Niedawno robiłem test na znajomość, nawet nie literatury rosyjskiej, ale tylko nazwisk jej twórców. Zwykle kończyło się na dwóch-trzech nazwiskach: Tołstoj, Dostojewski, Bułhakow. Okazuje się, że Achmatowa, Błok, Czechow, Gogol, Gonczarow, Gorki, Gumilow, Jesienin, Kryłow, Lermontow, Majakowski, Mandelsztam, Pasternak, Puszkin, Szołochow i Turgieniew to terra incognita. Nie mówię już autorach pokroju Gajdara, Katajewa, Makarenki, Polewoja czy Rybakowa. Wygląda na to, że cztery dekady powojennej rusyfikacji w szkołach w czasie prlu przeszły zupełnie bez echa. Dzisiaj pewnie do pierwszej trójki można by doszlusować Akunina i Marininę i tyle. Tak wygląda percepcja literatury rosyjskiej na wolnym rynku. Nie wiem, czy to dobrze czy źle, może to po prostu oddaje rzeczywiste miejsce literatury rosyjskiej w powszechnym odbiorze.
Nie muszę chyba dodawać, że na liście wielkich nieobecnych znalazł się też i Iwan Bunin, "nie uratowała" go nawet literacka nagroda Nobla, ale to, że coś nie istnieje dla pokolenia gimbazy w gruncie rzeczy można uznać za pozytywny wyróżnik i świadectwo literackiej jakości. Po raz pierwszy czytałem "Wieś" jeszcze w czasach
licealnych, a jej powtórna lektura potwierdziła to, co już i tak wiedziałem, że istnieje przepaść pomiędzy „młodzieńczym”
a „dorosłym” odbiorem. To co wcześniej wydawało mi się tylko ponurym obrazem
rosyjskiej wsi, zadającym kłam mitowi „duszy rosyjskiej” tak rozsławionym przez Tołstoja i
Dostojewskiego okazuje się być alegorią Rosji. Jeśli Gogol pytał w "Martwych duszach" - "Dokąd pędzisz Rosjo (...)?", to Bunin dał mu odpowiedź retorycznie pytając - "Boże miłościwy! Zabili Puszkina, zabili Lermontowa... Utopili Pisariewa... Powiesili Rylejewa... Dostojewskiego ciągnęli na rozstrzelanie... Gogola doprowadzili do szaleństwa... A Szewczenko? A Poleżajew? (...) O, Boże, czyż jest jeszcze gdzie na świecie taki kraj, taki naród przeklęty?".
We "Wsi" nie ma żadnej rosyjskiej duszy - jest chciwość, odrażająca nędza i prymitywizm idące o lepsze z obrazami Zoli - "Zajrzał do wnętrza i w półmroku zobaczył piec, nary, stół a na ławie pod oknem - korytko trumienki. Leżało w nim martwe dziecko o dużej, prawie nagiej główce i sinawej twarzyczce... Za stołem siedziała gruba ślepa dziewka i wielką drewnianą łyżką wyławiała z miski rozmoczone w mleku kawałki chleba. Muchy, niby pszczoły w ulu brzęczały nad nią i łaziły po twarzyczce trupa, a potem wpadały do mleka, ale ślepa, siedząc prosto jak statua i wybałuszając w ciemność zaszłe bielmem oczy, jadła i jadła...". Trudno jakoś dopatrzeć się w tym natury ludu "bogolubca".
Bunin pisze tak, że z jego opowieści nie płyną oczywiste morały, nie da się "Wsi" zgrabnie spuentować jednym czy dwoma zdaniami. W swojej opowieści o życiu dwóch braci, wiejskiego bogacza, self-made mana i pół inteligenta, przedstawia ponurą diagnozę bez recepty na uzdrowienie czegokolwiek. Dla jednego z nich wieś jest więzieniem, z którego pragnie się wyrwać, dla drugiego ostoją, w której może znaleźć upragniony spokój. Ale to tylko złudzenie - wiejskie życie okazuje się ani tym ani tym, a próba naprawienia, na odchodnym, wyrządzonych kobiecie krzywd niczego tak naprawdę nie naprawia.
Bo w tym świecie kobieta i dzieci, jako najsłabsze, są na samym dole drabiny społecznej, o ile dzieci mają jeszcze jaką szansę by zmienić swój status bo przecież wyrosną ze swego wieku, to kobieta już nie, całe życie będzie tą najsłabszą. Jedyne co jej pozostaje to pogodzić się z losem i poszukać złudnego ratunku w małżeństwie, w statusie jaki daje bycie gospodynią na swoim. Ale o ile braciom Krasowom perspektywa opuszczenia wsi daje jakąś nadzieję, to Jewdokia w gruncie rzeczy takiej nadziei nie ma, doświadczyła przecież już tego stanu i widzi też jak to się kończy u innych. Jej wybór to wybór "mniejszego zła", który w dodatku może okazać się błędem i dlatego mając tego świadomość jest bezwolna i godzi się na małżeństwo, które dla niej zaaranżowano. Tak już jest, tak widocznie musi być, tak jak słońce wschodzi na wschodzie i zachodzi na zachodzie i nic się na to nie poradzi. Ona to wie i przyjmuje to z rezygnacją. Lepiej już mieć nawet choćby złudną ochronę niż żadnej.
Cóż, ponura historia, która nie wiadomo jak się skończy, zdecydowanie dla tych którzy cenią dobrą literaturę. Miłośnicy prozy w stylu Katarzyny Michalak i Danielle Steel powinni Bunina omijać szerokim łukiem. .

