Bohaterów "Tortilla Flat" widuję prawie codziennie, to panowie o obrzękłych twarzach, którzy stają każdego dnia przed nie lada wyzwaniem; skąd wziąć pieniądze by móc się napić. Steinbeck usiłował z nich zrobić arturiański krąg rycerzy okrągłego stołu ale przyznam się - jakoś tego nie widzę i trudno mi wykrzesać sympatię do tego rodzaju postaci, może dlatego, że Steinbeck trochę przesadza w apologii swoich bohaterów, którym zresztą jest bliżej do całej listy literackich chłopków-roztropków niż rycerzy króla Artura.
Bo też bohaterów "Tortilla Flat" poprzedza cały literacki orszak ze Starego Świata, chociażby Sancho Pansa, Colas Breugnon czy Dyl Sowizdrzał a zważywszy na stoicyzm także chyba i Kubuś Fatalista, którego cień można odnaleźć w filozofii Danny'ego - "Gdyby dom się nie spalił - pomyślał - stałbym się chciwy, myśląc ciągle o komornym. Moi przyjaciele i tak już ochłodli w stosunku do mnie, ponieważ winni mi byli pieniądze. Teraz i ja, i oni nie mamy już żadnych wzajemnych zobowiązań, możemy więc znów być szczęśliwi, jak byliśmy przedtem."
Steinbeck stworzył ich amerykańskie odpowiedniki, którzy sami o tym nie wiedząc, praktykują Horacjańskie "carpe diem" a ich codzienna troska, jak by tu coś wypić, w przypadku gdy została już zażegnana, doczekała się nawet teoretycznego opisu, w którym "poszczególne etapy opróżniania gąsiorków można stopniować następująco: nieco poniżej szyjki pierwszego gąsiorka - rozmowa poważna i skoncentrowana; dwa cale poniżej - smutne, romantyczne wspomnienia, trzy cale poniżej - analiza minionych sycących miłości, cal niżej - analiza minionych niezaspokojonych namiętności; dno pierwszego gąsiorka - ogólny, niesprecyzowany smutek. Nieco poniżej szyjki drugiego gąsiorka - czarna rozpacz; dwa palce poniżej - pieśń śmierci i tęsknoty; kciuk poniżej - każda inna znana pieśń. Na tym system stopniowania kończy się, następuje specjalizacja. Od tej chwili wszystkiego można się spodziewać".
Ale u bohaterów powieści hołd składany Bachusowi idzie w parze ze szlachetnymi odruchami serca. Właśnie one; epizod ze śmiercią dziecka, pomocy rodzinie stojącej przed widmem głodu, obraz Pirata codziennie przemierzającego miasto z towarzyszącą mu gromadą psów sprawiają, że choć książka "jest śmieszna, ale kiedy człowiek otwiera usta, żeby się śmiać, jakaś zimna ręka zaciska mu serce" i stanowi gorzkie ostrzeżenie "pod adresem człowieka, że pozostawiony jest samemu sobie, samotny między ludźmi, że znikąd nie przyjdzie pocieszenie".
Steinbeck patrząc na swoich bohaterów widzi w nich nie, nie bójmy się tego słowa, meneli, alkoholików, margines społeczny ale przede wszystkim ludzi. To jak żyją jest ich wyborem, do którego mają prawo jak każdy. I jak każdy mają prawo do wzruszeń, radości i smutków. Dostrzega i wybacza im ich słabości, bo kimże jesteśmy by osądzać innych.
Jeśli się zna dwie najważniejsze powieści Steinbecka "Grona gniewu" i "Na wschód od Edenu" (uważni czytelnicy znajdą w "Tortilla Flat" wzmiankę o "burdelu ciotki Jenny w Salinas", który to przybytek jest wzmiankowany w "Na wschód od Edenu"), to nie ma co ukrywać książka zaskakuje i rozczarowuje. Nie znaczy to, że jest zła ale wiadomo - lepsze jest wrogiem dobrego.
Steinbeck stworzył ich amerykańskie odpowiedniki, którzy sami o tym nie wiedząc, praktykują Horacjańskie "carpe diem" a ich codzienna troska, jak by tu coś wypić, w przypadku gdy została już zażegnana, doczekała się nawet teoretycznego opisu, w którym "poszczególne etapy opróżniania gąsiorków można stopniować następująco: nieco poniżej szyjki pierwszego gąsiorka - rozmowa poważna i skoncentrowana; dwa cale poniżej - smutne, romantyczne wspomnienia, trzy cale poniżej - analiza minionych sycących miłości, cal niżej - analiza minionych niezaspokojonych namiętności; dno pierwszego gąsiorka - ogólny, niesprecyzowany smutek. Nieco poniżej szyjki drugiego gąsiorka - czarna rozpacz; dwa palce poniżej - pieśń śmierci i tęsknoty; kciuk poniżej - każda inna znana pieśń. Na tym system stopniowania kończy się, następuje specjalizacja. Od tej chwili wszystkiego można się spodziewać".
Ale u bohaterów powieści hołd składany Bachusowi idzie w parze ze szlachetnymi odruchami serca. Właśnie one; epizod ze śmiercią dziecka, pomocy rodzinie stojącej przed widmem głodu, obraz Pirata codziennie przemierzającego miasto z towarzyszącą mu gromadą psów sprawiają, że choć książka "jest śmieszna, ale kiedy człowiek otwiera usta, żeby się śmiać, jakaś zimna ręka zaciska mu serce" i stanowi gorzkie ostrzeżenie "pod adresem człowieka, że pozostawiony jest samemu sobie, samotny między ludźmi, że znikąd nie przyjdzie pocieszenie".
Steinbeck patrząc na swoich bohaterów widzi w nich nie, nie bójmy się tego słowa, meneli, alkoholików, margines społeczny ale przede wszystkim ludzi. To jak żyją jest ich wyborem, do którego mają prawo jak każdy. I jak każdy mają prawo do wzruszeń, radości i smutków. Dostrzega i wybacza im ich słabości, bo kimże jesteśmy by osądzać innych.
Jeśli się zna dwie najważniejsze powieści Steinbecka "Grona gniewu" i "Na wschód od Edenu" (uważni czytelnicy znajdą w "Tortilla Flat" wzmiankę o "burdelu ciotki Jenny w Salinas", który to przybytek jest wzmiankowany w "Na wschód od Edenu"), to nie ma co ukrywać książka zaskakuje i rozczarowuje. Nie znaczy to, że jest zła ale wiadomo - lepsze jest wrogiem dobrego.



