Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fontane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fontane. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 sierpnia 2012

Effi Briest, Theodor Fontane

Nie tak dawno pisałem o najlepszych czytadłach. Jako że lista miała się ograniczać tylko do dziesięciu pozycji nie starczyło już miejsca na książkę, która znakomicie by tam pasowała a mianowicie "Effi Briest". Autor cieszy się sławą poprzednika Tomasza Manna, a jego książka to powieść realistyczna w starym, dobrym stylu. Jej okładka (poniżej) pochodzi z zasłużonej aczkolwiek nieco siermiężnie wydawanej serii z kolibrem (1982), co zresztą widać ale książka była wydana wcześniej w "Bibliotece Klasyki Polskiej i Obcej" (1974), oba wydania są zresztą w tym samym tłumaczeniu Izabeli Czermakowej.


Młodej kobieta, ledwo wyrosła z wieku dziecięcego, niespodziewanie dla siebie samej wychodzi za mąż za namową rodziców za człowieka, który mógłby być jej ojcem (był zresztą, co dodaje pikanterii, epuzerem matki). Wszystko niby jest w porządku, mąż jest statecznym człowiekiem, którego czeka kariera polityczna, w miasteczku, zapadłej dziurze, gdzieś niedaleko dzisiejszego Świnoujścia, tytułowa bohaterka jako baronowa i żona starosty jest kimś, o nic nie musi się martwić, cisza i spokój, zapewnione co najmniej dostatnie życie - czego chcieć więcej? Ale okazuje się, że jednak można. Z jej strony decyzja podjęta bez świadomości konsekwencji, jakie ze sobą niesie - z jego strony podjęta pod wpływem konwenansu, bo "tak wypada" okazuje się fatalną mieszanką. Jak mówi matka Effi, która już odczuła zderzenie własnych wyobrażeń o życiu z tym jakie ono jest w rzeczywistości i umiała sobie z tym poradzić - "Pięknie i poetycznie. To są wyobrażenia. Rzeczywistość jest inna i czasem dobrze jest, gdy zamiast światła i blasku jest ciemność". 

Początkowo nic nie zwiastuje nadchodzącej burzy. On co prawda osiągnąwszy cel, to znaczy poprawę swojego statusu wobec mieszkańców miasteczka i okolic (a zapewne także w oczach przełożonych) poprzez założenie rodziny, niespecjalnie już zwraca uwagę na Effi, na pierwszym miejscu przedkładając karierę chociaż widać, że kocha ją po swojemu. Jej jednak uczucie podobnie jak życie - spokojne - nie wystarcza: "(..) porwała ją jakaś dziwna tęsknota, czuła się jak branka, dla której nie ma już ucieczki. Cierpiała nad tym i pragnęła się uwolnić. Lecz mimo iż była zdolna do silnych uczuć, nie należała do natur silnych; brakło jej wytrwałości i wszelkie dobre porywy przemijały. I tak życie jej toczyło się dalej, dzisiaj dlatego, że nie mogła go zmienić, jutro dlatego, że do zmienić nie chciała. Ulegała coraz bardziej mocy tego, co zakazane i tajemnicze." Tego stanu nie zmienia nawet dziecko. Ale okazuje się, że mąż awansował i otrzymuje posadę w ministerstwie, Effi przeprowadza się więc do Berlina. Inni ludzie, inne życie, lata mijają. Wygląda na to, że wszystko idzie ku dobremu, że będą stateczną rodziną, pędzącą nudne i ustabilizowane życie. Ale prawda o romansie sprzed lat niespodziewanie wychodzi na jaw. To nic, że to już zamierzchła historia - zdradzony mąż nie chce pogodzić się z plamą na honorze. Dawny kochanek żony ginie w pojedynku a ona sama zostaje poddana ostracyzmowi, również ze strony swoich rodziców, musi wyprowadzić się od męża i zostaje odseparowana od córki. Owszem z czasem rodzice przyjmują ją pod swój dach ale jest już za późno. Mogą tylko patrzeć jak Effi powoli umiera.

To powieść o mocy konwenansu, który łamie ludzkie uczucia i ludzi, którzy nie umieją zdobyć się na szczerość wobec samych siebie, bo to nie wypada, nawet za cenę własnego szczęścia. Po lekturze nie dziwię się, że Mann darzył estymą twórczość Fontane. Już choćby dlatego warto książce poświęcić uwagę.

Jest i ciekawostka - w powieści pojawia się mianowicie epizodycznie postać doktora Hannemanna - czyżby Stefan Chwin składał swego rodzaju hołd Theodorowi Fontane? a jeśli tak to nie byłby on pierwszy, bo na kartach książki pojawia się również niejaki Buddenbrook ... .