Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sztuka Afryki - sztuka Europy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sztuka Afryki - sztuka Europy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 października 2013

Cuda w Polsce

Nie raz i nie dwa wyrzekałem na poziom wystaw sztuki afrykańskiej w naszych muzeach. Prezentuje się ją w "prehistoryczny" sposób za pomocą nieśmiertelnych rekonstrukcji wnętrz chat, sporadycznie tylko dostrzegając w jej obiektach dzieła sztuki. To trochę tak jak gdyby prezentację sztuki polskiej w USA sprowadzić do pokazania wnętrza chaty góralskiej, okraszoną łowickim pasiakiem i łodzią rybacką z Helu.

Do tego dochodzi też kwestia jakości - część eksponatów to artefakty, które nigdy nie były w użyciu, jeszcze pół biedy jeśli to kopie dla kolekcjonerów, gorzej jeśli muzeum chwali się czymś co określa się jako "airport art", obiektami wykonanymi z myślą o turystach nastawionych na kupno egzotycznej pamiątki, bo i takie przypadki u nas bywają.  

zdjęcie ze strony www.missionarieclaveriane.org

zdjęcie ze strony www.beskidniski.org.pl

W tej ogólnej mizerii trafiają się zupełnie niespodziewanie prawdziwe nie tylko perełki ale wręcz perły, jak ta w Muzeum Misyjnym Sióstr Misjonarek św. Piotra Klewera w Krośnie, nie bójmy się tego powiedzieć, światowej klasy figura nkisi (na zdjęciach powyżej), fetysz należący do plemienia Bakongo/Kongo (zamieszkuje ono przede wszystkim zachodnią część Demokratycznej Republiki Kongo, u ujścia rzeki Kongo) a ostrza i gwoździe wbite w niego miały wywoływać cierpienie i śmierć osoby, przeciwko której były skierowane. Rzeźba trafiła do Krosna w początkach istnienia Domu Sióstr Klawierianek w tym mieście, czyli w latach 30-tych XX wieku, z Krakowa gdzie Muzeum Misyjne istniało już w 1900 roku. Tam z kolei trafiła zapewne jako dar któregoś z misjonarzy. Wszystko wskazuje na to, że pochodzi z II połowy XIX w. Być może szczegółowa kwerenda przyniosłaby dokładniejsze informacje.

Dla porównania i pokazania, że nie przesadzam, poniżej tego samego typu obiekty z ważniejszych muzeów zajmujących się afrykańska sztuką plemienną w Brukseli, Genewie i Nowym Jorku.


 
 
To coś jak "Pokłon Trzech Króli" Jacoba Jordaensa z kościoła św. Jana Chrzciciela w Skalbmierzu (niestety jakość zdjęcia nawet w połowie nie oddaje urody i klasy obrazu), czy przypisywana Timoteo Viti "Matka Boska z Dzieciątkiem" z kolegiaty św. Marcina w Opatowie. Światowej klasy dzieła w miejscowościach z pewnością ciekawych, na co dzień jednak, nie ma co ukrywać, łagodnie rzecz ujmując, nie tętniących życiem.

zdjęcie ze strony www.niedziela.pl


zdjęcie ze strony www.kolegiataopatow.sandomierz.opoka.org.pl

Jak się okazuje, nie po raz pierwszy zresztą, warto od czasu do czasu ruszyć z Warszawy w Polskę by poobcować ze sztuką na światowym poziomie. 

poniedziałek, 26 marca 2012

Picasso i sztuka afrykańska - "Panny z Avignon" ("Les Demoiselles d'Avignon")

Nazwa Awinion kojarzy mi się, niekoniecznie w tej kolejności; z papieżami i antypapieżami, którzy rezydowali w Awinionie, ci pierwsi w latach 1309-1377, drudzy zaś w latach 1378-1408, wierszem Krzysztofa Kamila Baczyńskiego "Na moście w Avignon" w wykonaniu Ewy Demarczyk i last but not least "Pannami z Avignon" Pabla Picassa (1881-1973).


Naturalnie słynny (i wielki - ok. 244 cm x 234 cm) obraz Picassa nie ma nic wspólnego z Awinionem, wbrew temu co mogłoby wynikać z polskiego tłumaczenia tytułu ("Panny z Awionionu") funkcjonującego w wikipedii. Jego tytuł pochodzi od nazwy ulicy (Carrer d'Avinyo) w Barcelonie, przy której mieścił się dom publiczny, w którym "pracowały" sportretowane kobiety. Zresztą do tego przybytku nawiązywał pierwotny tytuł dzieła namalowanego w 1907 r., zmieniony (czego do końca Picasso nigdy nie chciał zaakceptować, tytułując obraz uparcie; "Le Bordel d'Avignon") przez Andre Salmona (1881-1969) przyjaciela Picassa, krytyka sztuki i poetę, który zorganizował pierwszą publiczną wystawę obrazu (1916). Picasso nie uważał obrazu za skończony (choć z drugiej strony zaprzestał prac nad nim w 1907 r.) ale w 1921 r. sprzedał go projektantowi mody Jacquesowi Doucetowi, a w 1937 r. wdowa po nim odsprzedała go z kolei Jacquesowi Seligmannowi, od którego odkupiło go Museum of Modern Art w Nowym Jorku, gdzie można go do dziś oglądać. 

To jedna z najsłynniejszych prac Picassa, której znaczenie dla sztuki współczesnej zostało "odkryte" dopiero w latach dwudziestych ubiegłego wieku. "Jaki jest temat obrazu? Artysta sięgnął do tradycji klasycznej, do motywu "kąpiących się kobiet" i "tureckiej łaźni" z zamiarem ich sparodiowania. Pragnie podkreślić, że kiedy ma się ochotę malować nagie kobiety, to nie trzeba obłudnie  uciekać się do pretekstu, którym jest kąpiel. Przecież można pokazać banalną scenę prezentowania prostytutek w "salonie" jednego z domów publicznych, których był zagorzałym bywalcem. Bo tam właśnie widać najwięcej nagich kobiet. A temat burdelu to okazja wymierzenia policzka tradycji" (H. Gidel, "Picasso").

Malując twarze modelek Picasso nawiązał zarówno do sztuki iberyjskiej, jak i afrykańskiej. Mnie oczywiście interesuje najbardziej ten drugi wątek. Sam Picasso zaprzeczał, jakoby inspiracją do sposobu, w jaki przedstawił twarze dwóch kobiet z prawej strony obrazu była sztuka afrykańska. Znane jest jego odcięcie się od niej - "Sztuka afrykańska? Nigdy o niej nie słyszałem!" (L'art negre? Connais pas!) ale nie ulega wątpliwości, że przed powstaniem obrazu zwiedzał w Paryżu ówczesne Musee d'Ethnographie du Trocadero, które wystawiało publicznie swoje zbiory sztuki afrykańskiej. W Muzeum Trocadero był zresztą także w czasie prac na obrazem, nawiasem mówiąc w towarzystwie Andre Malraux.


Jaka maska zainspirowała Picassa, do końca nie wiadomo, wskazuje się czasami ogólnie na Wybrzeże Kości Słoniowej, czasami Kongo Francuskie, dominuje jednak pogląd, że najprawdopodobniej chodziło o maskę typu ngil plemienia Fang z Gabonu przy okazji na poparcie tego przypuszczenia ilustrując go maską znajdującą się w zbiorach muzeum w Luwrze (powyżej), jako zbliżoną do tego, co Picasso mógł zobaczyć.


Ja obstawiałbym jednak jakąś maskę z terenów dawnego Kongo Belgijskiego z plemienia Songye w jej żeńskiej wersji (kifwebe) ze względu na jej charakterystyczne żłobienia, które rzucają się w oczy także na twarzach kobiet Picassa, choć tej, której zdjęcie zamieściłem Picasso akurat nie mógł widzieć bo pochodzi o ona ze zbiorów Brooklyn Museum w Nowym Jorku. Jak było naprawdę i która z masek wywarła na Picassie takie wrażenie, że postanowił ją uwiecznić w swoich "Pannach" pewnie jednak już się nigdy nie dowiemy.