Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szczuka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szczuka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 stycznia 2015

Janion, Transe - Traumy - Transgresje 2, Prof. Misia, Kazimiera Szczuka

Mimo zarzekania się nie wytrzymałem, ciekawość pierwszy stopień do piekła ale niech tam ... Aż dwa lata minęły od ukazania się pierwszej części wywiadu z Marią Janion zanim ukazała się jego część druga. Wiedziałem już, czego mogę się spodziewać, a tu, proszę jaka miła niespodzianka. Widać, że upływ czasu dobrze zrobił Kazimierze Szczuce bo odpuściła sobie prymitywne, rodem z "Pudelka" bezceremonialne pytania o sferę intymną życia Profesor a i hołdownicze wobec niej nastawienie nieco straciło na ostrości.

 
Maria Janion wspomina, że starała się by jej studenci "mieli odwagę myślenia i zadawania pytań", co prawda jej rozmówczyni nadal tym nie grzeszy, ale ten niedobór rekompensuje za to lansowaniem Krytyki Politycznej i feminizmu, choć zwracając się do Profesor nie przestrzega, o zgrozo, "żeńskich końcówek i wielości rodzajów" nad czym ubolewały jej "siostry w feminizmie". Na plus Kazimierze Szczuce należy policzyć za to fakt, że w końcu chociaż raz zdobyła się na odwagę i lekko "przyparła do muru" swoją interlokutorkę, podobnie jak wyrazy uznania należą się jej za troskę, którą wraz ze swoimi konkubentem, otacza na co dzień Profesor.

Zasadnicza różnica pomiędzy obiema częściami wywiadu polega na tym, że "Profesor Misia" jest w mniejszym stopniu rozmową o biografii, a bardziej o poglądach i dorobku Marii Janion. Pewnie najlepiej byłoby, gdyby wcześniej odrobiło się lekcje z jej twórczości ale jakoś trudno mi jakoś wykrzesać do tego zapał. Bo i trudno o niego, gdy  Profesor zaznacza swoje marksistowskie inklinacje tyle, że z rewizjonistycznymi naleciałościami.

Tak zwyczajnie po ludzku, to trudno się nawet jej dziwić, komunizm chyba traktowała jako dźwignię, dzięki której ona, biedna dziewczyna z Moniek zrobiła karierę naukową i mogła sprawować rząd dusz. Oczekiwanie by teraz zanegowała swój wybór, sens pracy całego życia, mówiąc - pomyliłam się, byłby naiwnością. Z drugiej jednak strony, zaskakujące jest to niedostrzeganie rzeczywistego wymiaru marksizmu, który ze swoimi założeniami legł u podstaw największej hekatomby w dziejach ludzkości. Kiedy Profesor mówi "starałam się przedstawić całą komplikację, która, oprócz tej wynikającej z historii filozofii, pojawiła się wskutek totalitaryzmu. Faszyzm unieważnił przecież możliwość krytyki tekstu, zastąpił rozumienie czystością doktryny, uświęcił mowę nienawiści, a dorobek myśli i sztuki europejskiej podeptał." wystarczy przecież w miejsce faszyzmu podstawić komunizm a jej twierdzenia będzie równie prawdziwe.

Naprawdę, Pani Profesor, w świetle pamięci o narzucanym administracyjnie marksizmie także w sferze kultury, mówienia o poglądach Marksa na literaturę brzmi kuriozalnie. Ten brak krytycznej refleksji jest dla mnie u Marii Janion przygnębiający. Tym bardziej, że kiedy mówi "na tym polega ten cały proceder humanistyki, że erudycja, taka najbardziej już dziewiętnastowieczna w moim wypadku, wyniesiona z "grobu młodości", lat spędzonych nad źródłami w bibliotekach, staje się podstawą do pomysłów interpretacyjnych mających poszerzać czy odnawiać rozumienie współczesności", to jej credo jest mi bliskie, bo podobnie jak Profesor uważam, że nie ma mowy o kompetentnej rozmowie na temat literatury bez znajomości jej źródeł. Ciepło mi się też zrobiło na sercu gdy okazało się, że bliska jest jej twórczość Wernera Herzoga a i Diane Arbus nie jest jej nieznana.

Ma też zapewne rację, gdy twierdzi - "Polonistyka, stale powtarzam, jak chyba żadna inna dziedzina, pozostaje skansenem zabójczych komunałów, a już nauczanie romantyzmu w szczególności. Ale nie idzie tylko o romantyzm. Jest też ta nieznośna wygoda, łatwość, w opowiadaniu o człowieczeństwie w obozach koncentracyjnych, w gułagu, podczas ludobójstwa, nagonki, prześladowań i tortur." Sama jednak ulega tej pokusie przeciwstawiając frazesowi "człowieczeństwa", frazesowi "nieludzkiej strony" jakby zapominając, że za zbrodniami komunizmu i faszyzmu, dwóch stron tego samego medalu, stoją zawsze w ostatecznym rozrachunku ludzie i ludzkie czyny.

Wywiad Kazimiery Szczuki z Marią Janion jest książką, o której można powiedzieć, że utrzymuje status quo, w tym znaczeniu, że ci którzy darzą estymą Profesor, zapewne pozostaną przy swoim dla niej podziwie, ci zaś którzy odnoszą się do niej z pewnym sceptycyzmem, mimo panegirycznego charakteru "Transów - Traum - Transgresji" utwierdzą się tylko w tej rezerwie.

piątek, 16 stycznia 2015

Janion. Transe - Traumy - Transgresje. Niedobre dziecię, Kazimiera Szczuka

Przyznaję, jestem nieco sceptycznie nastawiony do Marii Janion. To efekt "urazu" jaki mi pozostał z młodości po nieudanej próbie lektury któregoś z tomów "Transgresji". Ale to moja wina a nie jego Współautorki bo to nie są książki dla licealistów. Jednak gdy niedawno czytałem przyczynkarski tekst Profesor na temat "Z otchłani", moje poczucie winy z powodu uprzedzenia wobec niej nieco zmalało, bo spodziewałem się po niej wyważonego tekstu pisanego sine ira et studio a nie tylko "walenia w bęben", o co zresztą Kossak aż się prosi.


Jak już pisałem u Agnieszki, z pewną podejrzliwością podchodzę do wywiadów przeprowadzanych przez ucznia ze swoim nauczycielem, bo osobista relacja już z definicji zakłada "picie sobie z dziubków" i ślizganie się po trudnych i niewygodnych dla odpytywanego tematach. Niektórym to nie przeszkadza, mi tak. I nie ma co ukrywać wywiad Kazimiery Szczuki z Marią Janion pisany jest właśnie w konwencji "picia z dziubków".

To laurka na cześć Profesor i jeśli ktoś lubi takie rzeczy, z pewnością nie będzie rozczarowany. Nie żebym zaraz coś miał przeciwko panegirykom, nawet nie ale czy naprawdę musi mieć on formę wywiadu? A przedsmak tego co czeka czytelnika widać już w odredakcyjnej notce głoszącej, że w drugim tomie "duch zmarłego Kazimierza Wyki nawiedza mieszkanie Janion". Po lekturze pierwszego tomu należałoby powiedzieć, że jest to raczej duch Stefana Żółkiewskiego, głównego karbowego socrealizmu, który był dla Profesor, jak mówi, wyjątkowo ważną postacią w jej życiu. Ważną i bliską. Odwaga do przyznania się do takich afiliacji w dzisiejszych czasach zasługuje na odnotowanie, tyle że ma się wrażenie, że widmo marksizmu ciągle krąży nad Marią Janion.

Jak inaczej można tłumaczyć wyznanie, że "Związek Radziecki walczył o pokój. W końcu to oni pokonali Hitlera. Jakoś ludzie w Polsce wtedy jednak to doceniali. Teraz może już nie, ale wtedy było inaczej. Te wspomnienia, które czytam, mówiące o tym, że wiadomo było, że oto przyszedł drugi okupant, wydają mi się śmieszne. Nie traktowaliśmy tego jako nadejścia drugiego okupanta, tylko jako wyzwolenie."? Bo rzeczywiście jest się z czego pośmiać, przecież to że "wyzwoliciele" odebrali Polsce blisko połowę terytorium jest przecież takie śmieszne. Co prawda, nie wiem, czy śmiałaby się razem z Marią Janion, Barbara Skarga, która po latach spędzonych w więzieniu i łagrach wróciła do Polski w 1956 roku i tysiące tych, których spotkał podobny a często i gorszy los. I chyba w Profesor też leciutko tli się taka wątpliwość bo zwłaszcza, że była świadoma poczynań Rosjan, tym bardziej, że jej brat, żołnierz AK miał za sobą bolesne doświadczenia kontaktów z nimi.

Można by pomyśleć, że to może tylko taki "skrót myślowy" a la Macierewicz. Ale gdy uparcie opowiada o "obozie reakcji" i "obozie postępu" do którego należała, resztka złudzeń pryska. Tak, tak, to nie pomyłka - dla Profesor marksiści w literaturze to obóz postępu, a reakcja to zapewne "tradycyjna interpretacja historycznoliteracka". Niezły obóz postępu, który tępił przejawy niezależnej myśli i dążył do jej zglajszachtowania nie ograniczając się bynajmniej tylko do werbalnej perswazji.

Tego rodzaju "kwiatki" sprawiają wrażenia, jakby się czytało odpowiedzi rozmówców Teresy Torańskiej z "Onych", tyle że gdzie tam Kazimierze Szczuce do Teresy Torańskiej. W żadnym momencie nie mityguje Profesor, że może coś tu jest nie tak, że akces do "obozu postępu", w okresie kiedy niszczył on ludzi ośmielających się mieć inne zdanie wymaga jakiejś krytycznej refleksji. Tego nie ma, podobnie jak i w innych sprawach, z wyjątkiem "spraw łóżkowych", w których rozmówczyni Profesor przejawia mało delikatną dociekliwość, choć biorąc pod uwagę niedawne publiczne pranie brudów przez Kingę Dunin (do której zresztą Kazimiera Szczuka się odwołuje) i Ignacego Karpowicza nie powinno się być tym specjalnie zdziwionym.

Musiało być jej bardzo niewygodnie przeprowadzając wywiad z Profesor na kolanach i w oparach kadzidła. Kiedy pyta z niedowierzaniem przy okazji wspomnień o Marii Żmigrodzkiej, czy ona "była mądrzejsza od Pani? Czy to możliwe?", chciałoby się powiedzieć - Pani Kazimiero, wazelina powinna mieć swoje granice, nawet w środowisku Krytyki Politycznej!  Jego obecność jest w wywiadzie stale zaznaczana, przez co ma się wrażenie, że Kazimiera Szczuka cierpi na syndrom oblężonej twierdzy, co nie wpływa pozytywnie na szerokość horyzontów. I to widać a co kiepsko wróży na przyszłość, zważywszy na fakt, że wywiad można odebrać jako rodzaj pokoleniowej zmiany warty. Tyle, że teraz "obozem postępu" są feministki, a ci co na zewnątrz to "obóz reakcji" z braćmi Kaczyńskimi na czele, którzy pojawiają się niczym deus ex machina i którym oczywiście się dostało.

Miałem szczery zamiar przeczytania obydwu części wywiadu za jednym zamachem, to niewielkie książeczki, które, trzeba oddać sprawiedliwość, generalnie czyta się bardzo dobrze ale nie dałem rady. Jednak jak tylko trochę dojdę do siebie przy prawdziwej literaturze zabieram się za część drugą tego, pożal się Boże, wywiadu.