Kiedy Guciamal wspominała słynną XVII Medytację Johna Donne'a, która posłużyła Hemingway'owi za motto do "Komu bije dzwon", mi przypomniało się "O naśladowaniu Chrystusa", a Wielki Post i Święta Wielkanocne okazały się w sam raz okazją do wyciągnięcia książki z półki.
Jak pisał o napomnieniach Tomasza ks. Jan Sochoń, "nie wolno nam bać się konfrontacji z największymi świętymi i mistykami chrześcijaństwa, ponieważ w duchowych perspektywach wszyscy jesteśmy równi, podobnie jak równi bywamy w grzechach", nawet w dzisiejszy czasach "gdy obojętność religijna zdaje się obowiązywać niemal wszędzie i wszystkich, i gdy już samo słowo "mistyczny" wywołuje wśród ludzi lekceważące zmrużenie oczu i ironiczny uśmiech", a są one tym ważniejsze, że dotyczą "centralnych i najgłębszych spraw ludzkiego ducha i sięgają istoty religijnej wrażliwości".
"O naśladowaniu Chrystusa" jest książką fascynującą i nikt kto się z nią bliżej zetknie nie dziwi się, że zachowała swoją popularność mimo upływu prawie sześciuset lat od jej powstania. Okazuje się, że jej prawdy, jak choćby ta, że "moglibyśmy zażywać większego pokoju, gdybyśmy mniej zajmowali się tym, co inni mówią i robią, a co nas nie dotyczy. Jak długo może żyć w pokoju ktoś, kto miesza się do cudzych spraw, rozprasza w światowych dążeniach i rzadko osiąga stan wewnętrznego skupienia?" są prawdami ponadczasowymi i ogólnoludzkimi.
Niby wszystko to, o czym pisze Tomasz już wiemy, nie jest przecież niczym nowym świadomość, choć może wyrażana innymi słowami, że "w tym życiu każda doskonałość nosi skazę niedoskonałości, a wszelka wiedza - skazę niewiedzy" a jednak jego rozmyślania sprawiają, iż nabiera ona nowego znaczenia. Ich powolny, spokojny rytm pozwalający zastanowić się nad każdym takim odkryciem sprawia, że "O naśladowaniu Chrystusa" nie traktuje się jak zwykłej książki do czytania. Owszem, zapewne dałoby się ją bez wielkiego trudu przeczytać "od deski do deski" w jeden dłuższy wieczór ale nie sądzę by ktoś kto podjąłby się takiej próby odniósł pożytek z lektury. To książka przeznaczona do "poczytywania" w ciszy i spokoju, w której przypadku jest możliwe, a nawet wskazane, czytanie "na wyrywki", otwierając ją w dowolnym miejscu.
Nie powiem by była to lektura dla każdego, bo choć napomnienia z księgi pierwszej i drugiej "przydatne w życiu duchowym" i "pobudzające do życia duchowego" mają wymiar ogólnoludzki to już "Księga duchowej pociechy" i "O sakramencie ołtarza" zapewne okazałyby się nie do przełknięcia dla wojujących ateistów. "O naśladowaniu Chrystusa" jest bowiem przeznaczone, choć nigdzie nie zostało to wyraźnie zapisane, dla ludzi wierzących, mniej lub bardziej, a także dla ludzi poszukujących i w swych poszukiwaniach otwartych i szczerych. Tacy czytelnicy z pewnością nie pozostaną obojętni na przemyślenia Tomasza, bo oferuje on wiarę czystą i bezinteresowną, taką o jakiej marzy się by według jej zasad postępowali ludzi i zgodnie z nią był urządzony świat.
"O naśladowaniu Chrystusa" jest książką fascynującą i nikt kto się z nią bliżej zetknie nie dziwi się, że zachowała swoją popularność mimo upływu prawie sześciuset lat od jej powstania. Okazuje się, że jej prawdy, jak choćby ta, że "moglibyśmy zażywać większego pokoju, gdybyśmy mniej zajmowali się tym, co inni mówią i robią, a co nas nie dotyczy. Jak długo może żyć w pokoju ktoś, kto miesza się do cudzych spraw, rozprasza w światowych dążeniach i rzadko osiąga stan wewnętrznego skupienia?" są prawdami ponadczasowymi i ogólnoludzkimi.
Niby wszystko to, o czym pisze Tomasz już wiemy, nie jest przecież niczym nowym świadomość, choć może wyrażana innymi słowami, że "w tym życiu każda doskonałość nosi skazę niedoskonałości, a wszelka wiedza - skazę niewiedzy" a jednak jego rozmyślania sprawiają, iż nabiera ona nowego znaczenia. Ich powolny, spokojny rytm pozwalający zastanowić się nad każdym takim odkryciem sprawia, że "O naśladowaniu Chrystusa" nie traktuje się jak zwykłej książki do czytania. Owszem, zapewne dałoby się ją bez wielkiego trudu przeczytać "od deski do deski" w jeden dłuższy wieczór ale nie sądzę by ktoś kto podjąłby się takiej próby odniósł pożytek z lektury. To książka przeznaczona do "poczytywania" w ciszy i spokoju, w której przypadku jest możliwe, a nawet wskazane, czytanie "na wyrywki", otwierając ją w dowolnym miejscu.
Nie powiem by była to lektura dla każdego, bo choć napomnienia z księgi pierwszej i drugiej "przydatne w życiu duchowym" i "pobudzające do życia duchowego" mają wymiar ogólnoludzki to już "Księga duchowej pociechy" i "O sakramencie ołtarza" zapewne okazałyby się nie do przełknięcia dla wojujących ateistów. "O naśladowaniu Chrystusa" jest bowiem przeznaczone, choć nigdzie nie zostało to wyraźnie zapisane, dla ludzi wierzących, mniej lub bardziej, a także dla ludzi poszukujących i w swych poszukiwaniach otwartych i szczerych. Tacy czytelnicy z pewnością nie pozostaną obojętni na przemyślenia Tomasza, bo oferuje on wiarę czystą i bezinteresowną, taką o jakiej marzy się by według jej zasad postępowali ludzi i zgodnie z nią był urządzony świat.

