piątek, 15 marca 2013

Lochy Watykanu, André Gide

Nie ma to jak tytuł na czasie ... Po "Lochy Watykanu" sięgnąłem trochę "niechcący", zupełnie nie myśląc o kontekście, w jakim przyszło mi je czytać ale to dodało lekturze tylko kolejnej szczypty pikanterii, zważywszy że książka swego czasu (w 1952 r.) trafiła na Indeks Ksiąg Zakazanych (Gide był zresztą w doborowym towarzystwie m. in. Goldsmith'a i Balzaka, żeby poprzestać tylko na tych, których nazwiska można znaleźć na blogu). 

 
Nie zresztą dziwnego - powieść Gide'a mogła bulwersować Kościół. Sam pomysł spisku mającego na celu uwięzienie papieża brzmiał świętokradczo - "czy przedstawiciel Boga na ziemi mógłby być porwany ze świętego stolca i przez intrygę Kwirynału skradziony niejako całemu chrześcijaństwu, to problem wielce drażliwy" - nawet jeśli to był tylko rzekomy spisek. Do tego dochodzi instrumentalizm w traktowaniu wiernych, obojętność wobec niedostatku będącego konsekwencją posłuszeństwa Kościołowi a jakby tego było mało to zakwestionowanie utrwalonych norm społecznych, aluzje do homoseksualizmu i pederastii musiały też zrobić swoje, nie wspominając już o ocierającym się o kazirodztwo romansie.

Zdając sobie sprawę z kontrowersyjności książki Gide złapał się z tą kwestią "za bary" jasno wykładając swoje pisarskie credo - "Wytrawni krytycy określają powieść jako historię, która mogła się była dziać, a historię jako powieść, która się działa. Trzeba w istocie uznać, że sztuka powieściopisarza często zdobywa wiarę, tak jak fakt często jej urąga. Są sceptycy, którzy przeczą faktowi, z chwilą gdy odskakuje od przeciętności. Nie dla nich piszę." A pisze Gide w starym, dobrym stendhal'owskim stylu choć widać też nawiązania do Balzaca. Są więc tajemnice, rzekomy spisek, miłość i zbrodnia a do tego sceny z życia prowincji ale i też sceny z życia arystokracji. Gide wywarł wpływ podobno na najbardziej znanego "pożytecznego idiotę" - Sartre'a. Piszę - podobno - bo głowy nie dam, jako że Sartre ciągle czeka u mnie na lepsze czasy, za to mogę ręczyć za widoczny wpływ Gide'a na "Wdowę Couderc" Simenon'a, obaj panowie zresztą się znali.

Same "Lochy Watykanu" też nie są zawieszone w literackiej próżni - mówi się o nawiązaniu do  Dostojewskiego, ale ja dostrzegłem także "Wilde'a" (to jeszcze jeden znajomy pisarza) chociażby w pojawiających się od czasu do czasu paradoksach w rodzaju "najgorsze postanowienia są zwykle najtrwalsze", zapatrywaniach na sztukę i cyniczno-sarkastycznym podejściu do bohaterów, bo chyba tak można określić, na przykład, opis Juliusa, który "szanował w życiu każdego kostium, jaki człowiek pragnie przybrać: wysoko cenił pozory." Są też i elementy groteski, jak choćby ten, który pojawia się w świetnej scenie walki Amadeusza z pluskwami, który "Nie mając serca zgnieść ich na paznokciu, wrzucił pluskwy do nocnika i osikał je. Przez kilka chwil patrzył jak się miotają, zadowolony, okrutny, i na chwilę uczuł nieco ulgi." (czy nie przypomina to trochę późniejszych perypetii innego Amadeusza z "Jesieni w Pekinie"?).

Na proste pytanie: o czym są tytułowe "Lochy Watykanu" trudno w prosty sposób odpowiedzieć. Są one symbolem czegoś mitycznego, wymyślonego, czego nikt nie widział a naiwna wiara w jego istnienie dramatycznie zmienia koleje ludzkiego życia. Na to nakłada się egotyzm, przeświadczenie o własnej indywidualności i niezależności, bycia "ponad" i wreszcie czyn "bezinteresowny". Jak mówi jeden z bohaterów - "weszliśmy na fałszywą drogę: że własna korzyść nie zawsze powoduje człowiekiem: że bywają postępki bezinteresowne ... (...) Przez bezinteresowne rozumiem: bezcelowe. I że zło, to, co się nazywa zło, może być równie bezcelowe jak dobro." Kwestia wartości, dobra i zła to tylko subiektywne odczucie, sprawa umowna. Życie i śmierć to tylko kwestia przypadku i impulsu - "czułem, że mam objęcie dość szerokie, aby uścisnąć całą ludzkość; lub zdławić ją może ... Jakże to niewiele, życie ludzkie!" Inna sprawa, to to, czy bezcelowa zbrodnia pozostanie bez następstw, czy rzeczywiście jeśli nie można odnaleźć motywu, to oznacza to, że czyn nie pozostawia żadnych następstw w życiu jego sprawcy?  Na to pytanie jednak już każdy musi sobie sam odpowiedzieć ... Ja mogę tylko książkę z czystym sumieniem polecić.

37 komentarzy:

  1. Całe lata myślałam o tym pisarzu i tej książce, ale jakoś nie udało mi się jej do tej pory przeczytać.Jak to w życiu bywa nie weszliśmy sobie jednak w drogę. Lektura zbyt łatwa nie jest.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co to "łatwości" mam odmienne zdanie :-) może chwilami styl Gide'a trąci lekko myszką ale książkę czyta się nieomalże jednym tchem.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz ja załapałem! :-) ale to, wyjątkowo :-), nie miało z Tobą nic wspólnego :-)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. Wbrew tytułowi, moim zdaniem, wątek "kościelny" w ścisłym znaczeniu, u Gide'a ma raczej charakter uboczny i dotyczy bardziej jednego z bohaterów drugoplanowych, u Brezy to zupełnie inaczej się przedstawia, pomijam już kwestie ideologiczne :-)

      Usuń
  3. I ja po przeczytaniu Twojego wpisu, zaintrygowana, z czystym sumieniem zaczynam poszukiwania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja muszę się przeprosić z "Fałszerzami", które są podobno najlepszą powieścią Gide'a chociaż marzy mi się polskie tłumaczenie jego książek "afrykańskich" :-)

      Usuń
    2. To może lepiej jak zacznę od "Fałszerzy"? Co podpowiadasz na początek? Bo cóż, nie znam jeszcze Gide'a.. A książki 'afrykańskie' - to już brzmi bardzo interesująco.

      Usuń
    3. Umywam ręce :-) - bo "Fałszerzy" nie czytałem, "Lochy ..." za to drugi raz i moim zdaniem spokojnie przetrzymały próbę czasu.

      Usuń
    4. No tak, najlepiej pójść na łatwiznę ;P dobra, zacznę od "Lochów.." i poczekam, aż się przeprosisz z "Fałszerzami" i o tym opowiesz :D

      Usuń
    5. "Lochy ..." nie są znów taką łatwizną :-) ale po "Fałszerzach" oczywiście odezwę się :-)

      Usuń
    6. Ja zdecydowanie polecam "Fałszerzy" (a mam porównanie, czytałam obie książki). ;-)

      Usuń
    7. Mnie nie trzeba namawiać :-)

      Usuń
    8. To była taka luźna uwaga, chciałam się pochwalić tym, że czytałam ;-)

      Usuń
    9. A ja lubię "Immoralistę" i "Lochy Watykanu". W "Fałszerzach" trochę denerwowało mnie to, że męscy bohaterowie wciąż płaczą i wciąż czują się zażenowani :-)

      Usuń
    10. A ja dziwię się, że "Lochy Watykanu" nzywacie porywającymi - mnie ta powieść nie porwała. ;-)

      Usuń
    11. Milu - Lochy porywające?! - aż tak chyba nie :-) ale bardzo dobre już tak :-).

      Koczowniczko - to trochę mi ulżyło, bo widzę, że moje młodzieńcze porzucenie "Fałszerzy" nie było całkiem bezpodstawne :-)

      Usuń
    12. Wydawało mi się, że gdzieś tu w komentarzach mignął ten przymiotnik. ;-)

      Usuń
    13. Zapomniałam napisać, za co lubię "Lochy Watykanu". Podobało mi się to, że Gide potraktował bohaterów w żartobliwy sposób. Rozbawił mnie fragment o pluskwach i pchłach atakujących Amedeusza i fragment o tym, jak Amedeusz i jego przyjaciel rywalizowali o względy Arniki. Kiedy Arnika wybrała Amedeusza, ten złożył przyjacielowi przysięgę, że nigdy nie skorzysta z praw małżeńskich. I słowa dotrzymał. Podobał mi się też opis, w jak genialny sposób oszuści manipulowali Amedeuszem, by przekonać go o porwaniu papieża.
      Podsumowując - może książka nie była porywająca, ale całkiem ciekawa :)

      Usuń
    14. Tak walka pluskwami była niezła a i ślubowanie "białego małżeństwa" niczego sobie (przyjaciel okazał się ważniejszy od żony) - ja odbierałem postać Amadeusza raczej w kategoriach zagubienia, nieprzystosowania i naiwności, którą nie sztuka wykorzystać, zwłaszcza że nie był on człowiekiem z pretensjami - mi jednak trochę go było szkoda :-). Niedawno czytałem "Czerwone i czarne" (a powinienem przypomnieć sobie je wcześniej) i po nich bardziej doceniłem Gide :-).

      Usuń
    15. Przyjaciel okazał się ważniejszy od żony, a i żona przyjęła tę dziwną sytuację z wielką wyrozumiałością. Dziś już chyba nie ma takich kobiet. W naszych czasach Amedeusz szybko by otrzymał pozew rozwodowy :)
      Oczywiście, że też żałowałam Amedeusza. Ale faktem jest, że oszuści manipulowali nim w genialny sposób. "Czerwonego i czarnego" nie znam, próbowałam kiedyś, ale nie zaciekawiła mnie.


      Usuń
    16. Widać, że Stendhal był inspiracją dla Gide - jego Lafcadio Wluiki to Julian Sorel z "Czerwone i czarne".

      Usuń
  4. o ja to tak dawno czytałam, że niewiele pamiętam. To była lektura na studiach, na drugich "robiliśmy" Paludes( nie znam polskiego tytułu), pamietam tylko ze obok Zoli to była jedna z bardziej porywających lektur

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba chodzi Ci o "Błota", Zola porywający?! no, no! :-)

      Usuń
  5. zola porywający?a dlaczego nie ,odkryłam go niedawno dla siebie i zadaję sobie pytanie dlaczego dopiero teraz,uważam,że pisze wspaniale,pewnie że chwilami irytuje ale czytam jego piąta powieść i cieszę się ,że jeszcze tyle przede mną

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałem kiedyś ambitny zamiar przeczytania całych Macquartów ale szybko dałem sobie spokój, czytany jeden po drugim wydał się nużący - tylko Germinal trochę bardziej utkwił mi w pamięci. Ale może to dobry pomysł dać mu jeszcze jedną szansę.

      Usuń
  6. mnie czasami irytuje ale nie nuży,raczej skłania do refleksji,trochę czasu jednak upłynęło od kiedy zola pisał swoje powieści,świat się zmienił,można to i owo skonfrontować z naszą rzeczywistością,zobaczyć,co się od tamtej pory zmieniło na lepsze a co pozostało takim jakim było,co czas zrobił z nadziejami pisarza,poza tym zola wspaniale opisuje ówczesny świat miasto,jego ulice, pełne ludzi,sklepy itd...,zole ciągle da się czytać i to z przyjemnością

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że naprawdę będę musiał się przeprosić z Zolą :-)

      Usuń
  7. ciekawa jestem jak zakończył by zola Germinal gdyby dłużej pożył i wiedział o świecie to co my?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Germinal kojarzy mi się z filmami Kutza - może one mogłyby stanowić jego zakończenie? :-)

      Usuń
  8. Takie samo wydanie było w domu rodziców (pewnie ciągle jest), sięgnęłam w czasach szkolnych, ale pamiętam, że odłożyłam po paru stronach... wygląda na to, że trzeba by przywieźć :)

    Ja, żeby być w temacie, cyknęłam sobie Rzym Felliniego z pamiętną sceną pokazu mody kościelnej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój "pierwszy raz" z Gide też był w latach szkolnych z tą różnicą, że to "Fałszerzy" odłożyłem na półkę - błąd młodości :-)

      Usuń