Niewiele dzieje się w polskiej literaturze współczesnej, ośmielam się przypuszczać, że najciekawsze co w ostatnich latach się wydarzyło, to pokazanie od kuchni specyficznej metody promocji pisarza Ignacego Karpowicza przez krytyczkę Kingę Dunin i jeremiada Kai Malanowskiej nad finansowym fiaskiem jej książki (ktoś kojarzy to niedocenione dzieło pisarki?), aż do wczoraj, kiedy to Jerzy Haszczyński ośmielił się napisać, że powieść "Król" Szczepana Twardocha, oględnie mówiąc, nie grzeszy oryginalnością.
Ale to, że oryginalność nie jest mocnym punktem pisarstwa Twardocha to akurat żadne odkrycie. To co mnie zaskoczyło, to to, że "Król" uznawany jest za jedną z najważniejszych książek ostatnich lat w Polsce. Realy? Oczywiście jest wolność sądów i nie zdziwiłbym się, gdyby była to opinia licealistów uczących się w trybie zaocznym i którzy na dodatek niespecjalną wagę przywiązywali do lekcji języka polskiego ale żeby zaraz ich opinia do tego stopnia miała siłę przebicia? Równie dobrze można twierdzić, iż Zenon Martyniuk jest najwybitniejszym kompozytorem ostatnich lat w Polsce.
Tekst Jerzego Haszczyńskiego, wbrew temu, co można było wyczytać w internetowych publikacjach, nie zarzuca Szczepanowi Twardochowi popełnienia plagiatu, odebrałem to bardziej jako wytknięcie powielenia pomysłów i przeniesienie ich na nasz grunt. Ale tak jak pisałem u Szczepana Twardocha to nic nowego, jego dwie powieści opierały się przecież na tym samym, więc skoro wcisnął czytelnikowi odgrzewane kotlety już wcześniej, to dlaczego nie miałby zrobić tego po raz kolejny, z czegoś przecież trzeba żyć.
Ale to, że oryginalność nie jest mocnym punktem pisarstwa Twardocha to akurat żadne odkrycie. To co mnie zaskoczyło, to to, że "Król" uznawany jest za jedną z najważniejszych książek ostatnich lat w Polsce. Realy? Oczywiście jest wolność sądów i nie zdziwiłbym się, gdyby była to opinia licealistów uczących się w trybie zaocznym i którzy na dodatek niespecjalną wagę przywiązywali do lekcji języka polskiego ale żeby zaraz ich opinia do tego stopnia miała siłę przebicia? Równie dobrze można twierdzić, iż Zenon Martyniuk jest najwybitniejszym kompozytorem ostatnich lat w Polsce.
Tekst Jerzego Haszczyńskiego, wbrew temu, co można było wyczytać w internetowych publikacjach, nie zarzuca Szczepanowi Twardochowi popełnienia plagiatu, odebrałem to bardziej jako wytknięcie powielenia pomysłów i przeniesienie ich na nasz grunt. Ale tak jak pisałem u Szczepana Twardocha to nic nowego, jego dwie powieści opierały się przecież na tym samym, więc skoro wcisnął czytelnikowi odgrzewane kotlety już wcześniej, to dlaczego nie miałby zrobić tego po raz kolejny, z czegoś przecież trzeba żyć.
Szczepan Twardoch odpowiedział krytykowi, a jego odpowiedź sprowadza się mniej więcej do tego, że w powieści wykorzystuje motywy, które inni pisarze już wcześniej z powodzeniem wykorzystywali. Muszę przyznać, że zaskoczył mnie tym. Pewnie nie każdy pisarz potrafi tak szczerze i prawdziwie powiedzieć o swojej książce, no, może nie wprost, że w gruncie rzeczy jest zlepkiem, owszem zgrabnie skomponowanym, cudzych pomysłów przetworzonych na użytek polskiego czytelnika.
A już zupełnie ujął mnie Szczepan Twardoch odwołując się do... "Iliady" Homera, gdy chodzi o brutalne sceny w jego książce. No, no... gratuluję samooceny, żeby jeszcze napisał, że "inspirował" się Kosińskim czy Littellem, bo seks i brutalność w ich powieściach dobrze się sprzedawały, to bym zrozumiał ale żeby zaraz Homer?! Trzeba być nie lada bufonem, żeby swoją książkę, która może i robi wrażenie na licealistach, ale o której zrobiło się cicho (aż do teraz) jak tylko skończyła się kampania marketingowa, stawiać w jednym szeregu z dziełem tej rangi co "Iliada".
W ogóle, mówiąc szczerze, to dziwne, że Jerzy Haszczyński robi takie wielkie halo wokół "wtórności" "Króla", przecież to nic nowego ani na naszym rodzimym literackim podwórku (warto porównać choćby "Pętlę" Hłaski i "Pod wulkanem" Lowry'ego, a jakiś czas temu "pisarka" Pakosińska "zapomniała" wziąć w cudzysłów cytaty z innych autorów), ani światowym i to tym z najwyższej półki. W każdym razie Szczepan Twardoch nie powinien się przejmować a wręcz przeciwnie, powinien być zadowolony, przecież chyba zna starą zasadę marketingu "obojętnie, dobrze czy źle, byleby po nazwisku".
A już zupełnie ujął mnie Szczepan Twardoch odwołując się do... "Iliady" Homera, gdy chodzi o brutalne sceny w jego książce. No, no... gratuluję samooceny, żeby jeszcze napisał, że "inspirował" się Kosińskim czy Littellem, bo seks i brutalność w ich powieściach dobrze się sprzedawały, to bym zrozumiał ale żeby zaraz Homer?! Trzeba być nie lada bufonem, żeby swoją książkę, która może i robi wrażenie na licealistach, ale o której zrobiło się cicho (aż do teraz) jak tylko skończyła się kampania marketingowa, stawiać w jednym szeregu z dziełem tej rangi co "Iliada".
W ogóle, mówiąc szczerze, to dziwne, że Jerzy Haszczyński robi takie wielkie halo wokół "wtórności" "Króla", przecież to nic nowego ani na naszym rodzimym literackim podwórku (warto porównać choćby "Pętlę" Hłaski i "Pod wulkanem" Lowry'ego, a jakiś czas temu "pisarka" Pakosińska "zapomniała" wziąć w cudzysłów cytaty z innych autorów), ani światowym i to tym z najwyższej półki. W każdym razie Szczepan Twardoch nie powinien się przejmować a wręcz przeciwnie, powinien być zadowolony, przecież chyba zna starą zasadę marketingu "obojętnie, dobrze czy źle, byleby po nazwisku".









