Opowiadanie Hemingway'a jest jedną z trzech najsłynniejszych "rybnych" opowieści obok "Moby Dicka" Melville'a (choć w tym przypadku mamy do czynienia z ssakiem morskim) i "Szczęk" Benchley'a i podobnie jak one może być odczytana jako parabola zmagań dobra ze złem. Ale możliwości interpretacji jest więcej a więc człowiek przeciwko siłom natury, wytrwałość przeciwko sile, rozum przeciwko instynktowi, by wymieć te które są najoczywistsze. Nie zapominajmy też o interpretacji feministycznej, która wszystko potrafi zdekodować jako fallogocentryczne, a która nie wątpię, "W starym człowieku i morzu" znalazłaby do idealną wręcz pożywkę dla tego rodzaju dociekań.
Ale pomijając tego rodzaju egzotykę, to gdy patrzy się na te zestawienia i widzi, że jeśli nawet przyjąć, iż zwycięża w nich dobro, człowiek i wytrwałość, to jednak nie da się zaprzeczyć, iż za każdym razem jest to pyrrusowe zwycięstwo. To konsekwencja potrzeby udowodnienia, przede wszystkim sobie samemu, swojej wartości. Z czym mamy do czynienia w przypadku Santiago, który żyje już tylko wspomnieniami dawnej siły i chwały, czyż nie ze znaną od tysiącleci hybris?
Dla innych jest to bez znaczenia, jego wysiłki budzą nie tyle podziw co przede wszystkim litość. Dla innych jest tylko starym, samotnym, biednym rybakiem. Mitologizowanie przez niego pojedynku z rybą, przypisywanie jej wielkość i chwały, szlachetności i zręczności jest w gruncie rzeczy próbą dowartościowania samego siebie. Im wspanialszy jest pokonany przeciwnik, tym wspanialsze zwycięstwo i tym potężniejszy zwycięzca.
Ale przecież to tylko złudzenie zwycięstwa, tak jak złudzeniem jest wyobrażenie Santiago, że "człowieka można zniszczyć ale nie pokonać" - bo został nie tylko pokonany ale i zniszczony. Ta walka jego życia okazuje się dla innych, poza Manolinem, bez znaczenia. (Myśląc "ponowocześnie" - czyżby w relacji Santiago - Manolin ukryty był motyw homoseksualny? Z kolei hołdujący interpretacji postkolonialnej mogą dopatrzeć się przejawów rasizmu w zwycięstwie Santiago nad Murzynem, co prawda Santiago raczej nie był biały, ale co jaśniejsza skóra, to jaśniejsza.) Podziw dla Santiago za złowienie ogromnej ryby a właściwie dla wymiarów tego co z niej pozostało, równoważony jest uznaniem dla mającego zdecydowanie bardziej utylitarny wymiar połowu chłopca a ostatecznie zdeprecjonowany przez przygodnych turystów.
To werdykt właściciela kawiarni przypomina o tym, czego świadom był zresztą także Santiago, walka z tym co dla niego było ucieleśnieniem wielkości, chwały, szlachetności i zręczności prowadzona była w imię bardzo przyziemnego celu - dla pieniądza. Santiago przecież nie wypływa w morze dla przyjemności, dla sprawdzenia siebie samego - pojedynek, który stoczył jest przecież kwestią przypadku, rozpaczliwą próbą wynagrodzenia sobie dotychczasowych niepowodzeń. Wie, że tę próbę przegrał a szkielet marlina, nie jest dowodem zwycięstwa lecz klęski.
Ale przecież to tylko złudzenie zwycięstwa, tak jak złudzeniem jest wyobrażenie Santiago, że "człowieka można zniszczyć ale nie pokonać" - bo został nie tylko pokonany ale i zniszczony. Ta walka jego życia okazuje się dla innych, poza Manolinem, bez znaczenia. (Myśląc "ponowocześnie" - czyżby w relacji Santiago - Manolin ukryty był motyw homoseksualny? Z kolei hołdujący interpretacji postkolonialnej mogą dopatrzeć się przejawów rasizmu w zwycięstwie Santiago nad Murzynem, co prawda Santiago raczej nie był biały, ale co jaśniejsza skóra, to jaśniejsza.) Podziw dla Santiago za złowienie ogromnej ryby a właściwie dla wymiarów tego co z niej pozostało, równoważony jest uznaniem dla mającego zdecydowanie bardziej utylitarny wymiar połowu chłopca a ostatecznie zdeprecjonowany przez przygodnych turystów.
To werdykt właściciela kawiarni przypomina o tym, czego świadom był zresztą także Santiago, walka z tym co dla niego było ucieleśnieniem wielkości, chwały, szlachetności i zręczności prowadzona była w imię bardzo przyziemnego celu - dla pieniądza. Santiago przecież nie wypływa w morze dla przyjemności, dla sprawdzenia siebie samego - pojedynek, który stoczył jest przecież kwestią przypadku, rozpaczliwą próbą wynagrodzenia sobie dotychczasowych niepowodzeń. Wie, że tę próbę przegrał a szkielet marlina, nie jest dowodem zwycięstwa lecz klęski.

