Odnalazłem po latach "Czerwone noce" Henryka Cybulskiego. Dla mnie to książka specjalna; dostałem ją na dwunaste urodziny (wyd. IV z 1977 r.), chociaż ze względu na treść, to trochę ryzykowny prezent dla chłopca w tym wieku, od bardzo bliskiej mi osoby, to po pierwsze. Po drugie, wydarzenia, o których pisze Cybulski dla części mojej rodziny nie są tylko teorią, bo sama ich doświadczyła i pamięć o nich ciągle jest żywa, choć emocje z upływem lat już minęły.
Pamiętając o wrażeniu, jakie książka na mnie zrobiła kilkukrotnie ją zachwalałem "gościnnie" na innych blogach przy okazji poruszanego tam tematu ludobójstwa na Wołyniu. Teraz gdy ją są odświeżyłem mogę tylko powiedzieć - przepraszam, to nieporozumienie.
W latach PRL-u zapewne należało się cieszyć, że książka podejmująca tak niewygodną wówczas tematykę mogła się w ogóle ukazać. Zadowolony z tego mógł być z pewnością Włodzimierz Odojewski, który przeniósł kilka epizodów do swojej najsłynniejszej powieści "Zasypie wszystko zawieje". Trudno ocenić na ile wydźwięk książki pochodzi od Henryka Cybulskiego, na ile od Henryka Pająka a na ile od cenzora ale biorąc pod uwagę ówczesne realia stawiałbym raczej na tych dwóch ostatnich, którzy dążąc do zapewnienia zgodności z jedynie słuszną linią sprawiają, że czytelnik zanurza się chwilami w opary absurdu, jak wówczas gdy po zaatakowaniu Związku Radzieckiego przez Niemców, dowiaduje się że Cybulski nie nienawidzi Kraju Rad chociaż został przez Rosjan aresztowany i zesłany na Syberię, z której po kilku miesiącach uciekł i przed którymi musiał się ukrywać ale Niemców, których nawet na oczy nie widział. Akcentowana jest współpraca z partyzantką rosyjską, pewnie by zrównoważyć fakt, że Cybulski był członkiem AK, a ukraińscy nacjonaliści to faszyści itp. itd.
Te ewidentne mankamenty nie zmieniają jednak przejmującej wymowy książki, jest ona świadectwem obrony Przebraża, wsi koło Łucka, która w obliczu zagrożenia ukraińskiego zorganizowała samoobronę i z blisko 2000 rozrosła się do 25 000 mieszkańców. Henryk Cybulski był jej dowódcą. Cybulski nie ogranicza się tylko do losów Przebraża, które zresztą przedstawione są bardzo barwnie (co zresztą jest podstawową zaletą książki) jako toczone przez Polaków potyczki i bitwy nie tylko o charakterze obronnym ale także i zaczepnym, ale upamiętnia również ofiary mordów Ukraińców z tych miejscowości, z których ocaleni znaleźli schronienie w Przebrażu.
W latach PRL-u zapewne należało się cieszyć, że książka podejmująca tak niewygodną wówczas tematykę mogła się w ogóle ukazać. Zadowolony z tego mógł być z pewnością Włodzimierz Odojewski, który przeniósł kilka epizodów do swojej najsłynniejszej powieści "Zasypie wszystko zawieje". Trudno ocenić na ile wydźwięk książki pochodzi od Henryka Cybulskiego, na ile od Henryka Pająka a na ile od cenzora ale biorąc pod uwagę ówczesne realia stawiałbym raczej na tych dwóch ostatnich, którzy dążąc do zapewnienia zgodności z jedynie słuszną linią sprawiają, że czytelnik zanurza się chwilami w opary absurdu, jak wówczas gdy po zaatakowaniu Związku Radzieckiego przez Niemców, dowiaduje się że Cybulski nie nienawidzi Kraju Rad chociaż został przez Rosjan aresztowany i zesłany na Syberię, z której po kilku miesiącach uciekł i przed którymi musiał się ukrywać ale Niemców, których nawet na oczy nie widział. Akcentowana jest współpraca z partyzantką rosyjską, pewnie by zrównoważyć fakt, że Cybulski był członkiem AK, a ukraińscy nacjonaliści to faszyści itp. itd.
Te ewidentne mankamenty nie zmieniają jednak przejmującej wymowy książki, jest ona świadectwem obrony Przebraża, wsi koło Łucka, która w obliczu zagrożenia ukraińskiego zorganizowała samoobronę i z blisko 2000 rozrosła się do 25 000 mieszkańców. Henryk Cybulski był jej dowódcą. Cybulski nie ogranicza się tylko do losów Przebraża, które zresztą przedstawione są bardzo barwnie (co zresztą jest podstawową zaletą książki) jako toczone przez Polaków potyczki i bitwy nie tylko o charakterze obronnym ale także i zaczepnym, ale upamiętnia również ofiary mordów Ukraińców z tych miejscowości, z których ocaleni znaleźli schronienie w Przebrażu.
Bardzo pozytywnie zaskakuje nie podciąganie Ukraińców pod jeden strychulec, choć zważywszy na okrucieństwa jakich się dopuszczali, takie uproszczone podejście zapewne było kuszące - jednak Cybulski zaznacza, że wielu Ukraińców udzielało Polakom pomocy z zagrożeniem własnego życia, mogli bowiem być z tego powodu zamordowani przez własnych pobratymców.
W sumie "Czerwone noce" stanowią przedziwny amalgamat ukłonów w stronę ówczesnej propagandy oraz świadectwa okrutnych czasów i udowadniają, że beczkę miodu, owszem, może popsuć łyżka dziegciu ale jeszcze bardziej psuje ją dziegieć w ilości co najmniej 10 razy większej.