Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gorki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gorki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 stycznia 2016

Matka, Maksym Gorki

Z "Matki" uczyniono "wzorzec z Sèvres" socrealizmu w literaturze, zapewniając jej tym samym, swego czasu, obowiązkową popularność, a obecnie skazując na zapomnienie, tak jak całą tego typu literaturę. Powieść Gorkiego wyróżnia z tej bezwartościowej masy to, że nie jest efektem koniunkturalnego zapotrzebowania władzy lecz powstała w czasach gdy "władza ludu" istniała jedynie w sferze marzeń, co rzutuje na jej propagandowo-agitacyjny wydźwięk. Nie da się ukryć, że to on ciągnie książkę na dno niczym "betonowe skarpetki" ofiary mafii, mimo że w powieści nawet nie wspomina się o Marksie, Leninie i Stalinie (w tych dwóch ostatnich przypadkach z naturalnych powodów) i za jego sprawą "Matka" jest dzisiaj traktowana co najwyżej jako literackie świadectwo czasów a nie literatura par excellence wciąż będąca w czytelniczym obiegu.


A przecież mogłaby to być nie najgorsza powieść gdyby tylko dało się przymknąć oko na propagandowe wtręty (choć jest to zadanie, które w tym przypadku graniczy niemożliwością)  bo w partiach opisowych chwilami pobrzmiewa niczym "Germinal" albo "Ziemia obiecana" "Codziennie nad osadą robotniczą w zadymionym, oleistym powietrzu drżała i wyła syrena fabryczna i, posłuszni jej wezwaniu, wybiegali z małych szarych domków, niby wystraszone karaluchy, ponurzy ludzie, nie zdążywszy pokrzepić snem swych zmęczonych mięśni. W chłodnym mroku szli po nie wybrukowanej ulicy ku wysokim, kamiennym klatkom fabryki, która czekała na nich z obojętną pewnością siebie, oświetlając błotnistą drogę dziesiątkami zatłuszczonych oczu, kwadratowych oczu. Błoto chlupotało pod nogami. Rozlegały się ochrypłe, senne głosy, plugawe przekleństwa targały powietrzem, a na spotkanie ludziom płynęły inne dźwięki - ciężki jazgot maszyn i świst pary. Ponuro i surowo majaczyły wysokie, czarne kominy, niby wzniesione nad osadą grube pałki."

Jednak mimo swej zasadniczej wady, moim zdaniem, nawet dzisiaj dałoby się co nieco "wycisnąć" z "Matki". Pierwsze, co się rzuca w oczy, to położenie robotnicy w hierarchii ucisku społecznego. Kobieta znajduje się w niej na samym dnie, jedyną możliwą pozycją, jaką może zajmować jest pozycja ofiary. Inni mają swoich prześladowców ale też i pokrzywdzonych przez siebie, na których odreagowują swoją krzywdę ale kobiety już nie - pozostaje im wyłącznie cierpienie, na które są skazane. "Myślałam o swoim życiu. Jezu Chryste! Po cóż ja żyłam? Bicie... praca... niczego nie widziałam prócz męża, niczego nie zaznałam prócz strachu" wyznaje tytułowa bohaterka. "Ciężki to babski los. Najgorszy na świecie". To sprawia, że odbiera się ją, kobietę w późnym wieku balzakowskim odbiera się nieomalże jak staruszkę u schyłku życia. Nie bez znaczenia, w takim odbiorze jest także jej opiekuńczość i troska o innych, także tych, którzy są niewiele od niej młodsi a zdarzają się i rówieśnicy, ale jednak przede wszystkim fakt, że jest ona określana jako matka także wówczas gdy w takim kontekście w powieści nie występuje, w relacji do osób trzecich, co w sumie sprawia, że wypada to mało przekonująco.

Interesujące, że będąc "propagitką", agitacja ta, z punktu widzenia "jedynie słusznego" kierunku ma miejscami kuriozalny wydźwięk i czasach realnego socjalizmu nie brzmiała jak heroiczna pieśń przeszłości ale miała zaskakującą aktualność. Przecież słowa - "Czy chodzi nam tylko o to, byśmy byli syci? Nie! (...) Tym którzy siedzą na naszych karkach i zamykają nam oczy, trzeba pokazać, że widzimy wszystko, że nie jesteśmy głupcami ani zwierzętami, że nie tylko chcemy jeść - ale żyć życiem godnym ludzi." mają wymiar uniwersalny a w czasach socjalizmu w gruncie rzeczy zmienił się tylko jego adresat, istota problemu ciągle pozostała ta sama. Zapewne Gorkiemu, "pożytecznemu idiocie" wówczas gdy książkę pisał nie przyszło nawet do głowy, czym w praktyce skończy się realizacja szczytnych idei.

Innym z punktu widzenia socrealizmu "ciałem obcym" obecność Boga w "Matce" (choć ściśle mówiąc Chrystusa, bo główna bohaterka nie wierząc w Boga wierzy w Chrystusa). Gorki zrównał ideały rewolucjonistów z działalnością Chrystusa ("A chociaż każdy z nich miał inne oblicze, dla niej wszystkie twarze zlewały się w jedną, chudą, spokojną, stanowczą, jasną twarz o głębokim spojrzeniu ciemnych oczu, łagodnym i surowym jak spojrzenie Chrystusa idącego do Emaus"). A ateizm wcale nie stanowi warunku koniecznego komunizmu i choć jest widoczny wcale nie jest jakoś specjalnie akcentowany. W wersji Gorkiego ateizm nie oznacza walki z wiarą, co najwyżej przeciwstawienie wiary - Cerkwi, która wypaczyła słowo Nowego Testamentu, a skoro Cerkiew nie chce i potrafi go wcielać w życie, to muszą ją w tym wyręczyć walczący o "sprawiedliwość społeczną" bo przecież w gruncie rzeczy idee komunizmu bliskie są nauczaniu Chrystusa.

Raczej dla ciekawskich.