Nie raz i nie dwa wyrzekałem na poziom wystaw sztuki afrykańskiej w naszych muzeach. Prezentuje się ją w "prehistoryczny" sposób za pomocą nieśmiertelnych rekonstrukcji wnętrz chat, sporadycznie tylko dostrzegając w jej obiektach dzieła sztuki. To trochę tak jak gdyby prezentację sztuki polskiej w USA sprowadzić do pokazania wnętrza chaty góralskiej, okraszoną łowickim pasiakiem i łodzią rybacką z Helu.
Do tego dochodzi też kwestia jakości - część eksponatów to artefakty, które nigdy nie były w użyciu, jeszcze pół biedy jeśli to kopie dla kolekcjonerów, gorzej jeśli muzeum chwali się czymś co określa się jako "airport art", obiektami wykonanymi z myślą o turystach nastawionych na kupno egzotycznej pamiątki, bo i takie przypadki u nas bywają.
Do tego dochodzi też kwestia jakości - część eksponatów to artefakty, które nigdy nie były w użyciu, jeszcze pół biedy jeśli to kopie dla kolekcjonerów, gorzej jeśli muzeum chwali się czymś co określa się jako "airport art", obiektami wykonanymi z myślą o turystach nastawionych na kupno egzotycznej pamiątki, bo i takie przypadki u nas bywają.
zdjęcie ze strony www.missionarieclaveriane.org
zdjęcie ze strony www.beskidniski.org.pl
W tej ogólnej mizerii trafiają się zupełnie niespodziewanie prawdziwe nie tylko perełki ale wręcz perły, jak ta w Muzeum Misyjnym Sióstr Misjonarek św. Piotra Klewera w Krośnie, nie bójmy się tego powiedzieć, światowej klasy figura nkisi (na zdjęciach powyżej), fetysz należący do plemienia Bakongo/Kongo (zamieszkuje ono przede wszystkim zachodnią część Demokratycznej Republiki Kongo, u ujścia rzeki Kongo) a ostrza i gwoździe wbite w niego miały wywoływać cierpienie i śmierć osoby, przeciwko której były skierowane. Rzeźba trafiła do Krosna w początkach istnienia Domu Sióstr Klawierianek w tym mieście, czyli w latach 30-tych XX wieku, z Krakowa gdzie Muzeum Misyjne istniało już w 1900 roku. Tam z kolei trafiła zapewne jako dar któregoś z misjonarzy. Wszystko wskazuje na to, że pochodzi z II połowy XIX w. Być może szczegółowa kwerenda przyniosłaby dokładniejsze informacje.
Dla porównania i pokazania, że nie przesadzam, poniżej tego samego typu obiekty z ważniejszych muzeów zajmujących się afrykańska sztuką plemienną w Brukseli, Genewie i Nowym Jorku.
Dla porównania i pokazania, że nie przesadzam, poniżej tego samego typu obiekty z ważniejszych muzeów zajmujących się afrykańska sztuką plemienną w Brukseli, Genewie i Nowym Jorku.
To coś jak "Pokłon Trzech Króli" Jacoba Jordaensa z kościoła św. Jana Chrzciciela w Skalbmierzu (niestety jakość zdjęcia nawet w połowie nie oddaje urody i klasy obrazu), czy przypisywana Timoteo Viti "Matka Boska z Dzieciątkiem" z kolegiaty św. Marcina w Opatowie. Światowej klasy dzieła w miejscowościach z pewnością ciekawych, na co dzień jednak, nie ma co ukrywać, łagodnie rzecz ujmując, nie tętniących życiem.
zdjęcie ze strony www.niedziela.pl
zdjęcie ze strony www.kolegiataopatow.sandomierz.opoka.org.pl
Jak się okazuje, nie po raz pierwszy zresztą, warto od czasu do czasu ruszyć z Warszawy w Polskę by poobcować ze sztuką na światowym poziomie.









