitler, z wszystkimi tego konsekwencjami, ale w "Pierwszej polce" ludzie są raczej biernymi odbiorcami, niż aktywnymi współtwórcami nazizmu. Jakoś próbują z tym żyć i wcale (choć są tu wyjątki) się z nim nie utożsamiają. Nie znaczy to, że Bienek relacje polsko-niemieckie przemilcza, powiedziałbym raczej, że zastępuje je poczuciem śląskiej tożsamości i odrębności (w niemieckim wydaniu) ponieważ  to ono jest najważniejsze. I tą śląskość w powieści się czuje, a przecież nie jest czymś nienachalnym, przyjmuje się ją u bohaterów jako coś naturalnego, jako stały, często chyba nie uświadamiany element ich życia. Bo przecież postacie Bienka będąc Ślązakami żyją tym, czym żyje każdy, niezależnie od tego gdzie jest jego miejsce na ziemi. Troska o zapewnienie bytu rodzinie, śmiertelna choroba, międzypokoleniowy konflikt, pierwsza miłość to nie jest zastrzeżone (albo wyłączone) dla jakiejś enklawy. A jednak trudno uzmysłowić sobie, że to tymi problemami a nie stałą troską o umacnianie "żywiołu narodowego", jakiejkolwiek by on nie był proweniencji, mogli żyć Ślązacy. A jednak...

Bez ukłonów w stronę literackich mód, w starym, dobrym stylu Horst Bienek pokazuje Śląsk zupełnie nam nieznany a przecież ma się przy tym nieodparte wrażenie, że jest to Śląsk prawdziwy. Jedna z lepszych książek, które ostatnio przeczytałem. Co tu dużo mówić, polecam i już szukam ciągu dalszego!