Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tolkien. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tolkien. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 października 2017

J. R. R. Tolkien, Biografia. Humphrey Carpenter

Nie będę ukrywał, mój zachwyt nad "Hobbitem" i "Władcą pierścieni" z wiekiem osłabł, trudno zresztą by taki "stary koń" jak ja ciągle zachwycał się baśniami, nawet w takim rozmachu z jakim z jakim stworzył je Tolkien. Ale pozostały ciągle urokliwymi powieściami o przyjaźni, wytrwałości, odwadze i poświęceniu równie dobrymi dla "młodszej młodzieży", jak i dla dorosłych, w których drzemią jeszcze resztki chłopca marzącego o przygodach i kiedy jakiś czas temu czytałem "Hobbita" synowi, okazało się, że upływ lat nie miał dla powieści żadnego znaczenia i książka działa na wyobraźnię także w wieku XXI, w erze iphone'ów i "strzelanek". 


Książka Carpentera jest dla takich czytelników, którzy powieści o Śródziemiu wspominają z sentymentem i nie mają wielkiego pojęcia o ich autorze. Ja wiedziałem o nim tylko tyle, że był przyjacielem C. S. Lewisa ale jakoś przestało mi to wystarczać. Jeśli więc oczekuje się czegoś więcej niż w wikipedii a jednocześnie chce się uniknąć naukowej kolubryny, to książka jest akurat. Nie bez znaczenia jest zapewne i jej styl (a może jest to zasługa tłumaczki Agnieszki Sylwanowicz), sprawiający, że książka nie nuży, choć na pierwszy rzut oka miała by prawo.

Cóż może być bowiem interesującego w życiu oksfordzkiego profesora staroangielskiej literatury, specjalisty od dzieł, których istnienia nawet nie podejrzewamy, może poza "Opowieściami kanterberyjskimi", "Beowulfem" i opowieściami arturiańskimi. Żadnych ekscesów, skandali i romansów. Jedna żona - kobieta, w której kochał się od młodzieńczych lat. Nawet jego udział w wojnie (pierwszej) nie jest zbyt efektowny, parę dni na froncie i kolejne pobyty w szpitalach, żeby chociaż był ranny. Tak, zdecydowanie pierwszorzędny materiał na nudę. I jeszcze to hobby Tolkiena. Pomyśleć tylko, dorosły, poważny, żonaty i dzieciaty człowiek, profesor jednego z najsłynniejszych uniwersytetów świata, zajmuje się tworzeniem własnej, jak to określa Carpenter, mitologii. Tworzeniem nowego, wymyślonego od początku do końca świata. Nie do pomyślenia. Czemu ma to służyć? Oderwaniu się od rzeczywistości od pracy, od rodziny? Ileż tu pary poszło w gwizdek, na wymyślanie jakiegoś języka, którym mają posługiwać się bohaterowie książki, na wyjaśnianie "historycznych" szczegółów, świata w którym żyją.

To jest właśnie w dziele Tolkiena fascynujące, stworzenie kompletnego, nowego świata, w którym liczą najmniejsze drobiazgi. Owszem, można w nim znaleźć przebłyski realnego świata i średniowiecznej literatury ale w żaden sposób nie umniejsza to oryginalności dzieła jego życia. Oczywiście nie mogło w biografii zabraknąć historii tworzenia dzieła życia Tolkiena i jasne się staje skąd wzięła się taka różnica jakościowa pomiędzy "Władcą pierścieni" a innymi książkami fantasy.

Jest oczywiste, że Carpenter darzy swego bohatera sympatią (co najmniej) bo da się wyczuć, że dostrzegając u niego skazy, to choć je wskazuje, niespecjalnie je drąży, jakby z obawy, że mogą wyjść na jaw nieprzyjemne cechy charakteru. "Miękko" zarysowane zostało jego życie rodzinne, choć z biografii jasno wynika, że dla żony Tolkiena było ono dalekie od ideału, podobnie Carpenter nie rozdrapuje ran związanych z ochłodzeniem się przyjaźni z C. S. Lewisem. Ale być może to taka autorska maniera bo bez wielkich emocji opisuje też nie najłatwiejsze dzieciństwo i młodość Tolkiena, pozostającego w gruncie rzeczy na łasce obcych mu ludzi.

Pewnie tolkienolog mógłby być nieusatysfakcjonowany biografią Carpentera ale dla mnie jako dla laika jego książka jest akurat.

poniedziałek, 22 października 2012

Hobbit czyli tam i z powrotem, John Ronald Reuel Tolkien

Gdy pierwszy raz przeczytałem "Hobbita" byłem nim zauroczony. A i teraz gdy sobie go przypominałem, wizja bajkowego świata tytułowego bohatera pełna krasnoludów, goblinów, trolli i elfów (o orkach powieść milczy - ale pojawiają się za to wargowie) pochłonęła mnie na całe popołudnie.


Książka pozostaje niezasłużenie w cieniu "Władcy Pierścieni". Wyprzedziła go o prawie 20 lat nie jest więc jakimś prequelem powstałym po to by odcinać kupony od popularności opus magnum pisarza. Powieść jest od początku do końca samodzielnym wobec niego utworem. Nie ma co prawda tego rozmachu ale jego zapowiedź już tak, bo prezentuje już wizję świata skończonego i dopracowanego, który potem został we "Władcy Pierścieni" tak wspaniale rozbudowany. Naturalnie nie ma jeszcze mowy o wielu jego bohaterach, jak chociażby o Aragornie czy Sauronie ale jest już Gandalf, Gollum czy naturalnie Bilbo Baggins. Nic też nie zapowiada potęgi znalezionego przez niego pierścień, który jak na razie ma tylko właściwość zapewniania swoim właścicielom niewidzialności. To bajka dla dorosłych, a szczerze mówiąc nie tylko - w zasadzie, chyba tylko brak ilustracji sprawia, że nie czytają ją dzieci. Baśniowy świat, wartka akcja, zwycięstwo dobra nad złem - czego chcieć więcej. No i, co w szczególności może zainteresować przede wszystkim golfistów, uważny czytelnik może się jeszcze dowiedzieć, że stryjeczny dziadek Wielkiego Tuka (przodka Bilba po kądzieli) "natarł konno na zastępy goblinów z Góry Gram w bitwie na Zielonych Polach i jednym zamachem kija strącił królowi Golfimbulowi głowę z karku. Głowa ta przeleciała sto łokci w powietrzu i zaryła się w króliczej jamie; w ten sposób bitwa zakończyła się zwycięsko, a jednocześnie wynaleziona została gra w golfa".