Cóż za zbieg okoliczności! Kupiłem akurat, korzystając z przeceny, "Sońkę" Ignacego Karpowicza gdy wybuchła afera rodem z magla albo jak z "Rozmów w toku" Ewy Drzyzgi. Publicystka Kinga Dunin, publicznie skarży się, że pisarz wezwany do oddania pożyczonych pieniędzy kazał jej spierd... , na co pisarz rewanżuje się jej również publiczną enuncjacją, jak to w trosce o swój rozwój musiał kopulować z blisko o ćwierć wieku starszą panią i to jeszcze na dodatek feministką.
Żenada, dno dna i dziesięć metrów mułu, ale skoro wydałem już pieniądze to postanowiłem sprawdzić jak przedstawia się powieść, która swój kształt zawdzięcza, choć w nierównej części, podobno obu państwu.
Żenada, dno dna i dziesięć metrów mułu, ale skoro wydałem już pieniądze to postanowiłem sprawdzić jak przedstawia się powieść, która swój kształt zawdzięcza, choć w nierównej części, podobno obu państwu.
Sprawdziłem - jest dobrze, powiedziałbym nawet, że bardzo dobrze i to do tego stopnia, że znajomość z prozą Karpowicza zamierzam kontynuować, bo trudno by było inaczej skoro książkę przeczytałem jednym tchem.
Jest w "Sońce", w opowieści tytułowej bohaterki, coś ze świata powieści Myśliwskiego, którego bohaterowie dokonują rozrachunku z własnym życiem, coś z klimatu "Prawieku i innych czasów" Tokarczuk i "Malowanego ptaka" Kosińskiego (kazirodztwo, scena gwałtu, "indagacja" w sprawie ojcostwa), że nie wspomnę o czytelnej aluzji do "Czarodziejskiej góry", choć bohater Manna był sporo starszy od miłości życia głównej bohaterki, no i w Gdańsku tylko trochę studiował a nie urodził się.
To opowieść starej kobiety, może takiej jak ta z fotografii Jerzego Piątka (tyle, że bez wnuczki), która ma "twarz naprawdę, takich twarzy życie już nie lepi, takich twarzy się nie widuje. Bo twarz Soni zstąpiła z ikony: brązowa, czerstwa, popękana, bez znaczenia i kłamstwa, ale też mocna z jaśniejszymi liniami zmarszczek (...). Bo twarz Soni to twarz po prostu: widać, że coś przeżyła, widać że coś marzyła, nade wszystko jednak ta twarz służy do tego, do czego ją Haspodź powołał: do słuchania, patrzenia, jedzenia, do mycia, całowania, wąchania, do czkania, płakania, siąkania."
Jest w "Sońce", w opowieści tytułowej bohaterki, coś ze świata powieści Myśliwskiego, którego bohaterowie dokonują rozrachunku z własnym życiem, coś z klimatu "Prawieku i innych czasów" Tokarczuk i "Malowanego ptaka" Kosińskiego (kazirodztwo, scena gwałtu, "indagacja" w sprawie ojcostwa), że nie wspomnę o czytelnej aluzji do "Czarodziejskiej góry", choć bohater Manna był sporo starszy od miłości życia głównej bohaterki, no i w Gdańsku tylko trochę studiował a nie urodził się.
To opowieść starej kobiety, może takiej jak ta z fotografii Jerzego Piątka (tyle, że bez wnuczki), która ma "twarz naprawdę, takich twarzy życie już nie lepi, takich twarzy się nie widuje. Bo twarz Soni zstąpiła z ikony: brązowa, czerstwa, popękana, bez znaczenia i kłamstwa, ale też mocna z jaśniejszymi liniami zmarszczek (...). Bo twarz Soni to twarz po prostu: widać, że coś przeżyła, widać że coś marzyła, nade wszystko jednak ta twarz służy do tego, do czego ją Haspodź powołał: do słuchania, patrzenia, jedzenia, do mycia, całowania, wąchania, do czkania, płakania, siąkania."
Daruję sobie dyrdymały o feministycznej perspektywie narracji Karpowicza (jak to brzmi, prawda? a która jest dostrzegalna bez większego trudu ale nie jest jakoś specjalnie natrętna) bo są znacznie ciekawsze rzeczy, na które wypada zwrócić uwagę - zmierzenie się z mitami "wsi sielskiej, anielskiej" oraz "Wandy, co nie chciała Niemca".
W pełnym brutalności i prymitywizmu chłopskim życiu, tytułowa bohaterka, która nie ma w sobie nic z heroiny, znajduje ukojenie w ramionach Niemca i to jeszcze Niemca zbrodniarza, mordującego mieszkańców nieodległego miasteczka. To uczucie proste, nie oparte na "rozumieniu dusz" a jedynie na instynktownym poczuciu bliskości i oddania a przecież w żaden sposób przez to nie gorsze.
Ktoś obcy staje się dla Sońki ucieczką przed tym co powinno być dla niej najbliższe a jest tylko źródłem cierpienia. Obcy też unieśmiertelnia jej historię, bo ona sama "milczała. Gdyby porachować minuty jej życia, okazałoby się pewnie, że przemilczała własne życie. Że towarzyszami rozmów były krowy, kot i pies. Łąka, rzeka i przedmioty."
Ile my takich osób spotykamy na swojej drodze, mijając je ledwo zauważone? Kto z nas docieka, jakie doświadczenie kryje życie obcego nam człowieka? Czy jego historia dokonałaby może niekoniecznie jak w przypadku Igora/Ignacego przemiany z zadufanego w sobie bufona w człowieka, zdolnego odczuwać los innych ale wywołałaby choćby cień refleksji, nad błahością własnych porażek i sukcesów w obliczu ludzkiej tragedii? Chciałoby się wierzyć, że tak ...
W pełnym brutalności i prymitywizmu chłopskim życiu, tytułowa bohaterka, która nie ma w sobie nic z heroiny, znajduje ukojenie w ramionach Niemca i to jeszcze Niemca zbrodniarza, mordującego mieszkańców nieodległego miasteczka. To uczucie proste, nie oparte na "rozumieniu dusz" a jedynie na instynktownym poczuciu bliskości i oddania a przecież w żaden sposób przez to nie gorsze.
Ktoś obcy staje się dla Sońki ucieczką przed tym co powinno być dla niej najbliższe a jest tylko źródłem cierpienia. Obcy też unieśmiertelnia jej historię, bo ona sama "milczała. Gdyby porachować minuty jej życia, okazałoby się pewnie, że przemilczała własne życie. Że towarzyszami rozmów były krowy, kot i pies. Łąka, rzeka i przedmioty."
Ile my takich osób spotykamy na swojej drodze, mijając je ledwo zauważone? Kto z nas docieka, jakie doświadczenie kryje życie obcego nam człowieka? Czy jego historia dokonałaby może niekoniecznie jak w przypadku Igora/Ignacego przemiany z zadufanego w sobie bufona w człowieka, zdolnego odczuwać los innych ale wywołałaby choćby cień refleksji, nad błahością własnych porażek i sukcesów w obliczu ludzkiej tragedii? Chciałoby się wierzyć, że tak ...

