czwartek, 29 listopada 2012

Trismus, Stanisław Grochowiak

Po więcej niż życzliwej opinii Lirael skusiłem się na "Trismus" Stanisława Grochowiaka. Obiecywałem sobie po książce wiele i wygląda na to, że zbyt wiele. Nie żeby była to zła książka, nic z tych rzeczy, wręcz przeciwnie ale nie odkrywa niczego czego byśmy wcześniej nie znali.

Trafiło mi się drugie wydanie (z 1965 r.), nie miałem cierpliwości by polować na pierwsze z 1963 r. (wg wikipedii ukazało się w 1958 r. ale jest ewidentna pomyłka skoro książka została ukończona w maju 1962 r. co wynika z jej treści). Co ciekawe, w tym samym roku ukazała się słynna książka Hannah Arendt "Eichmann w Jerozolimie: rzecz o banalności zła", której tytułowy bohater występuje również w powieści Grochowiaka, zresztą jego charakterystyka zawarta w "Trismus" generalnie zgodna jest z charakterystyką przedstawioną przez Arendt.

Moją uwagę jednak bardziej zwróciła ... okładka Jana Młodożeńca. Dlaczego? - bo bardziej kojarzy mi się ona z "Siódmym krzyżem" Anny Seghers niż powieścią Grochowiaka i mam jakieś niejasne wrażenie, że "Trismus", generalnie, jest próbą przedstawienia odwrotnego punktu widzenia w stosunku do tego, który był i jest dotychczas prezentowany w literaturze obozowej, chociaż książka Grochowiaka wychodzi poza te ramy.

Postać fanatyka, który ma "szczere narodowosocjalistyczne przekonania" a prywatnie jest kochającym i czułym (czasami) mężem, wrażliwym na piękno przyrody to nic specjalnego, żadne wielkie odkrycie - w zasadzie stereotyp. To, że ktoś taki wykonuje rozkazy swoich zwierzchników z pełnym zaangażowaniem i bez cienia refleksji, to również nic nowego. Główny bohater, tak jak Eichmann, starał się wykonać zlecone mu zadanie najlepiej jak potrafił (jakkolwiek by to nie brzmiało). To w takim razie, czy poza spojrzeniem a rebours jest tu coś nowego? Szczerze mówiąc, chyba nie, nawet Nelli Doder (swoją drogą, jak to możliwe, że nie przyjęła po ślubie nazwiska męża jak prawdziwa niemiecka kobieta), żona głównego bohatera usiłuje zrobić to co już wcześniej zrobiła Ruth Sonnenbruch w "Niemcach" L. Kruczkowskiego (na skojarzenie z dramatem Kruczkowskiego, Lirael zwróciła zresztą uwagę).

Nie ukrywam, że z lekkim rozczarowaniem kończyłem powieść Grochowiaka - w stosunku do Nałkowskiej, Borowskiego, Kielara czy Półtawskiej powiedziałbym, że wygląda ona, co tu dużo mówić, trochę blado. Na pewno też daleko jej do miana książki wstrząsającej, takiej jak chociażby "Kaputt" C. Malaparte. Na "usprawiedliwienie" Grochowiaka wypada jednak wziąć pod uwagę, że oprócz Nałkowskiej (która była członkiem Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce i na materiałach z jej prac oparła swoje "Medaliony") wszyscy oni bezpośrednio doświadczyli zetknięcia z ludźmi takimi jak główny bohater "Trismusa" (Malaparte w innych okolicznościach niż polscy autorzy) stąd większy ładunek emocjonalny ich utworów jest oczywisty. By jednak nie było wątpliwości, powieść Grochowiaka to dobra pozycja tyle, że należy też pamiętać, że lepsze jest wrogiem dobrego.

16 komentarzy:

  1. Nie czytam, nie czytam! Zasłaniam sobie oczy! Już pierwsze zdanie niepotrzebnie przeczytałam!
    A wszystko to dlatego, że dostałam "Trismusa" od Alicji201o i mam zamiar się zapoznać, więc nie chcę się zasugerować Twoją oceną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest źle, ciekawa dobra książka, na pewno nie będzie to zmarnowany czas :-)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obrzydzał?! - wykluczone, przecież napisałem, że to dobra książka! :-) Co do tego, czy jest wstrząsająca i powalająca, to mam jednak wątpliwości.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. Szczerze, nie ma podstaw :-) - to dobra książka ale jednak nie powalająca. Jest jednak różnica pomiędzy nią a "Medalionami", "I boję się snów" czy "Kaputt" więc gdyby nazwać "Trismus" książką powalającą to zabrakłoby dla nich skali :-)

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    5. "Anus mundi" stoi u mnie w kolejce do przypomnienia, jak przez mgłę pamiętam tylko, że kiedy ją czytałem daaawno temu byłem pod wrażeniem. Za to jeśli chodzi o literaturę obozową rozczarowany byłem "Pięcioma latami kacetu" Grzesiuka. Wiadomo, że "nie ma cwaniaka nad warszawiaka" ale gdy czyta się książkę to nasuwa się pytanie co on w ogóle robił w obozach skoro taki był z niego chojrak. Po kilkudziesięciu strona jego przechwałki robią się po prostu niesmaczne.

      Usuń
  3. Szczerze mówiąc poważnie obawiałam się, że „Trismus” Cię nie zachwyci, bo już w przypadku kilku wcześniejszych książek nasze opinie różniły się dość mocno. :) Dzięki, że zechciałeś przeczytać powieść Grochowiaka i że wytrwałeś do końca mimo braku entuzjazmu.
    Zaskoczyło mnie to, że odebrałeś tę książkę wyłącznie w kategoriach literatury wojennej. Dla mnie to była również opowieść o tym, jak przy najlepszych chęciach można zniszczyć miłość, małżeństwo, w ogóle każdy związek z innym człowiekiem, jeśli próbujemy wciskać tę drugą osobę w ramy swoich oczekiwań, wciąż jej coś narzucamy, nie zostawiając jej żadnej przestrzeni, trzymając ją w takim właśnie uścisku. Nelli była wymyślona od początku do końca, jej życie było zaplanowane przez męża w najdrobniejszych szczegółach. Problemy zaczęły się wtedy, kiedy pojawił się rozziew między tym, jaka Nelli ma być, a jaka jest naprawdę. Absolutnie nie nazwałabym bohatera „kochającym i czułym (czasami) mężem”. Przecież on ją bił.
    Widzę też w "Trismusie" przekonanie, że żadna ideologia nie stłamsi w człowieku tego, co dobre. U Nelli to był instynkt macierzyński, który sprawił, że zaopiekowała się żydowską dziewczynką. Na pewno Grochowiak dotyka też problemu ironii losu, która gorzko dotknęła tę rodzinę. Wydaje mi się, że tych problemów jest jeszcze więcej i objęcie ich w tak krótkiej i skondensowanej formie to sukces Grochowiaka.
    Moim zdaniem trudno porównywać literaturę dokumentalną i paradokumentalną z beletrystyką. W powieści pisarz musi jednak dokonać pewnej selekcji, nie przedstawia pełnego obrazu świata.
    I jeszcze okładka Młodożeńca. Według mnie świetna. Oprócz oczywistego nawiązania do żelaznego krzyża właściwie streszcza losy głównego bohatera, który w przeciągu kilkunastu minut z kata zamienił się w męczennika. Na pewno dźwigał ten krzyż do końca życia.
    A jak podobała Ci się forma tej powieści?




    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ufff :-) Zacznę od końca bo to najłatwiejsze dla mnie pytanie z Twojej strony :-) Niedawno czytałem Manhattan Transfer, gdzie obok normalnej narracji pojawiają się wplecione fragmenty gazet, treści reklam więc wplecenie "dokumentów" u Grzesiuka, dziennika (ale też w końcu "dokumentu") nie miało już dla mnie waloru nowości :-). Trochę zgrzytała kolejność "Obozu" zwłaszcza, że wynika z jego treści, że pisany był najpóźniej a i antycypuje w nim rzeczy, które wpasowane byłyby przynajmniej w koniec 1941 r. Co do porównań, pewnie masz rację, bo z jednej strony "Trismus" jest na pewno lepszy literacko od np. "Anus mundi", z drugiej raczej przegrywa w warstwie emocjonalnej. Książka Grochowiaka wydała mi się bardziej książką o potędze ideologii. Nelli przecież była przecież nazistką. Kiedy w 1938 r. robiła "wygibasy" na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu od trzech lat znane były ustawy norymberskie. W liście z oświadczynami, które przyjęła od razu i bez wahania była "wrażliwą uczennicą Fuhrera", miała rodzić dzieci i uprzedzona była, że często do jej "delikatnych uszu dobiegną odgłosy chłosty" a jej "błękitna oczy nie unikną widoku twarzy napiętnowanych (...) przekleństwem urodzenia (...)". Jeśli tak, to mąż miał prawo spodziewać się, że żeni się z kimś sobie podobnym. Nie musiał niczego wymyślać, gdy przytulona do niego wpatrywała się wraz z nim w Dom.

      Usuń
    2. Przepraszam, że tak się rozpisałam, ale we mnie ta powieść wywołała bardzo silne emocje.
      Ja też spotykałam się wcześniej z takim łączeniem różnych gatunków literackich, ale wariant Grochowiaka bardzo mi odpowiada.
      Potęga ideologii jest w książce na pewno, Nelli była zdeklarowaną, bardzo zaangażowaną nazistką, a mimo wszystko przejęła się losami dziewczynki, trochę wbrew sobie. Dlatego też pomyślałam, że człowieczeństwo i naturalne odruchy jednak wygrały u niej.
      Mąż wymyślił ją jeszcze na etapie poszukiwania żony, może wymyślił to nie jest dobre słowo, bo posługiwał się gotowym wzorcem, matrycą wręcz. Dokładnie wiedział jakich cech pragnie u kandydatki. Stworzył sobie idealny profil. Decyzja o tym, że to będzie Nelli, zapadła w sumie dość spontanicznie, to mogła być zupełnie inna dziewczyna. A potem okazało się, że Nelli nie może mieć dzieci, a co gorsza ma serce.

      Usuń
    3. Sugerując się komentarzami oczekiwałem, czegoś na prawdę mocnego, może w stylu "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" czy czegoś w tym rodzaju a ponieważ nie stalazłem stąd i pewna rezerwa w ocenie "Trismusa". Mąż wybrał Nelli bo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że odpowiada ona jego ideałowi. Co do niemożności zajścia w ciążę - w tym widzę pewną niekonsekwencję, bo przecież Nelli zginęła będąc w ciąży. Zaszła więc w ciążę wówczas gdy była świadoma tego co się dzieje "pod oknami", tymczasem wcześniej mamy do czynienia z sugestią (przynajmniej ja tak to odbieram), że nie mogła zajść w ciążę właśnie ze względu na sąsiedztwo.

      Usuń
    4. Wydaje mi się, że ciąża Nelli to kluczowe wydarzenie w powieści. Ciekawe, czy Grochowiak zaplanował ją jako uzasadnienie tezy, że dobro, które dajemy innym do nas wraca (rodzaj nagrody za pomoc dziewczynce), czy śmierć spodziewającej się dziecka żony miała być ostatecznym ciosem dla bohatera, karą za to, co robił.
      Dla mnie ta książka była wręcz za mocna.

      Usuń
    5. No nie wiem, czy można odbierać tę ciążę jako nagrodę - kto ukrywa nagrodę przed innymi? i przecież pomoc dziewczynce skończyła się śmiercią Nelli ... To rzeczywiście bardzo emocjonalny wątek ale wydaje mi się też, że najsłabiej "umocowany".

      Usuń
    6. Co do słabego umocowania zgodzić się nie mogę. Nic mi w tej książce nie zgrzytało.
      Przykro mi, że poczułeś się rozczarowany. Ale jak już wspominałam, to już tradycja. :) Mam nadzieję, że jednak istnieje książka, którą bezwarunkowo lubimy obydwoje. :)

      Usuń
    7. Rozczarowany to za mocne słowo, po prostu spodziewałem się czegoś na prawdę mocnego po komentarzach do Twojego postu :-) Dla mnie ciąża Nelli jest mało przekonująca psychologicznie, o pierwszj wątpliwości już wspominałem, druga to fakt, że jest w ciąży wówczas gdy myśli o rozwodzie z człowiekiem, z którym ją nic już nie łączy. Jakieś to takie dwuznaczne.

      Usuń