Pokazywanie postów oznaczonych etykietą S-F. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą S-F. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 marca 2015

Diuna, Frank Herbert

Zaryzykuję przypuszczenie, że dla pań "Dune" kojarzy się przede wszystkim perfumami Christiana Diora, tymczasem dla panów to przede wszystkim nazwa powieści Franka Herberta, ale to pewnie dlatego, że jak to ktoś powiedział, science-fiction to literatura dla licealistów a faceci, jak wiadomo, nigdy do końca nie dorastają. Z jak dużym przymrużeniem oka nie podchodzić by do tego, to muszę przyznać, że "Diunę" poznałem właśnie w liceum i długi czas była to jedna z moich ulubionych lektur. Podejrzewam, że nie tylko moja.


To przecież takie miłe, kiedy odnajdując liczne, i nie ma co ukrywać przejrzyste odniesienia do różnorodnych elementów kultury, nastolatek może poczuć się dowartościowany a czegóż to w "Diunie" nie można znaleźć, jest tam bowiem: ukraińska sicz, starogreccy Atrydzi, średniowieczna kultura rycerska nie mówiąc już o odwołaniu do Bizancjum, cywilizacji arabskiej, motywu mesjasza wywodzącego się z judaizmu i chrześcijaństwa, kontrolujące losy świata niby masoneria siostry Bene Gesserit z ich eugeniką itd. itd. Nie da się ukryć, Herbert nie grzeszy oryginalnością, ale też atuty jego powieści wcale nie polegają na odkrywczej myśli i ten jego synkretyzm ma nawet swój urok.

Mimo, że akcja książki Herberta rozgrywa się w odległej przyszłości, za ponad osiem tysięcy lat, gdy podróże międzygalaktyczne będą już czymś powszednim, to jej bohaterowie są zaskakująco archaiczni. Nie dość, że ciągle jeszcze walczą wręcz, to tak naprawdę nie bardzo różnią się od nas. Żądza władzy i bogactwa, miłość, duma, rozpacz i zemsta zachowały się zaskakująco dobrze, świat się zmienił ale natura ludzka pozostała taka sama i kształtowana jest przez warunki, w jakich ludzie żyją. Wystarczy porównać prostolinijną i prymitywną społeczność Fremenów i "plany w środku planów wewnątrz planów w planach" tych, którym się wydawało, że nad nimi panują.

Zaletą "Diuny" jest przede wszystkim sprawnie poprowadzona, wartka akcja, której nie przeszkadza nawet stary, oklepany schemat: najpierw kryzys i klęska, potem mozolne stawanie na nogi, wreszcie zwycięstwo i happy end, która w zestawieniu z fabułą sprawia, że powieść jest bajką dla "starych koni", którą czyta się z przyjemnością.

Tych, którzy "z definicji" scince-fiction nie znoszą, z pewnością Herbert ani nie olśni ani tym bardziej do gatunku nie przekona, ale tych, którzy z niego nie wyrośli jeszcze bardziej upewni, że nie ma nic lepszego.