poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Kot i mysz, Günter Grass

Nikt chyba nie lubi się mylić a jeszcze bardziej przyznawać do błędu, a mi zdarzyło się to za jednym zamachem aż dwa razy. Ale ponieważ jak wiadomo mylić się jest rzeczą ludzką a głupców trwać w błędzie więc posypując głowę popiołem swoje błędne opinie "odszczekuję". Do "Kota i myszy" sięgnąłem zaraz po "Blaszanym bębenku" i w porównaniu z nim wydała mi się to rzecz błaha. Zupełnie niesłusznie. 


Zwykli, normalni chłopcy, którym przyszło żyć w nienormalnych czasach, mają swój świat. Jest nim wrak polskiego statku wojennego, który traktują jako miejsce pozyskiwanie skarbów i gdzie mogą oddawać się dosyć ekscentrycznym badaniom organoleptycznym (trochę przypominającym eksperyment Oskara z oranżadą w proszku) a także powszechnym dla swojego wieku praktykom opisanym już w Biblii. Wojna jest czymś dalekim, traktowanym jako przygoda, o której opowiadają na szkolnych apelach wojenni bohaterowie. Krzyż żelazny jednego z nich stanowi dosyć dwuznaczny obiekt pożądania - nie wiadomo, czy kradzież jednego z nich ma stanowić sprzeciw czy wyraz apoteozy "dokonań" ich właściciela. Sprawca kradzieży po raz drugi zdobywa krzyż już na polach bitwy ale okazuje się, że nawet bohaterstwo i szafowanie własnym życiem nie jest w stanie, w oczach bezdusznego urzędnika, przekreślić szczenięcego w gruncie rzeczy wybryku. A skoro nie ma zmazania win to i dalsze starania stają się bezsensowne. Życie można oddać za to co bliskie i drogie a nie obce i abstrakcyjne.

"Kot i mysz" uznawana jest za drugą część trylogii gdańskiej Grassa. Pierwszą stanowi oczywiście "Blaszany bębenek", do którego można znaleźć wielokrotne nawiązania, przewija się mianowicie motyw chłopca z bębenkiem, bandy złodziei i odnaleźć można wzmiankę o sklepie Matzeratha. Dla mnie jednak ważniejsze było to, że książka odmitologizowała w moich oczach "Weisera Dawidka" P. Huelle. Akcja rozgrywająca się, w czasie gdy bohaterowie są w okresie dorastania, relacja dokonana już z perspektywy czasu przez "zapatrzonego" w swojego idola przyjaciela (?), dystans pomiędzy Joachimem Mahlke i resztą chłopców, jego tajemnicza śmierć (?) wyraźnie wiążąca się ze śmiercią Józefa Koljaczka, i naturalnie gdańskie realia a nawet narracja ze złamaniem zasady jedności czasu - nie ma co ukrywać to wszystko w powieści Grass i Huelle jest podobne. Nie zmienia faktu, że "Weiser" nadal pozostaje w kręgu powieści "magicznych" ale nie ma co ukrywać, wtórność motywów mocno nadszarpnęła moją estymę wobec autora.

33 komentarze:

  1. Może warto czytać Grassa i Huelle na dwie ręce?;)

    Tydzień temu oglądałam akwarele Grassa w Gdańsku i b. zachciało mi się wrócić do tego autora. Za parę tygodni na pewno czegoś spróbuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przestrzegam przed "czegoś" - niektóre książki nie wzbudzają zachwytu, mimo że po "Blaszanym bębenku" podchodziłem do Grassa trochę bałwochwalczo :-)

      Usuń
    2. Ja nie mam takiego podejścia.:) Po "Blaszanym..." czytałam co najmniej dwie jego powieści i nie narzekałam.

      Usuń
    3. Ja byłem rozczarowany "Szczurzycą" i "Spotkaniem w Telgte", za to "Wróżby kumaka" i "Psie lata" były dla mnie ok.

      Usuń
    4. "Wróżby kumaka" też mi się podobały, "Idąc rakiem" - podobnież.

      Usuń
    5. Ja po "Szczurzycy" dałem sobie z nim spokój - być może niesłusznie bo nie zawsze można pisać arcydzieła :-)

      Usuń
    6. Twój wpis jest jak wyrzut sumienia ;) "Blaszany bębenek" stoi u mnie na półce już milion lat (dobra, przesadziłam, półka nie ma tyle - ale długo...) i nadal tylko czeka. Nigdy nie przeczytałam nic Grassa.
      Ciekawostka - pisarz mieszkał na sąsiedniej ulicy ;)

      Usuń
    7. No nie, niedostateczne, siadajcie "Książkozaur" - nie ma usprawiedliwienia!, żadnego! skandal :-) nawet się nie przyznawaj :-) Jeszcze inne książki Grassa, to rozumiem :-) ale żebym tej nie przyczytać, i to Ty?! :-) ale może film oglądałaś? - to jest pytanie pomocnicze :-)

      Usuń
    8. Nie oglądałam ;) Na usprawiedliwienie dodam, że młoda jeszcze jestem i - mam nadzieję - nadrobię braki, których mam sporo...

      Usuń
    9. Aaaa, ale tu jeszcze dodam: filmu nie oglądałam specjalnie, z myślą właśnie o książce :)

      Usuń
    10. :-) i dobrze zrobiłaś :-) moim zdaniem, film jest gorszy od książki, inna rzecz, że książkę niełatwo zekranizowac

      Usuń
    11. A znasz ekranizację, która była lepsza od książki?

      Usuń
    12. Co prawda to nie ekranizacja w ścisłym znaczeniu tego słowa - "Łowca androidów", a co najmniej na zbliżonym poziomie jest "Lalka" (serial), "Piknik pod wiszącą skałą" czy "Zaklęte rewiry" - to z tego, co akurat mam na tapecie; Świetne książki - świetne filmy.

      Usuń
    13. Czyli jednak się zdarza :)

      Usuń
    14. A były jakieś wątpliwości co do tego?! :-)

      Usuń
    15. Pewnie! Ja chyba nie widziałam ekranizacji lepszej od pierwowzoru.

      Usuń
    16. Nie wierzę :-) a "Stawka większa niż życie", "Czterej pancerni i pies", "Samochodzik i templariusze", "Podróż za jeden uśmiech"?! :-))

      Usuń
    17. Sorry, ja się wychowałam na Gumisiach i Smurfach, a nie na "Podróży za jeden uśmiech" :D

      Usuń
    18. No nie, a chłopaki jechali przecież przez Twoje "rewiry" :-), Gumisie i Smurfy też pamiętam :-)

      Usuń
    19. Co zrobić :p Mój Mąż bardziej się zachwycał wymienionymi przez Ciebie filmami, ale on urodził się trochę wcześniej i na wsi, więc inna mentalność ;)

      Usuń
    20. Rozumiem, rozumiem :-) - moja żona i córka też patrzą na mnie z lekkim politowaniem, kiedy po raz "n-ty" oglądam te starocie :-)

      Usuń
    21. Ja patrzę tylko z rozbawieniem ;)

      Usuń
    22. One też leciutko, kącikami ust się uśmiechają :-)

      Usuń
  2. Oj, niechcący podpięłam się pod Waszą rozmowę, przepraszam :p

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo sobie cenię umiejętność przyznania się do błędu. Tak więc u mnie zapunktowałeś. Na temat książki Kot i mysz się nie wypowiem, bo nie czytałam. Natomiast Blaszany bębenek wywarł na mnie ogromne wrażenie. Wysłuchałam audiobooka, a potem przeczytałam książkę, filmu nie oglądałam - jakoś nie mogę trafić w TV. Wrażenie tak duże, że nie mogę się zmobilizować, aby napisać parę słów na temat, bo wydają mi się one mdłe i jakieś nijakie. Natomiast podobały mi się także Wróżby kumaka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałem "Blaszany bębenek" jeszcze w wersji z ingerencjami cenzury w aurze sensacji ale i bez tego była to dla świetna książka. Film jest wg mnie taki sobie choć mam do niego sentyment bo sceny w cyrku były nagrywane niedaleko mojego domu, a i jedną z sąsiadek została tam uwieczniona :-)

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to ja też wiem :-) szczerze mówiąc "Weiser" bardziej mi się podoba, może dlatego, że bawiłem się w to co chłopaki :-). O epigonizm Huelle nie posądzam choć niebezpieczenie zaczyna być wtórny, jeśli chodzi o idee, Grass, Hrabal, Mann - ale na szczeście wzorce mistrzowskie :-)

      Usuń
  5. Uprzejmie donoszę, że Blaszany bębenek zostanie pokazany w TVP2 w najbliższy czwartek 6.IX. po godz. 22.00.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dzięki, dzięki - dobry pretekst by i książkę sobie przypomnieć :-)

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń