Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marks. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 czerwca 2013

Karol Marks. Biografia, Francis Wheen

Gdyby taka książka o Marksie była znana "za moich czasów" to pewnie Marks miałby mniej zwolenników a marksizm krótszy żywot. To jedna z najlepszych biografii, jakie mi ostatnio wpadły w ręce,  a niewątpliwie stało przed autorem trudne zadanie, bo zapewne ciężko trzymać w ryzach emocje pisząc o  postaci, która podłożyła podwaliny pod najbardziej, obok niemieckiego nazizmu, skompromitowaną ideologię w historii świata. Wheen zresztą wcale nie ukrywa stosunku od bohatera swojej książki i w dużej mierze dzięki temu, udało mu się napisać rzecz "z pazurem", zabarwioną sarkazmem, który czasami przechodzi w jawną złośliwość.


Bez skrępowania wypowiada swoje sądy na temat Marksa a są one, co tu dużo mówić mało pochlebne o tym pruskim emigrancie, "który stał się angielskim dżentelmenem, gniewnym agitatorem, który większość życia spędził w zaciszu biblioteki British Museum, towarzyskim i gościnnym panem domu, który pokłócił się z niemal wszystkimi przyjaciółmi, oddanym ojcem rodziny, który miał dziecko ze służącą, niesłychanie poważnym filozofem, który uwielbiał pić, palić cygara i opowiadać kawały." To i tak litościwy opis kogoś, kto pisał do Engelsa: "Zawiadomiono nas wczoraj o bardzo szczęśliwym wydarzeniu, śmierci dziewięćdziesięcioletniego stryja mojej żony.", a kiedy indziej ubolewał, że nie umarła jeszcze jego matka bo potrzebne były mu pieniądze, jakie otrzymałby po niej w spadku.

Wheen wyraźnie odróżnia jednak człowieka od dzieła i równie do niego nie podchodzi bezkrytycznie bo trudno potraktować za wyraz uznania opinię na temat "Ideologii niemieckiej", o której pisze, że ta "teoria niepowiązana z praktyką była rodzajem naukowej masturbacji - dość przyjemna, ale ostatecznie jałowa i nieprzynosząca efektów", a polemiczne pisma Marksa określa mianem rozstrzeliwania muchy za pomocą armaty. Nawiasem mówiąc Marks ze swoim pieniactwem mógłby zrobić karierę w sądach XVIII-wiecznej Rzeczpospolitej, oczywiście o ile urodziłby się wieku wcześniej i nie był Żydem. Są zresztą w książce polskie akcenty (sympatia wobec powstania styczniowego i odwołanie się do "Głównych źródeł marksizmu" Leszka Kołakowskiego, choć nie są one wymienione z tytułu).

Wady charakteru jednak nie zmieniają faktu, że Karol Marks był człowiekiem wybitnym, zdawali sobie z tego sprawę już jego współcześni, także ci którzy nie darzyli go sympatią, jak na przykład agent rządu pruskiego, który w swojej relacji pisał, że Marks "prowadzi życie prawdziwego intelektualisty: z rzadka się myje, czesze i zmienia bieliznę, nierzadko za to bywa pijany." Co prawda dla Wheen'a najbardziej znany tekst tego "prawdziwego intelektualisty" - "Manifest Partii Komunistycznej" - jest "tylko zabawną ramotą" ale za to trzon jego spuścizny okazał się zaskakująco aktualny - "według jego prognoz w miarę dojrzewania kapitalizmu będziemy świadkami okresowych recesji, stałego wzrostu uzależnienia od technologii oraz rozwoju wielkich, quasi-monopolistycznych korporacji, rozpościerających swe lepkie macki po całym świecie w poszukiwaniu nowych rynków."

Będąc pod wrażeniem "profetyzmu" Marksa, Wheen ma dosyć osobliwy stosunek do jego operis vitae  bo jego zdaniem "Kapitał naprawdę nie jest hipotezą naukową ani nawet traktatem ekonomicznym" natomiast "więcej wartości użytkowej, a więc i zysku przyniesie (...) czytanie Kapitału jako dzieła wyobraźni: wiktoriańskiego melodramatu albo olbrzymiej powieści gotyckiej, której bohaterowie zostaję uwięzieni i pożarci przez monstrum stworzone przez niech samych (...)".

Mimo, że jestem pod wrażeniem swady autora, to na usta ciśnie pytanie - tylko po co sięgać jeszcze dzisiaj po taką kolubrynę? Nie trzeba przecież czytać "Mein Kampf" by wiedzieć do czego doprowadziły teorie Hitlera, tak jak nie trzeba czytać Marksa by wiedzieć jak skończyło się wcielanie w życie jego teorii (co prawda "udoskonalonych" przez następców). Wheen'a jednak tak ten motyw pochłonął, że napisał nawet na ten temat osobną książkę ("Marks. Kapitał: biografia"). Jakby jednak nie oceniać Marksa i jego teorii, to udało mu się napisać pierwszorzędną książkę, którą czyta się nieomal z zapartym tchem. Polecam.